01.09.2023
Krzysztof Gawkowski, wiceprzewodniczący Nowej Lewicy i szef klubu parlamentarnego Lewicy ma rację, że Polska powiatowa przed tymi wyborami jest inna niż to sugerują sondaże dające znaczną przewagę PiS. Gawkowski w rozmowie z Iwoną Szpalą słusznie zauważa, że „odkłamywanie PiS-u musi zająć czas. Partia rządząca w 100 proc. moderuje przekaz mediów publicznych, nie ma mowy o równości dostępu do publicznej anteny, fałszowana jest rzeczywistość” (GW 8.09).
Jest to zauważalne szczególnie właśnie na prowincji gdzie przekazy konkurencyjne z trudem się przebijają. Ale chyba coś się zmienia i ta obowiązująca narracja pisowska zaczyna pękać w konfrontacji z cenami i siłą nabywczą złotego. Rozdawnictwo nie przekłada się na poczucie bezpieczeństwa. Również przekaz siejący strach przed migrantami zaczyna budzić wątpliwości skoro to „nasz rząd” sprowadził 350 tysięcy nie do końca legalnych imigrantów. Zblatowanie z klerem, który również w Polsce powiatowej traci swój autorytet, zaczyna ludzi drażnić.
Ostatnio szeroko komentowania orgia seksualna zorganizowana przez księdza Tomasza z Dąbrowy Górniczej w oczach imprezowego księdza oznacza kolejny atak na kościół. Jak napisał do GW (29.09): „Odbieram to jako ewidentne uderzenie w Kościół, a w tym w duchowieństwo i wiernych, by poniżyć jego pozycję, zadania i misję. Myślę, że gdyby cokolwiek podobnego wydarzyło się osobie mało znanej, o innej profesji, nie medialnej, nie duchownej to nie było by w ogóle sprawy”. Ten bezwsyd trudno komentować, jest on przejawem moralnej degrengolady księdza, której dorównuje zresztą jego biskup, który w liście do księży napisał, że księża uczestniczący w orgii są „obolali i zawstydzeni”. O wstydzie trudno mówić i obolałość też jest wątpliwa, skoro wszystkiemu winne są media.
Również zohydzanie oponentów politycznych zdaje się wyczerpywać swoją siłę perswazyjną i zobaczymy jaki skutek nie tylko medialny przyniesie marsz miliona serca organizowany przez Donalda Tuska w niedzielę 1.X, na który się zresztą wybieram. Moim zdaniem gniew suwerena wyraźnie zaczyna się kierować w kierunku rządzącej partii i rozpolitykowanego kleru.

Przekonałem się o tym na własne oczy w czasie spotkania 28 lipca w lubaczowskim Miejskim Domu Kultury. Jego tytuł „Kościół i polityka” określał główny ton spotkania. Zaprosił mnie tamtejszy działacz Lewicy Zbigniew Wełyczko. Spotkanie prowadził mój dawny nauczyciel ze szkoły podstawowej w Narolu Edward Dziadula. Przygotował starannie pytania, które zgodnie dotyczyły Kościoła i polityki. Czułem się w swoim żywiole bo na temat Kościoła, również tego lubaczowskiego, mam wiele do powiedzenia. Po pytaniach Dziaduli pojawiły się głosy z sali. Rozmawialiśmy blisko dwie godziny. Jeden z uczestników spotkania zapytał jak to jest możliwe, że Jarosław Kaczyński i inni politycy z jego partii, którzy nagminnie używają języka nienawiści, sprzecznego z Ewangelią, nie spotykają się z reprymendą księży? Nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. Do zdziwienia pytającego dodałem swoje, jak to się dzieje, iż ci politycy występują notorycznie w kościołach Podkarpacia i nikomu z Państwa to nie przeszkadza. Samo spotkanie wskazywało na to, ze nawet na Podkarpaciu coraz bardziej ludziom zaczyna to przeszkadzać. Zresztą wszystkie pytania były trudne i wymagające namysłu, starałem się na każde odpowiedzieć, jak umiałem.
Ogromną radość sprawił mi widok koleżanek i kolegów z Liceum Ogólnokształcącego, które ukończyłem w 1975 roku, a więc prawie pół wieku temu. Te wspólne rozmowy i namysł nad kondycją państwa był dla nas powrotem do czasów, które niepostrzeżenie zaczynają wracać. Nikomu to się nie podoba, że PiS tak łudząco zaczyna przypominać PZPR a działacze partyjni zachowują się zupełnie tak samo jak sekretarze partii. Niektórych widziałem po raz pierwszy od czasu matury. Liczyłem, że przyjdzie jeszcze jedna osoba, którą specjalnie zaprosiłem. Jest posłanką PiS i znana jest z tego, że pojawia się na każdym odpuście, by zapewnić proboszcza, że PiS zadba o to, by miliony wpłynęły na potrzeby Kościoła. Tak było na odpuście św. Anny w moim miasteczku w Narolu 26 lipca gdy przemawiała zaraz po proboszczu w czasie uroczystej sumy odpustowej. Coraz częściej ludzie zastanawiają się skąd PiS te pieniądze bierze, bo to przecież nie są pieniądze partyjne, tylko państwowe, a więc nasze. Być może należałoby je wydać bardziej sensownie, bo przecież kościoły pustoszeją. Też tak myślę. Na spotkanie w Lubaczowie nie przyszła z powodu ważnego głosowania w Warszawie, a znana jest z sumiennego wypełniania swoich poselskich powinności.
Mogłoby się wydawać, że związek rządzącej prawicy z moralnością i Kościołem katolickim jest oczywistą oczywistością. Wskazują na to nie tylko wspomniane wspieranie lokalnych kościołów, ale też ikoniczne już zdjęcia z katolickich ośrodków religijnych (zwłaszcza Częstochowy i Torunia), w których prominentni politycy tej formacji wyjątkowo chętnie i często dają się fotografować. Mam wszak nieodparte wrażenie, że na zdjęciach te związki się kończą.
Spotkanie zostało szczegółowo opisane w lokalnym miesięczniku „Kresowiak Galicyjski” od lat redagowany przez Mariana Ważnego. Od kilku lat współpracuję z tym pismem pisząc felietony na różne tematy. To właśnie dzięki „Kresowiakowi” poznałem lokalnych działaczy i animatorów kultury. Jednym z nich jest Marcin Piotrowski, który nie tylko był na spotkaniu, ale dopytywał się co myślę o Irlandii i tamtejszych katolikach i czy polscy pójdą podobną drogą. Okazuje się, że Piotrowski wiele lat spędził właśnie w Irlandii, a w tej chwili jest najbardziej rozpoznawalną twarzą regionu podkarpackiego jako organizator znanego w całej Polsce festiwalu Folkowisko w Gorajcu, a od czasu wojny Putina na Ukrainie niezwykle aktywnie działający w Fundacji Folkowisko. Właśnie Marcin Piotrowski zorganizował debatę o miejscu kościoła w przestrzeni publicznej, do której mnie zaprosił. Odbyła się w trybie online 26. października. Oprócz samego Piotrowskiego, który debatę moderował wzięli w niej udział prof. Marta Połtowicz-Bobak z Uniwersytetu Rzeszowskiego i red. Adam Szostkiewicz. Jej nagranie jest dostępne na kanale YouTube, do którego chętni mogą sięgnąć w każdej chwili . Moim zdaniem warto, bo to, co mówiła przekonana katoliczka Połtowicz-Bobak zasługuje na uwagę, gdyż być może wyraża opinię większości katolików. Zresztą również obszerne wypowiedzi Szostkiewicza, który od kilkudziesięciu lat komentuje to, co się dzieje w kościele i z kościołem, są niezwykle ciekawe, bo ilustrują przekonania dziennikarzy, którzy dobrze życzą kościołowi i martwi ich jego całkowite rozejście się z rzeczywistością. Do moich wypowiedzi nie będę przekonywał, bo Czytelnicy SO je doskonale znają.
Czy uda im się przebić przez klerykalną mentalność tamtejszej społeczności, to się okaże w najbliższych wyborach. Może nadszedł czas, by nie wierzyć sondażom, tylko przyglądać się konkretnym kandydatom do parlamentu, jeśli chcemy by był inny niż obecny.


Mało czasu zostało na te zmiany.
Też byłam w Lubaczowie z ramienia organizacji kresowej, tylko przyjechałam dzień póżniej. Wiele ciekawych rozmów, paneli, spotkań, przyjazny klimat Z podróży przywiozłam między innymi tomik wierszy poety z Wołynia Zygmunta Rumla.
Każda gmina jest inna. Bardzo wiele zależy od wójta/burmistrza, proboszcza, od istnienia kilku aktywnych osób, dyrektora szkoły, pasjonata takiej czy innej sprawy. Czasem widzimy dwie sąsiadujące ze sobą gminy z różnych światów.. Prowincja jest skazana na drenaz mózgów, zostają najmniej przedsiębiorczy. To b. ogólne zjawisko, od którego jest mnóstwo wyjątków, wiele zależy od geografii, od komunikacji, często od pomysłowości. Przeraża niewiara we własną sprawczość. Samorząd jest w biednych gminach zorientowany głównie na dotacje, co powoduje podatnośc na populizm, na obietnice rządu. .
No tak, tylko, że dotacje rządu są albo na papierze albo dotyczą kościoła. A to co wschód zyskał i dobrze wykorzystał to fundusze unijne. A tego nie mozna nie zauważyć. Dużo jeżdżę po Polsce i widzę jak wschód Polski się zmienił, nie dzięki rzadowej kasie tylko dzięki Unii. Myslę, ze tamtejsi ludzie też to widzą. Przykładem jest Rzeszów np.
„PiS tak łudząco zaczyna przypominać PZPR a działacze partyjni zachowują się zupełnie tak samo jak sekretarze partii.”
Zaczyna? Przypomina od dość dawna.
Ten aspekt spraw jest niestety nazbyt rzadko dostrzegany.
Np. słyszałem już (z ust PAD?), że demokracja pod rządami PiS jest lepsza od demokracji zachodnioeuropejskich, a wolność w Polsce jest prawdziwsza niż na Zachodzie. Jest to żywcem wzięte z propagandy z czasów Gomułki.
Tak to prawda Polska powiatowa ma wiele twarzy. Bardzo mnie cieszy, ze coraz więcej ludzi w moim regionie zaczyna wierzyć we własna sile sprawcza. A co ważniejsze już w tej chwili robią wiele nie oglądając się na księży czy działaczy partyjnych.
Dokładnie, w małych miejscowosciach też się duzo dzieje. I nie jest to zawsze zwiazane z kosciołem, szczególnie w miasteczkach bo na wsi nie wiem bo się juz dawno wyorowadziłam i pamietam tylko wieś PRL u.
Od ponad ośmiu lat mieszkam w Polsce powiatowej na którą wróciłem po 52 latach mieszkania w wielkich miastach. Z moich obserwacji dwóch miast powiatowych i należących do tych powiatów gmin w centralnej Polsce, rzeczywiście wiele sie zmienia w tej Polsce. Wszystkie obserwacje Autora są także i moim udziałem w tych dwóch ośrodkach. Na razie mniej się zmienia w samych gminach, ale także i tam zmiany zachodzą. PiS i krk wyraźnie tracą poparcie.
*
Najnowszy, bo dzisiejszy przykład zupełnie mnie zaszokował. Na najbliższym sklepie w sąsiedniej wsi, sklepie niezwykle popularnym bo otwartym 12 godzin w tygodniu i 8 godzin w niedzielę, położonym przy ruchliwej drodze, właścicielka po raz pierwszy od ośmiu lat pozwoliła na zamieszczenie plakatu wyborczego kandydata PO/KO na posła. Od 2015 roku pozwalała na to wyłącznie kandydatom PiS. Coś się zmienia….
Mało znanym, aczkolwiek niezwykle istotnym wymiarem Polski powiatowej, jest udział lokalnych mediów w kształtowaniu opinii publicznej. Zwykle obwinia się proboszczów (zreszta przeważnie słusznie) o zblatowanie z PiS. Tymczasem lokalne gazety, stacje radiowe itp. Przodują w lizusostwie i chęci przypodobania się lokalnym kacykom pisowskim. Dokładnie działo się za czasów PRL.