20.10.2023

ECHA WYDARZEŃ: Bańka, ale wpis nie będzie o panu Witoldzie Bańce, który przez pewien czas był ministrem sportu. Aktywnym. Ale już tytułowe słowo odległe skojarzenie przyniosło. Więc parę słów o byłym…
Pan B. kilka śladów zostawił, kilka szlaków wytyczył. Także w systemie sportowo-prawnym.
Chyba jednym ze śladów jest określenie, że prezesem związku sportowego można być góra dwie kadencje. Potem- dobry był, czy zły- pa,pa…
W parlamencie można bez końca, w sporcie z metą pozawyborczą. Pojąłem, że intencją było przyspieszenie ociężałego – prawda- procesu zmiany pokoleń dowódczych, ale pomyślałem, że czasem to bardziej chodziło- o personalia. Żeby jednych się pozbyć, a bliższych swemu sercu wylansować.
No, i ma sport, co ma- jak to zawsze w życiu, niektórzy z nowego naboru są świetni, niektórzy gorsi od poprzedników, a kogoś w ogóle już trzeba się było pozbyć… I pewnie przyjdzie na przepis raz jeszcze prawnie spojrzeć. Przez pryzmat logiki, rzetelnej oceny dokonań itp.
Ale nie w tym sedno wpisu. Pan eksminister dobrą sławę też ukształtował, i dzięki temu dowodzi światowym antydopingiem. W czym niezmiennie życzę Mu powodzenia, bo na liście tego, co sport zabija doping wciąż straszy. A co by było bez walki z nim?
Zastrzegłem się, że słowo tytułowe kojarzy mi się jednak nie z osobą, a z czymś innym – z powyborczym obrazem. TEN na swój sposób sugeruje powróżenie z fusów na tematy około-sportowe. Wyborcy sprawili, że wiele osób mających ładny dorobek w ruchu sportowym znalazło uznanie. Są- ściślej – będą w parlamencie. I mimo, że w swego rodzaju bańce, która ich do zaszczytu wyniosła nie zajmą się TYLKO SPORTEM. A że osobista wiedza oraz pasja ruchowi sportowemu też rozwój przyniesie- dla mnie jasne
Zerkam w rejestr.
Ma mandat obecny minister sportu, ma jego były wice, którego –przypomnę- zwolniły z funkcji inne zarzuty niż złe wiceministrowanie; jeszcze kogoś z tego kręgu część wyborców zapremiowała. Ale w sumie to jednak przejście z pierwszego, „ decyzyjnego” ( program, kasa) planu do tła. Będzie nowy minister, nowe kierownictwo resortu; zapewne nowe poglądy – zweryfikowane przez logikę oraz stan możliwości. Jak np. POLSKA OLIMPIJSKA – wedle dzisiejszych ocen za 15 miliardów dolarów. Będzie- myślę- przemodelowanie obietnicy, że tzw. budżet (czytaj podatnicy) wybuduje przebogatemu- jeśli chodzi o finanse, bo sportowo słabieńkiemu PZPN- owi ośrodek na światowy błysk. Nie sprzeczam się z ideą- niech futbol ma się dobrze, ale postuluję większy jego udział, I tak dalej.
Pole do zasiania- także przez inicjatywy parlamentu – niezmiennie obszerne. Niezależnie od „siewu” i modernizacji, także coraz lepsze ramy prawne. Na miarę pełni prawdy, że dziś sport to dla elity praca zawodowa, dla wszystkich POZOSTAŁYCH– zjawisko społeczne.
CZAS PERSONIFIKOWAĆ NADZIEJE, KTO?
Pod względem „ siły sportów” wyborcy dali premię siatkówce. Pani Małgorzata Niemczyk, pan Paweł Papke- mają na koncie serial sukcesów sportowych plus doświadczenie parlamentarne. Andrzej Szewiński (syn przesławnej Irenissimy), też wspaniały siatkarz, polityk, samorządowiec. Światek narciarski też ma mocną reprezentację. Pani Jagna Marczułajtis – mnoży doświadczenie sejmowe, Apoloniusz Tajner dopiero po nie sięga. Zawodnik, trener, prezes związku, wiceprezes PKOl, komentator, biznesmen, „światowa postać”, a teraz na kolejnej pozycji startowej. Czego jeszcze można dokonać wobec listy osiągnięć? Minister sportu? Może- tak, może- nie… Może… kilku widzę równorzędnych kandydatów. Sport pięknie lansuje!
Znów przeszli przez wybory inni. Redaktor Tomasz Zimoch (sławny dziennikarsko okrzykiem via mikrofon „Panie Turek, kończ pan ten mecz”) . Tadeusz Tomaszewski- energiczny działacz (także sportowy), jeden z nielicznych „dawnych”, który ostał się we władzach PKOl w ostatnich wyborach i jest w komisji rewizyjnej… Były piłkarz Arki Gdynia Rafał Siemaszko… Tu- wtręt na marginesie. Stawali jeszcze dwaj ze świata piłki, obaj sławni- Jan Tomaszewski ( z internetowego CV- „piłkarz- bramkarz, komentator”) oraz Dariusz Dziekanowski. Obaj chcieli, wyborcy nie zechcieli. Jednak futbol nie jest wszechmocny…
Jeszcze jeden „margines”. Kojarzę z red, Zimochem i komitetem olimpijskim. PKOl ogłosił w końcu listę członków swoich komisji, które- wedle słów deklaracji- są kołem zamachowym organizacji. Zmian nie komentuję, prawo „odkurzacza” doceniam, zawsze byłem za mądrym odświeżaniem. Ale ,gdy widzę w owym „kole zamachowym” brak komisji medialnej , a stan dziennikarsko sportowy nie ma wyraźnego śladu we władzach- zauważam „ORGANIZACYJNE zgubienie prawdy życia. Że bez dziennikarstwa sportowego ruch olimpijski byłby manekinem. Nasz właśnie zaczął być. Już wiem, że PKOl strzelił sobie w kolano… A tzw. sloganowo Rodzina Olimpijska pozbyła się bliskiego krewnego… Z własnej woli, ściślej – z niedostatku wyobraźni oraz wiedzy o historii i kanonach…

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii

Do powyższego dorzucam:
Gdybym był prezesem PKOL to bym spowodował powołanie stałej komisji prezesów. Jak eksponowany pieczołowicie a publicznie rejestr darczyńców i protektorów. Klub prezesów ( nie jestem, nie byłem, nie będę-więc nic z prywaty), jako symbol tradycji oraz łączności pokoleń. Nie jeden jako „honorowy” ( w domyśle, na osłodę, ze zrezygnował z kolejnej kampanii), lecz zawsze komplet żyjących. Czyli – dziś Bolesław Kapitan, Aleksander Kwaśniewski, Andrzej Szalewicz, Andrzej Kraśnicki. Ot taki, klub olimpijsko-honorowy…