Krzysztof J. Konsztowicz: Konieczny audyt w nauce!!! … I co dalej? …9 min czytania


02.11.2023

1.

W powyborczym upuście emocji już 18.10.23 pewien znany profesor, a w SO dobrze znany, jako Hazelhard, opublikował krótki artykuł „Konieczny Audyt!!!”. I napisał w nim słusznie, że „nowy rząd powinien zrobić audyt, co dziedziczy po poprzednikach”, sugerując przy tym, że audyt powinien również dotyczyć „stanu nauki polskiej”, do czego dorzucił kilka różnych przykładów na to, jaki jest zły. Jednocześnie wskazał, że „nasz dobrostan w dużej mierze zależy od tego, jaki poziom badań naukowych będziemy mieli”. Co też może być prawdą, choć bardziej złożoną i pod wieloma warunkami.

Niedługo potem (21.10.23) profesor J.J. Tomidajewicz w artykule „Demokratyczna opozycja zwyciężyła ! … I co dalej?”, ostudził nieco zwycięskie zapały wskazując, że dopóki PAD jest lokatorem pałacu namiestnikowskiego, to „cały program zmian proponowanych przez obecną opozycję, będzie musiał być odłożony na prawie dwa lata”. Co najmniej…

Dlatego połączyłem tytuły artykułów tych dwóch autorów, by na pytanie „i co dalej?” – w odniesieniu do polskiej nauki i szkolnictwa wyższego odpowiedzieć krótko – NIC !

Przynajmniej w nauce tak będzie, że nic nie będzie (jak ongi mawiał niejaki Kononowicz…).

To może być w jakimś stopniu zrozumiale, zważywszy na ogrom spustoszenia, jakiego ta frakcja PiS (czyt. Podłość i Szulernia) dokonała w państwie, a szczególnie w jego finansach. By nie wspomnieć prawnych i finansowych pól minowych, jakie pozostawili za sobą i ciągle jeszcze stawiają, byle tylko zaszkodzić następcom. A cóż ich obchodzi to państwo, jego obywatele i ich przyszłość? Nic. A szczególnie przyszłość tych niewdzięcznych młodych, co im „dali kopa”… Liczenie, więc na to, że PAD się opamięta czy niebawem coś zrozumie, jest tak naiwne, jak liczenie na to, że siadając do stolika z szulerem, ten – z sobie tylko znanych powodów – zacznie grać uczciwie…

2.

No, ale dla upewnienia się, „co dalej w nauce” zajrzyjmy na drugą stronę, do ciągle jeszcze opozycji, a właściwie do jej siły wiodącej. Oto wyborczy program Koalicji Obywatelskiej w podrozdziale „Edukacja” zawiera tylko takie dwa postulaty dotyczące nauki i szkolnictwa wyższego:

„Wzmocnimy autonomię uczelni i zabezpieczymy apolityczność szkół wyższych poprzez zwiększenie finansowania nauki i poprawę transparentności wydatkowanych środków”.

„Uzdrowimy mechanizmy ewaluacji nauki. Zweryfikujemy wykaz czasopism punktowanych przy poszanowaniu ustawowej roli Komisji Ewaluacji Nauki”.

W chorobliwie scentralizowanym systemie, jaki tu istnieje (z dotacjami „ministerialnymi”, odgórnie zmyślaną sztuczną punktozą, nadaniami stopni i tytułów i wieloma innymi smyczami) mówienie o autonomii uczelni jest, co najmniej, iluzoryczne, więc poczekamy na bardziej szczegółowe rozwinięcie tematu – „jak”. Finansowanie nauki przy obecnej centralizacji, a bez konkretnych priorytetów długoterminowych także jest i będzie polityczne, więc też nie róbmy sobie dalszych złudzeń. Do tego nie bardzo wiadomo, kto będzie zwiększał fundusze, z czego i za co, bo w ostatnio ujawnianym katastrofalnym stanie budżetu i długu państwa, to może być kolejna niepotrzebna iluzja. Szczególnie, że jakiekolwiek zwiększanie finansowania w istniejącym słabym modelu organizacyjnym funkcjonowania nauki, to będzie tylko czyste marnotrawstwo – wrzucanie w czarną dziurę bez dna, kiedy są inne i bardziej pilne potrzeby budżetowe … Warto przy tej okazji przypomnieć, że w krajach rozwiniętych wydatki publiczne w tym sektorze od dawna nie przekraczają 1% PKB, bo resztą zajmuje się sektor prywatny.

A i tak rząd nie jest od doraźnego dosypywania czy odsypywania pieniędzy, tylko raczej od formułowania takich ram prawnych, żeby sektorowi prywatnemu opłacało się więcej inwestować w naukę, a już najwięcej w te badania, które jutro przetwarzają się w usługi i produkty, nie za sto lat…. Taka jest od lat prawidłowość w nowoczesnych społeczeństwach – rządy mniej, sektory prywatne więcej, ale musi się opłacać… Deklarowana „poprawa transparentności wydatkowanych środków” na pewno będzie tu przydatna, ale najpierw trzeba poprawić transparentność podstaw prawnych tego kulejącego systemu.

Na tej samej zasadzie „uzdrawiać mechanizmów ewaluacji nauki” też już od dawna nie trzeba, bo są dobrze znane w świecie, do którego aspirujemy od tylu lat z marnym skutkiem. Każda sekretarka każdego dziekana potrafi wyszukać dane biblio-metryczne w kilka minut i ja też, więc nie wiadomo, o co chodzi. Przy tych monstrualnie rozdętych kadrowo ministerstwach, na pewno żadna dodatkowa centralna komisja ewaluacji czy innej naukowej doskonałości, zatrudniająca kolejne setki osób za grube pieniądze z kieszeni naiwnego podatnika, nie jest nikomu potrzebna zważywszy, jak bardzo zależy nam na oszczędnościach budżetowych. Jak koń z oklapioną głową wpadliśmy tu w koleiny marnotrawnego centralizmu i tak człapiemy i grzęźniemy w tym błocku, co było jeszcze za PRLu, i nawet nie myślimy jak z tego wyjść, choć wszystko już dawno opisane…

3.

Widać, więc jasno, że „na wschodzie bez zmian” – kontynuacja archaicznego (XIX wiecznego) liniowego modelu nauki, hierarchizacja, centralizm prawie socrealistyczny, marnotrawstwo funduszy na pozorowane badania i pozorowaną sprawozdawczość, przeplataną korupcją polityczną (vide NCBiR, czy ustawianie stanowisk dla swoich). Żeby, chociaż napisano w tym programie – „będziemy pracować nad przygotowaniem przejrzystych podstaw prawnych do przyszłego rzeczywistego przejścia do etapu gospodarki opartej na wiedzy, co może zająć … ‘n’… lat”, to już by ulżyło tym, co od dawna czekają…

Bo do tej pory nie przeszliśmy, bo takich przejrzystych podstaw prawnych ciągle nie ma. A dla rozwoju społecznego i wzrostu dobrobytu ta przemiana od ekstensywnego do intensywnego rozwoju gospodarczego jest na miarę rewolucji przemysłowej. My tu sobie z profesorem Hazelhardem piszemy w SO już od 15 lat o tej gospodarce wiedzy, politycy nawet dłużej, bo już ponad ćwierć wieku wycierają sobie „złote usta” – tą wiedzą, nauką, tą innowacyjnością – a tych jak nie było tak nie ma, bo nawet nie wiadomo dokładnie, o jakie badania naukowe tu chodzi.

Gdy politycy mówią o finansowaniu badań naukowych to byłoby wskazane, żeby przypomnieli sobie czy uzgodnili, co rozumie się tu przez naukę. Dla przykładu w Kanadzie, podobnie jak w wielu innych krajach rozwiniętych, większość wydatków na badania naukowe w ostatnim półwieczu skupia się na dziedzinach mających związek z gospodarką, czyli głównie na stosowanych naukach ścisłych, przyrodniczych i inżynierskich. Te pochłaniają z grubsza około 80% nakładów, dalej idą nauki o zdrowiu – ponad 15%, reszta przypada na nauki humanistyczne i inne (też ważne, ale inaczej, jak choćby sztuka).

Kiedy w Polsce o nauce mówią humaniści (tych w sejmie dostatek, albo i nadmiar), to często myślą tylko o swoich lokalnych poletkach, a już nie o materiałach, z których zrobiony jest ich samochód. Badacze podstawowych nauk ścisłych uważają, że to właśnie im się należy najwięcej, ale każdy, kto na coś kiedyś chorował będzie twierdził z przekonaniem, że więcej potrzeba na nauki medyczne, i tak dalej. Niestety w takich zawężonych pojęciach rozmijamy się ze światem bardziej rozwiniętym gospodarczo, zatem zanim rozpocznie się jakikolwiek audyt o stanie nauki, trzeba najpierw uzgodnić te pojęcia i zdefiniować podstawy prawne, żeby się nie pogubić i nie rozdrobnić.

4.

Dlatego może lepiej, że w aktualnym programie wyborczym KO w podrozdziale „Edukacja” więcej uwagi poświęcono szkolnictwu, bo niewątpliwie dla przyszłego wdrożenia modelu „gospodarki wiedzy” jednym z najważniejszych kroków jest właśnie zmiana modelu edukacyjnego, z XIX wiecznego pamięciowego na rozwiązywanie problemów w zespołach. Dotychczas, na żadnym poziomie, szkoły państwowe w Polsce nie rozwijają programowo indywidualizmu, osobowości i samodzielnego, twórczego myślenia. No a ostatni, szczególnie mroczny, okres historii, inkwizycyjno-opresyjny i odgórno-nakazowy, wręcz chyba metodycznie wzmacniał zniewolenie intelektualne i tłumił wszelkie ślady inicjatywy.

W podrozdziale „Edukacja” programu KO jest pięć postulatów, z których pierwszy mówi: „Podniesiemy wynagrodzenia nauczycieli…”. To nie tylko konieczne dowartościowanie, które podatnik uniesie, ale jednocześnie zachęta do dalszego wysiłku, bo ten wcale nie będzie mały, patrząc na ogrom pracy, jaki ich czeka przy niezbędnych zmianach programowych. Żeby nie wylać dziecka z kąpielą, albo nawet zanim się go zacznie kąpać, może warto też przewidzieć konkretne fundusze na szkolenia unifikacyjne dla nauczycieli w zakresie „psychologii pozytywnego wsparcia”. Wielu z nich – niekoniecznie ze złej woli – ale często w wyniku nawarstwień kulturowych z poprzednich epok (także przepracowania, czasem dla uproszczenia), ciągle funkcjonuje w nakazowo-zakazowo-kontrolnym modelu pouczania, na co często utyskują uczniowie w mediach społecznościowych.

Postulat czwarty: „W ciągu pierwszych 100 dni rozpoczniemy proces przechodzenia polskiej edukacji na system 1 zmianowy”, oraz ostatni (piąty), który mówi „Zlikwidujemy prace domowe w szkołach podstawowych”, są kluczowe dla zrównoważonego rozwoju młodzieży i wbudowania w psychikę młodych obywateli pożytecznego nawyku, że „praca odbywa w pracy” a nie „po godzinach” – wychodzi się rano i w szkole robi się wszystko, co związane ze szkołą. Po wykonaniu tej ciekawej pracy, jak wszędzie w normalnym świecie wraca się do siebie, do rodziny i do swoich ulubionych, prywatnych zajęć i zainteresowań.

W tym bardziej współczesnym modelu pojawią się też nowe i poważne wyzwania dla zreformowanych (czy oddeformowanych – jak wierzymy – niebawem) mediów publicznych, bo nie tylko szkoła w obecnym kształcie tłumi indywidualność. Rodzice (i często rodzice rodziców) także domagają się od dzieci głównie posłuszeństwa i ciągle mało cenią u nich rozwój wyobraźni i skłonności do samodzielnego rozwiązywania problemów, czy choćby tylko fantazjowania. Obecna szkoła tylko utrwala – czy kontynuuje – ciągle dominujące nakazowo-zakazowo-kontrolne wzorce kulturowe, zakorzenione w społeczeństwie razem z innymi przeżytkami poprzednich epok. „Nie wolno, nie skacz, nie biegaj, nie rób – nie, nie, nie”… Jak często się to słyszy w parkach, osiedlach, na placach zabaw. Musisz to, musisz owo – musisz, musisz, musisz… Dorośli też „muszą” się nauczyć wyrażać swoje myśli inaczej, i że jeżeli czegoś „nie wolno”, to mówić dzieciom „nie”…

Aby stworzyć warunki dla nowocześniejszego, bardziej upodmiotowionego modelu rozwoju społecznego, konieczne będzie polepszenie rozwiązań regulacyjno-instytucjonalnych, wdrażających zdrowsze modele myślenia w całym społeczeństwie. Póki, co pozostaje wierzyć, że „kości zostały rzucone”…

Krzysztof Jan Konsztowicz

Dr. hab. inż. 

Emerytowany profesor ATH w Bielsku-Białej.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email