15.11.2023
Redaktor Marcin Wójcik przepytał polityków i ekspertów i możliwości nowego ułożenia stosunków kościoła katolickiego z państwem. Tekst ukazał się w dniu inauguracji nowego sejmu. GW przezornie tekst ukryła w przepastnych zasobach i trudno do niego dotrzeć, więc chętnym przypominam tytuł „Polska na łasce Watykanu. Przykładem dla nas powinna być Irlandia, która nie zgodziła się na konkordat” wraz z linkiem.

Redaktor Wójcik również mnie o zdanie pytał i kilka zdań z naszej długiej rozmowy znalazło się w tekście. Pomyślałem jednak, że warto zwrócić uwagę na sprawę, o którą redaktor Wójcik nie pytał, a która wydaje mi się ważna. Chodzi mianowicie o sprawy wewnętrzne polskiego katolicyzmu, które mogą mieć wpływ na jakość polskiej demokracji. Czyli o dość powszechne ignorowanie w Polsce zmian, jakie proponuje w katolicyzmie papież Franciszek.
Od 2013 roku, a dokładnie od chwili gdy Jorge Maria Bergoglio został wybrany na papieża i przyjął imię Franciszka, polski kościół katolicki wszedł na ścieżkę wojenną z nowym papieżem. Dotyczy to niemal wszystkich biskupów i większości teologów. Również większość mediów katolickich stoi twardo po stronie biskupów. Po napaści Putina na Ukrainę ta wrogość wobec Franciszka przybrała formę wcale nieskrywanej nienawiści. Trzeba przyznać, że sam Franciszek serią nieprzemyślanych, a niekiedy wręcz głupich i wyraźnie proputinowskich wypowiedzi, ułatwił swoim przeciwnikom zadanie. Swoją niechęć mogli ubrać w patriotyczny kostium i polską racje stanu.
To jednak są detale. Tak naprawdę mamy do czynienia z frontalną niezgodą na proponowane przez Franciszka zmiany. Do tej pory biskupi byli wspomagani w swoim sprzeciwie wobec Franciszka przez rządzącą od 2015-2023 populistyczną, ksenofobiczną i homofobiczną partię. Jednak 15 października to się zmieniło i przygotowująca się do przejęcia rządów demokratyczna opozycja powinna pamiętać, że ma w Watykanie sojusznika, który jest zwolennikiem ukrócenia politycznej władzy kleru. Jest też przeciwnikiem antyimigranckiego, homofobicznego i populistycznego dyskursu. Od początku ostro zwalczał Donalda Trumpa i jego polaryzującą USA politykę. Nigdy nie dał się nabrać na jego płomienne deklaracje, że broni życia od początku i jest jedyną nadzieją fundamentalistów religijnych. Od początku sprzeciwiał się też amerykańskim biskupom, którzy wspierali awanturniczą politykę Trumpa.
Nieśmiało, ale jednak od samego początku wspierał kobiety i mianował wiele z nich na ważne stanowiska w Watykanie. W jednym z ostatnich dokumentów odwoływał się do książki Donny Haraway, jednej z najbardziej wpływowych myślicielek feministycznych. Wspiera też grupy LGBTQ+, choć musi się liczyć z oporem konserwatywnego skrzydła w kościele. Jego nominacje biskupie i kardynalskie, jak i te na najważniejsze urzędy w Watykanie, świadczą o tym, że jest zdeterminowany, by ukrócić swawolę fundamentalistów religijnych. Jeszcze nie tak dawno Bp Joseph E. Strickland (ma 65 lat i został biskupem w 2012 roku) odgrażał się, że nie ustąpi ze stanowiska, na które postawił go Benedykt XVI. I oto w dniu 11.11.2023 roku został pozbawiony władzy, o czym powiadomił tego samego dnia biuletyn watykański. Bp Strickland był bardzo aktywny w mediach społecznościowych, w których krytykował papieża Franciszka, a zwłaszcza drogę synodalną. Zastanawiam się kiedy w biuletynie watykańskim zaczną się pojawiać takie wieści z Polski. Na razie odwołania dotyczyły obyczajowości. Chyba czas się przyjrzeć doktrynie, który bywa niekiedy równie groźna w skutkach, jak nadużycia obyczajowe.
Jestem zwolennikiem rozdziału kościoła i państwa, jak też przywrócenia partnerskich, a nie służalczych relacji miedzy klerem (zwłaszcza biskupami), a politykami. Papież Franciszek może w tym pomoc.


Olewanie papieża to jest chamstwo, bezczelność, małostkowość, i hucpa. Ale jeszcze nie schizma.
Podobnie olewanie znakomitej większości Polaków to chamstwo, bezczelność, małostkowość i hucpa. Ale to jeszcze nie satrapia, choć było blisko, prawda? Chyba wykorzystaliśmy ostatni moment na wciśnięcie hamulców.
A jak postąpią katolicy w swej masie, to trudno powiedzieć.
Dryfowanie w kierunku schizmy to jeszcze nie jest schizma. Jednak zwracam uwagę na kierunek w jakim idzie polski katolicyzm. Większość biskupów to tchórze i nigdy nie zdobędą się na wypowiedzenie posłuszeństwa bo znają prawo. Tym bardziej obrzydliwy jest ten pasywny opór, tworzenie aury, ze się broni depozytu wiary i zachodniej cywilizacji. Moim zdaniem to gorsze niż atak z otwarta przyłbica. Dlatego nazywam to pełzającą schizma, która robi polskim katolikom wodę z mózgu.
Do schizmy ani polscy biskupi, ani świeccy katolicy na pewno nie dopuszczą. Nie pozwoliłaby im na to duma bycia narodem, który wydał świętego Jana Pawła II, w ich opinii – papieża wszechczasów. Franciszka uważają za odstępcę, bo ośmielił się nie być wiernym kontynuatorem linii największego z Polaków. Gdyby to Karol Wojtyła realizował reformy, które (z oporami) próbuje przeforsować Jorge Mario Bergoglio, polski KK stałby za nimi murem. I pękał z dumy bycia w awangardzie niekwestionowanych przemian w zmurszałym państwie kościelnym. „Depozyt wiary” byłby o tyle mniej istotny, że raczej mało komu rzetelnie znany.
Uważam artykuł Pana Profesora za dobry, jednak – w moim mniemaniu – nie to jest głównym problemem kościoła polskiego czy wręcz całego KK. Trzeba zauważyć, że kościół cofa się „po całości”. Przyczyn jest wiele. Można tu wyliczać niezliczone skandale obyczajowe czy też przekręty dokonywane przez tzw. osoby duchowne. Jednak na szczególną uwagę zasługuje moralny przekaz kościoła, który coraz mniej przystaje do obecnych warunków. Przykładem tego może być historia opisana w Rdz 22. Abstrahując od faktów (istnieją dokumenty mówiące o tym, że Abraham jednak złożył w ofierze swego syna) a skupiając się na literalnym zapisie przez wieki całe kościół przedstawiał ten przekaz nie tylko jako dowód oddania się Abrahama bogu lecz również jako przykład miłosiernego Jahwe. Oczywiście miało to pewien sens np. w zestawieniu z kultem Molocha lecz w obecnych czasach moralna ocena zarysowanej sytuacji musi być zdecydowanie negatywna. Trzeba zauważyć, że zarówno ST jak i MT roi się od opisów moralnie wątpliwych jeśli ocenimy to z obecnej perspektywy. Wydaje się, że to normy moralne a ściślej mówiąc obecny stan pojmowania moralności zadecydują o zmierzchu kościoła w obecnej formie.
Ujawniony w tych dniach, a datowany na 9.10.2023 list Gadeckiego do papieża Franciszka, krytykujący niemiecka drogę synodalna, w pełni potwierdza moja tezę. Dla cierpliwych podaje link do tego, pełnego przekłamań elaboratu: https://kosciol.wiara.pl/doc/8569349.List-przewodniczacego-KEP-do-papieza-Franciszka-na-temat
Został napisany zapewne przed rozpoczęciem obrad synodu na temat synodalnosci. To przykład fundamentalizmu religijnego ubranego w kostium „troski o kościół”. Znając zwyczaje watykańskie Myślę, ze Franciszek nie tylko nie odpowie, ale zacznie się zastanawiać jak można się pozbyć takiego szefa kłopotliwego episkopatu.
Biskupi stanowią coś w rodzaju subkultury -posługują się tym samym charakterystycznym językiem, odwołują się do tych samych „wartości” i symboli. Franciszek dlatego jest z góry skazany na porażkę ale dla zewnętrznego obserwatora to ciekawe starcie. Jesteśmy świadkami konfrontacji kogoś chyba rzeczywiście pokornego kto widzi szkodliwą stronę instytucji której przewodzi z grupą dla której najważniejszy jest osobisty splendor, ideologiczna dominacja oraz instytucjonalna mitomania. Ta ostatnia w czasach swobodnego dostępu do informacji jest już nieznośnie archaiczna i śmieszna. Z polskiego podwórka można wspomnieć choćby list episkopatu do wiernych odczytywany zeszłej jesieni w kościołach. Przywołano w nim encyklikę JP2 „Veritatis Splendor” czyli „blask prawdy”, biskupi dobrze wiedzieli od miesięcy że właśnie ma się ukazać Maxima Culpa Ekke Overbeeka. Błyskanie wiernym po oczach niczym „zajączkiem” tym łacińskim sformułowaniem okazało się po kilku tygodniach kompletną farsą i to na własne świadome życzenie.
Polski krk czeka zmiana pokoleniowa episkopatu. Dopóki dominują w nim stsrzy nominaci JP II, dopóty nieco światlejsi biskuoi siedzą cicho. Ci najstarsi muszą odejść, a młodsi byc może zechcą ratować wówczas to co jeszcze będzie do uratowania. Choćby na pewien czas, bo w dłuższej perspektywie krk w Polsce i w Europie bedzie zbiorem malutkich wspólnot zastanawiających się nad odnowieniem religii do postaci atrakcyjnej dla ludzi. .