27.12.2023
Przy ruchliwym skrzyżowaniu Oxford Street z Park Lane, w południowo wschodnim rogu londyńskiego Hyde Parku jest Speakers’ Corner. Ustanowione parlamentarnym dekretem z 1872 roku szczególne miejsce, gdzie każdy może przemawiać do tłumu o czym tylko chce. Kiedy dawno temu pracowałem w Londynie, przez trzy miesiące codziennie je mijałem. Prawie zawsze ktoś stał na stołeczku i coś mówił. Zwykle krytykując władze. Często całkiem sensownie.
Dla mnie, przybysza zza żelaznej kurtyny, było to niebywałe. Zatrzymywałem się, by posłuchać. Zdumiewało mnie, że ludzie nie zwracają uwagi na mówcę, a słuchaczy jest tylko garstka. I chcąc to jakoś speakerowi zrekompensować, machałem do niego. Nie wiedziałem, że wyprzedzam epokę wysyłając „lajki”.
Po wschodniej stronie żelaznej kurtyny kneblowano usta. Po zachodniej zaś nikt nie słuchał. Do słuchaczy trudno było dotrzeć po obu. Ale gdyby wszędzie był taki Speakers’ Corner, to przynajmniej żelaznej kurtyny by nie było – myślałem.

XXI wiek był jeszcze daleko. Wyobrażając go sobie wtedy, nigdy bym nie pomyślał, że latać na wycieczki w kosmos nie będziemy, za to każdy będzie nosił Speakers’ Corner w kieszeni.
Bierzemy go w dłoń i ogłaszamy, co chcemy. Wcale nie do garstki. Tak jak dziecko ustawia armię ołowianych żołnierzyków, tak my możemy skrzyknąć sobie w mediach społecznościowych armię słuchaczy. Wybrać wysyłających nam „lajki”, skreślić tych, co – jak niektórzy przechodnie do mówcy w Hyde Parku – krzykną „bullshit”. Stworzyć armię ludzi myślących tak samo. Albo do takiej armii dołączyć. Lecz armie te, to nie ołowiane żołnierzyki. Walczą na serio.
Media społecznościowe to świat internetowych baniek. W każdej podobnie myślący, oglądający tę samą telewizję, czytający te same gazety. A miedzy bańkami żelazne kurtyny. Zamiast jednej powstały ich setki. Innych, ale nie mniej złowieszczych.
Czy media społecznościowe bardziej dzielą, niż łączą?
Zadałem sobie to pytanie i spróbowałem spojrzeć na ostatnią dekadę mojego życia wykreślając z niej wszystkich ludzi poznanych dzięki mediom społecznościowym. Wymazując ze wspomnień spotkania z nimi, pasje, którymi mnie zarazili i wydarzenia, które wspólnie z nimi przeżyłem. Jakże pusto się zrobiło.
Oczywiście, bez mediów społecznościowych, moje życie wcale nie byłoby puste. Wypełniłbym je inaczej. Tak jak nie żyłbym w brudzie, gdyby nie było odkurzacza. Chwyciłbym miotłę i pięknie posprzątał. Ale dobrze, że odkurzacz jest.
A na wycieczki w kosmos i zniknięcie żelaznych kurtyn trzeba jeszcze poczekać.
Wojciech Kuszko

Idąc wzorem Londynu, w latach 90. ówczesne władze Warszawy postawiły w Parku Świętokrzyskim obok Pałacu Kultury wypasioną mównicę, z której obywatele mogli by się ze sobą komunikować i wymieniać poglądami we wszystkich interesujących ich sprawach. Pomysł ten jednak się nie przyjął i mównicę po kilku latach dyskretnie usunięto.
Bardzo ciekawe pytanie : czy media społecznosciowe, a wiec bańki medialne nas integrują czy dezintegrują jako społeczeństwo ? Warto poszukiwać odpowiedzi. Mnie trochę szkoda czasu na media społecznościowe, choć może SO jest także medium społecznoścowym ?
Media społecznościowe to lustro, w którym się można przeglądać, ale można też przejść na drugą stronę. Alicja na pewno nie zgodziłaby się, że szkoda na to czasu.
Alicja to postać literacka, a przez to – wieczna, gdy tymczasem mój czas jest skończony i sam muszę dokonywać wyboru na co go przeznaczam. Pewnie gdybym miał go więcej jakś część mógłbym wykorzystać w mediach społecznościowych.
Pitagoras za nieprzyzwoite uważał „uliczne filozofowanie” i pewnie dzisiaj takie byłoby jego zdanie o mediach społecznościowych. Pitagoras z Samos, uczeń Talesa z Miletu, nie uważał się za mędrca, bo jego zdaniem tacy żyli tylko w Egipcie, gdzie sam przebywał wiele lat i pobierał nauki. W swej skromności uważał się tylko za miłośnika mądrości, czyli filozofa… …