Eugeniusz Noworyta: Ład (nieład) globalny4 min czytania

()


19.02.2024

Do podjęcia tematu skłonił mnie wnikliwy tekst Zbigniewa Szczypińskiego: „Świat – zmiana priorytetów”.

Autor zwraca uwagę na peryferyjność polskich sporów i ostrzega naszą skłóconą społeczność przed narastającym dla Polski niebezpieczeństwem, jakie wynika z imperialnych ambicji putinowskiej Rosji, która stała się państwem zbójeckim. Nie zawsze nim była, bo jednak Rosja Gorbaczowa wyzbyła się wojskowych interwencji w ramach „braterskiej pomocy”, a także Rosja Jelcyna, z mniejszymi czy większymi zahamowaniami, niechętnie, ale w końcu pogodziła się z wyborem drogi do NATO kilku wcześniej uzależnionych od niej państw Europy Środkowo-Wschodniej, a nawet Rosja Breżniewa, obciążona zdławieniem praskiej wiosny, przystała na strategiczne porozumienia z Zachodem w poszukiwaniu gwarancji globalnego bezpieczeństwa przed ryzykiem nuklearnego konfliktu, w oparciu o równowagę sił i kontrolę potencjalnych zagrożeń. W przypadku Pragi, podobnie, jak wcześniejsza pacyfikacji Budapesztu przez Chruszczowa, wojskowe interwencje Związku Radzieckiego uzasadniane były porządkiem obowiązującym ( narzuconym ) w obrębie wschodniego obozu dla „ochrony zagrożonego ustroju” chociaż takiego pretekstu nie można już było tego odnieść do radzieckiej wojny w Afganistanie. Tym niemniej, jakieś elementy architektury światowego porządku jeszcze trwały.

Tymczasem, Putin zdecydował się na rozmontowanie samych fundamentów struktury bezpieczeństwa międzynarodowego i tych mechanizmów, które, przez całe powojenne dekady, zapewniały niedoskonały, ale w zasadzie pokojowy ład na świecie. Teraz, naruszone zostały układy stabilizujące zbrojenia strategiczne oraz zaakceptowane również przez Rosję zasady stosunków międzynarodowych, zwłaszcza poszanowanie suwerenności innych państw, ich integralności terytorialnej i nienaruszalności granic oraz praw człowieka. Napastnicze wojny z Ukrainą, a wcześniej Czeczenią, ukazały determinację Kremla w burzeniu światowego porządku opartego na prawie międzynarodowym. Świadczy też o tym stosunek Rosji do ONZ i innych organizacji międzynarodowych, nacechowany całkowitym lekceważeniem ich celów i wartości, na których opierają swoją działalność. Putin wniósł do rosyjskiej polityki mentalność kagebisty: wyprania jej z jakiejkolwiek moralności i jedyne kryterium – skuteczności na fundamencie systemowego kłamstwa, dezinformacji, wiarołomności, podstępu i prowokacji. Zbrodnicze czyny uległy relatywizacji.

Putin zbudował lub wzmocnił sojusze polityczno-wojskowe z Chinami, Iranem i Koreą Północną, a ich przydatność potwierdzają dostawy broni i amunicji na potrzeby rosyjskiej wojny z Ukrainą. Można się zastanawiać, czy na dłuższą metę taka strategia, obliczona na umocnienie ekspansji i mocarstwowej pozycji Rosji kosztem USA i Zachodu będzie służyć Chinom, ale, jak na razie, nadzieje na mitygującą rolę Pekinu w tym niszczycielskim gronie nie znajdują potwierdzenia.

Jak to wszystko ma się do Polski? Niewątpliwie sytuacja wymaga realistycznej oceny i wyzbycia się złudzeń. Pogróżki Putina i jego otoczenia pod naszym adresem mogą wynikać z irytacji powodowanej rolą Polski w świadczeniu pomocy Ukrainie, ale nie można wszystkiego sprowadzać tylko do propagandowej retoryki Kremla, zwłaszcza w kontekście „zabłąkanych” rosyjskich rakiet nad naszym terytorium i innych, ewentualnych przypadków testowania naszej gotowości obronnej i wiarygodności zachodnich gwarancji. Polska ma zresztą istotne doświadczenia w tym względzie, ale obecna sytuacja różni się od tamtej przedwojennej i powojennej tym, że mocarstwa zachodnie też wyzbyły się ( wyzbywają ) złudzeń, a wymogi skłaniające Zachód do liczenia się z żądaniami Rosji są nieporównywalne do sytuacji wynikającej z konieczności zbudowania skutecznej antyhitlerowskiej koalicji.

Od tej strony, sojuszniczej rzetelności, możemy więc być spokojni. Jednak, czy całkiem? Wątpliwości wzniecił ostatnio Trump kwestionując bezwarunkową sojuszniczą pomoc wynikającą z art.5 Traktatu Waszyngtońskiego, chociaż wypada się zgodzić z opinią powołanego wcześniej przeze mnie Autora o, że na plus pretendentowi do ponownej prezydentury można zaliczyć zdopingowanie państw członkowskich NATO do zwiększenia wydatków na obronność, a Europie uświadomienie konieczności zadbania o własne trwanie. Jednakowoż, bez zaangażowania Ameryki (USA first!), bezpieczeństwo Europy pozostaje w sferze życzeniowej.

Optymistyczne jest to, że jak się zdaje, we wszystkich polskich środowiskach politycznych utrwala się zbliżona ocena zagrożeń i koniecznych działań: wzmacniania własnego potencjału obronnego, zacieśniania sojuszu wojskowego z USA ( najlepiej wspólnych instalacji, a także amerykańskich inwestycji nie militarnych, wojsko też ważne, ale łatwo można je wycofać ), dalszej pomocy Ukrainie, rozbudowy europejskiej współpracy obronnej ( europejska armia, to odległa przyszłość, ale wspólna produkcja amunicji i broni – bezzwłocznie ), wreszcie – pilnego zajęcia się zaniedbaną obroną cywilną ( schrony!), a w tym zakresie są dobre wzorce chociażby w Szwajcarii czy Finlandii.

Rzeczywiście zmieniły się priorytety i nastał czas mobilizacji. Uporządkowanie spraw wewnętrznych i polityka prowadząca do ugruntowania wspólnoty będzie najlepszą i niezbędną odpowiedzią na obecne i potencjalne zagrożenia.

Eugeniusz Noworyta

Dyplomata, b. stały przedstawiciel Polski w ONZ, b. ambasador w krajach Ameryki Płd.

Więcej: Wikipedia

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.