02.02.2024
Świat na zakręcie, wszędzie widać to samo – zmiany priorytetów, nowe scenariusze, nowe wyzwania.
To prawda, ale to nic nowego, zawsze i wszędzie pojawiają się nowe wyzwania powodujące zmiany w programach i planach instytucji państwowych odpowiadających za przyszłość.
Jeżeli tak, to czy uzasadnione są głosy mówiące, że to co teraz, to jednak nowe wyzwanie, że przekroczony został próg tego, co normalne, wynikający z rozwoju i postępu, do którego przywykliśmy, który uważamy za normę naszego cywilizacyjnego rozwoju, pochodnego od poziomu wiedzy i technologii umożliwiających realizację planów kosmicznej ekspansji i budowania systemów informatycznych mających zdolności wielokrotnie przekraczające ludzką inteligencję…
Moim zdaniem tak jest – to, co teraz, to jednak jest coś nowego, coś, co nie było obecne w myśleniu o przyszłości jeszcze kilka lat temu, coś, co jest jak nowy wielki kwantyfikator w myśleniu o przyszłości.
Wobec tych nowych wyzwań ludzie zachowują się tak, jak zawsze – jeżeli przyjęcie warunków jest za trudne, jeżeli wiąże się to ze zmianą dotychczasowego sposobu życia i rozumienia otaczającego świata, to pojawia się mechanizm wyparcia, nie przyjmowania tych wszystkich nowych informacji zaburzających wewnętrzny spokój i poczucie bezpieczeństwa.
Pamiętam starą, dobrą definicję optymisty i pesymisty, według której pesymista, to też optymista, ale lepiej poinformowany.
Jeżeli tak, to spójrzmy na nasz współczesny świat oczami lepiej poinformowanego optymisty, który nie chce być pesymistą… ale musi.
Wspólną zmienną wszystkich analiz dotyczących przyszłości świata jest założenie nieuchronnego końca obecnego modelu jego funkcjonowania. I tak:
– nie jest możliwe dalsze kontynuowanie eksploatacji zasobów naszej małej planety według dotychczasowych reguł pozwalających na utrzymywanie tak wielkich różnic w poziomie życia wielkich rzesz ludzi w różnych częściach naszego globu,
– nie jest możliwy dalszy rozwój technologii opartych na tradycyjnych źródłach energii prowadzących do katastrofy klimatycznej zagrażającej dalszemu życiu na planecie ziemia,
– nie jest możliwe utrzymywanie dotychczasowego tempa wzrostu i skali wielkości populacji ludzi na tej planecie
To w wymiarze fizycznym. A co w wymiarze społeczno-kulturowym i politycznym?
Tu jest jeszcze gorzej, tu zagrożenia są jeszcze bardziej realne a skutki mogą być jeszcze szybsze niż te, które mogą nam zagrażać jako efekt podanych wyżej. I tak:
– marzenia o myśleniu o ludzkości jako całości, jako podmiocie prawa międzynarodowego, suwerenie globalnym, nadal pozostają marzeniami których nie wypełniła żadna kolejna Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela i kolejne rezolucje Organizacji Narodów Zjednoczonych. Świat nadal zamieszkują liczne narody i społeczności mające swoje jego widzenie i swoje w nim interesy.
– wojny, których nigdy nie brakowało w różnych częściach naszego świata, zawitały do nas, podeszły do naszych granic i stały się realnym scenariuszem najbliższej przyszłości których realizacja zmienia wszystkie dotychczasowe scenariusze i plany
– utrzymywanie się u władzy patologicznych osobników budujących swoją pozycję na strachu przed obcymi, dysponujących środkami zniszczenia umożliwiającymi zniszczenie życia na ziemi, to nowe nieznane dotąd doświadczenie ludzkości
To tylko przykłady zmiennych koniecznych do uwzględnienia w myśleniu o przyszłości. Jest ich znacznie więcej, ale te powyżej wystarczą, by uzmysłowić sobie skalę zagrożeń.
Oczywiście można patrząc za okno, widząc odradzającą się przyrodę cieszyć się, że już za chwilę będzie wiosna, będzie ciepło – oby nie za ciepło – potem lato…
Ale….

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Aktualizacja definicji: optymista kupuje dolary, pesymista kupuje juany, realista kupuje konserwy.
Co do możliwych scenariuszy „fizycznych” to obawiam się, że wszystko wciąż jest możliwe. Jeśli dwa państwa odpowiedzialne za największą emisję CO2 nie przystępują do żadnej próby ograniczenia, jakie proponuje reszta świata to zatraca się sens tych ograniczeń, które chcemy wprowadzać, a wówczas …
Jeśli kraj taki jak Rosja, która swoja tablicą Mendelejewa mogłaby stworzyć raj dla obywateli nadal toleruje, że jej zasoby służą grupce wysługującej się carskiej w istocie władzy, to raczej nie liczyłbym na ograniczenie tej eksploatacji. Chciwość ludzka jest ponad wszelki racjonalizm.
Jeśli chodzi zaś o patologicznych osobników to nie wolno zapominać o ich umiejętności odgrywania roli mesjaszów z jednej strony, a zapotrzebowaniu sporego procenta ludzkości na owych zbawców.
Wszystko razem powoduje, że może jednak kupujmy te konserwy …
Bardzo dobra korekta definicji optymisty-pesymisty – kupuje.
I jeszcze do puenty – przyszłość jest niewiadomą, ilość zmiennych od których zależy jest ogromna i dlatego może warto skupić się na kalendarzu, na wiośnie która nadchodzi. To wpływa na nastrój i wrażenie chwili a te czarne myśli to tylko spekulacje.
Zdecydowanie kupujmy konserwy. A jeszcze sztuczna inteligencja. Bardzo wielka niewiadoma.
Parodia przemówienia Władyslawa Gomułki z lat 60-tych tylko pozornie odległa od postulatu kupowania konserw: „Towarzysze, gdybyśmy mieli dostatecznie dużo cienkiej blachy moglibyćmy świat zarzucić konserwami ! Ale nie mamy mięsa !”