18.07.2024
Polskie media dostały klasycznego p…..dolca. Wszędzie, gdzie człek zajrzy, otworzy, czego słucha, czy co ogląda, niejaki Romanowski, jego (chyba) „dęty” europejski immunitet, rzekoma kompromitacja prokuratury, a na okrasę wołanie, żeby wysłać „winnych” z Prokuratury Krajowej na galery.
Od czasów gdy oddalił się nie wiadomo gdzie stwór z Zalewu Zegrzyńskiego, redaktorzy są latem w wielkich tarapatach – skąd wziąć sensację w sam raz na kanikułę? Sprawa próby aresztowania Romanowskiego trafiła się im zatem, jak ślepej kurze ziarno.
Stateczna zazwyczaj „Rzeczpospolita” zamieściła w czwartek 18 lipca na drugiej stronie aż cztery komentarze w tej sprawie, jakby jeden nie wystarczył, zwłaszcza że wymowa wszystkich jest podobna.
Jeden z komentatorów zagrzmiał, że „najwyższy czas skończyć z romantyczną praktyką tworzenia faktów prawnych na podstawie opinii ekspertów, którzy nie ponoszą za nie żadnej odpowiedzialności”.
Znaczy, ekspertów też do pierdla?
Poza komentarzami, w „Rz” dwa merytoryczne artykuły na tzw. stronach prawnych gazety, które są jak najzupełniej na miejscu, bo gawiedź „pozaprawnicza” tam się nie pcha, a nawet wprost przeciwnie.
Dla ruchu w Internecie i sprzedaży wiadomości na papierze nie ma nic lepszego niż afera. Do tej świętej reguły stosują się w Polsce również nieliczne, tzw. poważne media, które przy każdej innej okazji pełne są wołań o odpowiedzialność w każdej sferze w imię interesu społeczeństwa i państwa.
Dostrzegacie tu niespójność?
Większość Polaków nie „spożywa” wiadomości. Są one dla nich jak papka ze szpinaku w jadłodajniach PRL, wolą filmiki z TikToka. Niemal niedostrzegalna wśród 36-37 mln Polaków mniejszość czyta je i ich słucha. Jednak konia z rzędem temu, kto wykaże, że więcej niż dwoje członków tej mniejszości na 1000 wie, co to Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, po co coś takiego, czym różni się od Parlamentu Europejskiego itd.
Kierowałem kiedyś sporymi i dużymi redakcjami. Gdybym teraz miał takie zajęcie, to pierwszym zadaniem, jakie wyznaczyłbym „swoim” redaktorom byłoby sprawdzenie, czy immunitet dla delegata do tego Zgromadzenia to konstrukt teoretyczny, czy może praktyczny, bo może kiedyś jakieś organy ścigania chciały go obejść.
Minęło kilka dni od czasu, gdy kwestia została podgrzana do temperatury pieca hutniczego, a ja ciągle nie wiem, czy w sprawie immunitetu p. R. można się odwołać do jakichkolwiek doświadczeń, wiążących ustaleń, eksperckich interpretacji (takich, pisanych oczywiście pod groźbą kary)…
I dziwią się potem redaktorzy i wydawcy, że im stale spada.
I żeby nie było – ad meritum.
Primo: sprawa Funduszu Sprawiedliwości jest dojmująco bolesna, ale nie ma niestety pewności, czy wobec manipulacji w przepisach przeprowadzonych przez Zb. Ziobrę, przyszłe akty oskarżenia ostaną się po sądowych bataliach.
Secundo: z zasady jestem przeciwnikiem aresztów. Dopuszczam je w wyjątkowych przypadkach, które każdy jest w stanie sobie wyobrazić.
Tertio: Temida w Polsce działa niezwykle opieszale, ale w końcu dociera do celu. Ile zatem jeszcze burz medialnych przeżyjemy w sprawie R. i Funduszu i jaki zbierzemy ich plon?
Jan Cipiur

Dzień dobry
Zmobilizowany przez autora zasiadłem do czytania i wyszło mi, że status członka zgromadzenia parlamentarnego Rady Europy jest POCHODNY w stosunku do statusu posła w parlamencie krajowym.
Przeto JA, jako prosty magister prawa zinterpretowałbym przepis tak jak 2 ekspertów poproszonych o opinię przez prokuraturę: nie ma immunitetu w sejmie, nie ma immunitetu w zgromadzeniu…
Ale profesory – zwłaszcza po reformie edukacji – potrafią wymyślić i uzasadnić dowolną brednię – czego efekt mamy tutaj…
Pozostaje kupić chipsy, Coca Colę (lub piwo, w zależności kto w czym gustuje) i zasiąść w fotelu w oczekiwaniu na rozwój wypadków – który z góry można przewidzieć…
Romanowski jako działacz (czy aby na pewno były) Ordo Juris występuje w charakterze gwiazdy medialnej, rzekomo uniewinnionej od zarzutów prokuratorskich w wyniku pseudo immunitetu ZPRE. Media żerują na takim kłamstwie lansując przy okazji podejrzanego jako bohatera. Tym boleśniejszy bedzie upadek tego osobnika, kiedy dojdzie do konsumpcji rzeczywistosci. Bo że dojdzie to tylko kwestia czasu. Tryumf tego jegomościa jest zdeccydowanie przedwczensy.