28.05.2025
Partia, która nie wiedzieć czemu odczytuje ten skrót inaczej od niemal zawsze zarzuca ugrupowaniom liberalnym, że prowadzą nas do całkowitej podległości obcym, szczególnie Niemcom, bo przecież wiadomo, że Unia to Niemcy i nikt inny.
Pomijają w swych wywodach, że Unia to także my i że wstąpiliśmy do tego klubu dobrowolnie. Nikt nas nie zmuszał, wręcz przeciwnie, trzeba było spełnić sporo warunków, by nas tam przyjęto.
Nie wymagam już nawet od PiS wiedzy na temat samego powstania Unii i celu tego przedsięwzięcia, bo to zbyt trudne, jak na zdolności intelektualne prezesa, a wiadomo, że publicznie nikt mądrzejszym od prezesa nie zaryzykuje się wydawać.
Problem tylko w tym, że trąbiące w noc i w dzień środowiska prawicowe głoszą wszem i wobec swą troskę o niezależność Polski, ba – wręcz o jej zagrożoną niepodległość.
Ciekawe, że ta groźba utraty niepodległości zwykle ma związek z ciemnymi zamiarami Niemiec. O Rosji jakoś te środowiska nie wspominają.
Od jakiegoś czasu mamy do czynienia z kolejną odsłoną „walki o niezależność” naszego kraju.
Komiksowy w sumie prezydent Duda nie widzi nic ubliżającego naszemu krajowi w tym, że podpisując u Trumpa papierek nie dostał nawet krzesła i musiał podpisywać to na stojąco, jak służący. Niedawno nie widział nic zdrożnego w długim oczekiwaniu na Trumpa w korytarzu po to, by odbyć z nim raptem kilkuminutową rozmowę.
Egzemplarz służalca w najczystszej postaci!
Czyli co? Bronimy się przed uległością wobec jednych płaszcząc się w obrzydliwy wręcz sposób przed drugimi?
Piszę to ze względu na kilka zaszłych ostatnio spraw, które powinny wzburzyć do głębi „obrońców polskiej niezależności:, a jakoś nie wzburzają.
Sekretarz stanu USA Kristi Noem, niewiasta o niezbyt chlubnej przeszłości (sprawa psa) zaczęła straszyć Polaków wyborem Trzaskowskiego argumentując tak głupio, jak tylko ekipa Trumpa to potrafi.
Moje pytanie brzmi: dlaczego żaden z PiSowskich „patriotów” nie zaprotestował przeciwko wtrącaniu się obcych polityków w nasze wybory?
Oczywiście, można dać też przykład (i słusznie) nowego prezydenta Rumunii głośno stawiającego na jednego z kandydatów bez reakcji ze strony KO.
Amerykanie jednak przekraczają wszelkie granice i jakoś „patrioci” na to nie reagują.
Atak kongresmenów na Unię Europejską w kontekście polskich wyborów, to prawdziwy skandal.
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/kongresmeni-z-usa-pisza-do-ke-w-sprawie-polskich-wyborow-glebokie-zaniepokojenie/jlgnnvm,79cfc278
Prawdę mówiąc nie spodziewałem się jakiejś stanowczej reakcji ze strony „środowisk patridiotycznych”, bo służalczość mają we krwi, wpojoną przez prezesa i egzekwowaną na każdym kroku.
Trudno też spodziewać się reakcji prymitywnych wyborców alfonsa a Sopotu. Ostatnio jedna z jego wyborczyń oświadczyła, że „on umie się bić, to nas obroni przed wrogami z Rosji i Unii Europejskiej”.
Zawiodłem się natomiast na stronie rządowej. Kosiniak Kamysz prześlizgnął się po temacie wpadając nieomal w strefę tłumaczenia się z przestępstwa. Jak dla mnie to kompromitacja polityka, który ewidentnie zgadza się na wtrącanie się obcych w najbardziej wewnętrzną politykę Polski.
Jeśli tak bardzo leży nam na sercu niepodległość i niezależność Polski, to może warto zacząć dyskusję nad znaczeniem tych słów (bo wydaje mi się, że nie wszyscy rozumieją je jednako) i ustalić wspólny sposób reagowania na ich naruszenie.
Obawiam się jednak, że dziś to niemożliwe. Najbardziej rozkrzyczana partia „patriotyczna „ (kolejny termin wart uzgodnienia) niezależność rozumie jako swobodny wybór pana, któremu będzie się kłaniała. Wg nich wolność i demokracja polega na tym, że chłop pańszczyźniany sam wybiera sobie pana, który będzie mu łoił skórę.
Temat wart pracy doktorskiej z politologii.

Pracy doktorskiej z politologii? Chyba z politowania!
Niby racja, ale proszę zwrócić uwagę, że doszliśmy do momentu gdy nawet proste słowo „d**a” dla różnych ludzi oznacza co innego. Dla jednych to część ciała, dla innych klapa jakiegoś zamierzenia, dla jeszcze innych prezydent.
A może stworzyć Słownik polsko-polski?
Rozbawił mnie Pan.
A ze słownikiem niegłupi pomysł, z tych praktycznych.
Poważnym wkładem Autora w definiowanie środowisk pisowskich oraz skrajnie prawicowych w Polsce jest określenie ich nianem „środowisk patridiotycznych”. Nie czepiając się słów (zabrakło mi litery „o” w słowie patrioidiotycznych) warto podkreślić, że to wyjątkowo trafne spostrzeżenie. Głoszenie pustego, blankietowego patriotyzmu polega na wycieraniu sobie gęby niby-patriotycznymi lub pseudo-patriotycznymi hasłami, bez jakiegokolwiek zrozumienia dla konsekwencji takich stwierdzeń. Współczesny patriotyzm to przede wszsystkim czyny a nie deklaracje, a jeśli deklaracje to po fakcie pozytywnych działań. Odmiana słowa patriotyczny we wszystkich przypadkach i kontekstach tyle ma wspólnego z patriotyzmem ile wspomniany przez Autora swobodny wybór pana dla (pisowskich) niewolników z wolnością i niepodległością. Warto przy okazji podkreślić, że tę służalczość pisowscy wyznawcy dziedziczą nie tylko po chłopstwie, ale też po szlachcie. To nie kto inny jak szlachta wisiała u klamek magnackich i królewskich – tylko to nie miało nic wspólnego z patriotyzmem. Owszem było patrioidiotyczne i bardzo… pańszczyźniane !
Okazuje się, że sprawa ciągnie się od jakiegoś czasu.
https://www.onet.pl/informacje/newsweek/radoslaw-sikorski-o-karolu-nawrockim-mowi-o-zaskakujacym-milczeniu-kosciola/kz586te,452ad802
” … Amerykanie przed wyborami prosili nas, aby informować ich o próbach zewnętrznej interwencji w wybory. Nie sądziłem, że było to ostrzeżenie…”
A na jakiej to podstawie mielibyśmy informować kogokolwiek o naszych sprawach panie Sikorski?
Jesteśmy już 51 stanem czy coś przegapiłem?