21.06.2025
Nie dawało się pojąć, dlaczego nowo odkryty kierunek rozumowania obrósł w popularność i cieszył się opętanymi względami pospólstwa. Według wszelkich znaków na niebie i ziemi, nie powinien mieć szans na żywot dłuższy, aniżeli do zachodu słońca. Lecz diabeł majtnął ogonem, piorun strzelił w kalkulator i wkrótce okazało się, że pozostanie na zawsze, a kto wie, czy nie na dłużej.
Na próżno się z nim zmagano. Co rusz pojawiały się jego kolejne interpretacje, a idee i przypuszczalne definicje nie opuszczały radiowych i telewizyjnych pomieszczeń. W każdym z nich rozbrzmiewały kłótliwe dyskusje i odbywały się przekrzykujące się pojedynki. Były to jednak pojedynki demagogicznych fachowców, którym nie zależało na udowodnieniu racji, lecz na przekonaniu rozmówcy, że ma silniejsze płuca.
Poczęto zatem uganiać się za znalezieniem przyczyn popularności tego szkaradzieństwa. W tym celu zatrudniono istną wierchuszkę ludzi niebywale mądrych i oni to właśnie zabrali się za badanie trendu. Lecz im to nie wychodziło, bo im więcej mówili, jakie szkody są jego udziałem, tym bardziej był wynoszony pod niebiosa.
Inni natomiast, dysponujący powierzchownym rozeznaniem w temacie filozofia, nawoływali do przejawiania uciechy z tego, co jest. Co prawda nie mieli żadnych argumentów przemawiających za stosowaniem tej ideologii, ale od czego wiara i wewnętrzne przekonanie!
A znowuż jeszcze inni, stanowiący niepokaźną grupę zrzędliwców, opowiadali się za tym, co było, ale się zmyło. Pokazywano ich wprawdzie na pomniejszych jarmarkach z poglądami, ale coraz mniej chętnie, gdyż denerwował ich fakt, że nadal mają się dobrze i nadal są w gronie osobników posiadających niegumowe kręgosłupy, oraz coś w rodzaju odwagi.
*
Od chwili, gdy jedni zaczęli odnosić sukcesy, reszta nauczyła się żyć bez nich. Nic im nie wychodziło. W oczach mieli plajtę i zawiść. Pałętali się po swoich planach na zaś i fantazjach na kredyt. Nadszedł więc dla nich etap wycofywania się z dotychczasowego życia. Z tych jego sfer, które składały się na chybione podejścia do gordyjskich problemów. Gdyż to, co im wcześniej przyświecało, popychało w ramiona klęski.
Wiedzieli teraz, że nie ma pojedynczej drogi prowadzącej do triumfu, ale że są ich tysiące. A wiedząc, że jest ich aż tyle, nie otrząsnęli się, nie opamiętali, tylko zawrócili z pechowej drogi, by wstąpić do PiS-u.
*
Czy nie szkoda czasu na rozmowy z PiS? Jaki jest sens w częstokrotnym wyliczaniu afer z udziałem bogobojnych fanów obłędu? Nie od wczoraj wiadomo, że jest to organizacja zbrodnicza, której żadne dowody nie przeszkadzają w kontynuowaniu przestępstw.
Już niejednokrotnie próbowano odwoływać się do ich chrześcijańskich sumień. Apelować do patriotycznych uczuć (cokolwiek to dla nich znaczy). Zabiegi te natrafiały na tradycyjną wrogość. Z konsekwencją były przez nich poniewierane lekceważeniem.
*
W syzyfowej roli walczących z wiatrakami pojawiają się rozmaite Bodnary i kiedy obserwuję ich praworządne wysiłki, ogarnia mnie żal z powodu tego mianowicie, że wykonują niepotrzebną robotę. Niepotrzebną, ponieważ daremną. Bo irytującym jest fakt wielokrotnego podejmowania działań niewykonalnych.
Człowiek obciążony garbem inteligencji, próbuje do skutku. Ale gdy pomimo długiego czasu prób skutku nie ma żadnego i jest prawdopodobne, że nastąpi za sto lat, dalsza zabawa w gonienie króliczka, przestaje być zabawna i stwierdza: nie tędy droga.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
