16.08.2025
Wczorajsze spotkanie Trump – Putin na Alasce było kolejnym dowodem na to, że polityka „robiona” przez ludzi jest tylko pustym już nawet nie teatrem, a marnym cyrkiem. Przed globalną publicznością wylądowały dwa wielkie samoloty, jeden z prezydentem Trumpem i drugi z carem Rosji. Cyrk zaczął się, gdy uwaga opinii publicznej skoncentrowała się na tak „fundamentalnych” sprawach jak to, który z nich pierwszy wysiądzie ze swojego samolotu, kto kogo powita i jak, czy starczy czerwonego dywanu czyszczonego do ostatniej chwili przez służby, by zmieścili się oni obaj, czy dla jednego go nie starczy.
Pierwszy wysiadł Trump, Putin minutę po nim, Trump powitał Putina oklaskami zanim mogli uścisnąć sobie dłonie wymieniając jakieś zdawkowe słowa (ciekawe czy każdy w swoim języku, jak wiadomo rozmowy prowadzą przez tłumaczy), Putin został zaproszony, by zajął miejsce w „bestii” , tym wyjątkowym samochodzie prezydenta Trumpa, do którego zwykle wsiada tylko Trump. Pokazano też salę w której miała się odbyć konferencja prasowa po zakończeniu rozmów, salę która przykuwała uwagę wielkim transparentem mówiącym o dążeniu do pokoju.
Było, jak było. Po trzech godzinach skończyło się niczym, Putin uzyskał co chciał, wrócił na salony, Trump klaskał na jego powitanie i zaprosił do „bestii”, uwaga całego świata była skupiona na nim jako kimś od kogo zależą losy świata.
A co uzyskał Trump – tego nie wiemy, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że zrobił kolejny deal tym razem z Rosją Putina, deal o którym dowiemy się później. Polityka jako robienie interesów jest tym co jedynie rozumie i robi Trump, polityka jest dla niego tylko grą brutalnych interesów i niczym więcej. O skali tego dealu najlepiej świadczą wypowiedzi ludzi z otoczenia Trumpa, którzy jeszcze przed rozpoczęciem spotkania wielokrotnie mówili, że na zamrożeniu relacji handlowych z Rosją Ameryka straciła ponad 300 miliardów dolarów a to jest znacząca suma, nawet dla Trumpa.
Jet rzeczą oczywistą, że USA to światowe mocarstwo, ale tylko w sferze hard – w armii, gospodarce, technologiach. Wprawdzie Chiny rosną szybciej, ale nadal Stany to potęga.
A jak jest po stronie soft, po tej miękkiej stronie w której liczą się wartości takie jak demokracja, prawa człowieka, poszanowanie dla prawa? Tu jest zupełnie inaczej, tu Stany i prezydent Trump są zaprzeczeniem tych wszystkich wielkich wartości, wartości na których dwieście lat temu powstawały Stany Zjednoczone AP. Prezydent Trump jest biznesmenem, polityka jest dla niego sposobem robienia interesów, a robienie interesów to zupełnie inna bajka niż wartości. Te są dobre dla mięczaków, twardzi ludzie liczą i robią tylko to, co im się opłaca. Cała reszta to puste gadanie.
Czy nie jest to kolejny dowód na to, że władza wybierana przez ludzi jest taka jak ci ludzie, którzy ją wybierają ?
To jest na pewno władza mająca mandat demokratyczny do jej sprawowania – rodzi się jednak pytanie, czy w obecnym, tak skomplikowanym świecie, w którym jest tyle środków do jego zniszczenia, jest to najlepszy z możliwych mandat?
Czy nie jest to czas, w którym musi pojawić się inny system wyłaniania władzy, władzy merytorycznej, traktującej świat tak jak go trzeba traktować, w której liczyć się muszą wiedza i kompetencje. Gdyby takie kryteria obowiązywały już dziś, ani Trump, ani inni ludzie nie zostali by prezydentami.
Skoro już to padło to ciekawe jak nasz, nie mój, prezydent zachowuje się w kontaktach z tym dużym, znacznie większym prezydentem, który rządzi w Stanach, a chce całym światem.
Może się kiedyś tego dowiemy, może…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Naprawdę niewiele wiadomo o rezultatach spotkania Trumpa z Putinem. Putin gra na czas wierząc, że wygra wojnę ze zmęczoną Ukrainą. Trumpowi zależy wyłącznie na nagrodzie Nobla za doprowadzenie do pokoju. (Sam zresztą wydzwania do norweskich oficjeli i dopytuje o tę nagrodę, co nawet nie jest śmieszne.) Po amerykańskiej soft power pozostały już tylko wspomnienia. Zamiast dailogu i porozumienia trwa nieustanna konkurencja: „kto kogo” przykrywana grą pozorów, pod którą nie ma ani treści, ani celu ani sensu. Chocholi taniec aktorów próbujących wygrać rzeczy przegrane.
Najgorsze, ze Trump rozgrywa również wewnętrzne podziały w Polsce decydując kto w czym ma brać udział. Niestety K. Nawrocki, próżny jak Trump, uważa, ze to dla niego wyróżnienie i nie dostrzega ze się ośmiesza biorąc udział w tej rozgrywce Trumpa.
Kandydaci na prezydenta i prezydenci z tego obozu tak mają. Duda też nie dostrzegał jakim wasalskim palantem był w stosunku do – nie prezydenta USA – ale pajaca Trumpa. Ciągnie swój (chociaż jako ubogi krewny) do swego.
Prezydenci USA od czasów Obamy, a może nawet Busha Juniora rozgrywają jak chcą polskich rzadzących. Sami decydują z kim chcą a z kim nie będą rozmawiać, a ich kolejni ambasadorzy zachowują sie niewiele lepiej od namiestników carskich w rozebranej Polsce. Wasalskie i służalcze postawy polityków polskich wobec urzędników USA są miarą słabości i niskich kompetencji całej klasy politycznej, żerującej na masowo ogłupianym społeczeństwie.
Potwierdzają się najgorsze hipotezy – po poniedziałkowym wezwaniu – nie zaproszeniu – Zełenskiego do Trumpa wszystko wskazuje na to, że Trump zażąda od Ukrainy przyjęcia warunków uzgodnionych z Putinem i powie, że jeśli Ukraina ich nie przyjmie to tylko Zełenski jest winny temu, że wojna trwa i giną ludzie.
Ta troska o ludzi u Putina wynika nie z jego współczucia ale tego, że chce on dostać pokojowego Nobla – bo takiego dostał Obama
Cynizm, cynizm i nic więcej
Może zatem AI przejmie władzę, skoro polityka tak skarlała, że już nie liczą się żadne inne wartości, jak te materialne? To dążenie do pokoju (pursuing peace, jak raczył to ładnie nazwać po angielsku sztab Trumpa) przypomina trochę słynne gonienie króliczka, czyli żeby nie złapać. Do Trumpa raczej skierował bym napis ze schodów jego prezydenckiego samolotu „Watch your step” i to w znaczeniu przenośnym „uważaj, co robisz/mówisz”. Pytanie, czy on ma taką refleksję i wie w jakim kierunku zmierza? Panowie się spotkali, uścisnęli dłonie, były ładne uśmiechy, Putin udawał, że nie słyszy pytań dziennikarzy/widzów. Na konferencji nie wolno było zadawać pytań, bo (chyba) zabrakło usłużnych potakiwaczy z rosyjskich mediów rządowych, a dyktatorowi nie wolno było przecież psuć dobrego samopoczucia. Nasuwa się ważne pytanie, ale bez odpowiedzi, co naprawdę było omawiane za kulisami, w cztery oczy i bez udziału Zełeńskiego, europejskich przywódców, a nawet Chin? Czy rozgraniczano strefy wpływów? A może omawiano strategiczne biznesy? Myślę, że nie poznamy prędko tych ustaleń i możemy się tylko ich domyślać po zachowaniu obu zadowolonych z siebie samców, którzy mają całkiem sporo cech wspólnych np. lekceważenie mniejszych partnerów, w ich mniemaniu raczej petentów lub natrętów, których należy zmiękczyć, a jak potrzeba to złamać.