05.08.2026
Tak, styl T. Manna nie nadaje się do współczesnego czytania. Tak, jego odzwierciedlanie zdarzeń, nastrojów i przeżyć, nie współgra z dzisiejszym odbiorem.
Jest to spowodowane przez czas: nikt nie ma go tyle, co gdy pisarz prowadził nas przez wyobraźniowy ocean charakterystyk swoich bohaterów, a nam, gdy przytrafiało się drzemać w towarzystwie bujanego fotela i szklaneczki czegoś z czymś. Gdy, zapatrzeni w płomienie, zasłuchani w trzaskające odgłosy kominka, lewitowaliśmy po fabule razem z wszechwiedzącym autorem. Powoli, leniwie, smakowaliśmy niezłą prozę, wiedząc, że w każdej chwili możemy powrócić do ulubionych fragmentów.
*
Czytamy coraz mniej; obok gazet mamy kino, teatr, telewizję, kolorowe pisma lansujące brukową tandetę. Mamy też pisma fachowe, wyspecjalizowane w jakiejś hermetycznej branży, ukierunkowane na poruszanie zagadnień interesujących grono profesjonalistów.
Media nas atakują, kuszą ofertami, reklamami, popularnymi programami. Wszystkie publikatory namawiają nas na uczestnictwo w swoich przedsięwzięciach. Gazety zwiększają zawartość, mnożą artykuły. Wszystko to trzeba przeczytać, obejrzeć, choćby na chybcika, choćby po to, by wiedzieć z grubsza, gdzie i co komu piszczy w trawie.
I w tym problem: czasu mamy ograniczoną ilość, a tekstów do przeczytania – mnóstwo. Dlatego, by zapoznać się z jak największą ich liczbą, wybieramy krótkie, zwarte, zrozumiałe od razu. Długie, zawiłe, mało klarowne, wymagające namysłu, a niekiedy powtórnego przeczytania i zastanowienia się, odrzucamy. Odrzucamy, bo wymusza to na nas pojemność naszej psychiki. Oddalamy od siebie, wypieramy z siebie i jest to nasz ratunkowy sposób na przetrwanie w świecie atakujących nas, lawinowo powstających możliwości dokonywania wyboru.
Gdy zaś do faktów tych dodamy, że musimy zajmować się prozą życia, czyli zarabianiem na chleb, że oprócz czytania i pisania, musimy znaleźć czas na życie towarzyskie, na miłość i przyjaźń, rodzinę i znajomych, lub na wędrówki w nieznane, łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, dlaczego wolimy teksty mini.
Poza tym krótka bzdura jest bardziej strawna, niż długa: ktoś, kto pisze kilku zdaniowy utwór, nie torturuje odbiorcy tak, jak ktoś, kto wysila się na tekst o długości kilometra; łatwiej przebrnąć przez durną fraszkę, niż odprawiać modły nad wielostronicową i mętną cegłą.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Marku, kazałeś czekać na nowy tekst cały miesiąc, po czym wróciłeś z pochwałą formy krótkiej. To się nazywa konsekwentnie budować apetyt, a następnie podać danie degustacyjne.
Świetny felieton: lekki, celny i przewrotny. Zaczynasz od Tomasza Manna, kominka i szklaneczki czegoś z czymś, a kończysz w samym środku naszego internetowego roztrzęsienia, gdzie każdy chciałby przeczytać wszystko, lecz najlepiej, żeby wszystko miało dwa akapity, trzy dowcipy i nie wymagało ładowarki.
Najbardziej podoba mi się pointa. „Krótka bzdura jest bardziej strawna niż długa” – oto teoria współczesnej komunikacji wyłożona jaśniej niż na niejednym seminarium medioznawczym. Choć dodałbym, że krótki, dobry tekst ma jedną wadę: pozostawia niedosyt. Ten pozostawił. Obyśmy tylko na następny nie musieli czekać kolejnego miesiąca, bo cierpliwość współczesnego czytelnika – jak sam trafnie zauważyłeś – jest jeszcze krótsza niż jego lektury.
Krzysztof Bielejewski
Z powodów tradycyjnych ośmielam Cię poinformować, że wielką mi uczyniłeś radochę komentarzem swoim. Zamiast usprawiedliwienia częstego niepisania w Studio powiem, że nie wiem, co rzec. A że nie lubię obiecywać, że będę mniej leniwy, za to bardziej solidny, na tym skończę dziękczynne wygibasy i przejdę do meritum.
Chodzi o przeciwstawienie zapisu zwięzłego rozwlekłemu. Jeżeli jest sensowny i wyczerpujący poruszany temat, nie widzę różnicy. No, ale ja mam ledwo dychający wzrok i mogę się mylić. Poza tym istnieje newsowa nawałnica sprzecznych artykułów przyczyniająca się do powstawania logicznych przeciążeń. Poza tym weź pod uwagę, kto to czyta i jak procent wie, co czyta. Poza tym do kogo się pisze. Jeśli chcę przekonać elektorat ciemniaków zdolnych zrozumieć co piąte słowo tekstu, powinienem pisać do niego w języku knajpianym; krótko, z byka i po nawrocku.
Zatem pisz „po nawrocku”, przetłumaczę, o ile zrozumiem i dołożę coś od siebie, Wciąż się uczę 🙂
„Po nawrocku” – bomba!!
🙂
Smutna, ale bardzo celna diagnoza naszych czasów. Nie znaczy to wcale, że ludzie całkowicie przestali czytać — raczej coraz częściej wybierają lektury prostsze, krótsze i silniej związane z bieżącymi emocjami. W Polsce odsetek osób, które przeczytały przynajmniej jedną książkę, utrzymuje się ostatnio na poziomie około 41 proc., ale tylko 7 proc. sięga po siedem lub więcej książek rocznie. I tak nieźle zważywszy, że w socjalizacji od wielu lat kultura obrazu wypiera kulturę słowa. Mimowolnie nasuwa sie puenta dowcipu Reagana o komuniźmie: „…będzie jeszcze dużo gorzej!”