24.11.2025
Jeśli ktoś łudził się, że poniedziałek 24 listopada przyniesie przełom w sprawie pokoju na Wschodzie, to dziś może już spokojnie rozprostować zmarszczki rozczarowania. Przełomu nie ma, za to jest spektakl — z udziałem Trumpa, Putina, europejskich przywódców, Nawrockiego w Pradze i Tuska w Afryce. Polska tymczasem gra rolę widza na stojąco, który co chwila dostaje od sąsiada w łokciem w bok.
PLAN, KTÓREGO AUTOREM JEST (ALE MOŻE NIE JEST) TRUMP
Zaczęło się od 28-punktowego planu pokojowego ujawnionego przez Axios. Jego treść wygląda jak prezent od Mikołaja dla Putina. Ukraina miałaby zrzec się Donbasu — również tej części, której Rosja nie zdobyła — zredukować swoją armię do 600 tys. żołnierzy, wpisać w konstytucję rezygnację z NATO i pogodzić się z wiecznym sąsiedztwem niedźwiedzia, który nie obiecuje więcej nie gryźć, ale „nie planuje”.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby tego planem pokoju. To raczej protokół kapitulacyjny z klauzulą amortyzującą ego Trumpa. Co ciekawe — autorstwo planu pozostaje niejasne. Jedni mówią, że to dzieło administracji USA, inni — że więcej tam rosyjskiego tuszu niż amerykańskiego atramentu.
EUROPA KONTRA BIAŁY DOM
Europejczycy odpowiedzieli kontrpropozycją. Również w 28 punktach, ale w wersji pozbawionej rosyjskiego cudzysłowu. Ukraina może mieć armię do 800 tys., przystąpienie do NATO ma pozostać możliwe, a granice nie będą oddawane na tacy. Co więcej, gwarancje bezpieczeństwa mają przypominać art. 5 NATO, a nie paragrafy z traktatu monachijskiego.
Donald Tusk, przebywający akurat w Luandzie, mówił wprost: „Część z tych propozycji jest nie do zaakceptowania”. Dyplomatyczny język, ale wyraźnie słychać w nim zgrzytanie zębami. Europejczycy wiedzą, że amerykański plan, jeśli zostanie przyjęty, nie tylko pogrzebie Ukrainę, ale rozszczelni bezpieczeństwo całej UE.
A gdzie w tym wszystkim Polska?
ZOSTALIŚMY WYCIĘCI. DOSŁOWNIE
Format genewski — czyli miejsce, gdzie USA, Wielka Brytania, Niemcy, Francja i Ukraina dogadują plan — nie przewidywał zaproszenia dla Warszawy. Tłumaczenie, że to tylko techniczna faza, przypomina zapewnienia, że nie jesteśmy zaproszeni na ślub, ale na pewno dostaniemy pocztówkę. Nawet włoska premier Giorgia Meloni znalazła się przy stole. Polska — nie. To zaskakujące, biorąc pod uwagę, że od 2022 roku byliśmy głównym hubem wsparcia dla Ukrainy.
Szczęśliwie, po poniedziałkowym briefingu Tuska i cichych interwencjach, głos poparcia dla udziału Polski wyraziła Ursula von der Leyen i Friedrich Merz. Czy coś z tego wyniknie? Nie wiadomo. Na razie wiemy tylko, że jeden z punktów planu dotyczył rozmieszczenia myśliwców w Polsce — o czym Polacy dowiedzieli się z prasy.
NAWROCKI W PRADZE, TUSK W AFRYCE, BRAUN W SONDŻACH
Prezydent Nawrocki tymczasem ruszył do Pragi, by wygłosić przemówienie o Unii, której nie lubi, ale do której chce należeć. Zgłosił pomysł likwidacji stanowiska, które kiedyś piastował Donald Tusk, krytykował federalizację, ale zapewnił, że Polska nie jest wrogiem Unii. To była próba połączenia eurosceptycyzmu z proeuropejską deklaracją — jakby ktoś próbował połączyć wodę z ogniem i sprzedać to jako nowy napój energetyczny.
A jeśli komuś mało absurdu, to wystarczy spojrzeć na sondaże: PiS tonie, Morawiecki został wycięty z Rady Programowej partii, za to Konfederacja Korony Polskiej zyskuje poparcie. Braun rośnie, bo – jak mówią analitycy – „prawicowy wyborca chce hardcoru”. I wygląda na to, że go dostanie.
I NA KONIEC: JAD WASZEM, ZEŁENSKI I OGIEŃ Z PRZESZŁOŚCI
W poniedziałek MSZ wezwało ambasadora Izraela w sprawie kontrowersyjnego wpisu Jad Waszem. Premier Tusk odpowiedział stanowczo i precyzyjnie, pokazując, że Polska potrafi bronić się w sytuacjach dyplomatycznych — o ile akurat nie jest pomijana przy negocjacjach pokoju w Europie.
Zełenski został oficjalnie zaproszony do Warszawy przez prezydenta Nawrockiego, który wcześniej odmówił podróży do Kijowa. Może to oznaczać, że wreszcie dojdzie do spotkania dwóch prezydentów — chociaż z dotychczasowego tempa wynika, że szybciej spotkają się aktorzy z serialu o tym spotkaniu.
Z produkcją przemysłową w Polsce jest nieco lepiej (+3,2 proc. rok do roku), ale to nie przesłoni ogólnego chaosu. Trump twierdzi, że wkrótce będą „dobre wiadomości”. Kreml mówi, że nic nie wie. Europa mówi, że nie akceptuje. A Polska? Polska, jak zwykle ostatnio, może mówić, ale czy ktoś nas słucha?
Zatem poniedziałek zamykamy pytaniem: czy czeka nas pokój, który będzie pokojem tylko z nazwy? I czy Polska będzie współautorem scenariusza — czy tylko statystą z jedną kwestią: „prosimy nie przeszkadzać”?
Czekając na Godota, który tym razem ma na głowie blond grzywę i numer do Putina w kieszeni.
Krzysztof Bielejewski

Polska nie potrafi się bronić w sytuacjach dyplomatycznych, „Polska nie potrafi w softpower”.
Na odpowiedź Min.Sikorskiego na skandaliczny wpis Jad Waszem, obrzydliwie i podle odpowiedział szef tej instytucji. W skrócie: wszystko ok, żadna pomyłka, my mamy swoje „commitment to accuracy” i możecie się wypchać.
SUPLEMENT: PROFESOR, PREZYDENT I POLSKA W PUDEŁKU PO BUTACH
Występ prezydenta Nawrockiego w Pradze miał być gestem międzynarodowym. Wyszło jak zwykle — czyli krajowo. I tu z pomocą przychodzi profesor Antoni Dudek, który w „Kropce nad i” rozebrał ten gest na części pierwsze, a potem delikatnie zasugerował, że pan prezydent, czy tego chce czy nie, czy zdaje sobie sprawę czy nie — właśnie przygotowuje grunt pod polexit.
To odważna teza, ale nie bez pokrycia. Przecież Karol Nawrocki mówi wprost o „oddawaniu polskiej niepodległości obcym agendom”. Brzmi to, jakby Polska była kawałkiem mięsa wystawionym na międzynarodowym grillu i tylko on ma widelec. „Nie będziemy już papugą narodów”, oświadcza Nawrocki. Prawda. Teraz mamy ambicję być ich dziwakiem.
Dudek trafia w punkt: narracja antyunijna to nie jest już przystanek na trasie, to jest peron końcowy. Problem w tym, że prezydent nie ma kompetencji, by prowadzić lokomotywę. Ma tylko gwizdek, którym ogłasza odjazd w kierunku nieznanym.
I tu pojawia się Radosław Sikorski, który niczym konduktor z doświadczeniem grzecznie, acz stanowczo, przypomina Nawrockiemu: „To nie pan ustala rozkład jazdy”. Tyle że prezydent już dawno wyciął z Konstytucji wszystko, co go ogranicza. Zostawił tylko prerogatywy i własne przekonanie, że historia dzieje się tylko wtedy, gdy sam ją opowiada.
Profesor Dudek przypomina też o systemowym absurdzie polskiej polityki: mamy dwugłową egzekutywę, ale tylko jedną szyję – podatnika. I ten podatnik co miesiąc funduje pensję komuś, kto zamiast być głową państwa, jest jego złośliwym głosem w tle.
Na deser — mały kabaret prawicy. Dudek: „Braun mówi wprost o polexicie. Reszta się kryguje.” Słusznie. Cała prawica tańczy taniec maskujący – niby chcą Unii, ale innej. Jakiej? No, tej lepszej. Polskiej. I bez Niemców. Może z Węgrami. Na pewno z kotletem mielonym na wspólnym rynku.
I tak oto kończymy suplement: profesorska diagnoza pasuje do głównego felietonu jak ręka w rękawiczkę – tylko ta ręka właśnie zaciska się w pięść.
Dodam jeszcze uwagę o przegrywaniu przez Polskę narracji historycznej. W Die Welt ukazał się artykuł na kanwie haniebnego wpisu Jad Waszem.
Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego omawia jak ten artykuł komentują Niemcy. Włos się jeży.
Kwestia czasu, kiedy Polska zostanie obarczona winą za 2WŚ i Holokaust.