05.01.2026
Nie oszukujmy się – kiedy Donald Trump mówi, że „USA będą rządzić Wenezuelą do czasu bezpiecznej transformacji”, to brzmi mniej jak plan stabilizacji państwa, a bardziej jak cytat z nowej wersji Gry o tron pisanej przez agenta nieruchomości. Tyle że zamiast smoków – ropociągi, a zamiast planu odbudowy – wywiad w Fox News, w którym prezydent opowiada, że wszystko ogarnie, bo „jego firmy wiedzą jak”.
No więc nie, nie wiedzą.
Administracja USA nie ma żadnego planu. A to, co wydarzyło się w Caracas, nie było „operacją militarną”, a zbiorowym aktem politycznego cosplayu. Wenezuela po obaleniu Maduro wygląda dziś jak mieszanka Libii z Irakiem, tylko z mniejszą ilością ropy i większą ilością frustracji.
RODÍGUEZ ICH, SYSTEM TEN SAM
Trump schwytał Maduro jak kolekcjoner rzadkich pokemonów, w stylu „złap je wszystkie, nawet socjalistycznych dyktatorów”. Ale co dalej? Delcy Rodríguez, wiceprezydentka, przejęła obowiązki głowy państwa. Czyli mamy rząd bez Maduro, ale z całym jego aparatem – coś jakby usunąć Putina, ale zostawić Szojgu, Naryszkina i Ławrowa, bo mają dobre kontakty w wojsku.
To nie jest transformacja. To lifting dyktatury. Coś jakby zamienić Syrenkę na Malucha i twierdzić, że właśnie przeprowadzono rewolucję motoryzacyjną.
15 TYSIĘCY ŻOŁNIERZY I MILIONY PYTAŃ
W kraju działają colectivos, kolumbijskie partyzantki, mafie wydobywające złoto, dysydenci FARC, kartele narkotykowe i uzbrojeni sąsiedzi. A Trump wysłał 15 tysięcy żołnierzy, co nie wystarczyłoby na porządne zabezpieczenie stadionu na mecz Polska–Rosja, a co dopiero na 30-milionowy kraj o wielkości trzech Francji. Widać prezydent USA myśli, że kontrola nad krajem to coś jak przejęcie hotelu – trzeba tylko wymienić personel i zamówić świeże ręczniki.
Oczywiście pojawiły się analogie do Afganistanu i Iraku, bo język Trumpa brzmi jak z podręcznika administracji Busha: „wojna się sama sfinansuje”, „ropa wszystko pokryje”, „wolność zrzucimy z samolotu”. Tyle że tym razem nie ma żadnych planów odbudowy, a sektor naftowy w Wenezueli leży jak PiS-owska reforma edukacji – rozgrzebany, zaniedbany, pełen dymu i ruin.
ZBROJENIÓWKA GÓRĄ, A MORALNOŚĆ W DOŁKU
Rynki reagują jak zwykle – kupując nadzieję i sprzedając zdrowy rozsądek. Zbrojeniówka rośnie, cena ropy faluje, inwestorzy klaszczą, jakby świat właśnie zamienił chaos w ład. Rheinmetall i inne firmy zbrojeniowe trzęsą portkami ze szczęścia, a giełdy w Tokio i Frankfurcie robią sobie rajd optymizmu.
A przecież nie ma nic bardziej przewidywalnego niż chaos po amerykańskiej interwencji. To jakby próbować naprawić zegarek młotkiem, a potem dziwić się, że pokazuje wojnę.
DEAL STULECIA – TY MI WENEZUELĘ, JA CI UKRAINĘ
I tu pojawia się teoria spiskowa, która pachnie nie teorią, a realpolitik: może Trump dogadał się z Putinem. Ty mi Wenezuelę, ja ci Ukrainę. Ty mnie nie blokujesz w Caracas, ja przymykam oko w Donbasie. W końcu Trump ma do polityki stosunek transakcyjny jak do nieruchomości: liczy się metraż i sąsiedztwo, nie moralność. A Putin? On lubi, gdy ktoś sprząta mu konkurencję.
NARKOTYKI, BOLIWAR I ZIMNA STAL
Nie tylko ropa żyje tą wojną. Złoto drożeje, dolar się umacnia, a nawet wenezuelski boliwar podnosi głowę. Niby na moment, niby z pomocą państwowej kontroli, ale jednak. To jakby waluta wyszeptała: „może nie będzie aż tak źle?”. Ale potem przypominasz sobie, że kraj wciąż nie ma rządu z legitymizacją, planu gospodarczego ani lekarstw, i wiesz, że to tylko drgawka w systemie, nie ozdrowienie.
KUBA, KOLUMBIA, GRENLANDIA – WIELKIE „NIEBIESKIE” MARZENIA
Ale Trump nie poprzestaje na Wenezueli. Z pokładu Air Force One rzuca pogróżki jak horoskop polityczny. Kuba? „Upadnie lada dzień” – twierdzi, bo przecież przetrwała tylko dzięki pieniądzom z Caracas. Kolumbia? „Rządzi nią chory człowiek od kokainy” – mówi o prezydencie Petro. A Grenlandia? Cóż, tego lądu Trump wciąż pragnie jak dziecko lizaka, bo „USA go potrzebują”.
To już nie polityka zagraniczna – to flipping kontynentów. Jakby prezydent Stanów Zjednoczonych prowadził własny kanał na YouTube: Trump Buys The World.
I CO TERAZ, PANIE PREZYDENCIE?
Trump chce odbudować Wenezuelę, ale dopiero po tym, jak wymusi „dobre zachowanie” u Delcy Rodríguez. I choć mówi, że da szansę „wyborowi przywódcy przez obywateli”, to brzmi to jak obietnica, że w piekle będzie klimatyzacja – może i ładna wizja, ale nie zgadza się z rzeczywistością.
KONIEC BAJKI, POCZĄTEK CHAOSU
Wojna w Wenezueli, mimo pozorów chirurgicznego cięcia, bardziej przypomina rzeźnię niż operację. Trumpowi chodziło o skalp. Chcieli wojennego trofeum. Maduro schwytany, konferencje zaliczone, słupki rosną. A że kraj się wali? Cóż, Amerykanie zawsze wychodzili z założenia, że jak coś się rozwali, to ktoś inny to później posprząta.
Nie będzie demokratycznej transformacji, nie będzie planu Marshalla, nie będzie nawet stabilnego eksportu ropy. Będzie tylko kurz, huk, i kolejna porażka w opakowaniu sukcesu.
I wenezuelska wersja powiedzenia: „Trump was here” – wypisana na murze, sprayem zrobionym z benzyny za 500 dolarów za galon.
Krzysztof Bielejewski

Wspaniały artykuł. Bardzo dobrze komentuje sytuacje. Szkoda, że na razie, jedyny na jaki trafilem.
W mojej opinii Trump to zbrodniarz porównywalny z Putinem.
Jeden szukał faszystów, drugi narkotyków…. każdy pretekst do bandyckiej napaści jest dobry, dla takich ludzi. Trump też powinien zostać osądzony.
Dlaczego nikt nie pisze o dzieciach i cywilach zamordowanych przez Amerykanów. Te ognie na zdjęciach i w filmach, to nie ogniska i grile. Pochylamy się nad Ukrainą i ofiarami bandyty z Kremla, a o bandycie z Białego Domu piszemy Prezydent. Już zbrodnią było mordowanie ludzi na otwartym morzu. Narkotyki na tych łodziach wyglądały podobnie jak broń atomowa Husajna.
A dziennikarze i media nic o tch zbrodniach nie pisały, były to incydenty….
A może Putin ma takie samo prawo do Przesmyku Suwalskiego, jak Trump do Wenezueli czy Grenlandii.
Czym się różnią żywotne interesy USA od żywotnych interesów Rosji?
A w kolejce jeszcze czeka Tajwan.
Dlaczego dziennikarze traktują nas jak bezmyślny motłoch, a może to nie my jesteśmy bezmyślni?
Dla mnie, to taki poziom dziennikarstwa reprezentowali, dawno temu, Leopold Unger i Peter Scholl-Latour. W moim długim dość życiu nie spotkałem takich wielu. Bo to trzeba mieć w baniaku aparaturę typu Zoom : – możliwość ogarnięcia zarówno planu ogólnego, jak i ostrego zbliżenia detalu. Mój duży szacun.
Nie sądzę, żeby Putinowi się ta zagrywka Trumpa podobała. Co teraz Rosjanie powiedzą? Dlaczego nie my? Skoro tak łatwo uprowadzić prezydenta, to co robi Zełenski w Kijowie?