Ester Sterling: Czy ja dobrze słyszę?2 min czytania

()


04.02.2026

Czy naprawdę mamy dziś słuchać, że nie wolno mówić o Holokauście bez wspominania wojny w Gazie — albo że nie należy go upamiętniać w ogóle, dopóki trwa izraelska ofensywa? Albo że wolno go wspominać, owszem, ale najlepiej bez mówienia, że jego ofiarami były Żydówki i Żydzi?

To nie są marginalne głosy. To coraz częściej formułowany postulat: pamięć warunkowa. Pamięć pod warunkiem. Pamięć tylko wtedy, gdy spełni aktualne polityczne oczekiwania.

Czy mamy więc do czynienia z nową wersją europejskiego wyparcia? Z pamięcią europejskiej zbrodni, o ile napiętnujemy jej ofiary? A najlepiej — wymażemy ich tożsamość, sprowadzając Zagładę do abstrakcyjnego „nigdy więcej”, które ma dziś przede wszystkim znaczyć: protest przeciw wojnie w Gazie?

Wojna w Gazie — tragedia palestyńskich cywilów, dramat na skalę, która domaga się potępienia i sprzeciwu — coraz częściej pełni w europejskim dyskursie inną funkcję. Służy nie tyle refleksji moralnej, ile unieważnianiu pamięci o Holokauście jako wydarzeniu zakorzenionym w europejskiej historii, europejskim antysemityzmie i europejskiej przemocy.

Jeśli rząd Izraela instrumentalizuje Zagładę w swojej polityce — co się zdarza i co należy krytykować — czy odpowiedzią naprawdę ma być obrażanie się na zamordowanych? Odwrócenie się plecami do ofiar, bo ich potomkowie mają dziś państwo, którego polityki nie akceptujemy?

Mówmy o Gazie w kontekście Holokaustu. Ale mówmy uczciwie. Mówmy także o tym, że żydowscy niedobitkowie — ci, których nie dobito łopatami w lasach i stodołach, często rękami sąsiadów — uciekali do Palestyny, bo Europa nie była już dla nich miejscem życia. Bo jeśli nie zajrzymy na własny strych, ta moralna gęba, którą tak chętnie wycieramy, naprawdę zacznie gnić.

Nie twierdzę, że nie istnieje historyczna, kulturowa czy moralna relacja między Zagładą a syjonizmem, palestyńskim ruchem narodowym i dzisiejszą wojną. Przeciwnie — istnieje i powinna być przedmiotem nauczania, debaty i sporu. Ale czym innym jest analiza relacji, a czym innym czynienie z niej warunku moralnej legitymizacji pamięci o Holokauście.

W tym sensie nie zgadzam się z tezą, że wojna w Gazie jest testem wiarygodności badań nad Zagładą. Badania nad Holokaustem nie są depozytem do utrzymania pod warunkiem zajęcia „właściwego” stanowiska wobec współczesnego konfliktu. Ich etyczny sens polega właśnie na tym, że nie poddają się bieżącej instrumentalizacji — ani państwowej, ani aktywistycznej.

Jeśli chcemy wstać zza biurka, to po to, by piętnować każdą przemoc: izraelską, palestyńską, żydowską, arabską, amerykańską. Ale nie po to, by raz jeszcze — pod nowymi hasłami — odbierać Żydom prawo do bycia ofiarami europejskiej historii.

Pamięć o Zagładzie nie potrzebuje politycznych warunków wstępnych. Potrzebuje uczciwości, odwagi i gotowości spojrzenia w lustro. Także wtedy, gdy odbicie jest niewygodne.

Ester Sterling

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Arenka 04.02.2026
    • wdrw 04.02.2026
  2. Stan 04.02.2026