25.08.2026
To nie jest moja kolejna luźna uwaga. Wprost przeciwnie.
Co starsi ludzie pamiętają, że i w PRL i już w III RP były publiczne szpitale, przychodnie, ambulatoria. Tysiące ludzi, od ministra po salowe, lepiej czy gorzej, wykonywało w tym agregacie swoje funkcje.
Czy po roku 2004, gdy za naszą, podatników, krwawicę wydawaną na poratowanie zdrowia jego ochrona się polepszyła bo powołano Narodowy Fundusz Zdrowia?
Retoryczne pytanie.
NFZ ma centralę w Warszawie i szesnaście oddziałów wojewódzkich. Zatrudnia ponad 5,6 tys. ludzi. W roku 2023 koszty samego urzędu wyniosły ponad 1,2 mld. złotych, a na rok 2026 przewidziano już ponad 1,7 miliarda. Grosz publiczny zawsze ma być wydawany roztropnie, choć ten wydatek to nawet nie jeden procent z 217,4 miliardów składek zdrowotnych, które NFZ ma w roku 2026 przekazać służbie zdrowia.
Prezes NFZ, obecnie p. Filip Nowak, przygotowuje projekt rocznego planu finansowego, przedstawiany do zaopiniowania m.in. Radzie Funduszu oraz sejmowym komisjom; zdrowia i finansów publicznych.
Ostatecznie decyzję zatwierdzającą plan finansowy podejmują Ministerstwo Zdrowia oraz Ministerstwo Finansów. To wszystko trwa i pociąga za sobą jakieś koszty. Za całość polityki zdrowotnej państwa, a więc i za NFZ, odpowiada Ministerstwo Zdrowia. Po co więc to wszystko? Gdyby nie było NFZ z jego dyrekcją i radą to procedura byłaby wykonywana raz – tylko przez resort. Oszczędziłoby to pieniądze i czas. Wychodzi na to, że Fundusz jest potrzebny tym, którym zapewnia utrzymanie. W tym celu muszą komplikować i podrażać funkcjonowanie publicznej służby zdrowia.
Zmyłka
Fundusz jest nie tylko zbędną przepompownią pieniędzy. Zdaje się pełnić jeszcze i dodatkową rolę.
NFZ przelewa dziś ok 60-63 proc. publicznych wydatków na ochronę zdrowia, a resztę dopłaca budżet państwa. Z roku na rok coraz więcej. Skąd ma na tę dokładkę pieniądze? Ano z podatków, które tak samo jak składkę zdrowotną pobierają od nas Urzędy Skarbowe. Funduszowi US dają wyliczaną przezeń i zatwierdzaną przez ministrów zdrowia i finansów składkę. Lecz tak naprawdę to żadna składka.
Składka to kiedy uzgadniam jej wysokość z np. prywatną firmą, a od jej wysokości zależy zakres świadczeń, które się mi należą. Jeśli każdy uiszcza obowiązkową daninę w zależności od swoich dochodów, a niezależnie od tego, ile kto płaci, uzyskuje te same uprawnienia, to jest to faktycznie podatek.
Kogo i do czego ma przekonywać ta mistyfikacja? Może chodzi o to byśmy myśleli, że mamy jakiś wpływ na zakres i jakość świadczeń ze strony publicznej służby zdrowia. Mielibyście, obywatele, więcej i lepiej gdybyście więcej płacili. Taka sugestia. A tak naprawdę to służba zdrowia dysponuje tym, co budżet państwa chce i może na nią przeznaczyć. Co to jednak obchodzi płatnika, jak się nazywają płacone przezeń pieniądze i jaką drogą wędrują? On chce wiedzieć, ile płaci, co może za to mieć i dlaczego tak mało.
Jeśli nie pojawi się, a nie może się pojawić, powszechnie odczuwalna poprawa w służbie zdrowia, to wyborcy zobaczą chociaż, że rząd się stara i coś mu wychodzi. Ale musi mu to naprawdę wyjść.
Na pewno byłaby dobrze przyjęta likwidacja NFZ. Ludzie nie lubią biurokracji, a likwidacja znanej i ważnej instytucji wywołuje emocje. Ale Fundusz powołała ustawa z dnia 27 sierpnia 2004 r. Ustawę o jego likwidacji zapewne zawetowałby prezydent Nawrocki, dla którego weto stanowi podstawowy modus operandi, a główny cel to szkodzenie rządowi Tuska. Lecz rząd, jeszcze w ustawie budżetowej na rok wyborczy, 2027 mógłby tej instytucji zabrać pieniądze i wszyscy by zobaczyli, że NFZ to wydmuszka. Budżetu zgłoszonego w terminie prezydent wetować nie może.
Potrzeba by było odwagi, aby wytrzymać wrzask jaki by się wówczas rozległ, lecz do wyborczej jesieni wszyscy by zobaczyli, że dziury w niebie z tego powodu nie ma. Byłby za to plus dodatni dla władzy.
Przypomnijmy aferę Szpitala Południowego, oddzielonego ogrodzeniem od Narodowego Instytutu Onkologii – NIO – w urzędowym nazewnictwie; Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej (SPZOZ). To największy w kraju onkologiczny ośrodek leczniczy i naukowy. Przeprowadza się w nim tysiące operacji chirurgicznych i wiadomo, że wykonują je najwyższej klasy specjaliści. Jeszcze więcej robi się tam wszelakich innych zabiegów. Wiem coś o tym jako były pacjent tej instytucji.
Za jej ogrodzeniem, w Szpitalu Południowym też prowadzona jest chirurgia onkologiczna. Po co? Absurd? Zależy dla kogo. Mówiło się w Warszawie, że robi się tam kilkanaście operacji rocznie, ale to już chyba przesada. W każdy razie robi się tam ich mniej niż wymagane przez resort sto operacji rocznie. Dla czego akurat tyle?
Południowy pobrał 49 milionów z KPO, bo jest w Krajowej Sieci Onkologicznej, ale unijne pieniądze wypłaca się w pod warunkiem wykonania co najmniej 150 operacji rocznie. Ponieważ dla tej placówki jest to ilość nieosiągalna Ministerstwo obniżyło pensum do 100. Raczej bez zgody jakiejkolwiek instancji UE, bo teraz boi się, że 49 milionów może trzeba będzie zwrócić. W każdym razie jakąś liczbę operacji wykonali chirurdzy z doświadczeniem być może mniejszym niż ich koledzy zza miedzy.
Leczyć czy handlować?
Za sporządzenie wniosku o unijną dotację szpitale wydawały w przedziale 25-35 tysięcy. Południowy zapłacił komu chciał 725 tys. złotych bo mógł, jest bowiem spółką prawa handlowego!
Obecnie około 143 szpitali funkcjonuje jako spółki tego prawa. Przekształcanie w spółki odbywa się na bazie Ustawy o działalności leczniczej, która weszła w życie w 2011 roku. Ale spółki szpitalne już były 11 lat wcześniej, choć było ich kilka. Nadzorujące je samorządy pozbywały się w ten sposób odpowiedzialności za szpitale mniejsze, słabo wyposażone, żeby nie obciążały miejscowych budżetów.
Wszystkie mają – jak to spółki – zarządy i rady nadzorcze, synekurę dla polityków. I na to im starcza.
Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski rozwiązał zarząd i radę nadzorczą Szpitala Południowego i zarządził, że wszyscy politycy KO mają odejść nie tylko z tych instancji w szpitalach, lecz również ze wszystkich miejskich spółek; wodociągi, komunikacja, etc.
Ten krok naruszył cały system funkcjonowania wszystkich partii politycznych. Obsadzanie władz spółek komunalnych swoimi ludźmi jest bowiem sposobem nagradzania ich. Jest to również sposób na zdobywanie wpływu na działanie tych spółek i zaangażowanych w nich polityków samorządowych.
Przyjdzie rynek i wyrówna
Wniosek z powyższego byłby; albo polityka , albo synekura. Causa finita?
Nie. Ta szlachetna zasada nie wytrzymuje próby życia. Politycy też ludzie i muszą utrzymywać siebie i swoje rodziny.
Partie musiałyby dla nich coś wymyśleć, a włodarze samorządów mogliby i powinni pójść śladem Trzaskowskiego, ale nie muszą. Najlepiej byłoby gdyby wszystkie lokalne placówki w całym kraju przestały być spółkami i stały się firmami zarządzanymi przez państwo, wojewodów, prezydentów miast i starostów. Do tego nie trzeba ustawy, bo rząd może to zrobić rozporządzeniem, które też jest źródłem prawa, zgodnie z art. 87. Konstytucji RP. Uczeni w prawie mogą mieć różne zdania. Również te, które są zgodne z nadrzędnym interesem ogółu. No to już; Tusku musisz!
Teraz wszystkie regulacje są obchodzone z konieczności. Nagły wypadek, czy trwa operacja, a lekarz odkłada narzędzia bo fajrant?
Przyczyną perturbacji jest brak lekarzy, więc dyktują swoje warunki i na to nie ma rady. Można i trzeba tylko sprawdzić czy nie „pracują” w różnych miejscach w tym samym czasie. Tu ma zastosowanie kodeks karny.
Ale kształcimy tylu lekarzy, że za kilka lat będzie ich nadmiar. Tyle, że wielu b. słabo wykształconych. Koryfeusze będą mogli nadal stawiać warunki, ale do czasu. Nowi medycy będą raczej szybko zdobywać wiedzę i umiejętności przy boku znakomitych patronów. Będzie można przebierać w lekarzach. Żyć, nie umierać! Zbyt wcześnie.
Bo musi nam tylko zdrowia starczyć by pozwoliło dożyć do leczenia w tym Eldorado.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.
