26.08.2026

Zdanie odrębne
Epoki literackie mają swe archetypy – inne w czasach zaborów (pan Tadeusz, Jacek Soplica, ks. Robak, ale też Wokulski, Boryna albo Janko-muzykant… Inne, kiedy nasze państwo po latach odzyskało niepodległość – Cezary Baryka, Tomasz Judym czy Nikodem Dyzma…
W powieści Tadeusza Dołęgi Mostowicza (1932) jest to małomiasteczkowy rzymski katolik, nieukończony gimnazjalista, a potem goniec rejenta i urzędnik pocztowy niskiej rangi. Na krótko dyżurował w miejskiej czytelni, co mu ułatwiło kontakt z literaturą, a książką jego życia okazała się Trędowata… Lubi zabawy, towarzystwo, łatwo nawiązuje kontakty i mimo podejrzanej konduity przenika do wyższych sfer. Wykorzystując ich próżność, staje częścią międzywojennej elity. Szczytowym osiągnięciem w jego karierze jest propozycja, by został premierem rządu.
Powieść okazała się filmowa, a jej najlepszą ekranizacją był głośny, siedmioodcinkowy serial Kariera Nikodema Dyzmy Rybkowskiego i Nowickiego (1980). Do dziś uchodzi za kultowy dzięki kreacji Romana Wilhelmiego. Jego Dyzma ‘śmieszy, tumani, przestrasza’; jest postacią groźną i społecznie niebezpieczną, zwłaszcza że znalazł się wśród elit – władzy i pieniądza. Po otrzymaniu wysokiej propozycji rządowej, ma wątpliwości, czy ją przyjąć; udaje się na półgodzinną naradę, a widza trzyma w niepewności…
Współczesny Dyzma to także katolik, tyle że polski, narodowy, wielkomiejski – z wyższym wykształceniem. Z braku arystokracji, opiniotwórcze jest dla niego środowisko naukowe historyków, dzięki któremu robi doktorat[1]. Recenzent tegoż (udzielający się w mediach) wylicza liczne błędy i nieścisłości rozprawy, które jednak nie podważają jego „ogólnej bardzo pozytywnej oceny omawianej dysertacji”. Nasz bohater wchodzi więc w ‘świat nauki’ i robi karierę: dyrektorstwo prestiżowego muzeum, szefostwo instytucji deformującej narodową pamięć, w końcu –„obywatelska kandydatura” na prezydenta RP (zgłoszona przez nadwornego historyka PiS). Prezydentury nie odmawia, zwłaszcza że wybrało go pół narodu; przyjmuje ją z ochotą i zapałem, które wykorzysta do walki z aktualnym porządkiem politycznym …
Dyzma Wlhelmiego, choć groźny, nieobliczalny i mściwy, w przełomowym momencie prawdopodobnie wróci do aktorstwa. Dyzma Nawrockiego nie udaje; bez wahania bierze władzę i od pierwszego dnia prezydentury niszczy (jak zapowiadał) nie tylko premiera i rząd, ale ład prawny, moralny, a nawet gospodarczy… Robi to zgodnie z własną psychiką, bogatą w ‘elementy strukturalne polskiej nieświadomości’. Ukazywano je nie raz; np. w XVII-wiecznej komedii P. Baryki Z chłopa król, czy w bajce J. I. Kraszewskiego (pod tym samym tytułem). Ale to była literatura satyryczna z dydaktycznym przesłaniem… Dziś jej miejsce zajmuje brutalna polityka prowadząca do destrukcji państwa i życia społecznego.
*
Fragment Dziennika pisanego w Gdańsku Stefana Chwina … „Ludzie, którzy brzydzą się wszelkich form przemocy, chętnie dzisiaj zapominają, że nasz demokratyczny świat – pokojowy i tolerancyjny – w którym na razie względnie spokojnie żyjemy, został zbudowany na usypisku milionów niemieckich trupów, przemocowo uśmierconych przez zachodnich i wschodnich aliantów. W tym sensie fundamentem naszego dzisiejszego demokratycznego świata, w którym sprawiedliwie brzydzimy się przemocą, jest twarda przemoc, która stworzyła otwartą przestrzeń dla (…) tolerancji, wolności i pojednania? Postawą tego świata, oprócz demokratycznej woli społeczeństw, były i są nadal potężne narzędzia potencjalnej przemocy, (….)? Gwarancją więc istnienia demokratycznego świata jest zdolność demokratycznych społeczeństw do użycia przemocy wobec tych, którzy chcą demokrację przemocowo zniszczyć? Demokracja będzie istnieć tak długo, jak długo będą istnieć ludzie gotowi do użycia przemocy wobec tych, którzy chcą nam demokrację przemocą odebrać? Edukacja, która krzywi się z niesmakiem na samo słowo ‘przemoc’, popychałaby zatem, wbrew własnej woli, demokrację do grobu, chociaż wygląda na piękną, szlachetną i wspierającą demokratyczny ład?”
Każde z tych długich zdań kończy się pytajnikiem; to znak że sprawa nie jest prosta, ale skomplikowana… Spróbujmy więc sprowadzić wywód Autora do jednego zdania: czy zwolennicy demokracji są w stanie jej bronić? Zwłaszcza, że wypracowała ona mechanizmy bezprzemocowe, które funkcjonowały przez dziesięciolecia, o ostatnio sprawdziły się na Węgrzech. Czy w przyszłorocznych polskich wyborach też się sprawdzą? Czy polski naród, społeczeństwo, wspólnota, zbiorowość itd. gotowe są bronić młodej, kulawej, rachitycznej, ale jednak demokracji? Może wolą rządy autorytarne takich jak: Nawrocki, Mentzen, Bosak, Braun czy neo Morawiecki? Za chwilę usłyszymy od nich, że Nie ma demokracji dla wrogów demokracji, a to będzie groźne. Jakoś tak się składa, że co trzecie pokolenie Polaków pragnie rządów ‘silnej ręki’ – swoich albo obcych…
*
Kolega donosi, że w jednym z wyludniających się miast Podkarpacia, gdzie niedawno święcono ogromny most donikąd (ufundowany przez Morawieckiego), w każdą pierwszą sobotę miesiąca odbywa się ‘męski różaniec’… Najpierw krążył ulicami, blokując ruch kołowy; teraz około setka chłopa gromadzi się pod pomnikiem Michała Archanioła i modli w intencji obrony miasta przed złem, tj. przed rządami Tuska i postkomuny. Inicjatywa, podobno wcześniej oddolna, została przejęta przez proboszcza fary, który teraz nadaje ton cyklicznemu zgromadzeniu. W lipcu, po odmówieniu różańca, jeden z uczestników zaproponował dodatkową zdrowaśkę za ‘kochanego prezydenta’, na co inny dorzucił drugą – ‘za ukochanego premiera’! Dalej nie licytowano, bo już i tak było śmiesznie …
*
Media donoszą, że dwudziestotrzylatek planował dokonanie zamachu na najważniejsze osoby w państwie. Został szybko namierzony; grozi mu do 20 lat więzienia… Co dzień słuchać o napaści młodych kobiet i mężczyzn na Ukraińców, żyjących i pracujących w Polsce, bo porozumiewają się w swoim języku… Na przystanku autobusowym do zwyczajnej rozmowy dwu starych mężczyzn (o czymś mało istotnym) włącza się równie stara kobieta… Bez związku rzuca, że „wszystkiemu winien jest Tusk”, „że się na to nie godzi” (nie wiadomo, na co?) i że „najlepiej byłoby zabić Tuska”… Uspokaja się, kiedy jeden z mężczyzn zapowiada, że wezwie policję…
Za granicą toczy się wojna zewnętrzna i jest coraz bliżej. W kraju rozkręca się wojna wewnętrzna, którą podsyca prezydent, prezes i inni (wyżej wymienieni); nic nie wskazuje na to, że ktoś położy jej kres. Czy aby ją zakończyć, trzeba będzie użyć przemocy? Cios za cios, wet za wet, oko za oko, ząb za ząb etc. Na czele państwa stanął przecież człowiek zaprawiony w leśnych bojach. Kto i jak takiego powstrzyma?
Ps. Kibol i pospolity przestępca, znany jako ‘wielki Bu’, sprowadzony z Dubaju i postawiony przed sądem oświadczył, że jego proces to efekt przyjaźni z prezydentem Nawrockim! W ten sposób jeden kibol zabezpiecza sobie ułaskawienie ze strony drugiego… Idzie „swój do swego po swoje” – jakby powiedział Gombrowicz.
- Tytuł: Opór społeczny wobec władzy komunistycznej w województwie elbląskim 1976–1989 ↑
JS

To esej alarmowy, nie tekst dla symetrystów. JS wykorzystuje Dyzmę jako trafny archetyp kariery opartej na koniunkturze, bezczelności, protekcji i zbiorowym zaślepieniu elit.
Ważniejsze jest coś więcej niż portret jednego polityka. Autor pokazuje formację polityczno-kulturową: PiS-owski resentyment, konfederacki antyliberalizm, brunatną radykalność i kult „silnej ręki”. Jej wspólnym przeciwnikiem są rządy prawa, Europa, niezależne instytucje, krytyczne media i pluralizm.
Cytat z Chwina stawia pytanie zasadnicze: czy demokracja potrafi się bronić, nie przejmując zarazem języka i metod tych, którzy chcą ją zniszczyć? Obrona demokracji nie oznacza odwetu, lecz uczciwe wybory, niezależne sądy, skuteczne prawo oraz stanowczą reakcję na przemoc i nienawiść.
JS pisze ostro, ale sytuacja nie jest łagodna. To głos potrzebny: przypomina, że autorytaryzm zaczyna się nie od czołgów, lecz od pogardy, kłamstwa, przyzwolenia na agresję i zamiany polityki w plemienną wojnę.
Nie przepadam za Chwinem, jednak przywołane myśli-pytania czynią mi go sympatycznym. W Weimarskiej Republice wiadomy kapral najpierw śmieszył, potem coraz więcej spryciarzy lokowało w jego histerycznym sposobie uprawiania polityki (krzyki, grymasy, gesty itd) swoje nadzieje. Wszyscy przegrali. Czy tak się stanie z Polską AD 2027? Pozostają pytania bo o odpowiedzi trudno.
Już Cyceron mówił, że historia jest nauczycielką życia. Jej znajomość buduje świadomość obywatelską, narodową, pomaga uniknąć podobnych pomyłek w teraźniejszości. Pokazuje też, że demokracja, mimo wielu niedoskonałości, jest jednak najlepszym z ustrojów. Należy ją stale poprawiać, ulepszać, nigdy zaś burzyć, dewastować. Wiele jest przykładów na to, że rządy autorytarne, wodzowskie, opierające się na skrajnych ruchach, nacjonalizmach, prowadzą do nieszczęść. Tak dla państw jak i ich obywateli. Dobrze świadczy o tym chociażby przypadek nieszczęsnego Mussoliniego (co ciekawe, posiadacza naszego Orderu Orła Białego!).
Obecny mieszkaniec dawnego Pałacu Namiestnikowskiego podobno ukończył historię, niekiedy jednak postępuje tak, jak gdyby nie uczestniczył w zajęciach. Jeszcze przed objęciem urzędu zapowiadał, że przychodzi po to by usunąć ze stanowiska premiera (które zostało mu powierzone po demokratycznych wyborach!) i z którym ma obowiązek dla dobra Państwa współpracować. Nie odbiera przyrzeczeń prawidłowo wybranych sędziów TK, nie wyznacza wskazanych przez rząd ambasadorów, itd., itp., łamie Konstytucję. Czego w końcu nauczyły go historyczne studia?
Każdy, średnio rozgarnięty człowiek, już dawno zauważył ile wart jest „pomarańczowy” wódz zza oceanu, jak bardzo jest nieobliczany, niebezpieczny. Ile są warci jego wyznawcy? Historia uczy, że same muskuły to jednak trochę mało. Bardzo wskazana jest także niezbędna wiedza i przyzwoitość, poparte wolą służenia Ojczyźnie.
JS czyta politykę przez literaturę: Dyzma nie jest tu portretem jednej osoby, lecz znakiem chwili, w której pozór, tupet i plemienna lojalność próbują uchodzić za cnoty publiczne.
Esej jest gorzki, ale nie beznadziejny. Przypomina, że demokracja zaczyna się od odmowy pogardy — i że dopóki potrafimy ją nazwać, potrafimy jej także się przeciwstawić.
Świetne porównanie obecnego lokatora Pałacu Prezydenckiego z Dyzmą! Jest jednak pewna różnica. Dyzma powieściowy jest kreacją elit – zdemoralizowanych, ale i kompletnie zidiociałych. Nasz obecny Dyzma jest tam, gdzie jest, z woli połowy społeczeństwa, z którą – jak się okazuje można zrobić wszystko i wszystko jej „sprzedać”. To znacznie groźniejsze. I to także odpowiedź na kolejne pytanie JS: „Czy polski naród, społeczeństwo, wspólnota, zbiorowość itd. gotowe są bronić młodej, kulawej, rachitycznej, ale jednak demokracji?” Połowa pewnie tak, ale niestety to „połowa mniejsza” (mówimy tu o połowach w przybliżeniu, społecznych, nie matematycznych). Bo ta połowa – większa – która wybrała Dyzmę, jest dla demokracji stracona. Gorzej: w ogóle jej nie rozumie. Tak jak nie rozumie świata, w którym żyje. Rozumie najprostsze hasła i okrzyki. Ergo: Cieszmy się ostatnim rokiem wolności, bo to, co przyjdzie po nim, może być gorsze od schyłkowej komuny. „Patriotyczni kibice” już przebierają nogami, by dobrać się bezkarnie do skóry „wrogom Ojczyzny”. Czyli nam.
Jest trochę jak u Biskupa Warmińskiego: Suwerena znudziły nudnawe rządy Wołu, w których „rzeczy szły porządnie”, choć „z wolna”. Wybiera więc sobie Lisa albo Małpę. Wół wróci za jakiś czas. Pytanie tylko: Jak będzie wyglądał kraj, który przyjdzie mu „naprawiać”.
Przypomina mi się historia Polski z końca osiemnastego wieku. Kłócący się ze sobą ówcześni polscy Dyzmowie sami właściwie oddali wtedy swój kraj na pastwę okupantów. Podobne politycznie były lata międzywojnia w XX w. Oczywiście pod egidą pazerności Kościoła Katolickiego. Czy w naszym pokoleniu, całkiem możliwy do tamtych czasów, analogicznie postępujący wewnętrzną wojną rozwój naszego dzisiejszego bratobójczego zachowania, też może zaowocować wieszaniem zdrajców oddających za srebrniki wrogowi swoją ojczyznę? Niektórzy twierdzą, że historia się nie powtarza. Czyżby?… W Polsce się nie powtarza?…
Pewną wskazówką do badań genealogicznych nad polskim Dyzmą może być fragment z książki 'Psychopatie’ Antoniego Kępińskiego: „W społeczeństwie polskim przeważają typy histeryczne i psychasteniczne. Polski typ histeryczny odpowiada najsilniej temu, co przed laty Brzezicki opisał jako typ skirtotymny (od gr. skirtao — tańczę); jest to typ w zasadzie szlachecki — polskie „zastaw się a postaw się” — polonez, Samosierra, szarża ułanów na czołgi, polskie sejmikowanie, polskie liberum veto i tzw. polnische Wirtschaft, przedziwna mieszanina cnót i wad. Polski psychastenik — to jakby typ polskiego kmiecia, cichy, spokojny, pracowity, nie wadzący nikomu, czasem tylko swój steniczny kolec ukazujący; wówczas poczciwy polski kmieć przeraża obrazem Jakuba Szeli; jest uparty i twardy w ciężkich warunkach życia. Ten dziwny rozkład naszego społeczeństwa na ludzi, którzy gadają, i na tych, którzy pracują, utrzymuje się przez wieki mimo zmian warunków życia, zmian ekonomicznych, ustrojowych itp. Byłby to przykład trwałości struktur społecznych; mimo że czasy bardzo się zmieniły, model szlachecki i kmiecy społeczeństwa się utrzymał. Może model ten zapewnia pewnego rodzaju równowagę społeczną: jedni pracują, a drudzy błyszczą i gadają.”
” Gdy ktoś jest w 100% moralny, to polityce rzadko kiedy odnosi sukces”
Cz.Miłosz – Umysł zniewolony.
Choć esej opisuje realia powojenne, to są one dzisiaj bardzo aktualne. I chyba jest tak, że jako społeczeństwo staliśmy się zbyt obojętni na polityczne manipulacje i hipokryzję.
Czytam ten tekst nie tylko przez literacką metaforę, ale także przez pytanie o stan konstrukcji. JS pokazuje, że państwo — podobnie jak most czy maszyna — nie wytrzyma długo, jeśli osłabia się jego fundamenty: prawo, zaufanie, uczciwy język i odpowiedzialność za słowo.
Dyzma jest tu nie tylko postacią z powieści, lecz ostrzegawczą lampką na tablicy rozdzielczej. Dobrze, że autor ją zapalił, zanim awaria stanie się nieodwracalna.
W Onecie tekst Klubu Jagiellońskiego (który nie jest stanowiskiem portalu!) o tym, że znowu nas wypchnięto z Grupy Reńskiej, której przewodzi Mario Draghi. Nie liczymy się w Europie, bo jesteśmy zbyt kulturalni… I sugestia: „Może to brzmieć jak dyzmowskie chamstwo na salonach, ale dobijanie się do elity przez grzeczne czekanie pod drzwiami, włożenie najbielszych rękawiczek i wykazywanie się dobrymi, cywilizowanymi manierami lepiej niż ktokolwiek z już obecnych w tej elicie nic nam dotąd nie dało i nie da”. Tak więc przed naszym Dyzmą otwarte pole do popisu, ale blokuje go cień amerykańskiego pierwowzoru…