04.09.2026
Staję przed Wami, by mówić o sprawie, która dotyka samego fundamentu naszego człowieczeństwa, naszej narodowej tożsamości i – co najważniejsze – naszego wspólnego bezpieczeństwa. Historia rzadko powtarza się dosłownie, ale jej mechanizmy psychologiczne i społeczne pozostają uderzająco stałe. Kiedy patrzymy na dzisiejszą Polskę, musimy z pełną odwagą i bez znieczulenia zapytać: czy demony przeszłości, które jak sądziliśmy, na zawsze pogrzebano w ruinach XX wieku, nie budzą się właśnie na naszych oczach?
Cofnijmy się o niemal sto lat. Lata 30. XX wieku, dwudziestolecie międzywojenne. Pod naciskiem skrajnie prawicowych, faszyzujących organizacji, takich jak Obóz Narodowo-Radykalny czy Młodzież Wszechpolska, na polskich uniwersytetach wprowadzono coś głęboko haniebnego – getto ławkowe. Był to oficjalny, sankcjonowany przez ówczesne władze system segregacji, który zmuszał studentów pochodzenia żydowskiego do siadania w wyznaczonych miejscach, z dala od ich rówieśników.
Cel tej inżynierii nienawiści był prosty: nie tylko fizycznie oddzielić, ale przede wszystkim upokorzyć, złamać psychicznie i zdefiniować naród w sposób potworny – wyłącznie przez kryterium etnicznej czystości. Żydzi mieli poczuć, że są obcy, że nie ma dla nich miejsca w przestrzeni publicznej.
A teraz spójrzmy na to, co dzieje się dzisiaj. Magdalena Warchala-Kopeć opublikowała w „Gazecie Wyborczej” wstrząsający reportaż pod znamiennym tytułem: „To jest polska ławka”. Ukraińscy uczniowie boją się powrotu do szkoły. Czytamy w nim, że narastający hejt sprawił, iż wiele dzieci ukraińskich uchodźców wojennych ze strachu nie wróciło 1 września do swoich klas.
Tytułowa fraza – „to jest polska ławka” – to słowa, którymi agresywni szowiniści przeganiają ukraińską młodzież z publicznych boisk i parków: „To jest Polska. Polska dla Polaków!”
Szanowni Państwo,
czy nie widzicie w tym przerażającej paraleli?
Sto lat temu getto ławkowe na uniwersytetach, dziś próby tworzenia gett rówieśniczych na szkolnych podwórkach. Mechanizm jest dokładnie ten sam: zawłaszczanie przestrzeni i wmawianie grupie dominującej, że plac zabaw, szkoła czy uczelnia należą tylko do nich.
To perfidna próba zaszczepienia w mniejszości permanentnego strachu, by dobrowolnie usunęła się w cień. Z pełną odpowiedzialnością musimy uderzyć się w piersi i przyznać: w polskim imaginarium ksenofobii i narodowej megalomanii ukraińscy uchodźcy wojenni w sensie strukturalnym zajęli miejsce dawnych Żydów.
Znów uruchomił się ten sam kompleks oblężonej twierdzy. Z jednej strony karmimy się mitem o naszej bezgranicznej, historycznej gościnności, a z drugiej – przy najmniejszych napięciach społecznych – pozwalamy na odradzanie się najniższych instynktów i szowinizmu.
Pytam Was dzisiaj: jak to o nas świadczy? I co ważniejsze – co to wróży na najbliższą przyszłość w obliczu realnego, wyrazistego zagrożenia wojennego ze strony imperialnej, putinowskiej Rosji?Odpowiedź jest dramatycznie prosta. Wewnętrzne dzielenie społeczeństwa, szczucie na ludzi, którzy uciekli przed bombami, to prosta droga do samozagłady.
Historia uczy, że konflikty etniczne zawsze osłabiają państwo od środka. Polska skrajna prawica, która buduje kapitał polityczny na nienawiści do Ukraińców, de facto realizuje strategiczne cele Kremla. Sianie nienawiści i rozbijanie solidarności z narodem, który własną krwią osłania nas przed rosyjskim imperializmem, to pisanie scenariusza dla Władimira Putina.
Jeśli pozwolimy, by ten jad zakorzenił się w sercach naszych dzieci, w godzinie próby okażemy się społeczeństwem słabym, skłóconym i niezdolnym do solidarnej obrony.
Dlatego staję tutaj i apeluję: walka z tymi uprzedzeniami to nie jest kwestia poglądów politycznych. To jest nasz bezwzględny, wspólny obowiązek społeczny! A w tej walce kluczową rolę musi odegrać państwo. Władze publiczne nie mogą chować głowy w piasek i udawać neutralności wobec rasizmu. Państwo musi jasno, głośno i stanowczo opowiedzieć się za otwartością. Musi edukować i tłumaczyć z całą mocą: to nie Ukraińcy są dla nas niebezpieczeństwem!
Zagrożeniem są ci, którzy brutalnie napadli ich ojczyznę, oraz ci na polskiej scenie politycznej, którzy pomagają Moskwie w sianiu nienawiści na naszym własnym podwórku.
Potrzebujemy systemowej edukacji antydyskryminacyjnej w szkołach, wsparcia dla asystentów międzykulturowych i bezwzględnego, natychmiastowego ścigania przestępstw z nienawiści przez policję i prokuraturę.
Nie dopuśćmy do tego, by polska ławka stała się pomnikiem wykluczenia. Niech będzie symbolem solidarności, dojrzałości i wspólnej, bezpiecznej przyszłości wolnej od upiorów przedwojennego faszyzmu i współczesnej, rosyjskiej dezinformacji. Zacznijmy tę zmianę od siebie, od naszych szkół, ulic i domów.
Przemysław Wiszniewski
Członek Zarządu „Otwartej Rzeczpospolitej” – Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii
