09.09.2026
Jest to historia rodziny Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów napisana przez ich prawnuczkę Ludwikę. Autorka zgromadziła materiały z archiwów, listów, wspomnień żyjących członków rodziny i w dużej mierze z Dzienników pisanych przez samego pisarza, bardzo osobistych, intymnych… Jej zamierzeniem było opisanie losów własnej rodziny, czasów w których żyli uwikłani w codzienne sprawy, politykę , choroby i namiętności, bez uciekania się do sensacji.
Jarosław Iwaszkiewicz, poeta, prozaik, współtwórca Skamandra, był jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiego życia literackiego w XX wieku. Urodzony na Ukrainie, gdzie spędził dzieciństwo i młodość, potem Podkowa Leśna – wiano żony, gdzie mieszkali razem przez blisko pięćdziesiąt lat. Stawisko, jak je nazywali, było miejscem spotkań przyjaciół, zapraszanych artystów, miejscem literackich sporów i dyskusji. U Iwaszkiewiczów bywali między innymi: Słonimski, Szymanowski, Tuwim, Lechoń i inni. W czasie wojny schronienie znaleźli u nich więźniowie z obozu przejściowego w Pruszkowie, a także ukrywający się Żydzi. Dzisiaj w Stawisku mieści się muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów.
Autorka wspomnień porusza temat biseksualności pradziadka, skomplikowaną relację małżeńską, chorobę psychiczną Anny. Pisze delikatnie i ostrożnie o uwikłaniu Iwaszkiewicza w politykę w czasach PRL-u , o wygłoszeniu przez niego mowy żałobnej po śmierci Stalina…
Ale najważniejsza jest twórczość; wiersze, opowiadania, powieści, dramat Lato w Nohant. Chyba nie ma drugiego takiego pisarza, którego utwory doczekały się tak wielu ekranizacji. Brzezina, Matka Joanna od aniołów, Tatarak, Kochankowie z Marony, Panny z Wilka, Sława i chwała. Znakomita proza i wielcy reżyserzy i aktorzy… Kino wydobywało obraz; a to step z ostrowami burzanu na Kijowszczyźnie, mocny, gęsty witalny las, a obok umierający na gruźlicę młody człowiek, czy rzeka, która zwraca zakochanej kobiecie martwego kochanka.
Bardzo osobiste Dzienniki Iwaszkiewicza, wydane drukiem dopiero po śmierci autora, czyli do publicznej wiadomości, wobec czego Ludwika Włodek czerpie z nich pełnymi garściami. Z drugiej strony, czy powstałoby znakomite libretto do Króla Rogera, gdyby nie przyjaźń z Karolem Szymanowskim, starszym kuzynem, którym młody pisarz był zauroczony?

Książkę polecam lubiącym prozę Jarosława Iwaszkiewicza, inni mogą być nieco znużeni ogromną ilością imion, kuzynów, kuzynek, pociotków i czasami opisem mało znaczących faktów.
Helena Kapri

Recenzja w pigułce – jak zawsze krótka, zwięzła, nie zajmująca miejsca – pojawiła się i zaraz spadła na sam dół… Mało kto zdążył ją przeczytać.
Brzezina, bardziej pamiętam film Andrzeja Wajdy, a jeszcze bardziej przejmującą rolę młodziutkiego Olgierda Łukaszewicza, wtedy studenta szkoły teatralnej, dziś powszechnie szanowanego jubilata z ogromnym dorobkiem nie tylko aktorskim. Iwaszkiewicz to ocean, wszystko w nim można znalezć, dobrze, że prawnuczka tak delikatnie wspomina wielkiego przodka…
To bardziej zaproszenie do lektury niż recenzja — i spełnia zadanie. Helena Kapri przypomina, że „Pra” Ludwiki Włodek nie jest pomnikową biografią Jarosława Iwaszkiewicza, lecz opowieścią o rodzinie: Stawisku, Annie, córkach, krewnych, przemilczeniach, chorobach, namiętnościach i uwikłaniach historycznych.
Trochę szkoda, że nie wybrzmiewa najciekawsze pytanie: co zmienia fakt, iż o sławnym pisarzu opowiada jego prawnuczka? Taka perspektywa daje dostęp do rodzinnej pamięci i dokumentów, lecz wymaga szczególnej ostrożności. Włodek stara się łączyć szczerość z taktem, nie zamieniając intymności przodków w sensację.
Ciekawa jest wzmianka o „nadmiarze imion”. Dla szukających przede wszystkim interpretacji twórczości Iwaszkiewicza genealogia może nużyć; dla innych będzie wartością, bo pokazuje, że literatura rodzi się w splątaniu domu, historii, miłości, lęków i kompromisów.
Czy dobrze pamiętam, że obecne wydanie jest wznowieniem i rozwinięciem książki wydanej pierwotnie w 2012 roku?
Uwaga Senexa przypomina, że krótkie, spokojne i nienapastliwe rekomendacje łatwo giną dziś w bieżącym strumieniu publikacji.; chyba zbyt szybko „spadają” na mniej eksponowane miejsce portalu.
Panie Sławku, ma pan rację; pierwsze wydanie tej książki miało miejsce w 2012 roku. Obecne podane przez dojrzalsza już autorkę zawiera więcej wątków intymnych. Wymieniani są z nazwiska kochankowie pisarza, zazdrość żony, która skutkuje choroba psychiczną, Autorka śmielej też pisze o polityce i roli jaką odegrał w niej pisarz
Nic to jednak nie umniejsza Iwaszkiewicza jako artysty pióra i człowieka z sercem dla ludzi potrzebujących schronienia
Panie Sławku, ma pan rację; pierwsze wydanie tej książki miało miejsce w 2012 roku. Obecne podane przez dojrzalsza już autorkę zawiera więcej wątków intymnych. Wymieniani są z nazwiska kochankowie pisarza, zazdrość żony, która skutkuje choroba psychiczną, Autorka śmielej też pisze o polityce i roli jaką odegrał w niej pisarz
Nic to jednak nie umniejsza Iwaszkiewicza jako artysty pióra i człowieka z sercem dla ludzi potrzebujących schronienia
Dziękuję za to dopowiedzenie. Pierwszą wersję książki czytałem, więc po obecne, rozszerzone wydanie z pewnością sięgnę.
Nawiasem mówiąc: jeśli prawnuczka potrafi wymienić z nazwiska kochanków pradziadka, człowiek zaczyna się zastanawiać, jak długo i jak dokładnie żyje pamięć rodzinna. Na myśl, że nie jestem Iwaszkiewiczem — a także nie miałem kochanków – a prawnucząt na razie nie widać na horyzoncie — odetchnąłem z ulgą. Choć drobny niepokój pozostaje…
Jako człowiek wychowany w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku należę jeszcze do formacji ukształtowanej przez kulturę słowa. Wielkość Iwaszkiewicza uznaję i doceniam, choć jego twórczość nie jest mi szczególnie bliska. Zdecydowanie wolę Tuwima. Kulturalny człowiek powinien jednak wiedzieć możliwie dużo nie tylko o tych dwóch pisarzach, ale również o innych wielkich literatach — także wtedy, gdy nie wszystkich czyta z jednakową przyjemnością.
Książka Ludwiki Włodek nie próbuje ani uniewinniać, ani oskarżać. Porządkuje rodzinne archiwum wokół postaci, która pozostaje wielka właśnie przez swoją niejednoznaczność. Iwaszkiewiczowi należy się taka opowieść: rzeczowa, dyskretna i wolna od dzisiejszej gorączki sądzenia.