17.09.2026
Obyś żył w ciekawych czasach – wszyscy znamy to powiedzenie, podobno chińskie. Wbrew pozorom to nie życzenie, a przekleństwo. Ktoś, kto mówi tak do kogoś, nie życzy mu dobrze, a wręcz przeciwnie – życzy mu jak najgorzej. Ciekawe czasy to nic dobrego, dobre są nudne czasy, takie, w których nie ma wielkich zmian i wydarzeń.
Jeżeli tak myślą Chińczycy, a to bardzo stara kultura, to pewnie jest to głęboka prawda. Czasy ciekawe, takie w którym wiele się dzieje nie są, w ich pojęciu dobre dla ludzi.
Jeżeli tak jest, to nasze życie, tu i teraz, spełnia wszystkie kryteria definicji „ciekawych czasów”. To co teraz się dzieje na świecie jest kumulacją procesów i zmian we wszystkich dziedzinach życia ludzi, tak jednostek jak i społeczeństw. Próba określenia i identyfikacji tych procesów przekracza możliwości felietonu, jest ich tak wiele i są one tak złożone, że nawet proste ich wyliczenie to wielkie wyzwanie.
Dlatego też ograniczę się do kilku zaledwie, ale takich, których skutki mają wielki a nawet decydujący wpływ na losy ludzi żyjących tu i teraz.
Proponuję by zacząć od odpowiedzi na proste zdawałoby się pytanie – kto obecnie rządzi światem, akcentując w tym pytaniu słowo kto – chodzi o wskazanie osoby, kogoś kto ma nazwisko i stanowisko dające mu wielką władzę.
Proste pytanie i prosta odpowiedź – obecnie światem rządzi kliku zaledwie ludzi mających różne legitymacje do posiadanej władzy, od mandatu uzyskanego w wyborach do dyktatury opartej na terrorze i przemocy. Te legitymacje podlegają zmianom, niezmienne pozostaje jednak to, że to jeden człowiek ma władzę decydującą o pokoju czy wojnie, o życiu lub śmierci milionów ludzi.
Na teraz takimi ludźmi są Donald Trump, amerykański prezydent, który wygrał właśnie wybory i ma czteroletni mandat do rządzenia, Władymir Putin, który rządzi w Rosji jak car a organizowane przez niego kolejne wybory do Dumy są czystą farsą i Przewodniczący XI, który jest władcą Chin, wielkiej i rosnącej gospodarki.
To są ci ludzie którzy decydują o losach świata, to od ich kaprysu zleży to czy będzie pokój czy wojna, i czy skończy się światowy kryzys na rynku paliw. To od ich kaprysu zależy więcej niż od realnych zmian jakie zachodzą w świecie rządzonym przez AI i porozumień zawieranych na forach wielkich międzynarodowych organizacji takich jak Unia Europejska.
Jeżeli tak jest, a chyba tak jest, to świat stał się nieprzewidywalny i jedynym prawdziwym uczuciem jest uczucie niepewności. Jeżeli tak wiele zależy od jednostki, od jednego człowieka to najważniejsza staje jego osobowość, cechy jego charakteru i jego hierarchia potrzeb.
Donald Trump wywołał wojnę z Iranem, wojnę która miała zakończyć się wielkim zwycięstwem Stanów i całkowitą klęską Iranu a która nie kończy się a nasila, której skutki odczuwa cały świat. Jeżeli tak jest, a jest, to fakt, że większość czasu i uwagi prezydenta Trampa zajmują sprawy związane z przedłużającą się budową tej wielkiej sali balowej, sali całej w złocie jakiej nie widział świat to mamy odpowiedź dotyczącą przyszłości naszego świata – kadencja Trumpa to jeszcze ponad dwa lata.
Jeżeli Putin żyje w panicznym strachu o własne życie, o to że zostanie zabity w zamachu i dlatego otacza się sobowtórami którzy występują w mediach, jeżeli zajmują go sprawy związane z przekroczeniem progu biologicznej śmierci i życie ponad ludzką miarę, to mamy odpowiedź na to, co jest dla niego naprawdę ważne.
Nie wiem co naprawdę ważne jest dla przywódcy Chin, Chiny to nie państwo, to cywilizacja, ale pamiętamy rozmowę na płycie lotniska gdy Xi z Putinem rozmawiał o potrzebie zwiększenia możliwości przeszczepu ludzkich organów tak by przedłużyć biologiczne życie człowieka.
Jeżeli to są sprawy, które motywują tych wodzów do działania, to łatwo możemy sobie odpowiedzieć jak to rzutuje na losy świata.
Wniosek z tego płynie jeden – trzeba zmienić system tak aby nigdy i nigdzie jednostka nie miała tak wielkiej władzy, by to od jej kaprysu zależało życie milionów.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
