17.09.2026
Miał lekką palmę i dużą głowę, co najlepiej było widać w pełnym słońcu; łysa czaszka, w której na moment pojawiały się myśli, by zniknąć w podskokach.
Pracował przy popielniczkach, a zarobione pieniądze wydawał na fajki. Lecz nie palił, tylko częstował; lubił obserwować twarze, sam jednak milczał.
Zanim tu przyszedł, mieszkał na skraju miasteczka, razem z matką. Kiedy umarła, przewędrował szmat kraju i znalazł schronienie u wdowy po dróżniku.
Z początku traktowała go nieufnie, odnosiła się do niego z rezerwą, co było wyrazem niechęci do mężczyzn. Później oswoiła się z myślą, że jest od świtu po zmrok w jej pobliżu, a jeszcze później, kiedy przekonała się do jego umysłowej ociężałości, pozwalała mu ogrzewać ręce nad kuchenką. Bełkocząc w podzięce, łakomie spoglądał na jej cielesne rozległości.
Co tam sobie podczas tego bełkotania myślał, nie wiadomo. Wrotce jednak nastąpiło w powietrzu ocieplenie, kuchenka wygasła, pretekst zniknął, więc, by nie utracić z nią kontaktu, zaproponował w swoim “gu – gu”, że swój dobytek przeniesie tutaj i przy jej radosnej aprobacie wtarabanił się, na razie do kuchni, by, niedostrzegalnie, rozlokować się w sypialni, gdzie bywał coraz częstszym gościem.
Nie rozmawiali; między nimi wisiała tajemniczość. Jej cienie obejmowały wszystko, co wydarzyło się przed pierwszym spotkaniem.
Trudno było dociec, kim był jej mąż, jakie zmartwienia należały do wdowy, kim był on – człowiek, który miał lekką palmę i dużą głowę, a wszystkie zarobione pieniądze wydawał na fajki, choć sam nie palił; trudno było dociec, kim naprawdę była ona, skoro pewnego dnia znaleziono jej ciało na podłodze, minimalnie zniekształcone siekierą, której obecność na stole zdawała się wskazywać mordercę?

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Miniatura zbudowana z niedopowiedzeń. Groteskowy bohater — „lekka palma”, „duża głowa”, „gu-gu” — stopniowo przestaje śmieszyć, a zaczyna niepokoić.
Finał niczego nie rozstrzyga; cofa światło na wszystkie wcześniejsze szczegóły. Mały kryminał bez śledztwa — i bez pewności, kto naprawdę był bezradny.
Bardzo udana, mroczna miniatura — oszczędna, sugestywna i niepokojąca. Autor świetnie buduje atmosferę niedopowiedzenia: kilka pozornie prostych szczegółów („lekką palmę”, fajki, wygasłą kuchenkę, siekierę na stole) wystarcza, by zarysować świat społecznego marginesu, samotności i narastającego zagrożenia. Zakończenie nie tyle wyjaśnia, ile zostawia czytelnika w chłodnym cieniu domysłu — i właśnie na tym polega jego siła.