15.10.2026
Tak książka (na razie jest to obszerny esej, który ukazał się w prestiżowym piśmie The Jewish Quarterly w październikowym numerze 2026 roku) to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć skąd się wzięła ostatnia i szczególnie brutalna fala antysemityzmu, która dotknęła również Polskę. Podejmuje tematy oczywiste, ale chyba nie dla wszystkich zważywszy na stopień zaczadzenia tą nową odsłoną mowy nienawiści. Podobnie było z esejem Wybielanie. Polacy i Żydzi Jana Grabowskiego przed dwoma laty, który najpierw wypełnił łamy wspomnianego czasopisma, a później ukazał się w oddzielnej książce, również po polsku. Pisałem zresztą o niej na tych łamach na początku 2025 roku (https://studioopinii.pl/archiwa/244431). Tak jak książka Grabowskiego, pokazująca wzrost antysemityzmu w Polsce, tak książka Simona Schamy (bo to on jest jej autorem) powinna znaleźć się na półce bibliotecznej każdego, kto zmaga się z pytaniem jak to możliwe, że po tragedii 7.10.2023 Żydzi znowu są obwiniani o wszelkie zło tego świata. Jej tytuł Żyd- nienawiść. Najnowsze wydanie (Jew-hatred. The latest edition) dobrze oddaje jej zawartość. Książka Grabowskiego wskazywała przede wszystkim na strukturalne i mentalnościowe zmiany w polskich instytucjach państwowych (muzea, Instytut Pamięci Narodowej i programy edukacyjne), które w sposób niezauważalny, ale niezwykle głęboki wpływają na zmiany postrzegania najnowszej przeszłości, w tym zwłaszcza Zagłady polskich Żydów. Obszar jakim zajmuje się Schama jest o wiele szerszy, globalny właśnie. Ale o tym za chwilę.
Choć sposobem ujęcia i demaskatorską pasją nie ustępuje najnowszej książce Montefiorego Kocioł, o której również pisałem na łamach SO pod koniec sierpnia tego roku (https://studioopinii.pl/archiwa/250902), to jej charakter jest zupełnie inny. Podobnie zresztą jak i odmienne są osobowości obu tych wybitnych żydowskich intelektualistów brytyjskich. Simon Sebag Montefiore to przede wszystkim historyk i znawca skomplikowanych trajektorii kulturowych i religijnych Bliskiego Wschodu. Simon Schama to nade wszystko znawca sztuki i znakomity interpretator jej historii, ale też autor niezwykłych fresków historycznych poświęconych historii Żydów (pierwszy tom Historia Żydów od roku 1000 p.n.e. do 1492 jest również dostępny w polskim tłumaczeniu). Wszystkie jego książki odznaczają się niezwykłą erudycją i nader plastycznym językiem. Te zalety jego pisarstwa doszły do głosu w jego najnowszym eseju.
Pierwsze kilkanaście stron (całość liczy niecałe 50 stron) mogą być lekturą trudną, a nawet szokującą. To przede wszystkim długa lista słów, gestów i aktów barbarzyńskiej nienawiści, wobec których matka Simona Schamy nie mogła się powstrzymać od okrzyku, że nawet naziści nie posuwali się tak daleko, by bezcześcić groby i pochowane w nich ciała. A działo się to w krajach o wysokiej kulturze jak Francja i Anglia. Wtedy, a był to rok 1990, Schama był przekonany, że matka reagowała nazbyt nerwowo, zwłaszcza Żydzi w Wielkiej Brytanii powinni czuć się bezpiecznie. Jak się okazało do czasu. Po 7.10.2023 nastąpiło prawdziwe pandemonium zachowań antysemickich, a pojęcie ludobójstwa zaczęło być stosowany w sposób absolutnie powszechny wobec każdego Izraelczyka i każdego, kto ośmielił się przyznawać Izraelowi racje istnienia. Oto znaczący fragment: „Niezależnie od tego, co jeszcze wykrzykuje się podczas antyizraelskich marszów i demonstracji, niezależnie od tego, co jeszcze wyrywa się na ścianach, oskarżenie o ludobójstwo pojawia się niezmiennie – zarówno w formie graficznej, jak i werbalnej. „Hej, profesorze, nie ukryjesz się, oskarżamy cię o ludobójstwo”. Czy w supermarkecie sprzedaje się izraelskie awokado? To czyni go współwinnym ludobójstwa; precz z półek! Czy sieć piekarni Gail’s została założona wiele lat temu przez Izraelczyka? W takim razie nieświadomi konsumentów jej ciasta marchewkowego są współwinni ludobójstwa. Czy zdecydowana większość Żydów z diaspory pragnie, by Izrael przetrwał? W dzisiejszych czasach to wystarczy, by usłyszeć, że popierasz ludobójstwo. Dla tych, którzy zaczepiają Izraelczyków na lotniskach, anulują rezerwacje hotelowe lub wykrzykują obelgi pod adresem izraelskich piosenkarzy, bycie Izraelczykiem oznacza z definicji popełnianie ludobójstwa. Fakt, że termin ten został ukuty przez Żyda, Raphaela Lemkina, tylko wzmacnia słuszność tego twierdzenia”. No to już wiemy dlaczego niektórzy (ja do nich należę) mają kłopot z użyciem i nadużyciem pojęcia ludobójstwo w odniesieniu do tego, co się dzieje w Gazie.
A przecież sprawa nie dotyczy abstrakcyjnego Izraela, tylko konkretnych ludzi dotkniętych barbarzyńską zbrodnią 7.10.2023, z których wielu wcale nie popiera polityki obecnego premiera Izraela i jego koalicjantów, w tym zwłaszcza Ben Gwira i Bezalela Smotricha. Tymczasem obrońcy Palestyńczyków i piewcy „bojowników wolności” za jakich uważają terrorystów Hamasu nie chcą pamiętać o ich barbarzyńskich aktach terroru. Dlatego warto wczytać się uważnie w propozycje interpretacyjną Simona Schamy, który stawia ważne i dla wszystkich niewygodne pytania. Nie wszystkie mogę przywołać, choć każde z nich jest istotne i kwestionuje pewniki wielu intelektualistów, których w ostatnich trzech latach ogarnęła pasja tropienia ludobójczego charakteru wszystkich Żydów. Pisze Schama:
Czy mieszkańcy Strefy Gazy doświadczyli straszliwych cierpień, śmierci i ran dziesiątek tysięcy niewinnych cywilów, w tym dzieci, w wyniku izraelskiej ofensywy? Tak. Czy wśród tych czynów mogą znajdować się zbrodnie wojenne? Tak. Czy Hamas popełnił 7 października zbrodnie przeciwko ludzkości, w tym tortury, gwałty, okaleczanie seksualne oraz mordowanie dzieci po zmuszeniu ich do bycia świadkami zabójstwa ich rodziców? Bezsprzecznie. Czy możliwe jest – a wręcz moralnie konieczne – opłakiwanie i oburzenie się zarówno z powodu śmierci i cierpień Palestyńczyków, jak i Izraelczyków? Z pewnością tak. Czy Hamas świadomie sprowadził cierpienia na Palestyńczyków, umieszczając wyrzutnie rakiet i amunicję w szkołach, meczetach, szpitalach, blokach mieszkalnych i domach, podczas gdy jego bojownicy byli chronieni w tunelach, tak aby Izrael został postrzegany jako morderca cywilów? Tak. Kiedy ostatni raz siły zbrojne ostrzegły ludność cywilną, gdzie i kiedy zamierzają uderzyć? Nigdy. Czy w trakcie rzezi, jaką jest wojna miejska, miały miejsce porównywalne – lub gorsze – katastrofalne tragedie? Zobacz Drezno, Hiroszimę, amerykańską kampanię bombową na Irak”. I kontynuuje: „Czy Rosjanie niemal codziennie dokonują z powietrza celowych masakr na ukraińskiej ludności cywilnej i czy uprowadzili 35 000 ukraińskich dzieci, których rodzice już nigdy ich nie zobaczą? Tak. Czy wywołuje to marsze protestacyjne? Nie. (I niech nikt nie odważy się rzucić tej głupkowatej riposty w stylu „a co z…”). Czy w izraelskim rządzie są żydowscy faszyści wyznający supremację, którzy z entuzjazmem popierają czystki etniczne w Strefie Gazy (w tym zachęcanie do „emigracji” i perswazję poprzez zabijanie)? Tak. Czy umożliwiają oni powtarzające się, okrutne, często mordercze pogromy osadników wymierzone w Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu? Tak. Czy twierdzenie, że „świeckie, demokratyczne państwo” Palestyny przyjęłoby Żydów jako współobywateli, jest nieszczere (lub absurdalne), biorąc pod uwagę, że Hamas nie jest ani świecki, ani demokratyczny, lecz raczej teokratyczną tyranią? Tak”.
I może tu się zatrzymajmy czekając na polskie wydanie eseju Simona Schamy, który wspólnie z książką Simona Sabaga Montefiore (tłumaczenie już zapowiedziane) powinien dostarczyć istotnych pytań i materiału do refleksji tym wszystkim, którzy już dawno uznali, że na temat Hamasu i Izraela wiedzą już wszystko. Okaże się bowiem, że nie tylko nie wiedzą o czym mówią i piszą, ale, że to, co im się wydaje, że wiedzą, jest wynikiem głębokiego zafałszowania rzeczywistości. Najwyższy czas, by się z tego błogiego letargu wybudzili. Simon Schama może im w tym wydatnie pomoc. I jeszcze na koniec warto się wsłuchać w końcowy apel Simona Schamy, który ostrzega przed konsekwencjami zamknięcia się we własnej bańce informacyjnej I radzi, by czytać różne teksty, zwłaszcza takie, które wybijają z nas z własnej sfery komfortu: „Książka (a jest ich mnóstwo), która nie zakłada, że syjonizm od samego początku był rasistowski i imperialistyczny; że rozlew krwi miał miejsce tylko z jednej strony; że trzeba mówić o ofiarach w Strefie Gazy, a o ofiarach z 7 października – w ogóle nie. Nasze tragedie i trudy są bowiem – i warto to powtarzać w kółko – wspólne, a jeśli nie będziemy gotowi wysłuchać tej wspólnej historii, skazani jesteśmy na niekończącą się serię śmiertelnej wrogości. A jeśli my, Żydzi i nie-Żydzi, Izraelczycy i Palestyńczycy, nie będziemy potrafili słuchać siebie nawzajem z pełnym szacunku skupieniem, opierając się na prawdzie, to w końcu nieszczęśliwymi ofiarami takiej głuchoty staniemy się wszyscy”. No właśnie.

