Przemoc jest akuszerką historii – powiedział Marks, po którym, niezależnie od marksizmu, zostało wiele błyskotliwych powiedzeń. Ja bym pozwolił sobie słowo ”jest” zastąpić słowem ”bywa”, co piszę w związku z juntą, Argentyną, stanem wojennym u nas i tp. Zacznę zaś od refleksji z roku 1974.
Po portugalskiej ”rewolucji goździków”, jak zawsze pękła bania z opisami niegodziwości obalonego reżimu. Tym razem Salazara i Caetano. Moją uwagę zwrócił opis perypetii jakiegoś niepokornego – tam wtedy, słowo to coś naprawdę znaczyło – tygodnika. Policyjne prowokacje, naloty na redakcję, zatrzymywania redaktora naczelnego, który spędzał noce na komisariatach i był nawet bity przez policjantów.
Pomyślałem o redaktorach tygodników, w których pracowałem w tych latach. O Jasiu Główczyku z ”Życia Gospodarczego” i o Dominiku Horodyńskim z ”Kultury”. Nikt by ich nie zatrzymywał i nie bił, gdyby nagle zrobili się niepokorni, czy raczej zostali by za takich uznani przez przez Wydział Prasy KC PZPR. Po prostu zostaliby zastąpieni przez innych i po krzyku. W skrajnym przypadku władza by zamknęła pismo i otworzyła inne. ”Kultura” była zresztą kolejnym wcieleniem tygodnika kulturalnego w łańcuchu odgórnych przepoczwarzeń.
Reżim Salazara i Caetano był autorytarną dyktaturą nad wszystkim. Nad wszystkimi podmiotami w państwie. Rządził nimi twarda ręką , przełamując wszelki opór, czy choćby zalążek oporu. Prawdziwy czy wyimaginowany. Natomiast system totalitarny nie jest władzą nad wszystkimi w państwie, bo sam jest wszystkim. Jest w nim jedynym, wszechogarniającym podmiotem, a wszystko inne; ludzie i instytucje to przedmioty, narzędzia, którymi się posługuje. To oczywiście schemat, ale oddaje istotę rzeczy.
Jedyny podmiot to nie to samo co jednolity. Władza w totalitaryzmie, czy komunistycznym, czy w III Rzeszy, to złożona struktura, mechanizm nie bez wewnętrznych tarć. Przedmioty – narzędzia, którymi się posługuje, bywają mniej czy bardziej poręczne. W każdym razie pisma, w których pracowałem były jakimiś elementami w tej strukturze. Pracowałem też w ”Tygodniku Powszechnym”, afiliowanym do bardzo szeroko rozumianej struktury Kościoła, którego system totalitarny nie dał rady wchłonąć, ale nad którym starał się utrzymywać kontrolę. ”Tygodnik” był wewnętrznie niezależny, ale kontrolowany przez cenzurę i przez przydziały papieru, którego nie było na żadnym rynku.
Co ma do rzeczy to akurat pismo ? A to, że w roku 1953 kiedy ”Tygodnik” nie chciał stać się narzędziem władzy i uczcić zmarłego akurat generalissimusa, został, nawet nie zamknięty, a przekazany firmie PAX, mieszczącej się de facto w strukturze władzy. Bo w tamtym roku, władza określająca się jako ludowa była jeszcze w natarciu. Funkcjonowała już dziewięć lat, totalitarną była od pięciu. W tym czasie była okrutna, terror łamał dawne porządki, pomagał nie tylko ustanawiać nowy ład społeczny i ekonomiczny, ale walczył o świadomość poddanych. Reżim mamił ich czym się dało, ale też straszył. Nie słowami, lecz demonstracja bezwzględności i okrucieństwa. Taki jest mechanizm wprowadzania nowego systemu władzy zdeterminowanej większości nad obojętną, czy wrogą większością. To te częste przypadki, do których aforyzm Marksa pasuje.
A gdy już to nowe, czy niekiedy odnowione po nieudanej próbie obalenia go, opanuje to co mu się udało opanować, gdy naród już zda sobie sprawę, że reżim potrafi być straszny, to nie musi on już być w dalszym ciągu straszny do tego stopnia. Terror bowiem jest niebezpieczny również dla tych którzy go stosują. Ten samonapędzający się mechanizm pochłania także i ich. W rewolucyjnej Francji, Rosji, w tak zwanych demoludach. W ZSRR mieliśmy więc XX Zjazd, w Polsce Październik i najweselszy barak w obozie, który przez to nie przestawał być obozowym barakiem. Za rządów Gomułki (po 1956 roku), Gierka, Jaruzelskiego, SB-cy byli przeważnie – powtarzam; przeważnie i proszę nie uściślać – rzeczowi i grzeczni. Wystarczała zakodowana w narodzie pamięć o ich nieco wcześniejszych poprzednikach – UB-ekach.
Ziemia krwi i przemocy…
…. taki był tytuł jednej z książek popularnego w zeszłym wieku brazylijskiego pisarza Jorge Amado, pasujący nie tylko do Brazylii, lecz do całej Ameryki Łacińskiej. Jej burzliwa historia ożyła w świecie po wyborze na papieża kardynała Bergolio i w związku z jego problemami jakie przed laty miał z argentyńską juntą.
Niesławnej pamięci WRON też jak najbardziej był juntą. Spełniał wszystkie warunki, by go tak właśnie określać. Jak trafnie zauważył Cezary Bryka i co w czasie stanu wojennego było dla wszystkich widoczne, porównanie z Chile i Argentyną nasuwało się odruchowo. Lecz z perspektywy historii widać, że u nas było jakoś inaczej niż w tamtych krajach. Strasznie, owszem, ale nie aż tak strasznie jak tam. U nas, w latach osiemdziesiątych dogorywał już mocno zużyty system totalitarny.
Profesor Andrzej Walicki od dawna twierdzi, że w tym okresie system nie był już totalitarny, ale autorytarny. Nie chcę się sprzeczać ze znakomitym uczonym. W moim prywatnym odczuciu był to jeszcze raczej totalitaryzm, który teoretycznie prawie wszystko obejmował, ale już mało co ściskał. I nie czuł się śmiertelnie zagrożony przez Solidarność, choć bardzo go ona uwierała. Nie zamierzała ona jednak, przynajmniej w swym głównym nurcie, obalać ustroju i wstrzymywała się od działań w tym kierunku. Teraz odnoszę wrażenie, może mylne, że przed 13 grudnia i po nim, obie strony nieco dramatyzowały. ”Solidarność’’ , w słowach, prężyła muskuły mocno na wyrost, a władza chętnie reklamowała zagrożenie. Również na wyrost. Toteż odniósłszy nad panną S łatwe zwycięstwo już w pierwszych dniach stanu wojennego, uznała po jakimś czasie, że wszyscy są wystarczająco nastraszeni i mogła się zająć swoimi sprawami.
W Chile i w Argentynie było inaczej. Prezydent Salvator Allende, zdobył władzę, uzyskując niewiele ponad jedną trzecią głosów. Prawie dwa razy tyle zdobyli jego przeciwnicy, którzy nie wystawili wspólnego kandydata. Allende zabrał się energicznie za systemowe reformy. Budował socjalizm, mówiąc w skrócie. I już po trzech latach, w połowie jego kadencji, po której prezydent nie ma tam prawa do ponownego startu, gospodarka była w ruinie, warunki życiowe klasy średniej pogarszały się, brakowało podstawowych produktów, w kraju panował chaos. Allende był ex post oskarżany o stosowanie i szykowanie przemocy, ale bliższe prawdy wydaje się, że nie mając wystarczającego poparcia społecznego, chciał mimo to na drodze prawnej zrobić w Chile to co Castro na Kubie osiągnął przez rewolucję. Był już na dobrej drodze, liczył, że do końca kadencji wprowadzi nieodwracalne zmiany. Opozycja także się z tym liczyła i stąd decyzja o przewrocie wojskowym.
Było to przedsięwzięcie zachowawcze w obliczu bardzo realnego zagrożenia i jednocześnie skierowane przeciw legalnym strukturom władzy, lewicującym elitom, dużym odłamom społeczeństwa popierającym powstający system. Chile było wyjątkowym krajem w Ameryce Łacińskiej, bo nie było w jego historii wojskowych przewrotów i junt. Zamachowcy wprowadzali tam nowy porządek, do którego chcieli wdrożyć Chilijczyków i między innymi po to sięgnęli po przemoc w jej skrajnej postaci. Trochę to przypominało grę, w której jedna strona gra fałszywymi kartami, a druga sięga po, wbity od spodu w blat stołu, nóż i robi z niego użytek.
W Argentynie sytuacja była inna niż w Chile i na swój sposób prostsza. Tam de facto trwała już wojna domowa. Wojskowe przewroty, junty, przemoc stosowana przez wszystkie strony cechowały już dawno ten kraj. Przed zamachem generała Videli coraz energiczniej funkcjonowała partyzantka miejska i pozamiejska, dwóch struktur; komunistycznej organizacji ERP i peronistycznych Montoneros. Po drugiej stronie działały antykomunistyczne bojówki AAA. Porwania, tortury, zamachy, w tym wybuchy zabijające przypadkowych ludzi. W tej sytuacji kolejny przewrót wojskowy i kolejna junta, to jak zawsze w takich przypadkach –”prawo, porządek, bezpieczeństwo”. Jak to wyglądało w praktyce przypominano ostatnio wiele razy, w związku z papieżem Franciszkiem i jego przeszłością. Śmiertelne ofiar junty szacuje się w granicach 8 – 30 tysięcy. Statystyki nie prowadzono. Śmiertelne ofiary lewicowych partyzantek szacuje się na 10 tysięcy, z czego część została zamordowana przez antykomunistów.
Kaci i apologeci
Jak wystawiać świadectwo dżumie i cholerze ? Szczególnie po latach, kiedy emocje siłą rzeczy są wygaszone. Uczciwy badacz będzie przede wszystkim ustalać fakty, potem dopatrywać się mechanizmów, wyszukiwać przyczyny i dyskutować o skutkach. Przeważa jednak sąd uproszczony, zależny od aktualnej afiliacji politycznej. Opinie, zresztą można mieć różne, ale po zapoznaniu się ze wszystkim istotnymi faktami. Bez zamykania oczu na to co nie pasuje do naszej opinii.
Tak jakoś się dzieje, że ilekroć jakakolwiek siła polityczna, ta która rządzi i ta która dąży do władzy, decyduje się na użycie przemocy, zawsze znajdują się chętni wykonawcy. Następuje wyczekiwana chwila dla sadystów. Ale też ludzie na co dzień normalni odnajdują w sobie instynkty sadystyczne. Jednakże podstawowe gremium wykonawców, to przyzwoici skądinąd oportuniści, którym opłaca się uwierzyć, że przemoc, którą stosują, jest rzeczą słuszną w słusznej sprawie. Banalne zło, opisane przez Hannę Arendt, eksperyment psychologa Zimbardo, pokazujący jak łatwo ludzie stają się okrutni.
Parę lat temu opowiadał mi Krzysztof Pomian o spotkaniach z Hiszpanami, którzy nie przetworzyli klęski republiki w wojnie domowej. Im się marzyła kolejna taka wojna, czy nawet jeszcze bardziej okrutna, w której to oni odniosą triumf nad znienawidzonym wrogiem. Woleli nie zauważać, że po śmierci Franco w roku 1975, ten wróg nie był już taki jak w latach 1936 – 1939, kiedy zwyciężał w wojnie. Że inny był już świat, inna Hiszpania i dominowali w niej inni ludzie. Rozmówcy Pomiana nie mogli strawić pokojowego – pokojowego, powtarzam i proszę mi nie wypominać incydentów – przechodzenia od dyktatury do demokracji.
Mamy taki sposób myślenia i w Polsce, w odniesieniu do roku 1989. Zresztą, bywa on chyba powszechny. Ludzie dosyć powszechnie lubią symbole i podobają się im krańcowe emocje, gromkie i jaskrawe efekty, kiedy sami z tego powodu nie cierpią. Przy braku wyobraźni są w stanie dopuścić do spowodowania takiej katastrofy, przez tych którzy w tym mają interes. Odnoszę wrażenie, że taką niebezpieczną zabawę prowadzi teraz kolejny Kim. Ale zostańmy przy Ameryce Łacińskiej.
Parę lat temu, mój kolega w towarzystwie dwóch innych panów udał się do Anglii ze słowami poparcia i ryngrafem, dla generała Pinocheta, który był tam przejściowo zatrzymany. Rozumiałem, że mogli być pełni uznania za to, że uchronił – prawdopodobnie – Chile od komunizmu. Pytany jak się przy tym odnosi do okrucieństw reżimu Pinocheta, czy uważa je za konieczne i usprawiedliwione, kolega wolał nie podjąć tematu. Zbagatelizował problem. W podobny sposób reagują dziś w Polsce ludzie pełni słusznego oburzenia na junty i ich okrucieństwo, zapominając – głównie się mówi o argentyńskiej, za względu na nowego papieża – na co były one reakcją. Jeśli nawet ofiar terroru junty było kilka razy więcej niż ofiar okrutnej wojny partyzanckiej argentyńskiej lewicy, to nie należy jej pomijać. Trzy czwarte prawdy nie stanowi prawdy. Teologia wyzwolenia, a przy tym ”Chrystus z karabinem” , to dobrze brzmiało, ale to oznaczało przemoc, krew, łzy i mało miało wspólnego z chrześcijaństwem. Stąd podejście do tematu Jana Pawła II, który przecież dostrzegał i wypominał ekonomiczne i społeczne źródła napięć i gniewu w tej części świata.
Argentyna akurat jest krajem dość specyficznym na tle Ameryki Łacińskiej. Została trwale skażona peronizmem. Pułkownik Juan Domingo Peron Sosa, zostawszy prezydentem w 1946 roku był dobry dla ludu kosztem bogactwa zgromadzonego przez kraj, głównie w latach wojny. W roku 1955 został obalony przez wojskowych, co było zbawienne dla gospodarki, ale w narodzie zostało wspomnienie złotego wieku, dobrego władcy i opinia o złych generałach. Szef ówczesnej junty, generał Aramburu zginął w zamachu. Po jakimś czasie Peron wrócił, wygrał wybory, a po jego śmierci prezydentem została jego druga żona Isabel. Od tego czasu, albo wojskowi robią przewrót i tłamszą demokracje, a jak powraca demokracja, to górą są sieroty po Peronie. Gospodarka kraju funkcjonuje od kryzysu do kryzysu, między którymi nie ma bynajmniej prosperity.
Teraz przynajmniej jest tam spokój i demokracja. I może tak już zostanie.



Czasem, gdyby nie ta gorliwa akuszerka, to urodziło by się inne, lepsze dziecko. Choćby w Rosji w 1917 r. Jakże często usprawiedliwia się jej działania wyższą koniecznością i zagrożeniem.
Zdobyć władzę przemocą to jedno, wykorzystywać ją do zabijania i torturowania przeciwników to coś innego. To dyskredytuje tych którzy tę władzę zdobyli. I dyskredytuje tych, którzy oddają cześć oprawcom. Panowie Kamiński, Jurek i Wołek znali fakty, ale ważniejsze było dla nich to, że Pinochet mordował komunistów. Dlatego złożyli mu hołd. Rozumiem, że nie protestowaliby przeciwko takim samym praktykom w Polsce.
To nastawienie nie jest u nas wyjątkiem. Prezydent Kaczyński odsłonił pomnik „Ognia” – człowieka który mordował, grabił i gwałcił, i do dziś żyją rodziny jego ofiar. Powodem uczczenia „Ognia” było to, że mordował także przedstawicieli nowej władzy komunistycznej.
Nie będzie państwa prawa jeśli wszystkim nie będą przysługiwały te same prawa. Przylepianie łatek swoim przeciwnikom politycznym (takich które są akurat wygodne, nie tylko „komuniści”) i zwalczanie ich bezprawnymi metodami, prowadzi do totalitaryzmu.
Przeczytalem tekst pana Redaktora E.Skalskiego i tyle zrozumialem, ze Pan Redaktor jest za, a nawet przeciw. Ale nie udalo mi sie zrozumiec, za albo przeciw czemu. Czy pan Redaktor bardziej potepia, czy bardziej rozgrzesza? Potepia albo rozgrzesza kogo? Czy zrownuje Jaruzelskiego z Viedela albo Bierutem, czy jednak widzi roznice? Ten tekst mozna zrozumiec tak, jak komu jest wygodnie.
.
Nie wiem, czy taki byl zamysl Autora, zeby po rowno porozstawiac swieczki i ogarki. Czy moze temat okazal sie zbyt trudny. Tak czy inaczej, ani sie nie dowiedzialem niczego nowego, ani nawet sie nie dowiedzialem, co Autor chcial powiedziec.
Szanowny Panie Narciarzu 2,
W tym tekście akurat, nie potępiam i nie rozgrzeszam. Czy zawsze muszę ?
Starałem się opisać jak było i zrozumieć dlaczego.
Piękny tekst, który nie potępia i nie rozgrzesza. Z którego można się czegoś dowiedzieć bo stara się być obiektywny i nie jest stronniczy.
@narciarz2 – Są niestety tacy ludzie do których w żaden sposób nie może dotrzeć, że świat nie jest czarno-biały. Którzy muszą mieć wyraźnie określonego wroga po jednej stornie i wodza po drugiej, dla których zawsze musi być jakiś winny (kozioł ofiarny) i dla których ofiara musi być zawsze wyczyszczona ze wszystkich win. Dla których świat składa się z aniołów i diabłów jedynie a kto nie z nami ten przeciw nam… Przykro, ale z tego typu intelektem dyskusji się nie prowadzi – to orka na ugorze, sensu w tym nie ma.
Poza tym nie wiem skąd przypuszczenie, że jak ktoś publikuje artykuł to po wyłącznie po to aby się zaawansowani wiekiem miłośnicy sportów zimowych (z numerem dwa) czegoś nowego dowiedzieli? Naprawdę, nie sami historycy i politolodzy chodzą po ziemi, i nie każdy ma 60 i więcej lat. Po co to zrzędzenie?
Pozdrawiam autora i dziękuję za nasycenie tekstu treścią.
Panie Kasprzyk:
zwracam Panu szanowna uwage, ze jesli ktos zaczyna polemike od „sa tacy ludzie” i kontynuuje podobnie, to przypina sie stwierdzenie Klasyka „jesli ktos ma cos, to skads to ma”. Odpowiadajac w tym samym duchu, sa tacy ludzie, ktorzy nie umieja sie obejsc bez insynuacji. To o Panu mowa, drogi panie. Pozdrawiam.
Autor przedstawił różne odcienie tematu, OK, jednak można odnieść wrażenie że uznaje tę koncepcję Marksa za czynnik nie do uniknięcia. Tu tkwi wielkie zagrożenie. Przemoc nie jest czymś obojętnym, jak zmiana pogody. Jeśli dopuścimy ją z pobudek, które my akurat uznamy za szlachetne, to stąpamy po cienkim lodzie. Akceptacja wyższego celu prowadzi do zawieszenia podstawowych praw, jak to miało miejsce w wielu krajach.
Zbliżamy się do niebezpiecznego punktu. Panowie Jurek i Kamiński (co do pana Wołka nie mam wiedzy) deklarują się jako wzorowi i surowi wręcz katolicy. Jak to się ma do akceptacji tortur i morderstw przeprowadzanych przez juntę Pinocheta? Obawiam się że rozpowszechnienie ich poglądów byłoby czymś groźnym. Pozostawienie ich bez komentarza jest pewnego rodzaju akceptacją. Bliskie jest mi stanowisko narciarza 2.
Panie Redaktorze:
dziekuję za Pana odpowiedz 8 kwietnia 2013 o 17:43. Powtorzę swoje: Pan dosc rowno rozstawil ogarki i swieczki. Ja natomiast nie mogę uznac ani racji Pinocheta, ani ludzi, ktorzy pojechali mu podac rękę. Nie mogę takze zrozumiec ludzi, ktorzy tym ludziom podają rękę. Mam tu na mysli zarowno Pana, jak tez ministra Sikorskiego, ktory pana Kaminskiego ostatnio przygarnąl pod skrzydla (o ile wiem).
.
Jak Pan moze wie, ja tutaj publicznie bronię Generala J. wlasnie za to i dlatego, ze on uczynil wszystko, zeby nie stac się polskim Pinochetem. Czyli bylo to mozliwe, zeby stajac na czele machiny represji jednak nie puscic jej luzem. Gdyby Pinochet pozostawil po sobie tyle ofiar, co General J., to nie byloby wstyd podac mu ręki. Podejrzewam jednak, ze wtedy polska prawica by mu nie podawala ręki z powodu miękkiego obejscia sie z czerwonymi.
.
I w ten sposob dochodzę do takiej bardzo niemilej hipotezy, ze polska prawica pochwalila Pinocheta nie pomimo tego, ze byl mordercą, ale wlasnie dlatego, ze nim byl. Czytajac Pana tekst jakos nie widze odrazy ani do samego Pinocheta, ani do tych, ktorzy go pochwalili. I powiem szczerze, ze to mi bardzo brzydko pachnie.
.
Najuprzejmiej przepraszam, jesli zle zrozumialem Pana intencje. Klaniam się z uszanowaniem.
@narciarz2
Obawiam się, że nie pojmie Pan pana Skalskiego, bo operuje Pan na niekompatybilnym poziomie. Pan szuka w historii moralnych laurek, usprawiedliwienia własnych wyborów i ocen, co już w innym temacie i na przykładzie Jaruzelskiego Pan pięknie wykazał. Pan Skalski natomiast przynajmniej próbuje analizować i przedstawiać pewne mechanizmy historyczne, socjologiczne i psychologiczne, które kształtują logikę dziejów i logikę konfliktów. Nie wiem czy czytał Pan kiedyś książkę Janusza Reykowskiego „Logika walki – szkice z psychologii konfliktu społecznego w Polsce” wydanej nieprzypadkowo w 1984 roku z błogosławieństwem Pana ulubionej „junty”. Gdyby Pan czytał, to może by Pan zrozumiał, że tekst pana Skalskiego jest raczej z tej działki, a rzetelne ocenianie procesów psychologii społecznej i psychologii konfliktów wymaga przybrania zdrowego dystansu do stron konfliktu. Bo inaczej wychodzą absurdy i bzdury w rodzaju „Cesarstwo Rzymskie nie miało nic wspólnego z cywilizacją, bo uznawało niewolnictwo, walki gladiatorów i przybijanie na krzyżu”, albo „Kazimierz Wielki małym gangsterem był, bo wydawał edykty pozwalające na oślepianie i wyrywanie języków i wprowadził tylko grzywny dla panów, którzy zabijali własnych kmieci (chłopów)”.
@bisnetus:
dziekuje za odpowiedz. Nie bardzo sie zgadzam z ocena moich wpisow i moich motywacji („Pan szuka w historii moralnych laurek”), ale nie bede sie kłocił. W koncu ja tez oceniam dyskutantow, wiec niech mi bedzie odpłacone.
.
Natomiast zastanawia mnie, czy my w koncu jestesmy na „ty”, czy na „Pan”? Ja uzywam „Pan” kiedy chce sie pokłonic komus w rodzaju Redaktora Skalskiego, ktory mnie nie zapraszał do tykania. Natomiast z Panem zesmy sie kłocili dosc regularnie i raz było na „ty”, a raz na „Pan”. Moze warto by sie umowic. Obaj jestesmy anonimowymi emigrantami. Co prawda ja sie przedstawiam z imienia i nazwiska w kazdym wpisie, a Pan nie, ale nie oszukujmy sie – w przeciwienstwie do Pana Skalskiego ja nie mam ani wyrobionego nazwiska, ani autorytetu. Nie mysle, zeby „panowanie” mi sie nalezało.
Z tym „tykaniem” i „panowaniem”, to przyznaję, że jestem chaotyczny. Internetowe zasady znam i w zasadzie powinniśmy się „tykać”, ale tu na SO jest jeszcze trochę kameralna atmosfera, stąd często nawet do nicków mówię „na pan”. Czasem zależy to od kontekstu lub od tematu. W kontekstach bardziej oficjalnych jest tendencja do „panowania”, w lżejszych, bądź w gorętszych jest tendencja do „tykania”.
.
Ale to osobny temat. Z mojej strony mogę Pana „tykać” i się uporządkować. Co do zwracania się do mnie, to mi każda forma odpowiada. Ja nawet tego nie zauważam. Nawet jakby pani Wójciak tu wlazła i się do mnie po swojskiemu zwracała, to też bym na to nie zważał i się nie urażał. Pod warunkiem, że oprócz tego miałaby coś ciekawego do powiedzenia.
😉
Szanowny Panie miłośniku sportów zimowych (z numerem 2).
Jak Pan na to wpadł, że mój wpis był insynuacją i że właśnie o Pana chodziło? Nie mogę się nadziwić Pańskiej przenikliwości!
W przeciwieństwie do ludzi rozróżniających tylko dwa kolory nie uważam aby istniały metody działania czy dyskusji absolutnie wykluczone – choć oczywiście są takie, których użycie powinno być maksymalnie ograniczone. Tyczy się to również insynuacji, która ma czasem tę zaletę, że daje adresatowi czas i miejsce do refleksji pod osłoną niejakiej anonimowości. (W tym przypadku jednak „insynuacja” to chyba trochę za wielkie słowo.)
Co ciekawe podobnie, rzecz ma się z przemocą. Niby ją wszyscy potępiamy, a jednak trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek (również demokratyczne) państwo w którym przemoc byłaby całkowicie wykluczona. Jakaś jej doza jest niezbędna do utrzymania ładu społecznego więc można by myśl przewodnią artykułu rozwinąć i rzec iż przemoc jest nie tylko akuszerką ale i opiekunką historii. Takie to życie podłe na tym łez padole…
Myślę, że autor coś podobnego miał na myśli, w żadnym jednak miejscu nie odczułem ani nie doszukałem się przyzwolania czy akceptacji dla brutalności junt, autorytaryzmów czy totalitaryzmów. Być może autor wyraźnie nie potępia (bo to się rozumie chyba „samo przez się”!) ale też na pewno nie pochwala, a jedynie próbuje wyjaśnic jak się przemoc rodzi i zwraca uwagę na fakt, że o tym kto jest ofiarą a kto katem często decydują zewnętrzne okoliczności lub wręcz przypadek a nie jakaś przyrodzona skłonność jednych czy szlachetność drugich. I nie stoi to w sprzeczności z faktem, że „wodzowie” to zazwyczaj szaleńcy lub psychopaci pierwszego sortu. Wszak w pojedynkę nic by nie zdziałali – mieli tylko to szczęście, a narody pecha, że trafili na swój czas i miejsce – epizody jakiejś moralnej i psychicznej zapaści całych społeczeństw. Temat głęboki i dyskutowany przecież od wieków. Autor przypomniał jedynie środowisko społeczno-polityczne, w którym konkretne junty się rodziły i zwrócił uwagę na fakt, że ostateczne ofiary nie są bez winy, że niewiele brakowało a przeszłyby do historii jako kaci.
Wybryku wspomnianych wyżej redaktorów nie warto komentować, bo to czysty idiotyzm. Autor jedynie zwraca uwagę jak płytkie było ich postrzeganie. Czy trzeba koniecznie napisać: „potępiam!” ?
Są jednak tacy ludzie, dla których opis to za mało – musi byc jasno i wyraźnie wyrażona opinia moralna, w każdej mowie musi byc oskarżony i osądzony i musi być ofiara której nic nie kala.
Ja do nich nie należę i jestem wdzięczny autorowi za zwykłe przypomnienie jak to było i jak to w ogóle w historii i życiu bywa.
Ja się jednak czegoś dowiedziałem, w przeciwieństwie do Pana, który już wszystko wie lecz wciąż szuka potwierdzenia czy inni wiedzą tak samo.
PS. A propos „treściwości” wypowiedzi, to chciałem Panu i bisnetusowu głęboko podziękować, za fenomenalne i niebywale głębokie refleksje na temat „panowania” i „tykania”. Może by tak przenieść tego typu oświecające konwersacje na jakiegoś Skype’a, Facebooka, GG, czy inne fora typu „Pierdu-Pierdu”? Odrobina szacunku dla innych forumowiczów by się przydała Szanowni Panowie!
Drogi Erneście,
W bardzo ciekawym, jak zwykle, tekście, „załatwiasz” Chile w ten sposób: „Allende, zdobył władzę, uzyskując niewiele ponad jedną trzecią głosów. Prawie dwa razy tyle zdobyli jego przeciwnicy, którzy nie wystawili wspólnego kandydata. Allende zabrał się energicznie za systemowe reformy. (…) I już po trzech latach, (…)w gospodarka była w ruinie.”
Wszystko to prawda, ale:
Przez całe dekady Chile rządziły partie, które nie miały większości. Po raz pierwszy od 1851 roku złamali tę regułę w 1967 roku chrześcijańscy demokraci.
Wzrost roli państwa w gospodarce, redystrybucję dochodów, nacjonalizację górnictwa, likwidację latyfundiów miały w swym programie nie tylko partie lewicy. Kandydat chadeków na prezydenta w 1970 roku, Radomiro Tomic, prezentował program niewiele się różniący od programu Allende, i gdy wybory nie wyłoniły oczywistego zwycięzcy, na nadzwyczajnej konwencji chadecy poparli Allende.
Skrajna prawica od początku sabotowała gospodarkę, urządzała ataki bombowe, organizowała przemoc na ulicach i próbowała sprowokować armię do przejęcia władzy. Sam Allende zmierzał do celu drogami demokratycznymi, choć z zapisków jego rozmów z Regisem Debray w 1971 roku wynika, że nie wykluczał przemocy jako metody realizacji programu.
Co do szybkiej ruiny gospodarczej to warto wspomnieć, że w pierwszym roku jego rządów bezrobocie mocno spadło, produkcja przemysłowa i rolna wzrosły. Ostro natomiast podskoczyły płace, a Allende nie opanował na czas presji inflacyjnych.
Od dawna znane są rozmaite zabiegi USA, zarówno Kongresu i rządu jak i konkretnych firm, aby skomplikować mu życie, łącznie z embargiem na eksport miedzi.
Mimo kryzysu ekonomicznego i inflacji przekraczającej w 1973 roku 300% w wyborach do Kongresu w 3 lata po wyborach prezydenckich rząd dostał 43% głosów. Dwa dni po wyborach ogłosił plan stworzenia jednolitego systemu szkolnictwa, co po raz pierwszy postawiło kościół katolicki przeciwko prezydentowi. Później nadeszła fala masowych strajków – szczególnie dotkliwe były strajki właścicieli ciężarówek. A gdy gazu łzawiącego użyli zwolennicy Allende przeciwko żonom oficerów i generałów protesującym w obawie, że prezydent zmieni zasady awansu w armii, wojsko zdecydowało się, że czas wkroczyć. Dwa dni po tym wydarzeniu nastapił przewrót.
Do wypowiedzi pana Lubowskiego dodałbym: USA aktywnie działały na rzecz obalenia Allende i gdyby nie te działania zapewne nie doszłoby do przewrotu. A co do polityki USA to jeszcze w latach 60-tych pięknie ujął jej istotę Tom Lehrer: http://www.youtube.com/watch?v=_mwfULpr6bE
Pan Skalski jak zwykle operuje plusami dodatnimi lub ujemnymi. Co wynika z jego ślepej doktryny wywodzącej się z legendy i mitu solidarnościowego. Przy okazji Chile powinien wspomnieć przynajmniej o roli Kissingera i CIA w tej zbrodni. Za co Kissinger dostał także Nobla. Właśnie w USA rozpoczęto procedurę odebrania Nobla Obamie.
Bardzo dziekuje Panu Lubowskiemu za wypowiedz 9 kwietnia 2013 o 11:02. Po tej wypowiedzi lepiej rozumiem, co mnie uwiera w tekscie Pana Skalskiego. Mianowicie, uderzyl mnie schematyzm i uproszczenia dokonane przez Pana Skalskiego. Zabraklo faktow, o ktorych pisze Pan Lubowski. Jednym z watkow rozwijanych przez Redaktora byla roznica pomeidzey autorytaryzmem i totalitaryzmem. Zupelnie, jakby to mialo jakiekolwiek znaczenie dla oceny czynow junty, czy nazwiemy ustroj na literke „a”, czy na literke „t”. Moim zdaniem takie nazwy nie powinny byc w ogole tematem ani w dyskusji o Chile, ani w dyskusji o Polsce. Powinny sie liczyc fakty, a nie etykietki przypinane przez redaktora, nawet bardzo wybitnego.
.
Odpowiadajac Panu Kasprzykowi (klaniam sie, pomimo niegrzecznego tonu), to na jego wypowiedz mozna odpowiedziec jedynie cytatem z Kaczmarskiego „tylko ofiary sie nie myla”. Stwierdzenie, ze „ostateczne ofiary nie są bez winy, że niewiele brakowało a przeszłyby do historii jako kaci” to jest wlasnie insynuacja. Tym bardziej oburzajaca, ze dotyczy ludzi zrzuconych z helikoptera, ktorzy nie mogli sie wtedy bronic. Nie moga sie oni takze bronic teraz na forum przed pomowieniami Pana Kasprzyka.
Szanowny Panie Narciarzu2.
W cytowanym przez Pana moim zdaniu, niewątpliwie zabrakło słowa „niektóre” lub „część” (chodzi o ofiary). Doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak funkcjonuje machina terroru i że na jednego prawdziwego przeciwnika politycznego reżimu przypada 10 a może i 100 zupełnie niewinnych ofiar. W żadnym razie nie zamierzam usprawiedliwiać zbrodni, ani twierdzić, że ofiary są same sobie winne. Zauważam jedynie (za autorem) że po drugiej stronie przemoc też była i fakt ten nie powinien być zapomniany. Choćby po to by lepiej zrozumieć historię i sytuację obecną (np. takie a nie inne stanowisko Kościoła w obec Teologii Wyzwolenia).
A w związku z tym, że przemoc po drugiej stronie była, co potwierdzają inni komentatorzy, nie wiem dlaczego określa pan cytowane zdanie jako „insynuacja”. To raczej konstatacja – z której w żaden sposób nie wynika przyzwolenie na zbrodnię!
Niemniej jednak nie zwróciłem uwagi na fakt, że mordowani byli również ludzie bez żadnej terrorystycznej czy nawet politycznej przeszłości, i którzy na pewno nie „stali by się katami”. Kajam się i pomówionych szczerze przepraszam!
Ja nie jestem historykiem a tym bardziej nie znam szczegółów historii politycznej Ameryki Łacińskiej.
Moja wiedza o juntach była (i w zasadzie dalej jest) bardzo standardowa: przyszli źli generałowie i zasiali terror. Ale na jakim tle się to wszystko działo – o tym się po prostu nigdy nie mówi. Wdzięczny jestem autorowi za uchylenie rąbka tej tajemnicy – i nie przeszkadza mi to że nie potępia i nie osądza. Szanuję autorów, którzy dają czytelnikom szansę na samodzielne rozważania w zakresie moralności o ile rzetelnie przedstawiają stanowisko obu stron i szerszy kontekst ich działania. (Nie mówiąc już o tym, że osąd w tej konkretnej sprawie jest oczywisty.)
Dziękuję też forumowiczom którzy piszą konkretnie i do rzeczy – po to właśnie czytam komentarze na SO by się czegoś więcej dowiedzieć. To jedno z bardzo nielicznych miejsc gdzie dyskusja trzyma poziom. Natomiast narzekanie na nie dość wyraźne potępienie zbrodniarzy w artykule quasi-historycznym uważam właśnie za zaniżanie poziomu. Stąd moja reakcja.
Reakcja która NIE była żadną insynuacją! Mi się wydawało, że mówię bardzo bezpośrednio, że używam zwrotu retorycznego, a nie chwytu erystycznego. Stąd mój ironiczny ton później. Ale teraz to ja „zawracam gitarę”
innym forumowiczom za co przepraszam!
Reasumując: jak już się zabiera głos na forum to lepiej napisać więcej niż mniej, za to rzeczowo i konkretnie.
I przedstawiać swoje stanowisko dokładnie a nie zdawkowo w kilku od niechcenia rzuconych słowach. To zawsze prowadzi do jałowych dyskusji, nieporozumień i niepotrzebnych spięć.
Po prostu: jak się nie chce mówić to lepiej milczeć.
Pozdrawiam miłośników sportów zimowych z dowolnym numerem i wszystkich innych, którzy lubią i potrafią rozmawiać!
@Kasprzyk:
dziekuje za zmiane tonu z protekcjonalnego na rzeczowy. Dziekuje za wyjasnienie swojego stanowiska. Nie bede sie z Panem spieral o szczegoly, bo po Pana wyjasnieniach nie mam zastrzezen do Pana stwierdzen poza niuansami, o ktore nie warto sie klocic. Pozdrawiam i klaniam sie do nastepnego skrzyzowania szabel przy innej okazji.
.
Chce jedynie dodac, ze publiczna wymiana grzecznosci (jak to uczynilismy z bisnetusem i teraz z Panem) to nie jest taka zupelna strata czasu, o ile nie dominuje calej rozmowy. To tez nadaje ton temu miejscu. Skoro sam Pan mowi, ze SO to miejsce szczegolne, to moze miedzy innymi dlatego, ze od czasu klaniamy sie sobie nawzajem. Jeszcze raz pozdrawiam i zapraszam do mojego albumu zimowego (prosze najechac mysza na moj pseudonim).
@narciarz2
Jeśli byłem niegrzeczny to przepraszam. Cieszę się że doszliśmy do jakiegoś porozumienia. Mam też nadzieję, że pozostali komentatorzy coś z tej dyskusji wynieśli.
Przyznaję też, że od czasu do czasu trzeba i warto się „poklepać po plecach” czy też „ustalić pryncypia”. Jednak tego „poklepywania” jest na SO ostatnio coraz więcej – robi się to irytujące. Ale czasem warto, niewątpliwie!
Pozdrawiam!
PS. Piękna zima tam daleko 🙂