Ernest Skalski: Akuszerka historii11 min czytania

()

marks2013-04-08.

Przemoc jest akuszerką historii – powiedział Marks, po którym, niezależnie od marksizmu, zostało wiele błyskotliwych powiedzeń. Ja bym pozwolił sobie słowo ”jest” zastąpić słowem ”bywa”, co piszę w związku z juntą, Argentyną, stanem wojennym u nas i tp. Zacznę zaś od refleksji z roku 1974.

Po portugalskiej ”rewolucji goździków”,  jak zawsze pękła bania z opisami niegodziwości obalonego reżimu. Tym razem Salazara i Caetano. Moją uwagę zwrócił opis perypetii jakiegoś niepokornego – tam wtedy, słowo to coś naprawdę znaczyło – tygodnika. Policyjne prowokacje, naloty na redakcję, zatrzymywania redaktora naczelnego, który spędzał noce na komisariatach i był nawet bity przez policjantów.

Pomyślałem o redaktorach tygodników, w których pracowałem w tych latach. O Jasiu Główczyku z ”Życia Gospodarczego” i o Dominiku Horodyńskim z ”Kultury”. Nikt by ich nie zatrzymywał i nie bił, gdyby nagle zrobili się niepokorni, czy raczej zostali by za takich uznani przez przez Wydział Prasy KC PZPR. Po prostu zostaliby zastąpieni przez innych i po krzyku. W skrajnym przypadku władza by  zamknęła pismo i otworzyła inne. ”Kultura” była zresztą kolejnym wcieleniem tygodnika kulturalnego w łańcuchu odgórnych przepoczwarzeń.

Reżim Salazara i Caetano był autorytarną dyktaturą nad wszystkim. Nad wszystkimi podmiotami w państwie. Rządził nimi twarda ręką , przełamując wszelki opór, czy  choćby zalążek oporu. Prawdziwy czy wyimaginowany. Natomiast system totalitarny nie jest władzą nad wszystkimi w państwie, bo sam jest wszystkim. Jest w nim jedynym, wszechogarniającym podmiotem, a wszystko inne; ludzie i instytucje to przedmioty, narzędzia, którymi się  posługuje. To oczywiście schemat, ale oddaje istotę rzeczy.

Jedyny podmiot to nie to samo co jednolity. Władza w totalitaryzmie, czy komunistycznym, czy w III Rzeszy, to złożona struktura, mechanizm nie bez wewnętrznych tarć. Przedmioty – narzędzia, którymi się posługuje, bywają mniej czy bardziej poręczne. W każdym razie pisma, w których pracowałem były jakimiś elementami w tej strukturze. Pracowałem też w ”Tygodniku Powszechnym”, afiliowanym do bardzo szeroko rozumianej struktury Kościoła, którego system totalitarny nie dał rady wchłonąć, ale nad którym starał się utrzymywać kontrolę. ”Tygodnik” był wewnętrznie niezależny, ale kontrolowany przez cenzurę i przez przydziały papieru, którego nie było na żadnym rynku.

Co ma do rzeczy to akurat pismo ? A to, że w roku 1953 kiedy ”Tygodnik” nie chciał stać się narzędziem władzy i uczcić zmarłego akurat generalissimusa, został, nawet nie zamknięty, a przekazany firmie PAX, mieszczącej się de facto w strukturze  władzy. Bo w tamtym roku, władza określająca się jako ludowa była jeszcze w natarciu. Funkcjonowała już dziewięć lat, totalitarną była od pięciu. W tym czasie była okrutna, terror łamał dawne porządki, pomagał nie tylko ustanawiać nowy ład społeczny i ekonomiczny, ale walczył o świadomość poddanych. Reżim mamił ich czym się dało, ale też straszył. Nie słowami, lecz demonstracja bezwzględności i okrucieństwa. Taki jest mechanizm wprowadzania nowego systemu władzy zdeterminowanej większości nad obojętną, czy wrogą większością. To te częste przypadki, do których aforyzm Marksa pasuje.

A gdy już to nowe, czy niekiedy odnowione po nieudanej próbie obalenia go, opanuje to co mu się udało opanować, gdy naród już zda sobie sprawę, że reżim potrafi być straszny, to nie musi on już być w dalszym ciągu straszny do tego stopnia. Terror bowiem jest niebezpieczny również dla tych którzy go stosują. Ten samonapędzający się mechanizm pochłania także i ich. W rewolucyjnej Francji, Rosji, w tak zwanych demoludach. W ZSRR mieliśmy więc XX Zjazd, w Polsce Październik i najweselszy barak w obozie, który przez to nie przestawał być obozowym barakiem. Za rządów Gomułki (po 1956 roku), Gierka, Jaruzelskiego, SB-cy byli przeważnie – powtarzam; przeważnie i proszę nie uściślać – rzeczowi i grzeczni. Wystarczała zakodowana w narodzie pamięć o ich nieco wcześniejszych poprzednikach – UB-ekach.

Ziemia krwi i przemocy…

…. taki był tytuł jednej z książek popularnego w zeszłym wieku brazylijskiego pisarza Jorge Amado, pasujący nie tylko do Brazylii, lecz do całej Ameryki Łacińskiej. Jej burzliwa historia ożyła w świecie po wyborze na papieża kardynała Bergolio i  w związku z jego problemami jakie przed laty miał z argentyńską juntą.

Niesławnej pamięci WRON też jak najbardziej był juntą. Spełniał wszystkie warunki, by go tak właśnie określać. Jak trafnie zauważył Cezary Bryka i co w czasie stanu wojennego było dla wszystkich widoczne, porównanie z Chile i Argentyną  nasuwało się odruchowo. Lecz z perspektywy historii widać, że u nas było jakoś inaczej niż w tamtych krajach. Strasznie, owszem, ale nie aż tak strasznie jak tam. U nas, w latach osiemdziesiątych dogorywał już mocno zużyty system totalitarny.

Profesor Andrzej Walicki od dawna twierdzi, że w tym okresie system nie był już totalitarny, ale autorytarny. Nie chcę się sprzeczać ze znakomitym uczonym. W moim prywatnym odczuciu był to jeszcze raczej totalitaryzm, który teoretycznie prawie wszystko obejmował, ale już mało co ściskał. I nie czuł się śmiertelnie zagrożony przez Solidarność, choć bardzo go ona uwierała. Nie zamierzała ona jednak, przynajmniej w swym głównym nurcie, obalać ustroju i wstrzymywała się od działań w tym kierunku. Teraz odnoszę wrażenie, może mylne, że przed 13 grudnia i  po nim, obie strony nieco dramatyzowały. ”Solidarność’’ , w słowach, prężyła muskuły mocno na wyrost, a władza chętnie reklamowała zagrożenie. Również na wyrost. Toteż odniósłszy nad panną S łatwe zwycięstwo już w pierwszych dniach stanu wojennego, uznała po jakimś czasie, że wszyscy są wystarczająco nastraszeni i mogła się zająć swoimi sprawami.

W Chile i w Argentynie było inaczej. Prezydent Salvator Allende, zdobył władzę, uzyskując niewiele ponad jedną trzecią głosów. Prawie dwa razy tyle zdobyli jego przeciwnicy, którzy nie wystawili wspólnego kandydata. Allende zabrał się energicznie za systemowe reformy. Budował socjalizm, mówiąc w skrócie. I już po trzech latach, w połowie jego kadencji, po której prezydent nie ma tam prawa do ponownego startu, gospodarka była w ruinie, warunki życiowe klasy średniej pogarszały się, brakowało podstawowych produktów, w kraju panował chaos. Allende był ex post oskarżany o stosowanie i szykowanie przemocy, ale bliższe prawdy wydaje się, że nie mając wystarczającego poparcia społecznego, chciał mimo to na drodze prawnej zrobić w Chile to co Castro na Kubie osiągnął przez rewolucję. Był już na dobrej drodze, liczył, że do końca kadencji wprowadzi nieodwracalne zmiany. Opozycja także się z tym liczyła i stąd decyzja o przewrocie wojskowym.

Było to  przedsięwzięcie zachowawcze w obliczu bardzo realnego zagrożenia i jednocześnie skierowane przeciw legalnym strukturom władzy, lewicującym elitom, dużym odłamom społeczeństwa popierającym powstający system. Chile było wyjątkowym krajem w Ameryce Łacińskiej, bo nie było w jego historii wojskowych przewrotów i junt. Zamachowcy wprowadzali tam nowy porządek, do którego chcieli wdrożyć Chilijczyków i między innymi po to sięgnęli po przemoc w jej skrajnej postaci. Trochę to przypominało grę, w której jedna strona gra fałszywymi kartami, a druga sięga po, wbity od spodu w blat stołu, nóż i robi z niego użytek.

W Argentynie sytuacja była inna niż w Chile i na swój sposób prostsza.  Tam de facto trwała już wojna domowa. Wojskowe przewroty, junty, przemoc stosowana przez wszystkie strony cechowały już dawno ten kraj. Przed zamachem generała Videli coraz energiczniej funkcjonowała partyzantka miejska i pozamiejska, dwóch struktur; komunistycznej organizacji  ERP i peronistycznych Montoneros. Po drugiej stronie działały antykomunistyczne bojówki AAA. Porwania, tortury, zamachy, w  tym wybuchy zabijające przypadkowych ludzi. W tej sytuacji kolejny przewrót wojskowy i kolejna junta, to jak zawsze w takich przypadkach –”prawo, porządek, bezpieczeństwo”. Jak to wyglądało w praktyce przypominano ostatnio wiele razy, w związku z papieżem Franciszkiem i jego przeszłością. Śmiertelne ofiar junty szacuje się w granicach 8 – 30 tysięcy. Statystyki nie prowadzono. Śmiertelne ofiary lewicowych partyzantek szacuje się na 10 tysięcy, z czego część została zamordowana przez antykomunistów.

Kaci i apologeci

Jak wystawiać świadectwo dżumie i cholerze ? Szczególnie po latach, kiedy emocje siłą rzeczy są wygaszone. Uczciwy badacz będzie przede wszystkim ustalać fakty, potem dopatrywać się mechanizmów, wyszukiwać przyczyny i dyskutować o skutkach. Przeważa jednak sąd uproszczony, zależny od aktualnej afiliacji politycznej. Opinie, zresztą można mieć różne, ale po zapoznaniu się ze wszystkim istotnymi faktami. Bez zamykania oczu na to co nie pasuje do naszej opinii.

Tak jakoś się dzieje, że ilekroć jakakolwiek siła polityczna,  ta która rządzi i ta która dąży do władzy, decyduje się na użycie przemocy, zawsze znajdują się chętni wykonawcy. Następuje wyczekiwana chwila dla sadystów. Ale też ludzie na co dzień normalni odnajdują w sobie instynkty sadystyczne. Jednakże podstawowe gremium wykonawców, to przyzwoici skądinąd oportuniści, którym opłaca się uwierzyć, że przemoc, którą stosują, jest rzeczą słuszną w słusznej sprawie. Banalne zło, opisane przez Hannę Arendt, eksperyment psychologa Zimbardo, pokazujący jak łatwo ludzie stają się okrutni.

Parę lat temu opowiadał mi Krzysztof Pomian o spotkaniach z Hiszpanami, którzy nie przetworzyli klęski  republiki w wojnie domowej. Im się marzyła kolejna taka wojna, czy nawet jeszcze bardziej okrutna, w której to oni odniosą triumf nad znienawidzonym wrogiem. Woleli nie zauważać, że po  śmierci Franco w roku 1975, ten wróg nie był już taki jak w latach 1936 – 1939, kiedy zwyciężał w wojnie. Że inny był już świat, inna Hiszpania i dominowali w niej inni ludzie. Rozmówcy Pomiana nie mogli strawić pokojowego – pokojowego, powtarzam i proszę mi nie wypominać incydentów – przechodzenia od dyktatury do demokracji.

Mamy taki sposób myślenia i w Polsce, w odniesieniu do roku 1989. Zresztą, bywa on chyba powszechny. Ludzie dosyć powszechnie lubią symbole i podobają się im krańcowe emocje, gromkie i jaskrawe efekty, kiedy sami z tego powodu nie cierpią. Przy braku wyobraźni są w stanie dopuścić do spowodowania takiej katastrofy, przez tych którzy w tym mają interes. Odnoszę wrażenie, że taką niebezpieczną zabawę prowadzi teraz kolejny Kim. Ale zostańmy przy Ameryce Łacińskiej.

Parę lat temu, mój kolega w  towarzystwie dwóch innych panów udał się do Anglii ze słowami poparcia i ryngrafem, dla generała Pinocheta, który był tam przejściowo zatrzymany. Rozumiałem, że mogli być pełni uznania za to, że uchronił – prawdopodobnie – Chile od komunizmu. Pytany jak się przy tym odnosi do okrucieństw reżimu Pinocheta, czy uważa je za konieczne i usprawiedliwione, kolega wolał nie podjąć tematu. Zbagatelizował problem. W podobny sposób reagują dziś w Polsce ludzie pełni słusznego oburzenia na junty i ich okrucieństwo, zapominając – głównie się mówi o argentyńskiej, za względu na nowego papieża – na co były one reakcją. Jeśli nawet ofiar terroru junty było kilka razy więcej niż ofiar okrutnej wojny partyzanckiej argentyńskiej lewicy, to nie należy jej pomijać. Trzy czwarte prawdy nie stanowi prawdy.  Teologia wyzwolenia, a przy tym ”Chrystus z karabinem” , to dobrze brzmiało, ale to oznaczało przemoc, krew, łzy i mało miało wspólnego z chrześcijaństwem. Stąd podejście do tematu Jana Pawła II, który przecież dostrzegał i wypominał ekonomiczne i społeczne źródła napięć i gniewu w tej części świata.

Argentyna akurat jest krajem dość specyficznym na tle Ameryki Łacińskiej. Została trwale skażona peronizmem. Pułkownik Juan Domingo Peron Sosa, zostawszy prezydentem w 1946 roku był dobry dla ludu kosztem bogactwa zgromadzonego przez kraj, głównie w  latach wojny.  W roku 1955 został obalony przez wojskowych, co było zbawienne dla gospodarki, ale w narodzie zostało wspomnienie złotego wieku, dobrego władcy i opinia o złych generałach. Szef ówczesnej junty, generał Aramburu zginął w zamachu. Po jakimś czasie Peron wrócił, wygrał wybory, a po jego śmierci prezydentem została  jego druga żona Isabel. Od tego czasu, albo wojskowi robią przewrót i tłamszą demokracje, a jak powraca demokracja, to górą są sieroty po Peronie. Gospodarka kraju funkcjonuje od kryzysu do kryzysu, między którymi nie ma bynajmniej prosperity.

Teraz przynajmniej jest tam spokój i demokracja. I może tak już zostanie.

Ernest Skalski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

18 komentarzy

  1. PIRS 08.04.2013
  2. narciarz2 08.04.2013
  3. Skalski 08.04.2013
  4. Kasprzyk 08.04.2013
    • narciarz2 08.04.2013
  5. PIRS 08.04.2013
  6. narciarz2 08.04.2013
    • bisnetus 08.04.2013
      • narciarz2 08.04.2013
        • bisnetus 09.04.2013
  7. Kasprzyk 09.04.2013
  8. Lubowski 09.04.2013
  9. PIRS 09.04.2013
  10. niezależny ekspert 09.04.2013
  11. narciarz2 09.04.2013
  12. Kasprzyk 10.04.2013
  13. narciarz2 11.04.2013
  14. Kasprzyk 11.04.2013