To oczywiście koktajl. Alkohol rozcieńczony, sączony przez cały wieczór, a nie wypijany jednym haustem, istotnie odpręża. Byle nie nadużyć, bo popada się w inny rodzaj… zmęczenia. Pamiętam z dawnych lat, że o osobnikach pijanych mówiło się eufemistycznie, że są „zmęczeni”.
A więc – koktajl na dobry wieczór. Ale jaki? Wybraliśmy najprostszy. Wziął się z amerykańskich wspomnień naszego Domowego Barmana. A jeżeli idzie o recepturę pobraliśmy ją z wspominanej już książeczki o koktajlach autorstwaRoba Chirico, barmana i pisarza oraz „entuzjasty drinków”.
Należy do rodziny koktajli Highball. Co wchodzi w jej skład? Cytuję za książeczką (nieco zmieniam tłumaczenie): „Highball oznacza każdy drink podawany z napojem gazowanym na lodzie. Jego pochodzenie jest niemal tak trudne do zdefiniowania, jak bąbelków szampana”. Do jego wymyślenia w roku 1895 przyznał się nowojorski barman Patrick Duffy. Pewnie po prostu nazwał coś, co i tak było zamawiane. Jakkolwiek było, tego rodzaju rozcieńczony alkohol ma w Ameryce tradycję szacowną, jak na tak młody kraj. Może być sporządzany z każdego alkoholu. A w jakich okolicznościach się go podaje i kiedy najlepiej smakuje? „Highball będzie mile widzianą nagrodą przy ostatnim dołku na polu golfowym, na werandzie po skoszeniu trawnika, przy czytaniu gazety czy dla ochłody przy grillu”. Odpowiednia pora na niego – wedle autora – jest zawsze, choć nie wyobrażam sobie, aby nawet najbardziej orzeźwiającym alkoholem rozpoczynać dzień. No, może szampanem, ale i to raczej w teorii niż w praktyce.

No i najważniejsze: w czym mieszać, jak podawać? W szklance typu highball, rzecz jasna. To szklanka tzw. staroświecka, jest nieco niższa i nieco szersza od wysokiej szklanki typu collins, w jakiej zwykle podaje się np. gin z tonikiem. Ale że akurat takiego szkła nam zabrakło, przyrządziliśmy nasze wieczorne highballe w collinsach. Zagadkowo dla nas autor dalej wyjaśnia: „Mieszanie drinka w staroświeckiej szklance sprawia, że staje się on tumblerem”. On, czy ona, skoro tumbler to właśnie rodzaj szklanki?… Wszystko jedno.
Dalej już praktyka przyrządzania: „Buduj drinka w szklance poprzez powolne dodawanie składników po jednym na raz. Unikaj zbyt mocnego mieszania świeżo otwartych napojów gazowanych. Highball bez gazu jest jak przebita piłka”. I praktyka spożywania: „Drinki Highball odznaczają się niską zwartością alkoholu i sączy się je bez pośpiechu”. A gdyby ktoś chciał do nich podać coś na ząb, autor poleca „szeroki wachlarz sycących przystawek, łącznie z opiekanymi kiełbaskami, wątróbkami z kurczaka zawijanymi w boczek lub szynką z kostkami szwajcarskiego sera”. Nasuwa się popularna u nas przed laty przystawka: suszone śliwki zawinięte w boczek i wolno obsmażone, podane koniecznie po odsączeniu z tłuszczu. Dobre entrée do wieczoru z przyjaciółmi.

Na koniec konkret. Co wybraliśmy. Najprostszy koktajl z tej rozległej rodziny (widoczny na zdjęciach):
Highball Klasyczny
Basic Highball
- 30 ml whiskey
- schłodzone ginger ale
- twist skórki cytryny
- lód
Wlej whiskey do uprzednio schłodzonej szklanki typu highball wypełnionej lodem. Uzupełnij ginger ale, a następnie przyozdób cytrynową skórką.
Obsznytek takiej skórki wrzuciłam pod lód, a skórką natarłam brzeg szklanki. Smażonych kiełbasek ani boczku u nas nie było, tylko dyżurne orzeszki. I film do wspólnego oglądania. Ten z ragtimami Scotta Joplina, najbardziej znany. Kto potrafi, może je u nas odegrać na rozklekotanym pianinie.
Alina Kwapisz-Kulińska

Taki koktail zdecydowanie popieram. Polska literatura też ma ciekawe książki nt koktaili czy choćby ta wspaniała: „Domowy wyrób win i wódek” jeszcze z lat 80-tych. Bardzo popieram ten Pani przepis. Sam go stosuję dobrze ponad 40 lat; tak jak to robił mój ojciec, tyle, że bez cytryny. Ginger Ale Schweppsa jest nadal bezkonkurencyjny do tego.
Nie wiem czy to należy nazwać koktailem? Dla mnie koktajle to mieszane alkohole. A to już inna para kaloszy i na to nikogo jie namawiam. Wiadomo bowiem, że nic nie wykańcza wątroby bardziej od mieszania alkoholi. Co warto podkreślać, ile razy pisze się na temat koktaili. Popularnym przykładem może tu być Dry Martini, czyli napój ze zmieszanie Ginu z wytrwanym winem Martini. Oczywiście z oliwką. Ta oliwka to nie głupi pomysł. Nie tylko smakuje w tej mieszance, ale to odrobina oleju, która zawsze trochę osłoni wchłanianie tych zmieszanych alkoholi. Dlaczego zatem koktaile? Prosta odpowiedź. Niedużym nakładem wprowadza się swoich gości w dobry nastrój, bo trzeba wypić przynajmniej dwa razy więcej nie mieszanego alkoholu, aby osiągnąć podobny efekt. Czyli mamy w tym i ekonomię!
Dlatego bardzo podoba mi się ten podany powyżej przepus, bo raz że każda Whiski do niego pasuje, to nie ma mieszania alkoholi.
A tu drobny dodatek: jeśli ktokolwiek z Państwa znajdzie się w jakiejś polarnej krainie, niech tą whiskey on rocks wypije z kostek lodu wyciągniętych z lodowca! Efekty niesamowite. Powietrze w drobniutkich nawet niezbyt widocznych bąbelkach jest w nich sprasowane pod takim ciśnieniem, że nasz napój „wybucha” od licznych strzałów wydostających się drobinek powietrza:) efekt iście piorunujący!
Na zdrowie!