
Jarosław „klęska” Kaczyński ma znakomity sposób zaistnienia w mediach. Wystarczy, że na kolejnej konferencji prasowej powie jakiś zdecydowany, szokujący idiotyzm a wszyscy liczący się (i mniej) dziennikarze, publicyści oraz politycy deliberować będą nad sensownością nowego pomysłu prezesa.
Tym razem Kaczyński powrócił do swego dawnego poglądu o konieczności wymierzania i wykonywania kary śmierci.
Jedyną sensowną reakcją na takie dictum jest wzruszenie ramion i popukanie się w czoło. Nawet średnio inteligentny Polak wie, że jest to niemożliwe nie tylko ze względów etycznych, ale politycznych: w UE, do której należymy i tylko szaleniec chciałby z niej wystąpić – kara śmierci została z kodeksów wykluczona.
Inną sprawą warto dyskusji jest orzekanie w naszym sądownictwie niskich, często szokujących kar pozbawienia wolności za ciężkie zbrodnie. Ale ten problem wymaga solidnego przygotowania prawniczego, znajomości praktyk penitencjarnych w krajach cywilizowanych, danych statystycznych. Jarosław Kaczyński jest tu jednak ignorantem a i media podjęłyby temat nie na czołówkach wiadomości czy w głównych komentarzach.
Puknąłem się w czoło i uważam, że koniec z tym newsem.
Aleksander J. Wieczorkowski

I stało się dziś Kaczyński dostał solidnego kopa w kaczy kuper od kardynała Kazimierza Nycza który powiedział że tylko Bóg może pozbawić człowieka życia.
Na dodatek dostało się chłopczykowi prezesa Adasiowi Hofmanowi który powoływał się na encyklikę Jana Pawła II udowadniając że można stosować karę śmierci. Natomiast kardynał Nycz zaprzeczył słowom chłopczyka i powiedział że papież był przeciwnikiem kary śmierci