(…) Przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczęła się rozprawa w najbardziej satyrycznym procesie dekady. Premier Tusk zarzuca wydawcy tygodnika '”Nie”, że chciał go >poniżyć w oczach opinii publicznej i wywołać przekonanie, że premier sprawujący władzę w Polsce jest osobą pozbawioną zasad etycznych<’. Chodzi o tekst ”Tusk na podsłuchu”. (GW)
kiedy to czytam przypomina mi się konferencja prasowa mojego premiera z lat 90. poula nyrupa rasmussena dla duńskich mediów, po którymś ze szczytów UE. premier mówi: ponadto uważam, że czernomyrdin stanowi niebezpieczeństwo dla nas wszystkich i powinien zostać natychmiast zamknięty.
wśród dziennikarzy poruszenie, siedzący obok premiera minister spraw zagranicznych niels helveg petersen zasłania twarz plikiem urzędowych papierów, na stole mikrofony rozgłośni radiowych i dyktafony dziennikarzy prasowych. ministra spraw zagranicznych ogarnia głupawka, nie może opanować nagłego wybuchu wesołości.- niels, przestań rechotać – mówi premier
śmieją się także dziennikarze, a po kilku godzinach. również duńscy telewidzowie i radiosłuchacze, nazajutrz, kiedy wychodzą gazety – również czytelnicy prasy. śmieją się wszyscy, więc premierowi nie wypada się obrażać i robi najlepsze, co może zrobić – obraca epizod w żart.
lipiec 1997. bill clinton z małżonką mają złożyć wizytę w danii. dwór ogłasza, że parę prezydencką powita na lotnisku następca tronu. jeden z dwóch wielkonakładowych tabloidów „ekstra bladet” podejrzewa, że zanosi się na uchybienie protokólarne. na froncie gazety ukazuje się więc złożony wielką czcionką tytuł: „unieś tyłeczek, małgosiu” nikt nie zauważył w tytule artykułu jakiejkolwiek niestosowności. królowa zawsze występuje w tabloidach jako małgosia. dwór monarszy nie uznał nawet za stosowne oświadczyć, że przyjęta procedura powitania państwa clinton jest zgodna z protokólarnymi zwyczajami.
obydwie ogólnokrajowe rewolwerówki żyją z powtarzania plotek dworskich, a także naśmiewania się z premiera i jego ministrów. osoby urzędowe występują w takich tekstach, wymienione z imienia (domyślnie w zdrobnieniu, choć w języku duńskim nie ma zdrobnień i muszą one wynikać z kontekstu) i niemal nigdy z nazwą funkcji w urzędowej hierarchii.
mieszkam w swoim awaryjnym kraju ponad czterdzieści lat i nie przypominam sobie, by premier, lub któryś z jego ministrów poczuł się na tyle obrażony, by wystąpić z pozwem. wręcz przeciwnie. kilka lat temu głośne było zdarzenie z rozbiciem jajka na głowie premiera andersa fogha rasmussena (obecnego sekretarza generalnego NATO) otrzymał on jakąś nagrodę i postanowił przekazać jej pieniężny ekwiwalent fundacji zajmującej się bezdomnymi. kiedy zjawił się z czekiem w siedzibie organizacji, został zaatakowany. jakiś zagniewany młody człowiek ugodził go jajkiem w głowę i został wylegitymowany przez policjanta. premier próbował było wyperswadować tę czynność stróżowi porządku, mówiąc, że nie czuje się pokrzywdzony, bo takie zdarzenia winny być wliczane w koszta sprawowania urzędu. niewiele to pomogło, bo policjant się uparł, a premier nie miał prawnych możliwości wpłynięcia na gorliwego funkcjonariusza. sprawa zawędrowała do sądu i ku ubolewaniu premiera napastnik został skazany na dwa tygodnie aresztu (nie za zaatakowanie premiera, uchowaj boże! wyrok dotyczył zakłócania spokoju podczas legalnego publicznego zgromadzenia) -według zgodnej opinii mediów sąd okazał w tej sprawie niczym nieuzasadnioną surowość.
kiedy więc czytam że premier tusk zarzuca wydawcy tygodnika '”Nie”, iż ten chciał go „poniżyć w oczach opinii publicznej” mam natrętne déjà vu i czuję że jest to zdanie, które od lat znam na pamięć. ależ tak – pozwany urban zamierzał zrzucić maskę obłudnika, czynnie wystąpić przeciwko osobie miłościwie nam panującego Tuska Pierwszego i jak mucha jakaś zapaskudzić wizerunek Najjaśniejszego Pana (Premiera)
w sierpniu, kiedy odbędzie się następna sesja sądu, będę obserwował przebieg sprawy z wypiekami na twarzy. jeżeli trybunał uzna rację szefa rządu, donald tusk otrzyma sądowy certyfikat potwierdzający kierowanie się przez niego zasadami etyki. donald tusk nie będzie więc już tylko zwykłym premierem, takim jak pierwszy z brzegu, lecz premierem z urzędowym znakiem jakości.
dziwi mnie tylko, że polityk obdarzony tak niezwykłymi cechami osobowości może uznawać zdolność honorową oponenta w rodzaju wydawcy słynnego „dziennika cotygodniowego” same wysokie standardy etyczne najwidoczniej nie wystarczają. potrzebna jest również biegłość w kodeksie boziewicza…
nathan gurfinkiel



Znak jakości wprowadzono chyba za Gierka? (Q…), chociaż nie, on miał swoje biuro przy PKN, zwane bezetjotem, i to było z 10 lat wcześniej.
___________________________________________________________
Natomiast jak słyszę o zdolności honorowej, nadstawiam ucha, bo przypomina mi się historia tego żydowskiego burszenszaftu (Schlagende Verbindung).
Przeprosiny Urbana:
„- Panie premierze Donaldzie Tusku, serdecznie pana przepraszam, że przeze mnie pan robi z siebie idiotę”.
Tusk może wygrać w sadzie – wszystko jest możliwe – ale nie wygra z Urbanem na słowa.