„Gospodarka, głupcze!” – ulubiony cytat naszych komentatorów polityczno gospodarczych, co rusz przypominających na czym tak naprawdę polega polityka. Autor: Bill Clinton, czego nikt nie omieszka podkreślić. Co prawda to prawda, ale…
Pomijając już przykry fakt, że rzecz wciąż wymaga przypominania, że w potocznie rozumianej polityce wciąż pokutują irracjonalne pojęcia przyjaciół i wrogów, z przyczyn zasadniczych precyzyjnie nie definiowane, trzeba by czasem przypomnieć, że nie Clinton wynalazł politykę, ani też jej główną zasadę.
Co ciekawe, nawet ludzie deklarujący zainteresowanie historią nie zawsze potrafią uwolnić się od stereotypów i na dnie wszelkiego przekazu z otchłani dziejów odszukać to, co najważniejsze.
Taka np. Zofia von Anhalt – Zerbst. Funkcjonuje w świadomości jako rozpustna niewiasta, o której fantazjach erotycznych opowiada się legendy (mam wrażenie, że w większości są one projekcją niespełnionych marzeń opowiadających), niewierna kochanka Stanisława Antoniego Poniatowskiego (onże August), główna sprawczyni klęsk naszej nieszczęsnej Ojczyzny… i to mniej więcej tyle.
Jeśli powiedzieć Polakowi, że Katarzyna II zupełnie nie była zainteresowana rozbiorami Polski, można w najlepszym razie narazić się na zniecierpliwione żachnięcie.
A jednak to prawda. Clinton by to zrozumiał bez trudu, ale on nie był obciążony dziedzicznie i nie widział w skwaśniałej śmietanie perfidnej działalności naszych odwiecznych wrogów.
Kiedy I Rzeczpospolita funkcjonowała jako całość, Katarzyna robiła w niej, co chciała. W całej. Po rozbiorach jej wpływy (i płynące z nich korzyści) zostały poważnie ograniczone na rzecz innych państw, z którymi tej bardzo przytomnej szczeciniance nie zawsze było po drodze. Prawda to prosta i oczywista, ale za mało atrakcyjna emocjonalnie, jak na nasze narodowe potrzeby.
Wystarczy jednak sięgnąć do źródeł, by naszym oczom ukazała się zupełnie inna Katarzyna, niż ta którą zazwyczaj malują nam podręcznikowi bajkopisarze.
Mam przed sobą podpisany przez nią dokument z 8 grudnia 1792 roku, zawierający instrukcje wydane generałowi Kreczetnikowowi, który zgodnie z drugim traktatem rozbiorowym zajmował ziemie dotychczas polskie.
Początek brzmi:
„Ponieważ porządek we wszystkim jest istotą rządzenia, Uznaliśmy za konieczne polecić Wam…”
Dokument (sygn. 17090 Pełnego Zbioru Praw) składa się z 22 punktów, które aż nadto jasno pokazują, co było istotne dla władczyni nowych terenów.
Oczywiście, na początek było to sporządzenie dokładnych map i nowy podział administracyjny. Praktyka rządzenia wymaga takich podstawowych zabiegów.
W drugiej kolejności mowa jest o wymaganiach wobec urzędników, których posyłać się będzie na nowe tereny. Co ciekawe, ta swoista lustracja ma obejmować też wszelkie doniesienia odnotowane w trakcie ich dotychczasowej służby na temat ew. podatności na przekupstwo.
I zaraz potem zaczyna się…
Pkt. 9. „Polski dochód koronny ma być przekazany do Naszego skarbu”.
Nic specjalnie dziwnego, ale już dalej polecenie opisania wszystkich źródeł dochodów, ich wysokości i stopnia ściągalności z wymienieniem nazw miejscowości i dóbr prywatnych.
Pkt.12. Dotyczy klasztorów, a raczej ich dóbr i przypadków w jakich mogą być one objęte sekwestracją.
Szczegółowość poleceń może zadziwiać.
Pkt. 13. „Rozkażecie zebrać informacje, na jakich zasadach prowadzony jest w tych okolicach handel winem i po jakich cenach, a także skąd mieszkańcy biorą sól i ile ona kosztuje w sprzedaży detalicznej, oraz na koniec – gdzie wg Waszej orientacji należy urządzić komory celne na nowych granicach.
Zostaje zapewniona wolność religijna i to z ciekawym wyjaśnieniem, jako żywo przypominającym akt konfederacji warszawskiej z 1573 roku.
„… byłoby szkodliwe dla spokoju i bezpieczeństwa obywateli zakazywanie i niedopuszczanie do wyznawania ich rozlicznych religii…”
Mówiąc współczesnym językiem: państwo wstrząsane niepokojami, to żaden interes.
Ponieważ w takiej instrukcji muszą z konieczności znaleźć się różne zagadnienia, mamy też kwiatek o przewidywanych niebezpieczeństwach, a takim wg Katarzyny są np. prowadzący szkoły pijarzy.
„Macie nad nimi roztoczyć szczególny nadzór ze względu na szkodliwość ich nauczania, opartego na awanturniczych zasadach nowych francuskich idei burzących wszelkie więzi między prawomyślnymi społeczeństwami i rządami.”
A więc nie dlatego, że Polacy, nie dlatego, że katolicy, lecz ze względu na niebezpieczeństwo rozpowszechnienia idei rewolucji francuskiej, nawiasem mówiąc i dziś ocenianej niejednolicie przez historyków, szczególnie przykościelnych. Jak na protektorkę Woltera i Diderota całkiem nieźle.
Całość okraszona, rzecz jasna, zgodnie ze stylem epoki górnolotnymi zwrotami ociekającymi łaskawością i miłością do człowieka, ponieważ generał też człowiek i trzeba mu było dać stosowną literaturę do poczytania. No i w końcu majestat wymaga oprawy, to jasne.
Sedno jednak leży w tych aż nadto konkretnych poleceniach, które zdradzają, iż Katarzyna doskonale wiedziała co jest istotą polityki, nawet prowadzonej za pomocą wojska. Była władczynią Rosji i jej obowiązkiem było dbać o jej pomyślność. Niezależnie od naszego, polskiego stosunku do tej kobiety, trzeba przyznać, że z obowiązku tego wywiązywała się bardzo dobrze.
Przykład odległy, ale może stanowić pewien wzór dla ludzi poszukujących odpowiedzi na pytania o drogę, o wrogów, o przyjaciół, o tak różnie rozumiany „interes narodowy”. A Zofia? Uśmiechnęłaby się pewnie, czytając o kartce na biurku Billa Clintona. Ona pisała kartki innym.
Jerzy Łukaszewski



Autor: jeśli dobrze pamiętam, korespondował chętnie z Wolterem również Fryderyk, król pruski. Co miał podobne poglądy na religie i kler. (In meinem Staat kann ein jeder auf seine Art selig werden.) Jekatierina Wtoraja i seks: – warto poczytać Zwerenza (Rasputin) gdzie to jest dość obszernie omówione. Jeśli idzie o politykę, odwołam się do jednej z niedocenianych zasad Konrada Lorenza: Każdy biceps ma swój triceps (zasada sprawnego działania różnych organów ciała, nie tylko mięśni). W polityce (niestety) trudno czasem rozpoznać prawdziwych antagonistów. Szczególnie: – samemu nie będąc bicepsem.
@Łukaszewski: Zalecenie „wzór dla ludzi poszukujących” dla mnie nieadekwatne do dzisiejszego cool -rozumienia zwykłego, sprawnego managingu. To była pracowita i zdyscyplinowana kobieta. Wyobrażam sobie, że ilość raportów szczegółowych jakie całkiem metodycznie wchłaniała Katarzyna, by mieć taką tak dobrze ustrukturyzowaną wiedzę szczegółową, była znaczna, a poziom ich Autorów – wysoki i wyrównany.
To pewnie też w dużej mierze była jej własna organizacja – doradztwa i spływu informacji. Na owe czasy – sprawna i skuteczna.
Ale to był w końcu tylko celowy transfer kulturowy – on był tak zamierzony przez tych, którzy ją na tron cesarski powołali, i po prostu się udał, spełnił oczekiwania. Wiedzieli, że rodzima kultura rosyjska nie ma żadnych takich elementów, mogących te oczekiwania wypełnić, nawet świadomości o nich, o ich istnieniu i ich właściwościach nie ma.
Co dopiero – ich opanowania.
Szczecinianka TUTAJ z pewnością nie była i nie byłaby nikim bardzo wybitnym; tymi „naszymi, zwykłymi” centralnoeuropejskimi standardami przeskoczyła jednak TAM mozół wielu ichnich pokoleń.
Ta konstatacja jest chyba jedyną naprawdę cenną:
Z naszego standardowego „wyposażenia” centralno- europejskiego da się tworzyć rzeczy niezwykłe – mix tych niezwykle dobrych i niezwykle złych jest jednak możliwy a w niektórych (naszych tu) kulturach nawet prawdopodobny.
.
Co ma do tego sugestia pożytku współczesnych pytań o drogę, o przyjaciół, o „interes”… tego nie rozumiem.
Przyczynek nieistotny i niepoważny, bo o życiu osoistym, jakie prowadziła Sophia Fryderyka Augusta von Anhalt-Zerbst, inaczej Katarzyna II Romanowa.
Jeśli pominąć erotyczne fantazje na jej temat, to cesarzowa mieściła się w normie obyczajowej epoki. Miała kolejnych faworytów, wśród których książę Potiomkin okazał się wybitnym mężem stanu. Co świadczy dobrze o Katarzynie, która nie bała się konkurencji wybitnych osobowości. Aczkolwiek jej ostatni kochanek Zubow – ponoć wymusił na starej już – jak na owe czasy – carycy trzeci rozbiór Polski, był miernotą, a jego zasługą dla Rosji był udział w zakończonym morderstwie spisku przeciw carowi Pawłowi I, synowi i następcy Katarzyny.
Wracamy do jej życia seksualnego. Miewała ona kochanków i mniej wybitnych niż Orłow i Potiomkin. I miała tez ustalony tryb ich dopuszczania do siebie. Kandydata musiał szczegółowo zbadać jej lejb-medyk, a następnie musiała się z nim przespać jedna z jej dworek, określana jako pobier-dama. Jej opinia była dla cesarzowej istotna. Nie mordowała bynajmniej kochanków kończących staż, jak opisywano w tandetnych romansidłach. Odprawiała ich z godziwą stratyfikacją.
Ogólnie; żadnych szaleństw. Po latach byli wielmoże z rozrzewnieniem wspominali epokę Katarzyny, lecz na jej dworze było raczej nudnawo. Grano w karty o bardzo małe sumy i było wiadomo, że cesarzowa nie lubi przegrywać. Życie towarzyskie kończono wcześniej, o Katarzyna wcześniej udawała się na spoczynek.