Nowe Prusy dały Niemcom poczucie dumy ze swojego państwa, a swoim obywatelom oraz z czasem obywatelom innym landów niemieckich narzuciły mentalność totalnej dyscypliny i lojalności wobec niemieckiego kraju. Na pierwszym miejscu znajduje się kraj, dopiero na drugim szczęście osobiste. Nie przypadkiem hymnem nowo powstałego giganta zostanie kiedyś pieśń ze znanymi (choć dziś zakazanymi) na całym świecie słowami
„Deutschland Deutschland über alles!“
Można bez dozy przesady powiedzieć, że w Niemczech dokonała się ewolucja absolutnie odwrotna od tego z czym mieliśmy do czynienia w Rzeczypospolitej, a ze skutkami borykamy się po dzień dzisiejszy.
I tak doszliśmy w końcu do dnia dzisiejszego, o którym miał być mój tekst. Chyba znów zbytnio się rozbajdurzylem. Kiedy będzie wreszcie ten komik?
Niemców zaszokowały ostatnio dane na temat zamożności obywateli Europy. Okazuje się, że potężne Niemcy, które ciągną całą Unię Europejską, mają jednych z biedniejszych obywateli. Majątek przeciętnego Niemca nie może się równać nie tylko z majątkiem Francuza czy Szwajcara, ale nawet Greka czy Hiszpana, którym to Niemcy zmuszeni są ciągle jako państwo pomagać.
Przeciętny majątek niemieckiego gospodarstwa domowego to zaledwie 51 000 Euro. Dla porównania greckiego 101 900 Euro, hiszpańskiego 182 700 Euro, a cypryjskiego 266 900 Euro.
Jak to możliwe? Przecież Niemcom nie żyje się źle. I tu wracamy do historii. Niemcy mają swego rodzaju niepisany pakt z państwem. Jako posłuszny naród stosują się do prawa bez zbędnych pytań „dlaczego?“ (ktoś kto słyszał o aferze z Hoenessem teraz mnie wyśmieje, ale tu chodzi znów o elitarne jednostki, przeciętny Niemiec tak nie robi), płacą wiele przekazując państwu około 50% swoich dochodów jako przeróżne podatki, składki zdrowotne itp.
W zamian państwo oddaje im w miarę sprawnie funkcjonującą służbę zdrowia, doskonale rozbudowaną infrastrukturę itd. Jednym słowem sprawnie, prawdopodobnie najsprawniej na świecie funkcjonujące państwo, z którego Niemcy są dumni. I ta duma, poczucie wyższości wiele im wynagradza. Osobiste bogactwa nie są najważniejszą podstawą szczęścia.
Niemiec nie żyje źle, bo wszystko zabezpiecza mu państwo, a z reszty pensji po odciągnięciu podatków wystarcza na urlop dwa razy w roku, wyjście na kolacje do restauracji, samochód na kredyt. Nie wystarcza już jednak na prywatne mieszkanie, którego większość Niemców w ciągu życia się nie dorabia. Dlatego ich majątki wyglądają w porównaniu z innymi krajami tak mizernie. Przeciętny Niemiec nie posiada poza samochodem na kredyt praktycznie żadnego majątku. Całość zarobków wydaje na codzienne dostatnie życie. Gdyby chciał oszczędzać np. na mieszkanie – musiałby z tego dostatniego życia zrezygnować. Ale ponieważ dotychczas państwo zapewnia mu dość mocne socjalne podstawy, wliczając solidną rentę na starość, akceptuje to.
Oczywiście powyższe dane są troszkę zafałszowane przez fakt, iż obejmują też Niemcy Wschodnie, gdzie ludzie są tak biedni jak przysłowiowe myszy pod miotłą (czy jak to się mówi?). Gdy policzy się tylko Niemcy Zachodnie wypadają już dużo lepiej, ale i tak przeciętny dochód na gospodarstwo domowe to dopiero trzynaste miejsce w Unii i nie chodzi tu o średnią tylko median, a wiec sytuacja oddana jest w miarę wiarygodnie.
Także w Niemczech, podobnie jak w innych krajach 90% prywatnego majątku należy do zaledwie około 10% obywateli. Zarobki spadły w ostatnich latach dość drastycznie. Np. zarobki lekarzy spadły od 1990 roku realnie o 50%, to jest o połowę!!! Nie narzekam, bo i tak dobrze zarabiamy. Ale w innych grupach zawodowych wcale nie jest tak wesoło.
Więc wszyscy ci twierdzący, że Niemiec doi Unię, są w dość dużym błędzie. Na razie to Unia doi przeciętnego Niemca. A mimo to poparcie dla Unii jest całkiem imponujące. Niemców można po prostu przekonać do idei, a wtedy są w stanie dla owej idei dużo poświęcić. To nie musi być zawsze idea pozytywna. Wojna była świadectwem, iż może to być równie dobrze idea zbrodnicza. Hmm, każdy medal ma swoje dwie strony. A wszystko ma też swój koniec ( tylko kiełbasa ma dwa jak mawiają Niemcy), miejmy nadzieję że Unia się nie skończy, bo przynajmniej dla Polski jest ona skokiem cywilizacyjnym, porównywalnym tylko do uwolnienia chłopów z pańszczyzny.
Zdyscyplinowani Niemcy, dumni z wiodącej roli swojego kraju na razie się nie buntują. Może wiedzą o tym, że jednak i dla Niemiec Unia jest dobrodziejstwem. To trochę dziwna sprawa, bo podczas gdy przeciętny Niemiec ubożeje, państwo strasznie się wzmacnia. Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że dzięki zaistniałej sytuacji Niemcy jako państwo po pierwsze mogą zaciągać kredyty na praktycznie 0%, a dzięki temu spłacają swoje stare długi na złych warunkach w ekspresowym tempie. Już niedługo będą mieli jako jedno z pierwszych poważniejszych państw zrównoważony budżet. Po drugie respekt w stosunku do nich na całym świecie stale rośnie. Jeśli system socjalny się nie załamie i przeciętni Niemcy przetrwają, na dłuższą metę Niemcy znów wielce zyskają.

Bardzo ładny wywód historyczny 🙂 To może jeszcze anegdotka, ale pasująca do całości: za Fryderyka wprowadzono obowiązek sadzenia kartofli. Ziemniaki miałby być tanim pożywieniem dla armii, więc był to obowiązek patriotyczny. Po wsiach jeździli żandarmi i sprawdzali, czy zadekretowany areał został obsadzony. Biada temu, który obowiązku nie dopełnił.
A sam Fryderyk żyje do dziś i u nas, na Pomorzu w … bajkach.
Szczególnie popularne są moralizatorskie dialogi z wiejskimi dziećmi.
Co do biedy, wspomina pan o Brandenburgii, ale dotyczyło to niemal wszystkich ówczesnych księstw niemieckich. W 1858 roku władze Badenii Wirtembergii musiały interweniować, by ograniczyć emigrację (w tym na tereny polskie), gdyż jeszcze trochę, a kraj by się zwyczajnie wyludnił.
Przykład Niemiec jest z jednej strony optymistyczny, bo okazuje się, że coś można, a z drugiej… eee, co ja tam będę marudził …
Ludzie czasem już zapominają, że nędza „pospólstwa” była niemal stałą historyczną przez tysiące lat historii ludzkości. Ponadto kraje niemieckie w połowie XVII wieku były szczególnie dotknięte religijną wojną 30-letnią, która przy zachowaniu pewnych proporcji spustoszyła te kraje gospodarczo i demograficznie bardziej niż I i II wojna światowa razem wzięte (straty ludności w niektórych krajach dochodziły do 50%).
.
Polska w tamtym czasie była akurat u szczytu swej gospodarczej i politycznej świetności i była niemal oazą spokoju i tolerancji religijnej. Nic dziwnego, że do Polski z całej Europy ludzie uciekali.
Po ok. Trzydziestu latach życia w Niemczech a obecnie od kilku w Austrii, jestem tego samego zdania co pan. Dziękuję panu, panie Grzegorzu za wspaniały tekst, za wyważone, lecz dobitne przedstawienie faktów. Mam nadzieję, że dotrą one chociaż do części polskich umysłów i rozkruszą choć troszkę betonu zalegającego w szarych komórkach, skutecznie przeszkadzającego w racjonalnym myśleniu.
Ciekawy tekst, ale jedna nieścisłość.
W XVIII wieku nie było Austro-Węgier,a tylko Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, ze stolicą we Wiedniu. Od roku 1804 już tylko Cesarstwo Austriackie. Dopiero w roku 1867, po przegranej przez Austrię wojnie z Prusami, powstało dualistyczne państwo, każde z oddzielnym rządem i parlamentem i z k. und k. (cesarzem Austrii i królem Węgier)w jednej osobie Franciszka Józefa I.
Dzięki, rzeczywiście to prawda. Ten twór dopiero później naywano Austro-Węgrami. Po ciągłym konflikcie z Prusami, Austria została w końcu wypchnięta poza związek niemieckich landów i stała się nagle rzecz dźiwna, bowiem Niemcy stali się w tym kraju miejszością w stosunku do innych nie-niemieckich narodów, co groziło rozpadem. Aby temu zapobiec musiano szczególnie odprężyć stosunek do elit rządzących na Węgrzech.
Natomiast proszę nie przeceniać znaczenia tworu zwanego Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, bo już wtedy były to tylko dość luźne związki.
Mały przyczynek do tematu podnoszenia się z kryzysu.
Mało osób wie, że Holandia była zniszczona pod koniec wojny. Po wojnie panowała bieda, a ludziom płacono mniej więcej piątą część pensji a resztę otrzymywali w bonach (opowiadali mi o tym znajomi Holendrzy).
Zapytałem znajomego Holendra, jak to się stało, że doszli do dobrobytu. Opowiedział następującą anegdotę.
Zaraz po wojnie zgłosił się pewien Holender do kopania rowów. Uprzedzono go, że płaca jest bardzo marna, ale jemu to nie przeszkadzało. Dostał łopatę i zaczął kopać. Po chwili przyszedł do szefa i poskarżył się, że łopata którą dostał jest za mała. Obiecano mu większą, jak tylko dostaną.
Kopał dalej i okazało się, że pracuje za trzech i to nie przez dzień czy dwa ale stale, przez szereg tygodni. Szef go uprzedził, że bez względu na to ile wykopie ziemi to i tak nie dostanie większej pensji. Facet się nie przejął, poprosił raz jeszcze o większą łopatę a na razie kopał starą nie zmniejszając tempa. Minęło kilka miesięcy. Jego wyjątkowa praca została zauważona i zastanawiano się, jak go wynagrodzić. Więcej pieniędzy nie mogli mu zapłacić, ale że akurat wypadła uroczystość z okazji 75-lecia firmy, więc z tej okazji postanowiono podarować mu złoty zegarek.
Odbyła się feta, gość otrzymał zegarek, spojrzał na niego i powiedział: – Na zegarek to mają forsę, ale większej łopaty nie mogę się doprosić.
Mnie moje szkoły wychowały w przekonaniu, że Niemcy to wielki i zawsze nowoczesny przemysł, zwłaszcza zbrojeniowy, efektywne małe i średnie firmy produkcyjne, sprawna i niezawodna organizacja („ordnung”), ale przede wszystkim Bach, Beethoven, Goethe, Mann, Duerer: kultura z najwyższej półki. I Hitler z Goebelsem, SS i obozami koncentracyjnymi. Kompletnie żadnej wiedzy o życiu codziennym „prostego” Niemca, jego przekonaniach, poziomie życia i zachowaniach społecznych i ekonomicznych. Wielkie dzięki Grzegorzowi Kofli za otwarcie tej właśnie perspektywy – tekstem świetnie napisanym, dowcipnym i – tak to czuję – głęboko humanistycznym.
Bardzo trafne spostrzeżenie. Cała historia szkolna, to kalendarium wojen i bitew, podlane narodowym szowinizmem.
Tak jest i będzie, dopóki to politycy będą ustanawiali podstawy programowe dla szkół.
Nie na darmo bogactwo narodów mierzy się dochodem krajowym brutto na jednego mieszkańca a nie bogactwem gospodarstw domowych. Bo na bogactwo narodów składa się nie tylko to co w domu i czym chata bogata, lecz również w tym w jakim środowisku znajduje się ta chata. Jak można do niej dojechać, jak się załatwia sprawy w sądach i urzędach, czy można się we własnej chacie najeść, zapłacić za prąd, mieć dostęp do lekarza gdy zajdzie potrzeba. To dopiero stanowi o prawdziwej jakości życia.
Dziękuję Redakcji za tak miłe przyjęcie. Oczywiście postaram się w miarę możliwości, jeśli czas pozwoli, skorzystać z zaproszenia i jesli bedę miał coś do powiedzenia, napisać od czasu do czasu coś, mam nadzieję, skłaniajacego do dalszych przemyśleń.
Pozdrawiam
Co do wpływu Prus na Niemcy to mam trochę wątpliwości. Prusy wprawdzie Niemcy zjednoczyły, zamieniły je w wielką potęgę zachwiewając przy tym równowagą układu sił w całej Europie, ale takie bezkrytyczne i proste przejęcie mentalności pruskiej przez całe Niemcy chyba nie miało miejsca. Były duże opory w jej przejęciu. Niemiecka mentalność nadreńska i z południa Niemiec jest bardziej francuska i romantyczna. Północ jest liberalna i hanseatycka. Takiego pruskiego drylu jest mało. Na szczęście. Natomiast dosyć powszechne poszanowanie państwa i prawa niekoniecznie pochodzi od Prus. Tak mi się przynajmniej wydaje.
To temat na dłuższą dyskusję. Oczywiście nie był to proces łatwy i prostolinijny. Bawaria np. przez dłuższy okres układała się z Francją przeciw Prusom. Koniec końców warunki dyktuje jednak zwycięzca. Najlepszym przykładem jest Auustria, która do końca nie chciała przjąć zasad na pruskich warunkach i w konsekwencji musiała poszukać sobie miejsca poza Niemcami. Prusy z niezapomnianym Bismarckiem stworzyły to co dziś nazywamy narodem niemieckim. Natomiast podziały regionalne z mocnym przywiązaniem do małych ojczyzn pozostały w Niemczech bardzo silne do dziś
Historia Niemiec (tzw. Niemiec) jest o tyle ciekawa, że byli to swego czasu chyba rekordziści świata w rozdrobnieniu. Kilkaset księstw i księstewek, wolnych miast i tym podobnych tworów. W Tyrolu do dziś pamięta się Bawarom ruinę, do jakiej doprowadzili ten kraik w czasach napoleońskich. W niejednej wojnie stawali przeciwko sobie. Jeśli u nas trudno jest czasem przezwyciężyć spuściznę 3 (słownie: trzech) zaborów, to trzeba przyznać, że Niemcy i tak zrobili pod tym względem dużo.
Znakomity tekst.Poproszę teraz napisać cos o niemieckich kolonach np. w Afryce oraz o niemieckiej emigracji do różnych państw.
Drogi panie Grzegorzu strasznie sie ciesze, ze spotkalem pana w S.O. bo znam pana z…. pamieta pan niejakiego Kurke?? Teraz wiem dlaczego nazywal sie pan wowczas Przyjacielem Moniki. Artykul jest swietny, tak jak zawsze to w pana przypadku bywalo. Na tamtym blogu bylo sporo swietnych „pisarzy” ktorych Kurka po oszaleniu wyrzucil a pan byl jednym z najlepszych (jestem brown nosing, ale tak nadal uwazam). Anyways, jak sie mowi u nas w Kanadzie, mam madzieje, ze bedzie pan pisywal od czasu do czasu na tematy polsko-niemiecko-europejskie podpierajac sie swoim lekarskim „nosem” (ale mi sie powiedzialo) i faktem, ze byl pan „tam” (Polska) a jest „tu” i widzi to wszystko z troche innej perspektywy nizli ci ktorzy sa tylko na ojcowiznie. A swoja droga to S.O. przyciaga coraz wiecej blogerow amatrowo, ktorzy sa na prawde swietni. tak trzymac!
Dobry tekst, chociaż rzzeczywiście dla dobra całości autor przyjął pewne uproszczenia. Niemniej szacunek dla prawa i państwa jest w Niemczech powszechniejszy niż w Polsce. Wśród bogatych państw mamy jednak również Anglię, i z pewnością nie było tam pruskiej dyscypliny. Jednak obywatele angielscy prawo i państwo szanują. Zatem źródeł propaństwowej postawy może być wiele, a to niemieckie nie jedyne i wzorcowe.