2013-08-11. Salvador Dali twierdził z uporem, że jego największymi osiągnięciami są wynalazki. Wynalazł między innymi okulary z wycieraczkami, w sam raz na deszczową pogodę, oraz łyżkę z… grzebieniem służącym do wyławiania włosów z zupy.
Niedocenione schroniły się na półce z osobliwościami i pewnie tylko jakiś student historii sztuki napisze o nich rozdział w pracy poświęconej mistrzowi.
Dzieje wynalazków pokazują, że nie tylko Dali nie trafił swoimi dziełkami na podatny grunt. A kiedy jest takich przykładów więcej, można już pokusić się o pytanie: dlaczego?
Dziś, kiedy zewsząd słyszy się wołania o innowacyjność i koordynację w tym względzie między nauką i przemysłem, pytanie to staje się bodaj najważniejszym z cywilizacyjnych wyzwań współczesności.
Jak na nie odpowiedzieć? W zasadzie powinienem podać receptę, ponieważ… nie znam się na tym kompletnie, a więc wg słów pewnego znanego polityka (zgadnijcie, z jakiej partii) mogę być obiektywny i nie zostanę posądzony o lobbing.
Ponieważ jednak, mimo skłonności do żartów, traktuję czytelnika poważnie, pocieszę go więc tylko tym, że wbrew pozorom, nie jest to wyłącznie współczesny problem. Może tylko występujący z większym natężeniem, ale to już kwestia „przyspieszenia czasu”.
Od czasu sformułowania teorii Ptolemeusza do Kopernika minęło sporo lat. Od Kopernika do Newtona znacznie mniej. Od Newtona do Einsteina jeszcze mniej. Czas ewidentnie „przyspiesza”, przynajmniej w obszarze cywilizacji technicznej. Stąd problem wynalazczości zaczyna się „zagęszczać” i w oczach współczesnych zasłania fakt, że starali się z nim uporać ludzie od zarania swego rozumnego bytu na najpiękniejszym ze światów.
Dla zilustrowania tematu pokażę kilka przykładów starożytnych wynalazków, które nigdy nie znalazły szerokiego zastosowania, stając się tylko lokalnymi, bądź wręcz prywatnymi ciekawostkami w rodzaju łyżki Dalego.
O ile cywilizacja techniczna przyspiesza nieustannie, mentalnie rozwijamy się znacznie wolniej. Widać to choćby po tym, że najwięcej wdrażanych wynalazków mieści się w obszarze wojskowości. Chęć zrobienia krzywdy bliźniemu jest tak silna, że każdy nowy pomysł z tego zakresu cieszy się ogromnym zainteresowaniem i na ogół znajduje inwestora, producenta itd. Tak było i dawniej. Z tzw. ułatwianiem sobie życia codziennego, jest już (i było) znacznie gorzej. Tu nakładały się na siebie problemy, których istnienia pewnie nie podejrzewalibyśmy mając przed oczami coś, co już na pierwszy rzut oka wydaje się być dobre.
Ot, taka na przykład bania Herona.

Bania Herona
Maszyna parowa działająca na tej samej zasadzie, co podobnie budowane niemal 1700 lat po śmierci greckiego wynalazcy.
Dlaczego nie znalazła zastosowania? Dopracowana mogłaby zastąpić człowieka w wielu przypadkach, np. jako źródło energii poruszające pojazdy.
Wyobraźmy sobie, że wynalazek ten wchodzi do „seryjnej produkcji” w II w.n.e. I co się dzieje? Tysiące niewolników biegających z lektykami swoich panów stają się niepotrzebne. Z niewolnikami w tym czasie na ogół był problem, bo o ile ich liczba okresami bywała nawet bardzo wielka, to „zastosowanie” sprawiało już kłopoty. Czasem ceny spadały tak bardzo, że nie opłacało się ich transportować, żywić i utrzymywać w jako takiej formie. Co więc z nimi robić? Nie brać na wojnie? Ależ wiele z ówczesnych wojen swoją opłacalność opierało właśnie na tym procederze. A wojna opłacać się musi, kiedyś mówiono to wprost, bez hipokryzji i zasłaniania się szczytnymi celami.
Cały system polityczno gospodarczy Rzymu polegał na ciągłej ekspansji i zaborze siły roboczej. Odstąpić od niego oznaczało rewolucję. I bez tego w Rzymie żyła ogromna armia bezrobotnych wolnych ludzi, którzy trwali dzięki rozpowszechnionemu rozdawnictwu zboża, wina i oliwy. Naruszenie tego kruchego systemu oznaczało rozsypanie się Rzymu w niezwykle krótkim czasie.
Ponadto taka maszyna musiała kosztować. Mogła się zepsuć, trzeba było do niej wartościowego opału, o co w cesarstwie nie było tak łatwo, wymagała wyszkolonej obsługi.
Niewolnik był jednak tańszy.
Oczywiście, nie będę twierdził, że wszystkie zapomniane wynalazki mają taki sam ciężar gatunkowy i wszystkie groziły aż takimi konsekwencjami w razie wprowadzenia w życie. Niektórych możemy się jedynie domyślać.
Spójrzmy na coś takiego. Wyposażenie starożytnej taksówki – chodometr.

Chodometr
Opłata za kurs zależała od liczby metalowych kulek, które wpadły do znajdującego się na dole pudełka. Ich liczba zaś od przejechanej odległości, a ściślej – od odpowiedniej liczby obrotów koła pojazdu sprzężonego z mechanizmem.
Co było powodem, że wynalazek się nie upowszechnił? Pierwsze, co mi przychodzi na myśl, to trudności z rozmienianiem „drobnych, ale niewykluczone, że były i inne. No i nie zawsze taka dokładnie zmierzona odległość musiała być w interesie przewoźnika, znamy to i z dnia dzisiejszego.
Kolejny wynalazek, tym razem Platona, był zamachem na pozycję służby domowej, jak już wspomniałem, chwilami bardzo licznej i obarczonej przedziwnymi obowiązkami, np. budzeniem pana domu.
A gdyby tak zamiast niewolnika bladym świtem zrywał nas z łóżka budzik?

Budzik
Mechanizm na bazie klepsydry po ocieknięciu właściwej (ustawionej) ilości wody uruchamiał dyszę, która wyciskała powietrze wprost do fletu figurki i w ten sposób stawiała śpiącego na nogi. Proste, prawda? A jednak się nie przyjęło.
Powód był chyba bardziej prosty, niż się wydaje. Budzik jako przedmiot codziennego użytku ma sens wtedy, gdy znaczna część populacji musi budzić się o precyzyjnie określonej godzinie. Nie wydaje się, by w czasach Platona taka potrzeba zachodziła, nie mówiąc już o powszechnym dostępie do chronometrów. Nie był to jeszcze czas Rolexów.
Problemy związane z wynalazczością pozostały do dziś. Urzędy patentowe są składnicą niewykorzystanych pomysłów.
Generalnie można powiedzieć, że samo zjawisko jest optymistyczne, bo świadczy o tym, że człowiek myśli i szuka, co zawsze jest pozytywem. A że nie zawsze, a czasem nie od razu daje się każdą myśl wykorzystać? Może musi trafić w swój czas?
Niektóre pomysły mogą zadziwić. Np. topofon, który ostatecznie został wykorzystany, a udoskonalony stał się zaczątkiem urządzeń do nasłuchu lotniczego.

Topofon
Pomysłowe instrumenty muzyczne.


Ale najwięcej oryginalnych patentów pod koniec XIX wieku dotyczyło wykorzystania bicykla.



Na tej choćby podstawie możemy się pocieszać, że nie jest z kondycją ludzką tak źle, jak można by czasami sądzić. Jeśli nawet jedna myśl na milion przebije się do rzeczywistości technicznej, to i tak będzie znaczyło, że posuwamy się naprzód.
Dlatego chyba istotne jest to, że są między nami ludzie, którzy nie boją się myśleć, nawet jeśli z pozoru te myśli błądzą po bezdrożach.
Nie życzę tego nikomu, ale jeśli kiedyś napotkacie w zupie włos, przypomnijcie sobie mistrza Dalego.


… ja tylko w kwestii formalnej…
.
>>> Od Kopernika do Newtona znacznie mniej. Od Newtona do Einsteina jeszcze mniej. >>>
.
To błyskotliwa myśl ale nieprawdziwa.
K-N 99 lat
N-E 152 lata
cbdo
.
Pozdrawiam czcicieli ścisłości naukowej.
//////
@Georges53 fakt, mea culpa 🙂
Innowacyjność to ciągłe poprawianie, ulepszanie tego co już jest.
Potrzeba jest matką wynalazku.
W tym miejscu nasuwa mi się przykład najbogatszego człowieka wszech czasów.
Rockefeller starał się doskonalić każdy aspekt prowadzonej działalności. Płacił swoim pracownikom więcej niż konkurencja oraz nagradzał pomysły ulepszające prowadzenie przedsiębiorstwa. Każdy pracownik jeżeli tylko na swoim stanowisku pracy zauważył, że można coś polepszyć, usprawnić, miał obowiązek zgłosić swój pomysł przełożonemu.
Za co oczywiście otrzymywał wynagrodzenie. Wiemy do czego doszedł Rockefeller…
Wróćmy do naszych czasów. Jak często, niemal na każdym kroku widzimy, że można coś zrobić lepiej, mądrzej, sprawniej.
Może warto byłoby brać przykład z Rockefellera, wydaje się to takie proste, ale takie niemożliwe
Gwoli ścisłości:
Maszyny parowej nie wynaleźli ani Rzymianie, ani Heron z Aleksandrii. Wynaleziono ją znacznie wcześniej, prawdopodobnie w okresie uważanym za pierwszą rewolucję naukową, czyli okresie hellenizmu, w III wieku p.n.e., po epoce Arystotelesa. Rewolucję naukową zapoczątkowali uczeni świata greckiego, a Rzym, jako państwo żyjące z podboju i eksploatacji innych ludów, właśnie tą rewolucję zgniótł i nie pozwolił się jej oderwać od ziemi. Rzym przejął wiele greckich wynalazków i pozwolił funkcjonować na swym łonie greckim inżynierom i rzemieślnikom, ale zniszczył rodzącą się sieć greckiej nauki, która przestała dostarczać wynalazki.
Księgi Herona powstały ponad 200 lat po zduszeniu hellenistycznej rewolucji naukowej (w I wieku n.e.), i nie były już traktatami naukowymi, ale kompilacjami osobliwości i zabawek – i chyba tylko dlatego dotrwały do czasów Renesansu – bo były czymś, co byli w stanie zrozumieć uwstecznieni ludzie, którzy nie byli już w stanie zrozumieć języka naukowego.
Da Vinci i della Porta studiowali maszyny Herona bardzo uważnie, a pierwsza opisana w 1615 roku maszyna parowa epoki nowożytnej miała uderzająco podobne zastosowanie do jednej z tych opisanych przez Herona: ta starożytna służyła do automatycznego otwierania drzwi świątyni, ta nowożytna – do uruchamiania na żądanie ozdobnej fontanny. W innym miejscu Heron opisywał także fontannę uruchamianą na zasadzie termoskopu.
Wynalazki, które w okresie hellenistycznym i rzymskim nie znalazły zastosowania masowego, są tylko odpryskiem wynalazków, które w tym czasie właśnie weszły do masowego użytku, a potem zostały zapomniane na prawie 2000 lat.
Chyba najlepszą syntezę tego, ile ludzkość była w stanie stworzyć, a potem prawie całkowicie zapomnieć, jest książka włoskiego matematyka, L. Russo, pt. „Zapomniana rewolucja – grecka myśl naukowa a nauka nowoczesna”. Zwłaszcza rozdziały 3 i 4 miłośników nauki są w stanie przyprawić o ciężką depresję.
@Oskar Trzmiel, wszystko to prawda. Dodam jeszcze coś, co dziś by się przydało: dozownik wody w świątyni (dziś – święconej), który wydzielał porcje wody w zależności od datku.
Mnie chodziło jednak o coś innego. O odpowiedź na pytania : dlaczego nie znalazło to szerszego zastosowania, bo te przykłady, które znamy trudni zakwalifikować inaczej, jak właśnie jako ciekawostki.