Tę książkę – „wywiad rzekę” z ambasadorem Jerzym Bahrem – polecam szczególnie gorąco. Zwłaszcza, że zawiera ona wiele cennych informacji, przekazywanych z pierwszej ręki przez bezpośredniego uczestnika ważnych i wręcz dramatycznych wydarzeń ostatnich lat: m.in. spotkania z Putinem na Westerplatte w 70 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, wspólnych obchodów rocznicy katyńskiej i – w finale – tragicznej katastrofy w Smoleńsku.
We wstępie do książki prof. Adam Daniel Rotfeld nazwał Jerzego Bahra „dobrą twarzą dyplomacji III Rzeczypospolitej”. Napisał: „Bahr nigdy nie zabiegał o stanowiska. To jego przełożeni zabiegali, by przyjął powierzane mu misje… Jest człowiekiem sukcesu, ponieważ pozostał wierny zasadom. Gdy w sytuacjach kłopotliwych nie wie, co powiedzieć – mówi prawdę. Gdy nie wie, jak postąpić – zachowuje się przyzwoicie…”
Podzielam tę opinię i książka jest tego najlepszym dowodem. Dla czytelników „Studia Opinii” wybrałem fragment pt. „Polityka nie na kolanach” oraz jeden z ostatnich rozdziałów, w którym Ambasador – przez duże „A”, jak słusznie napisał na swoim blogu Marcin Wojciechowski – mówi o tym, jak ważny był udział Putina w rocznicowych obchodach na Westerplatte, jak wyglądały przygotowania do uroczystości katyńskich w 2010 r i dlaczego doszło do ich rozdzielenia; wreszcie, jaki był stosunek Rosjan do prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jak zachowywali się bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej.
Jerzy Bahr jest profesjonalnym dyplomatą – jak sam o sobie mówi i podkreśla: urzędnikiem w służbie państwa, a nie partii. Do tego – jest bardzo powściągliwym i pilnującym, aby język rzeczywiście wyrażał to, co pomyśli głowa. Ale warto wczytać się w to co mówi, odpowiadając na pytania krakowskiego dziennikarza i publicysty Jerzego Sadeckiego.
Jego relacja i opinie dotyczące stosunków polsko-rosyjskich, a także wydarzeń poprzedzających katastrofę smoleńską i to, co się wydarzyło tuż po niej – obalają wiele z tych mitów i kłamstw, którymi politycy cynicznie karmią „lud smoleński”. W tym – niedwuznacznie daje do zrozumienia, kto rzeczywiście odpowiada za rozdzielenie wizyt polskiego premiera i prezydenta w Katyniu w 2010 r, a także dlaczego bzdurą jest twierdzenie o rzekomej „grze” Putina z Tuskiem przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu.
Jerzy Sadecki: Ambasador
Wyd. Agora S. A., Warszawa 2013
Poniżej tekst fragmentów w formacie pdf oraz ten sam dokument wbudowany w niniejszy artykuł. Tekst daje się powiększać i przewijać.



Szczerze mówiąc, jestem zawiedziony. Opowieść, jak u każdego dyplomaty zgrabna, lekko „wchodząca” i jak u każdego dyplomaty nie zawierająca najistotniejszych kwestii. Jak przychodzi co do czego, to pan ambasador nagle „nie jest pewien”, „nie pamięta” itd. Wystarczy wypisać na karteczce rzeczy, których „nie pamięta”, by zobaczyć nader ciekawy zestaw. Po co w takim razie w ogóle ten wywiad?
A ja jakoś nie wierzę, że pan ambasador nie pamięta sprawy tzw. rozdzielenia wizyt. To, że nie pamiętają media i od trzech lat trąbią o „rozdzieleniu” to inna rzecz, ale ambasador? Nie pamięta, że były to różne wizyty i mające inne cele? I że to dlatego trudno było o wspólną z Kaczyńskim? Że pierwszą organizowali Rosjanie, a nie polski rząd? Że Putin otwierał nowozbudowaną cerkiew i po raz pierwszy pokazywał ROSJANOM miejsce kaźni niemal 200 tys. ICH rodaków? I że nie jest zwyczajem dyplomatycznym, by urzędnik niższy rangą kierował zaproszenie do wyższego? Putin wówczas był tylko premierem, nie mógł zapraszać Kaczyńskiego. To dyplomatyczny elementarz, a u pana ambasadora o tym ani słowa.
Szkoda, bo kolejna opowieść człowieka, który mógłby coś wnieść do sprawy nie przynosi niczego, co mogłoby przyczynić się do lepszego zrozumienia i ew. zakończenia wojny polsko polskiej. Raczej, jak to widać z reakcji Fotyzi, jeszcze ją pogłębi.