Jerzy Łukaszewski: Veni creator… to znaczy – kto?9 min czytania

()

dzuma22014-04-14.

Dyskusje wokół zapłodnienia in vitro, choć na ogół dalekie od sensownej i rzeczowej rozmowy mającej na celu poszerzenie własnej wiedzy, stwarzają czasem okazję do refleksji na temat, który także dzieli w dużej mierze ludzi wyznających odmienne światopoglądy. Ten temat to świat, jego stwarzanie, tworzenie, kształtowanie itd.

Punkt wyjścia jest ciekawy, bo teoretycznie bezkonfliktowy. Nauka zajmująca się z definicji faktami sprawdzalnymi nie wchodzi w pytania, co było przed zaistnieniem warunków do Wielkiego Wybuchu, czy jakiegokolwiek innego modelu powstania wszechświata. Zajmuje się procesami „po” tym wydarzeniu. Ponieważ jednak te warunki kiedyś musiały powstać (lub, jak kto woli – ktoś je musiał stworzyć), powstaje dość szeroki margines „ziemi niczyjej”, którą można uprawiać wedle swego upodobania, nie wchodząc w zwadę z myślącymi inaczej sąsiadami. Oczywiście – przy założeniu dobrej woli z obu stron.

Podobnie z in vitro. Dobra wola, gdyby istniała, bez trudu znalazłaby zadowalające dla wszystkich wyjście z sytuacji, ponieważ i tam mamy do czynienia z marginesem (miedzą?), który nie naruszając niczyjego zagonka pozwala jednocześnie działać zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Zamiast np. oskarżać człowieka o wchodzenie w kompetencje boskie stworzyciela życia, wystarczyłoby uznać, że ów demiurg przedwieczny decyduje o tym, z których komórek powstanie życie, a z których nie. Bo to, że takie zjawisko występuje jest faktem stwierdzalnym. Człowiek w tym przypadku byłby tylko „technicznym” pomocnikiem stwórcy, co powinno wystarczyć wierzącym dla zaprzestania absurdalnych oskarżeń, a czemu nauka mogłaby się przyglądać (póki co) spokojnie, bo na razie – a przecież mówi to głośno i wyraźnie – nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na temat przypadkowości, bądź jej braku w procesie zapłodnienia.

Czy jest możliwa taka sytuacja? Teoretycznie tak, ale jak powiedziałem – przy dobrej woli obu stron. Nietrudno zauważyć, że dobrej woli nie ma. Po obu stronach i nie ma sensu licytować się na oskarżenia, po które stronie jest jej mniej.

Uważam, że zarówno zadufana w sobie nauka (a z taką na ogół mamy do czynienia w dyskusjach), jak i żałośnie spłaszczona teologia ( a taką wbija się w głowy rzeszy kleryków w seminariach),  nigdy do ładu ze sobą nie dojdą.

Można oczywiście wytykać wierzącym, że postępują wbrew boskiemu przykazaniu, które wyraźnie kierowane do człowieka mówiło o naszej Ziemi „czyńcie ją sobie poddaną”, co przecież powinno wystarczyć do zaakceptowania wszelkich odkryć naukowych, ale też agnostykom i ateistom, iż pomijając „etap  zerowy” (co samo w sobie jest uczciwe) stwarzają stan zawieszenia ewidentnie sprzeczny z podstawową potrzebą ludzkiej psychiki, jaką jest „zrozumienie” tego co nas otacza. Scena z raju, w której Bóg oprowadza Adama po jego miejscu pobytu, a ten nazywa rzeczy i stworzenia tak jak je rozumie, na istnienie takiej potrzeby wyraźnie wskazuje, niezależnie od tego, czy potraktujemy Biblię  jako księgę objawioną, czy po prostu tekst pisany przez starożytnych. Potrzeby ludzkie są starsze i od Biblii i od nauki.

Historia ma ten komfort, że nie musi zajmować się tego rodzaju problemami, opisuje jednak sprawdzanie się człowieka w roli kreatora rzeczywistości.

Bo choć na ogół przyznaje mu się ten status, to cóż on w gruncie rzeczy znaczy?

Czy człowiek przetwarza świat według swoich zamysłów, które podejmuje przed działaniem, czy tylko reaguje działaniem na stany i wydarzenia, które przychodzą z zewnątrz, a więc są poza nim i możliwością ich kreowania?

Ciekawym przykładem na taki dylemat jest słynna, XIV wieczna dżuma, zwana powszechnie „czarną śmiercią”.

Do czasu jej wystąpienia, świat był „poukładany”. Kościół osiągnął niekwestionowaną pozycję w społeczeństwie, państwa w mniejszym lub większym stopniu korzystały z karolińskiego wzorca prawnego, co gwarantowało względną jednolitość społeczeństwa europejskiego, gospodarka zwyżkowała, demografia miała się dobrze, człowiek żył i dziękował Bogu za „łaski” zwane pospolicie życiowymi sukcesami, jak i z pokorą przyjmował niepowodzenia i klęski widząc w nich „karę za grzechy”, które czasem dopiero post factum musiał wymyślić.

Niezależnie od niedoskonałości tego modelu, przyznać należy, iż spełniał podstawowe ludzkie oczekiwania ładu i porządku, na bieżąco wyjaśniał wszystko, co los przynosił.

Większości ludzi niczego więcej nie trzeba, także dziś.

Zgodnie z prawem Murphy’ego, jeśli coś idzie za dobrze, to tylko czekać, a z pewnością się zepsuje. Tak było i z XIV wieczną Europą. Początek wojny stuletniej, ochłodzenie klimatu, wyczerpywanie możliwości rozwojowych, a w końcu i zaraza.

Do niedawna uważano, że dżuma przyszła z Bliskiego Wschodu, a po powaleniu Europy powędrowała do Chin. Dziś wiemy, że było trochę inaczej. Jej źródłem były mongolskie stepy, przez które szły coraz liczniejsze karawany handlowe. Kaffa nad Morzem Czarnym była zwyczajowym portem przeładunkowym dla karawan, stąd statkami towary docierały do Italii i dalej.

Dżuma spowodowana mutacją bakterii Yersinia pestis najwcześniej wystąpiła właśnie wśród Mongołów. Po ataku na Kaffę, w czasie którego po raz pierwszy w historii użyto broni biologicznej w postaci zwłok zmarłych na zarazę wrzucanych katapultami za mury miasta, rozniosła się wraz z uciekinierami po Europie.

To co nastąpiło później jest trudne do opisania. Największa katastrofa biologiczna w historii ludzkości kosztowała nasz kontynent wg różnych szacunków od 30 do nawet 50% populacji.

Największym wstrząsem była bezradność ludzi wobec zachodzących zdarzeń. Na ich oczach śmierć zabierała bliskich, wskazywała palcem na nich samych wyznaczając kolejność, a oni nie byli w stanie temu zaradzić. Trudno opisać stan psychiczny ludzi w miejscowościach, w których w stosunkowo krótkim czasie umierało 50, 60 , a bywało, że i 80% ludności. Brakowało miejsca dla chowania zmarłych, stosowano „groby warstwowe”, pękały więzi społeczne i rodzinne, nawet najbliżsi odmawiali pomocy chorym członkom rodziny bojąc się do nich zbliżyć. Księża odmawiali ostatniej posługi wychodząc z pomysłami spowiadania się chorych wobec osób świeckich, w tym – co ciekawe – także kobiet. Z czasem do chorych nie chcieli, poza nielicznymi wyjątkami, przychodzić także lekarze. Zresztą nie bardzo mieli po co, medycyna oparta na … teologii nie była w stanie pomóc nikomu. Nie było nikogo, do kogo można by zwrócić się o pomoc i uzyskać ją.

Świat, jaki ci ludzie znali jeszcze do niedawna, przestał istnieć.

Oficjalny Kościół milczał, choć to od niego z początku oczekiwano pomocy. Zgodnie z tym, jak wychowywani byli ludzie, powinien przyjść w sukurs. Nie przyszedł, bo nie mógł i nie umiał.

Logicznym było w takim społeczeństwie pojawienie się grup biczowników, którzy przez 33,5 dnia (na pamiątkę lat życia Jezusa) chodzili po miastach i ich okolicach kalecząc swe doczesne powłoki w nadziei przebłagania Boga i zakończenia nałożonej na ludzkość kary.

Z czasem biczownicy zmienili  się w coś w rodzaju sekt głoszących własne poglądy na świat, religię, Kościół itp. Zaczęli być groźni dla wszelkich władz, gdyż prowadzili za sobą coraz większe rzesze, a autorytet dotychczasowych luminarzy legł w gruzach. Dochodziło do napadów na rady miejskie i kościoły.

Do biczowników dołączali zwykli przestępcy, co przyniosło kolejną zmianę w ich zachowaniu. Nierzadkie były przypadki dzikich orgii tuż po zakończeniu „obrzędów pokutnych”. Do głosu dochodziły niemal wyłącznie pierwotne instynkty, zrozpaczeni ludzie powoli zmieniali się w zwierzęta.

Powtórzę raz jeszcze, bo to chyba najważniejsza rzecz w tym wszystkim – świat, który istniał w umysłach tych ludzi, znikł bez śladu.

Dżuma minęła, życie zwyciężyło. Jednak Europa już nigdy nie była taka sama.

Po czymś takim nie dało się już żyć „jak dawniej”. Kronikarze odnotowują w latach następnych niezwykły wzrost chętnych do zabaw, hulanek i rozpusty. Niezwykły? To raczej normalne odreagowania ludzi, którzy przetrwali. Którym udało się przetrwać, bo przecież nadal nie wiedzieli dlaczego mimo wszystko żyją. W sytuacji jaką przeżyli normalne jest szukanie odpowiedzi na pytanie: dlaczego inni umarli, a ja nie? A odpowiedzi  nie było i nie ma.

Czy mogli czuć się kreatorami rzeczywistości?

Ze względu na zmniejszoną populację zmianom musiał ulec model gospodarczy Europy. Ludzie do pracy najemnej na roli stali się drożsi. Brak rąk do pracy zaowocował wynalazkami technicznymi m.in. o wiele szerszym zastosowaniem młynów jako napędu dla rozlicznych urządzeń. Zmianom gospodarczym towarzyszyły społeczne. Wielu możnych, by przeżyć musiało własnoręcznie chwycić za pług, dawni chłopi obejmując leżące odłogiem pola po zmarłych zaczynali się bogacić. Drabina społeczna poważnie się zachwiała.

Medycyna stopniowo uwalniała się spod kościelnej kurateli i zaczynała pracować nad sobą, stosując zupełnie odmienne niż dotąd zasady.

Jeśli szukamy czasem przyczyny zmian, które zakończyły epokę średniowiecza europejskiego i pchnęły nas w ramiona Renesansu, to poza wszystkimi innymi czynnikami, powinniśmy pamiętać i o dżumie. To ona dała impuls zmianom mentalnym w obrębie europejskiej populacji, zmianom bez których poszlibyśmy może naprzód, ale zupełnie inną drogą.

Tyle, że pamięć o „czarnej śmierci” jest dość niepokojąca, bo przeczy temu, w co chcielibyśmy wierzyć. Mówi nam, że nie panujemy nad światem, że nie potrafimy samodzielnie kreować jego przyszłości, że nawet największe nasze osiągnięcia w tej dziedzinie są tylko reakcją. Trafniejszą, mniej trafną, lepszą, gorszą, ale tylko reakcją na to, co nas spotyka, co przychodzi nie wiedzieć skąd i na co nie mamy najmniejszego wpływu.

To oczywiście tylko wycinek rzeczywistości. Można by przytaczać inne, szukając w nich odpowiedzi na podstawowe pytanie: kim jesteśmy i czy nasza duma z samych siebie ma tak mocne podstawy, jak to lubimy sądzić?

Z drugiej strony zaprzestanie szukania potwierdzenia własnej wartości oznaczałoby beznadzieję, której ludzka psychika długo by nie zniosła.

Veni creator…homo?

 

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

22 komentarze

  1. wejszyc 14.04.2014
    • de mowski 16.04.2014
      • wejszyc 18.04.2014
        • de mowski 20.04.2014
  2. Jerzy Łukaszewski 14.04.2014
  3. W.Bujak 14.04.2014
  4. Magog 15.04.2014
  5. Jaruta 15.04.2014
  6. Jerzy Łukaszewski 15.04.2014
  7. de mowski 15.04.2014
    • BM 15.04.2014
      • de mowski 16.04.2014
  8. Jerzy Łukaszewski 16.04.2014
  9. de mowski 16.04.2014
  10. Jerzy Łukaszewski 17.04.2014
  11. de mowski 17.04.2014
  12. Jerzy Łukaszewski 17.04.2014
  13. de mowski 18.04.2014
  14. Jerzy Łukaszewski 18.04.2014
  15. de mowski 18.04.2014
  16. UP72156 21.05.2014
    • de mowski 01.06.2014