heureusement jestem w lepszej sytuacji, niż był leszek kolakowski, który zastanawiał się czy pan bóg jest szczęśliwy i rozmyślania te posłużyły za tytuł jednej z jego książek. moje ambicje są skromniejsze, jako że nigdy nie zajmowałem się naukowo filozofią, ani nawet szczęściem. moim życiowym credo jest maksyma wypowiedziana przez słynnego rosyjskiego myśliciela kuźmę prutkowa „chcesz być szczęśliwy – to bądź”. znam ją zresztą z pośredniego (i być może nawet pośledniego) źródła, bo powoływał się na nią słynny biłgorajski humorysta, bukaszka, autor dowcipów bez pointy, jak na przykład: „dwóch żydów kąpało się w jednej wannie”…
– no i co?
– no i właśnie…
wczoraj dowiedziałem z polskich mediów, że ok. 3000 lekarzy podpisało klauzulę sumienia pod nazwą „deklaracja wiary” jej sygnatariusze ogłaszają, iż ciało ludzkie zostało stworzone przez boga. już z mocy tego aktu kreacji stanowi ono integralną całość nie mogącą podlegać manipulacjom, nawet jeżeli prawo nakazuje udzielanie pacjentowi pomocy, prawo boskie stoi bowiem ponad prawem ludzkim.
rozumowanie to wiedzie prostą drogą do konkluzji, że zawód lekarza już z samej swej definicji jest obrazoburczy. wyłania się tu wszakże pewien problem. dotychczas nic nie było wiadomo na temat kacerskiego charakteru zawodu medyka. pan bóg nie sprzeciwiał się krojeniu ciała w celu usunięcia defektów, popełnianych w trakcie aktu kreacji. czy zatem człowiek został rzeczywiście stworzony na wzór i podobieństwie boskie? a jeśli tak i skoro genetyczne usterki nadal występują, to czy pan bóg w ogóle potrafi wykreować człowieka na swe własne podobieństwo i czy zawód medyka. nie jest wyrazem nadwątlonej wiary boga w swe własne możliwości?
boże, zlituj się!
appendix:
mamy jednak wszyscy trochę szczęścia. idea lekarskiej nieingerencji w dzieło kreacji nie narodziła w uczonych głowach polskich ultrakatolików. członkom sekty christian science nie wolno poddawać się zabiegom chirurgicznym. jak śpiewał niegdyś znakomity amerykański kabareciarz tom lehrer: it was a nervous year, and world began to feel like a christian scientist with appendicitis (był to nerwowy rok i świat począł czuć się jak „chrześcijański naukowiec” z zapaleniem wyrostka robaczkowego
nathan gurfinkiel



A propos,
prof. Leszek Kołakowski:
Życie może być interesujące i zabawne pod warunkiem, że nie będziemy liczyli na to, że będziemy szczęśliwi.
Mówiąc szczerze, wolę chodzić do katolickich lekarzy, którzy przedkładają swoje sumienie nad prawo pisane, niż wyrabiać sobie opinię na podstawie stronniczej opinii opartej na fali głupich plot i przeżutych opinii, a nie na słowie u źródła pisanym czytanym ze zrozumieniem..
.
Gdyby publicyści mieli coś takiego jak sumienie i przedkładali je nad prawo i słowo pisane, to świat wyglądałby całkiem inaczej i byłby bardziej znośny.
@bisnetus , a nie wolałby pan chodzić do po prostu dobrego lekarza? Pewnie to już niemodne, ale w średniowiecznej, bardzo chrześcijańskiej Europie żaden papież, król czy inny celebryta nie miał oporów przed wzywaniem do swego łoża w razie potrzeby lekarzy z Hiszpanii. Żydów i muzułmanów. W tym czasie lepszych nie było.
@Jerzy Łukaszewski
Pan jak zwykle mataczy wypychając temat bez powodu na muzułmanów i żydów.
Jedna jaskolka wiosny nie czyni, ale po tej deklaracji polskich lekarzy moze byc ich wiecej. Belgijska emerytka, po wprowadzeniu regulacji prawnych w kwestii eutanazji w swoim kraju, przeniosla sie na stare lata do Polski. Pragnie w spokoju, niezagrozona jakimis spolecznymi wskazaniami, dozyc swoich dni. Mam nadzieje, ze mi to tez bedzie dane.
Bujak,
Nie ośmieszaj się do granic wytrzymałości!
Jeszcze ktoś zemrze z rozbawienia i będziesz jak ta eutanazja ordynowana przez społeczeństwo belgijskie.
@bisnetus, no taki mam matacki charakter, nic nie poradzę 🙂
A chodziło mi o to, że w czasach, gdy Europa była bardziej chrześcijańska, niż dziś, jakoś nikt nie myślał o „klauzulach sumienia”. Lekarz był albo dobry, albo kiepski i fertig. Nie ma pan wrażenia, że wraz z postępami laicyzacji pojawiają się w ramach chrześcijańskiej samoobrony (przepraszam za słowo) coraz to dziwniejsze pomysły?
Co znaczy szczęśliwy? Szczęśliwy to może być tylko człowiek bardzo nieszczęśliwy. Ja to jestem tylko zadowoliny z życia. Ono mi się bardzo podoba. Przecież każdemu człowiekowi się dużo więcej nie udaje jak udaje. To jak jemu się coś udaje i on jest z tego tylko zadowolony, a jak jemu się coś nie udaje, to on jest tylko niezadowolony, albo się tym wcale nie przejmuje. A jak człowiek z rozmaitych powodów robi się łatwo szczęśliwy, to on prawie co dzień jest nieszczęśliwy, bo powodów do nieszczęścia to on ma dużo więcej, jak do szczęścia. Taki człowiek, co jest tylko zadowolony z życia, to on lubi życie. A taki człowiek, co jest często szczęśliwy, to on częściej myśli, jak się otuć albo utopić.
Szewc Aronek Gruszka spod Radomia
wg Michała Strzemińskiego, 1996
Osobiście jestem za wniesieniem do Sejmu wniosku o obowiązku noszenia dobrze widocznego napisu na fartuchach wiadomych lekarzy i farmaceutów: „Przestrzegam klauzuli sumienia, wykonuję mój zawód sumiennie tylko wtedy kiedy mi w tym nie przeszkadzają moje przesądy religijne”.
Wrzuciłem Twój tekst na mój FB, bo sam nie mam zdrowia, żeby pisać o tych kretynach.