Jerzy Dzięciołowski: Na naszym korytarzu5 min czytania

()

dzieciol2014-06-09. Nie mogę się zdecydować, czy mamy wspaniałe społeczeństwo – czy wprost przeciwnie. Na naszym korytarzu jest tak i tak. Mamy dwie laski, jedna dorodniejsza od drugiej, z mężami, którzy im nie wadzą. Dziewczyny, wbrew statystykom, urodziły sobie po trójce dzieciaczków, na jedne mama woła „kropeczki” na drugie nie wiem jak, ale pierwsze mówią „dzień dobry” i zostawiają brudne buty na wycieraczce. Panie się uśmiechają, jak się je spotka, i w ten sposób dzień pięknieje.

Przy kracie oddzielającej naszą społeczność (osiem mieszkań) od windy i schodów oraz reszty świata, mieszka ktoś o przechlapanej przeszłości. Zamyka drzwi na klucz nawet jak ma wynieść śmiecie do zsypu, dziesięć kroków dalej. Jest też inżynier, który co chwilę się obraża i nie wiadomo, czy się do niego odezwać czy nie. Ostatnio nasza społeczność poddana została próbie. Pan wiceprezes spółdzielni mieszkaniowej zawiadomił nas, że wytnie kratę, w trosce o nasze bezpieczeństwo na wypadek pożaru, jeśli nie będziemy mieli klamki od wewnątrz, a gałki na zewnątrz.Nasza społeczność podzieliła się wzorcowo na kilka odłamów: „mnie to zwisa”, „prezes nie ma racji”, „tylko moje (inżyniera) stanowisko jest słuszne”, „coś z tym trzeba zrobić”. Na razie trzeci miesiąc nic się nie dzieje. Władza nie odważyła się (jeszcze) kraty wyciąć. Stoi już 30 lat. Pożar (odpukać) też nas omija. Jakoś to będzie.

Tak dobrze usposobiony udałem się na galę „Lewiatana”, gdzie oprócz dorocznych nagród Leszek Balcerowicz miał wykład do zgromadzonych w Filharmonii Narodowej. Po wykładzie zostałem zapytany, co sądzę o wykładzie? Żeby zyskać na czasie powiedziałem, że zaskoczyło mnie, iż posiadacz ponad 20 doktoratów honoris causa się denerwował. W końcu wypaliłem, że co 7 lat wymienia się w człowieku wszystkie komórki, ale nie dotyczy to Leszka Balcerowicza, tak jest przywiązany do swoich poglądów. Po cichu pomyślałem jednak, że jest to jedyny facet, który odważyłby się podjąć przeprowadzenia radykalnych reform i nie cofnął przed krytyką. Paradoksalnie, miałby dziś bardziej pod górkę niż za czasów premiera Tadeusza Mazowieckiego, bo bez chęci zaciśnięcia pasa przez obywateli, przez tych, którym już jest dobrze, a zwłaszcza przez tych, którzy już karku nadstawili. No i przy wątpliwym politycznym poparciu.

Ani się obejrzymy, jak się unijna forsa skończy i będziemy mieli za dużo, żeby upaść, a za mało, żeby się rozwijać (nazywa się to profesjonalnie pułapką średniego rozwoju). Stan pata, jak na naszym korytarzu. Andrzej Lubowski, którego książkę „Świat 2040” z podtytułem „Czy Zachód musi przegrać” studiuje, pisze, cytując Yan Xuetonga, dziekana Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Tsinghu w Pekinie, że Chiny będą musiały zmienić priorytety: „mniej nacisku na tempo wzrostu, a więcej na harmonijny rozwój, zmniejszenie rozwarstwienia majątkowego, mniej korupcji… W polityce wewnętrznej kraj musi sięgnąć do tradycji merytokracji: dobierać sobie partnerów nie tylko o zdolnościach administracyjnych i technicznych, ale ludzi mądrych i szlachetnych”.

Nie wiem, czy w warunkach demokracji ponad wszystko, jaką my posiadamy, a jeszcze bardziej kiedy politycy obiecują życie wieczne i darmowe piwo (jak głoszą liderzy partii Pies o Dwóch Ogonach na Węgrzech) takie przejście od myślenia, że zysk jest najważniejszy, jest w ogóle możliwe. Rzecz w tym, żeby już zabierać się za to, co będzie za chwilę. Całe szczęście, że nie rozwijamy się w takim tempie jak Chiny (7–10% wzrostu PKB rok do r, bo nie zauważylibyśmy, że istnieje jakaś przyszłość.

Wstyd się przyznać, ale ja się nie martwię, że 2 miliony Polaków wyjechało za granicę (standardowy temat do młócenia rządu). Z wyrachowania: lepiej się wyedukują, poczują nawłasnej skórze, co to znaczy wybić się na niezależność, od tatusia i mamusi też, większość przysyła pieniądze do kraju (może nawet 6 mld euro), a poza tym budowa mieszkań to nie był dotychczas priorytet w naszych rozwojowych planach.

Günter Verheugen, były komisarz Unii Europejskiej, który pomógł nam do UE się dostać, tak mówi o emigracji młod„to problem przejściowy („Rzepa” z 9.04.2014). Ludzie zwykle wolą żyć i pracować we własnym kraju, a za granicę wyjeżdżają tylko wtedy, kiedy znajdują tam lepsze możliwości rozwoju… Polacy nigdy zresztą nie zapominają, skąd pochodzą i tworzą „małe Polski”, gdziekolwiek się znajdują”.

Te dwa miliony ludzi za granicą, to nie jest dopust boży. Jeśli pojawią się w kraju oznaki, że będą mieli perspektywy rozwoju (dostępne mieszkania, tanie kredyty, ułatwienia w zakładaniu małych przedsiębiorstw i ich wspieranie, konkurencyjne oferty dla najzdolniejszych) – wrócą w większości nad Wisłę. Pełna zgoda z Verheugenem. Mogą być ważnym czynnikiem rozwoju Polski. Nie byłoby od rzeczy, żeby to bogactwo Polaków obytych, posługujących się językami, przedsiębiorczych, zawładnęło wyobraźnią miłościwie panujących.

Są na tym łez padole cele jak senne marzenia. Na przykład zdobycie Złotej Nike w piłkę kopaną przez biało-czerwonych. Ale mogę sobie wyobrazić pomocne państwo między Bugiem a Odrą pod warunkiem, że tak zwani decydenci, na czelez mediami, interesować się będą nie tylko tłustymi nóżkami posła Hofmana (kiedyś interesowały się inną częścią jego ciała, o czym poinformowała w specjalnym oświadczeniu posłanka Kempa). W kuluarowych rozmowach na naszym korytarzu dominuje przekonanie, że lepiej już było oraz że ktoś powinien się wziąć za tę kratę. Ja wniosłem wkład i na zebranie w sprawie kraty wysłałem małżonkę, bo byłem bardzo zajęty oglądaniem meczu.
A żeby nie było nam za dobrze, nie należy zapominać – jak to zauważył kiedyś staruszek George Orwell – że nawet przeszłość trudno przewidzieć.

Jerzy Dzięciołowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • dzieciol: BM