Eugeniusz Noworyta: Jedna rodzina

Print Friendly, PDF & Email

 

2018-04-16.

„Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina…”

Ta popularna piosenka z gatunku disco polo stała się znakiem firmowym obecnej władzy, która stale przekonuje, że sprawuje rządy z woli narodu, jednej, wielkiej rodziny wolnych Polaków.

A jak w rzeczywistości wygląda ta wyimaginowana, wyidealizowana polska wspólnota narodowa? Głośna ostatnio afera z nagrodami dla rządowych prominentów zakłóciła oficjalny przekaz o bezinteresownej służbie i ukazała pieniądze „dobrej zmiany” oraz uprzywilejowaną w stosunku do pozostałych Polaków pozycję jej beneficjentów. Skromność Prezesa okazała się listkiem figowym chytrej twarzy PiS, której prawdziwe oblicze obrazują uwłaszczenie się w największym stopniu na majątku komuny, fikcyjne spółki, działalność Polskiej Fundacji Narodowej i wspomniany już rozbudowany system nagród, grantów i innych form gratyfikacji dla ludzi należących do kręgu nowej nomenklatury. Funkcję środka znieczulającego miały spełnić różne programy społeczne według zasady: bierzcie co dajemy, ale nam się też należy. Do tego dochodzi szastanie publicznymi zasobami, o czym świadczą bulwersujące opinię publiczną zdarzenia, jak wypłacenie połowy miliarda złotych za pozostającą w Polsce kolekcję Czartoryskich i transfer tych pieniędzy za granicę, do raju podatkowego, czy kosztowne, transoceaniczne podróże córki gen. Andersa, w służbie bliżej nie określonej misji zacieśniania międzynarodowych kontaktów PiS.

Pomijając intencje władz i dostrzegając pozytywne skutki wprowadzanych przez nie reform socjalnych należy odnotować, że w Polsce wciąż mamy większe rozwarstwienie dochodów niż średnia dla Unii Europejskiej i narastające nierówności majątkowe (majątek kilkunastu procent Polaków jest zerowy lub ujemny).

Poważnym problemem pozostają też dysproporcje między regionami kraju. Tempo wzrostu gospodarczego w poszczególnych regionach Polski jest bardzo zróżnicowane : bogate regiony rozwijają się szybciej, a biedniejsze, zwłaszcza należące do tzw. Polski Wschodniej, wolniej. W rezultacie, rozpiętość między regionami najbiedniejszymi i najbogatszymi zamiast się zmniejszać, wzrasta. Żadna demagogia nie przesłoni tej twardej rzeczywistości.

Jednym z haseł kubańskiej rewolucji było ostentacyjne spostponowanie stolicy kraju, Hawany jako „raka” na ciele narodowego organizmu i zapowiedź ukierunkowania środków na rozwój zaniedbywanej dotychczas prowincji. Dla Hawany, po zwycięstwie rewolucji, ta zapowiedź stała się wyrokiem skazującym to piękne miasto, perłę Karaibów” na niszczącą wegetację, którą po latach, przy pomocy zagranicznej pomocy, próbują zahamować, bardziej pragmatycznie myślące obecne władze. Takie mniej czy bardziej radykalne pomysły, w intencji bardziej zrównoważonego i sprawiedliwego rozwoju kraju, rodziły się w umysłach polityków również innych krajów, np. Argentyny, na szczęście bez szkodliwych następstw dla „boskiego” Buenos Aires, czy sąsiedniej Brazylii, gdzie znaleziono złoty środek: bez niszczenia dotychczasowej stolicy, Rio de Janeiro, tworząc nową, w postaci zbudowanej od początku w tym celu, z bardziej dogodną lokalizacją dla wszystkich regionów kraju, Brasilii.

Można różnie oceniać wszystkie te pomysły zmierzające do ożywienia interioru, a najczęściej motywowane względami ideologicznymi, jednak nie można nie dostrzec, że w ocenie szans rozwojowych kraju istnieje problem centralizmu, któremu towarzyszy zwijanie państwa na prowincji. W Polsce takim zagrożeniem są różnice między Warszawą i kilkoma jeszcze metropoliami a resztą kraju. PiS zapowiedział w tym zakresie wielkie zmiany, służące wzmocnieniu szans rozwojowych polskiej prowincji, jednak, jak zauważył Rafał Matyja, potem uruchomił centralizm na dużą skalę („Polityka” nr 15, 3156). Oznacza to, że te podziały nadal istnieją.

Ten znany politolog wskazuje też na inne linie podziału w polskim społeczeństwie. Jedną z nich tworzą konflikty pokoleniowe, w szczególności blokowanie stanowisk w polityce, w mediach, na uczelniach, w samorządach, nawet w Kościele przez starsze pokolenie i utrudnianie dostępu do nich dla nieźle wyedukowanego młodszego pokolenia. Oczywiście nie chodzi tu o usuwanie starszych funkcjonariuszy ze stanowisk w drodze walki pokoleń lecz o stworzenie przejrzystych zasad zatrudniania i awansu, w oparciu o merytoryczne kryteria, a nie koteryjne powiązania.

Inna linia podziału uwidacznia się w stosunku do Unii Europejskiej. Dla jednych stanowi ona historyczny wybór wynikający z woli przezwyciężenia fatalizmu osamotnienia w otoczeniu potężnych sąsiadów i osadzenia kraju w nowoczesnej europejskiej wspólnocie, zapewniającej bezpieczeństwo i rozwój w oparciu o zasady praworządności i demokracji. Dla drugich jest to głównie źródło pozyskiwania środków rozwojowych powiązane z ryzykiem utraty suwerenności i zagrożeniem dla narodowej tożsamości, opartej na chrześcijańskich wartościach. Ten spór nabiera coraz większego znaczenia wobec realnej perspektywy powiązania unijnych transferów ze stanem praworządności, demolowanej w Polsce.

Dogodne pole dla ostrych, narodowych sporów i podziałów tworzy przestrzeń historyczna. Szczególnie jest to widoczne w ocenie II RP i PRL. Czarna albo różowa legenda o tych czasach, poparta mocnym ideologicznym zaangażowaniem, niszczy szansę na wyważoną ocenę i jakąś, w miarę obiektywną syntezę, dającą społeczeństwu poczucie ciągłości historycznej. Bo w tych podziałach nie ma miejsca na racjonalną refleksję i szans na jakiekolwiek pojednanie. Naciągana przez rządzących historia znalazła swoją kulminację w pisowskim przekazie o patriotach i zdrajcach, narracji pogłębiającej podziały i niszczącej narodową wspólnotę. Do tej kategorii należy także zaliczyć ulubioną metodę Prezesa dzielenia Polaków na sorty, co oczywiste, z zaliczeniem swoich zwolenników do lepszego sortu.

Przedmiotem ostrej walki politycznej stały się kwestie ustrojowe dotyczące zwłaszcza roli państwa i jego instytucji w społeczeństwie oraz zasad i wartości mających stanowić fundament narodowej wspólnoty. Państwo świeckie czy quasi wyznaniowe, demokracja czy jakaś forma despocji, państwo prawa czy arbitralność władzy – oto główne osie sporu, którego stronami są działające w Polsce obozy zjednoczonej prawicy i liberalnej opozycji oraz lewicy, która pod wpływem ustaw dekomunizacyjnych i degradacyjnych przeżyła otrzeźwienie, zrezygnowała z umizgów do PiS i stopniowo wraca do gry jako samodzielny podmiot.

Destrukcyjne skutki dla sprawy jedności narodu miała instrumentalizacja katastrofy smoleńskiej i uczynienie z niej przez obóz rządzący osi sporu politycznego w Polsce. W rezultacie trwającej już osiem lat polsko-polskiej wojny mamy głęboki podział wśród Polaków, a nawet wrogość po dwóch stronach sporu. Podobnie rzecz wygląda z pomnikami ofiar katastrofy smoleńskiej, zwłaszcza z monumentami forsowanymi na siłę przez władze na placu Piłsudskiego, wbrew stanowisku stołecznego samorządu i bez rozmowy z mieszkańcami Warszawy. Zamiast łączyć, to arbitralne działanie tylko zaostrzyło istniejące podziały.

Jednym z następstw reformy szkolnictwa i likwidacji gimnazjów jest zróżnicowanie warunków nauczania, a to, według ekspertów, może spowodować, że szkoły prywatne zasili więcej dzieci zamożniejszych rodziców, oznaczając pogłębienie nierówności. Zdecydowany opór wywołała próba podważenia konstytucyjnego kompromisu i zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Siła protestów w tej sprawie kolejny raz powstrzymała rządzącą prawicę od uchwalenia bardziej restrykcyjnych przepisów. Te sporadyczne sukcesy społecznego oporu nie mogą jednak przesłonić zagrożeń wynikających dla organizacji społecznych z dążenia władzy do ich podporządkowania przy pomocy prawnych i finansowych instrumentów.

Te kilka przykładów pokazuje, jak głębokie są podziały między władzą a społeczeństwem, tak, że trudno mówić o wspólnocie narodowej, ukierunkowanej na realizację zbieżnych celów.

A jaki jest stan integracji samego społeczeństwa?

Niedawno w prasie ukazała się notatka o tym, jak przebiegało w Wielką Sobotę w jednej z miejscowości na południu kraju poszukiwanie czekoladowych jajek. Otóż dzieci, dla których zorganizowano tę zabawę, zostały z niczym, bo do zbierania rzucili się dorośli, a one ze smutkiem oglądały dantejskie sceny przepychanek przy napełnianiu koszyków i widowisko gorsze niż na promocji w Lidlu.

Oczywiście, nie można generalizować tego obrazka z dziedziny naszej obyczajowości. Jednak musi niepokoić rozpowszechniona niechęć do uchodźców, lekceważenie przepisów, niszczenie przestrzeni publicznej i wspólnego mienia, naruszanie norm społecznego współżycia oraz zwykłe chamstwo ( w autobusie, w sklepie, na ulicy i na stadionie) . W naszym codziennym życiu jest zbyt dużo arogancji, a za mało wzajemnej empatii i poszanowania wspólnej przestrzeni. Uwidaczniające się w tym obszarze podziały wynikają głównie z cywilizacyjnych zapóźnień, ale przychylny klimat tworzy dla nich także nacechowana brutalnością debata publiczna i wątpliwe wzorce zachowań klasy politycznej, zwłaszcza demoralizujące przypadki prywaty i grabieży publicznych środków. Czy w tej atmosferze plemiennych wojen jest coś, co by łączyło Polaków, ponad podziałami? Odpowiedź jest twierdząca. „Łączy nas piłka” (jednak z wyjątkiem kibolskich wojen ), skoki narciarskie ( dopóki dobrze nam idzie ) oraz skutki zmian klimatycznych i niszczące efekty smogu. To za mało, aby scementować wspólnotę narodową.

Jednak władza bez przerwy mówi o jedności narodu. Ostatnia konwencja Zjednoczonej Prawicy odbyła się pod hasłem „Polska jest jedna”, a towarzyszył temu werbalny, brutalny atak na opozycję, wzmocniony decyzjami parlamentarnej większości o pozbawieniu immunitetu i aresztach działaczy konkurencyjnych stronnictw.

Równoczesny wysyp nowych obietnic dla różnych grup społecznych, bez rachunku kosztów i oceny długofalowych skutków takich decyzji dla finansów państwa, ma spełnić rolę narzędzia znieczulającego społeczeństwo na ekscesy władzy przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi, i ewentualnie, w czasie samych wyborów. Nie bacząc na rzeczywiste podziały i sprzeczne interesy władza, sama krzewiąc nienawiść i podziały, bez przerwy obwołuje się przedstawicielem całego narodu i uzasadnia swe decyzje wolą mitycznego suwerena. Ta próba rekonstruowania fikcyjnej całości jako środka legitymizacji zamachu na demokrację i liberalne instytucje jest niestety cechą charakterystyczną wszystkich autorytarnych i populistycznych rządów.

Czy opozycja znajdzie na to skuteczna odpowiedź, czy niezbędny będzie ktoś spoza partyjnych układów, czas pokaże.

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.9/10 (15 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +15 (from 21 votes)
Eugeniusz Noworyta: Jedna rodzina, 9.9 out of 10 based on 15 ratings

Jedna odpowiedź

  1. And.Lejman 2018-05-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com