po raz któryś w życiu i zapewne nie ostatni uświadomiłem sobie banalną prawdę, że w polityce jedyną naprawdę nieodwracalną rzeczą jest śmierć polityka.
ta konstatacja naszła mnie po przeczytaniu maila z polskiego klubu dyskusyjnego agora w kopenhadze:
Moi drodzy – w związku z tym co się dzieje w Polsce postanowiliśmy poprzeć demonstracje KOD-u. (…)
Dlatego informuję, że dnia 7 maja o godzinie 13.00 organizujemy demonstrację przed ambasadą Polski w Danii , Richelieus Alle 12, 2900 Hellerup.
w roku 2002 – jeszcze w czach radosnego otumanienia bezkrwawym wyzwoleniem się spod komunistycznej opresji, „rzeczpospolita” zamieściła mój opis dziejów tutejszej polonii, zatytułowany polska układanka. omówiłem w nim, między innymi, liczne demonstracje przed ambasadą polską dla poparcia demokratycznej opozycji, a po wprowadzeniu stanu wojennego, w obronie zdelegalizowanej „solidarności”. przez wszystkie te lata byliśmy piętnowani jako zdrajcy. opowieść kończyła się optymistycznym stwierdzeniem, że niegdysiejsi zdrajcy wkroczyli na salony
w roku 2014, kiedy przypomniałem ten mój tekst w SO, był on opatrzony posłowiem, które brzmi dziś przerażająco aktualnie:
[box title=” posłowie 2014″ border_width=”2″ border_color=”#096abf” border_style=”dotted” align=”left”]wówczas, dwanaście lat temu, nie było jeszcze tak głębokich podziałów. rządy upadały i były zastępowane przez nowe, polska była jeszcze względnie normalnym krajem. po wyborach politycy zwycięskiej opcji nie zarzucali swym adwersarzom działania na szkodę kraju w zmowie z zagranicznymi siłami. nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, by oskarżać wszystkich poprzednich ministrów spraw zagranicznych o zdradę narodową. nie było jeszcze „układu”, a porozumienie przy okrągłym stole, które zapoczątkowało transformację ustrojową nie było jeszcze cyniczną transakcją, w wyniku której komunistyczna nomenklatura została uwłaszczona w zamian za zrzeczenie się formalnej władzy. polska przygotowywała się na wstąpienie do NATO i UE, co miało być definitywnym zakończeniem ery komunizmu w polskiej historii. nic zatem dziwnego, że ambasada RP była traktowana przez całą tutejszą polonię, niezależnie od różnic w poglądach jako wspólne dobro, skrawek ojczystego kraju na obczyźnie, odzyskany przez tutejszych polaków po upadku komunizmu tego nastawienia społeczności polskiej już nie ma. wyniszczająca wojna polityczna została wyeksportowana do polskich skupisk za granicą, nie mogła więc ominąć tutejszej polonii. wówczas w rokmau 2002 zaproszenie do ambasady na przyjęcie, odczyt, pokaz filmowym spotkanie z jakąś znaną postacią życia publicznego było uważane za wyróżnienie przez tutejszych polaków, bo przecież ambasada nie mogła pomieścić wszystkich. dziś, gdyby większość ludzi z mojego kręgu potraktowała by takie zaproszenie z dużą oziębłością. na szczęście nie muszą jej demonstrować. polska diaspora przestała interesować polityków w kraju. czasami tylko, głównie przed wyborami jakiś znany polityk pokaże się w londynie i będzie namawiał do głosowania na swoją partię. tutaj nikt nie przyjeżdża, bo ile głosów można pozyskać w kopenhadze? ambasada przestała być oknem wystawowym kraju i miejscem, dokąd z tego powodu chętnie się przychodziło. tak aktywny w owych czasach attachat kulturalny mógłby przestać istnieć i mało kto zdołałby to zauważyć.[/box]kiedy pisałem te słowa nie wyobrażałem sobie mimo wszystko, że nowe znów nas dosięgnie i tak jak w schyłkowej fazie komunizmu, znów będziemy musieli demonstrować przed polską ambasadą w obronie podstawowych swobód obywatelskich.
natan gurfinkiel



Refren piosenki z STS-u (1959). Przypuszczalnie śpiewała Prucnal. „Apolonia, daleka, nieznana… No właśnie. Również tym co żyją w Kraju, do dzisiaj nie całkiem znana. Bo zwykła gupota, która Ich przecież nie boli, cenzura wewnętrzna, co na nią nie ma rady. Ten nieostry (w różnym stopniu) odbiór rzeczywistości, co trwa, póki ona nie podejdzie blisko i walnie nas w dziób. Wtedy na chwilę wzrok się wyostrza, ale sygnały też nie zawsze docierają do Baniaka. Bo w końcu widzimy i słyszymy tą beznadziejnie szarą komórą, nie zaś okiem, ani uchem. Natomiast Domicella (89), co przy śniadaniu (jak S.J. Lec przy goleniu) wygłasza różne trafne spostrzeżenia, mówiła dzisiaj, że ten filodendron, to nieuzasadnione, bo z nazwy, to on raczej powinien być jakimś pnączem. A Filantrop i mizantrop też nie są symetryczni. Bo jeden pasywny, drugi aktywny. Filantrop wspomaga ludzi, drugi tylko się odcina i unika. Więc na Prezesa brakuje jej słowa. Bo przecież nie Lycantropos,(Wilkołak). Mimo że tak chętnie działa nocą, nawet chętniej bezksiężycową.
No cóż. Kaczyński po prostu nie dorósł do solidarnościowej opozycji, tak samo jak nie dorósł do tego, aby odejść ze schyłkową komuną. Stąd ogólne zaczadzenie schyłkowym Kaczyńskim dziś. Oby mu to zeszło jak najszybciej, czego życzę Polsce z całego serca.