ECHA WYDARZEŃ: Piłkarze ręczni znów grają o mistrzostwo świata.
W grupie – najpierw porażka z Niemcami (podobno mecz z naszej strony stylowo spatałaszony), potem jednobramkowe wygrane z Argentyna i Rosją. Impet, ciśnienie skaczące bez przerwy. Gol – tu, gol – tam; przegrywamy – remisujemy – prowadzimy… I tak do ostatnich sekund. Do tego starcia tak atletyczne, ze chwilami zapaśnicza walka wręcz wydaje się zabawą.
Jak się to dalej ułoży? Nie mnie wróżyć, ja się grą emocjonuję wedle wskazań jak wyżej; za mało wiem o głębi szczypiorniaka, by analizować personalia, strategię, taktykę, szablony… Czytam, że nie wszyscy biegli są zadowoleni, ale ja – w uproszczeniu futbolowym przypominam: wynik idzie w świat… A że czasem po transmisji zasnąć trudno, tak człowiek pobudzony…
Kamil Stoch swoim pięknym skakaniem „napisał bajkę” o Krokwi. Inni jakby skakali do tyłu, mistrz olimpijski jest wciąż arcymistrzem. Mimo, że niedawno kontuzja, operacja, rehabilitacja.
Biję się w piersi, że dawałem do zrozumienia, iż tak szybki powrót na skocznię może się jawić ryzykiem ponad rozsądek. Ja – to ja, ON to ON. Ja po banalnym złamaniu ręki miesiącami czułem skutki, młody sportowiec szybciej się regeneruje. A to przecież stopa, nawet jeśli może staw. Noga jedna z dwóch, które rozpędzają człowieka do setki; i jedna z dwóch, które mają wziąć na siebie lądowanie po skoku, z którego (czwartego, piątego?) piętra… Bez schodów!
Kamil Wielki – wciąż świeże. A w ogóle skakanie na nartach? Dyskusji i wątpliwości tyle, ile zachwytów. Nie będę się wymądrzał własnymi przemyśleniami, jeśli ktoś już to opisał. Błyskotliwie. Zacytuję redaktora Tomasza Jarońskiegio:
„Konkurencja sportowa nadęta u nas do niewyobrażalnych rozmiarów, balonu jak Polska cała. Transmisje z kwalifikacji, które eliminują kilkunastu słabeuszy a nic nie wnoszą do konkursu. Relacje na żywo w Internecie z treningów. Wiadomości na czołówkach, kogo trener Kruczek zabiera na następny konkurs, co i tak wielkiego znaczenia nie ma, bo dobrego mamy tylko jednego zawodnika, który potrafi skakać dobrze i daleko, a przy tym równo. Zawiłe wypowiedzi ekspertów z prezesem na czele, które nic nie wyjaśniają. Rozradowane buzie reporterów TV, którzy zadają głupie pytania i otrzymują głupie odpowiedzi. Trwające godzinami konkursy, podczas których główną informacją jest wiatr. Jak wieje, skąd wieje, na progu, pod narty, na buli? Ciągle stawiane pytanie czy konkurs się odbędzie, a jeśli tak, to, o której? Idiotyczny system punktacji, w którym clou nie jest długość skoku, ale szereg innych czynników dla widza niezauważalnych. Noty sędziowskie, które za nic mają obserwacje komentatora czy widza na temat spokojnego lotu czy fałszywego telemarku. Kilkanaście skoków w pierwszej serii, które eliminują z konkursu nieco lepszych słabeuszy z Kazachstanu, Włoch, Francji czy USA i Polski.
Mam wymieniać dalej? Moim zdaniem, to jedna z najnudniejszych dyscyplin sportowych, czyli król jest nagi w całej okazałości. Mam własny system oglądania popisów narciarzy. Potrzebuję informacji ilu naszych zakwalifikowało się do drugiej serii, i który jest Kamil Stoch. Następnie oglądam dziesięć ostatnich skoków. Emocje gwarantowane – jak mawiają sprawozdawcy, a przynajmniej nikt mi nie wmawia, że Koudelka ma piękne szaty, bo mu majtki wiszą przeraźliwie w kroku.”…
Nie ze wszystkim – zgoda, ale większość refleksji, jakby mi Pan Tomek z głowy jednak wyjął… I felietonowo barwnie opisał, prawda?
Rajd Dakar. Rafał Sonik wygrał kategorię quadów, natomiast Krzysztof Hołowczyc z francuskim pilotem Xavierem Panserim zajęli trzecie miejsce w gronie kierowców samochodów. Nasze narodowe zgoła aspiracje motoryzacyjne zostały spełnione! Sukces sportowców jest ogromny, a pana prezydenckie listy gratulacyjne odbijają stan także kibicowskiej satysfakcji.
W tle zostaje – do głębokiego zapamiętania – śmierć 39-letniego motocyklisty z Krakowa Michała Hernika, którego organizm nie wytrzymał upału. I wraz z tym wciąż mam pytanie – o granice trudności (organizacyjne) oraz ryzyka (w sporcie zawodowym).
Andrzej Lewandowski



Połowa mojego plusa należy się panu Jarońskiemu.
Też tak uważam, dlatego cytuję – z przywołaniem źródła nie jakimiś tam inicjałami.