2015-03-30.Demotywatory to podobno śmieszne obrazki, jak dodaje informujący internauta – wiocha. Ciekawe dlaczego wiocha, ale jeszcze ciekawszy jest powyższy demotywator z Donaldem Tuskiem, który zdaniem jego autora, rzekomo wstrzymał rozwój, ruszył emigrację. Patrząc na ten obrazek zastanawiałem się dokąd jadą dziś Polacy, dlaczego jadą i dlaczego właśnie tam?
Na forum jednego z portali czytelnik zadaje pytanie o katolicyzm i protestantyzm. Pyta, które wyznanie jest mniej szkodliwe, które zasługuje na większy szacunek? Można powiedzieć, że pytanie jest dramatycznie naiwne i nie ma najmniejszego powodu, by zawracać sobie nim głowę. O protestantach można wyłącznie powiedzieć to samo, co o katolikach, że są różni i nie bardzo wiadomo, co i z czym porównywać.Religia jest kulturą, która zazwyczaj zmierza do zaanektowania całej tożsamości jednostki i do przejęcia kontroli nad ładem społecznym zarówno w państwie, jak i (najchętniej) na całym świecie. Te aspiracje rozbijają się o opór lokalnej tradycji, tożsamości narodowej, grupowej, o różne interpretacje świętych pism w religijnych sektach i o dążenia świeckich grup interesu.
Dla socjologa Reformacja była przede wszystkim rewolucją społeczną, która podkopała system feudalny, z którym katolicyzm był zrośnięty. Reformacji towarzyszyły zabawne, czasem wręcz absurdalne spory teologiczne i chrześcijański fundamentalizm różnych odmian protestantyzmu, który pod jednym względem różnił się od dzisiejszego fundamentalizmu islamskiego, niósł (przynajmniej w swoich głównych odmianach – luteranizmu, kalwinizmu i anglikanizmu), złagodzenie systemu stanowego, barier z racji urodzenia. Rewolucja społeczna odziana była w zgrzebne religijne szaty, ale oznaczała lawinowy wzrost ruchliwości społecznej, zmiany w strukturze zawodów, wzrost oświaty (protestantyzm wszystkich odmian nakazywał samodzielne czytanie biblii w rodzimym języku). Zmieniała się również chrześcijańska moralność. Strzegący status quo systemu stanowego katolicyzm oczekiwał od wiernych akceptacji wyroków opatrzności, pogodzenia się z losem, wiary w nadzieję na wynagrodzenie po śmierci. Protestantyzm (znów mowa tu o głównych nurtach), przenosił akcent na jednostkową odpowiedzialność. Bieda nie jest już wyrokiem opatrzności, a jest grzechem. Katolicyzm wymagał od możnych opiekuńczości, ale wspierał ich w podtrzymywaniu zniewolenia. Protestantyzm był bardziej bezlitosny, ale doceniał własny wysiłek, przynajmniej w teologii swoich założycieli.
Kontrreformacja wzmocniła centralizm katolickiego Kościoła i jego wsparcie dla feudalnej struktury społecznej, skuteczniej rozprawiała się z poszukiwaczami katolicyzmu z ludzką twarzą. Protestantyzm jako religia nie wydaje się być dużo sympatyczniejszy. Tam, gdzie stawał się religią państwową, równie zachłannie jak katolicyzm starał się zawłaszczyć całe życie jednostki. Ścigał heretyków, nie cofał się przed paleniem na stosach. Brak centralizmu dawał jednak szansę na większą różnorodność. Od pierwszej chwili protestantyzm rozpadł się na dziesiątki sekt. Brak kontroli zewnętrznej ze strony papiestwa pozwalał na większą kontrolę instytucji religijnych przez władzę świecką.
Wojny religijne toczyły się nie tylko między katolikami i protestantami. Dochodziło również do krwawych starć między protestantami. Nie tylko stopniowy rozwój nauki, ale również koszmar wojen religijnych walnie przyczynił się do Oświecenia.
Internauta pytający o to, która religia bardziej zasługuje na szacunek, pospiesznie zastrzegał się, żeby nie przywoływać argumentu o różnicach ekonomicznych. Nie bardzo się daje. Jeśli patrzymy na protestantyzm jako na rewolucję społeczną, to widzimy przede wszystkim wzrost wolności, wzrost praw mieszczan i chłopów, przejście od przypisania do ziemi do wolnego (czy raczej bardziej wolnego) handlu. Powie ktoś, że to głównie kraje protestanckie powróciły do niewolnictwa. Prawda, ale bardziej skomplikowana. Burzeniu barier we własnym społeczeństwie towarzyszy akceptacja niewolnictwa opartego na zasadzie rasowej. W koloniach akceptuje je zarówno chrześcijaństwo katolickie, jak i protestanckie. W Europie sprawa niewolnictwa traktowana jest wstydliwie, ale to katolicy akceptują nadal tradycję półniewolnej siły roboczej, protestanci znacznie szybciej odchodzą od systemu stanowego. W efekcie powstają społeczeństwa o zupełnie odmiennej mentalności. Warstwa chłopska w krajach protestanckich nie tylko znacznie szybciej topnieje, jest lepiej wykształcona, uczestniczy w handlu, wieś różnicuje się zawodowo. Widzimy również szybszy rozwój miast. Ciekawym fenomenem jest rodzenie się samorządu, poczucia podmiotowości. Można powiedzieć, że protestantyzm był wstępem do społeczeństwa obywatelskiego.
Obserwacje Maxa Webera są często kwestionowane, czy słusznie? Czym różniła się gospodarka w krajach protestanckich i w krajach katolickich? Z grubsza biorąc widzimy tu odmienny nurt innowacyjności i odmienną orientację producentów. Przez analogię możemy to porównać do gospodarki planowanej i rynkowej. W gospodarce socjalistycznej państwo wspierało naukowców wynagradzało wynalazców i produkowało dla „świata pracy”. W gospodarce kapitalistycznej rządziło prawo zysku i producent chciał jak najwięcej sprzedać. Efekt – nawet podobnie skomplikowane wynalazki przynosiły różne rezultaty. Francja miała niesłychanie skomplikowane maszyny włókiennicze do przędzenia jedwabiu i tkania materiałów (dla arystokracji), Anglia miała mniej skomplikowane maszyny do masowej produkcji tkanin wełnianych dla wszystkich. Na wielu polach konkurencja wydawała się wyrównana, ale technika trafiała stokrotnie częściej pod strzechy w krajach protestanckich i znacznie częściej była przedmiotem zbytku w krajach katolickich. W niedawnej przeszłości Związek Radziecki był zdolny do konkurencji z Ameryką w kosmosie, ale ziemniaki nadal wykopywano motykami. Religia protestancka nie jest ani lepsza, ani zasługująca na większy szacunek, okazała się słabsza, mniej dławiąca. Była lepszym przygotowaniem do Oświecenia, rozbiła wcześniejsze struktury społeczne, otworzyła drogę do masowej oświaty, otworzyła drogę do gospodarki rynkowej blokowanej wcześniej przez system stanowy i zniewolenie większości społeczeństwa. Z chwilą, kiedy chłop zaczął być farmerem i dysponował gotówką, stał się interesującym klientem dla rzemiosła i zmienił mentalność producenta, któremu bardziej opłacało się produkować dla tysięcy stosunkowo biednych klientów niż dla garstki bogatych.
Czy możemy odsiać to, co płynęło bezpośrednio z nakazów religijnych, a co było ubocznym produktem rozbicia kościelnego monolitu? Wątpliwe, chociaż jest na tym polu sporo ciekawych badań. Czy protestantyzm był rzeczywiście etyką kapitalizmu? Na ile ludzie przejmują się tym, co słyszą w kościołach? Im bardziej otwarte społeczeństwo, tym mniej, ale to co jest akceptowane, to nie szumne wezwania do powszechnej miłości, a znacznie częściej zachęty do takiej lub innej niechęci. Kościoły kontrolują życie rodzinne, organizują wspólnoty. W religii (czy może w religiach) protestanckiej widzimy większy nacisk na egalitaryzm. Odpowiedzialność za siebie i rodzinę. Badania pokazują dziwne rzeczy – wyższe nakłady na edukację dzieci, późniejsze zamążpójście kobiet, dłuższe wdowieństwo. Z drugiej strony katolicyzm konserwował kulturę pogardy. Widzimy jak do dziś określenia „mieszczuch”, „burak” czy „wiocha” są stałym elementem systemu szybkiego reagowania, demonstracji własnej wyższości. Oczywiście możemy zastanawiać się, na ile odczuwana potrzeba stanowej pogardy wzmacniana jest przez bezmiar zaniedbań. Jeszcze niedawno w Polsce wieś i miast stanowiły odrębne światy, dopiero dziś zaczyna maleć przepaść edukacyjna i technologiczna. Kiedy patrzymy na literaturę lub kinematografię francuską lub hiszpańską i porównujemy ją z literaturą skandynawską, niemiecką czy anglosaską, zazwyczaj, kiedy pojawia się rolnik widzimy z jednej strony ckliwą gloryfikację wiejskiej prostoty i sielskości i po drugiej stronie walkę z naturą, z przeciwnościami losu.
Odmienne były również procesy laicyzacji. Oświecenie, we Francji przyjmuje niezwykle krwawą postać, w Polsce jest zaledwie salonowym echem z wielkiego świata, a w Rosji dworską zabawą. W krajach protestanckich Oświecenie sięga głęboko w warstwę mieszczańską. Alexis de Tocqueville z ogromnym zainteresowaniem obserwował umiejętność samoograniczania się arystokracji brytyjskiej i jej gotowość dopuszczenia do przywilejów władzy klasy średniej. Jego prawdziwą fascynacją były jednak Stany Zjednoczone, nowy twór państwowy, z założenia całkowicie sprzeczny z europejskimi wyobrażeniami o państwie. Powstawało państwo oparte na zasadzie równości praw swoich obywateli, państwo, w którym skrupulatnie ważono równowagę władzy ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej, w którym debatę konstytucyjną w niemałym stopniu dominowały ustalenia dotyczące podziału kompetencji między władzą federalną i stanową, tak iżby scedowanie na władze federalne elementów suwerenności, nie oznaczało całkowitej utraty suwerenności.
Francuskie dążenie do laickiego państwa powiązane jest z dzikim buntem przeciw arystokracji i Kościołowi, głowy obcina się metodą taśmową. Podobny krwawy bunt przeciw Kościołowi katolickiemu będziemy widzieli później w Meksyku, a potem w Hiszpanii. Oświecenie w Anglii i Szkocji nie przybiera gwałtownych form, jest raczej nowym kontraktem społecznym. Stany Zjednoczone są pierwszym państwem opartym na świeckim prawie i konstytucyjnym sekularyzmie. Nie jest to jednak walka z religią, przeciwnie zgoła, to zasada gwarantowanej przez państwo swobody wyznania przez zablokowanie możliwości wyłonienia się dominującej religii wykorzystującej prawo państwowe do walki z innymi wyznaniami.
W Stanach Zjednoczonych, które były schronieniem dla wszelkiej maści dysydentów religijnych, bardziej niż różnorodności odmian protestantyzmu obawiano się katolicyzmu. Była to raczej nieufność niż otwarta dyskryminacja, ale do wyboru Johna Kennedy’ego katolik nie miał szans na zostanie prezydentem.
Wraz z Oświeceniem zaczyna się proces laicyzacji społeczeństwa, zaczyna się oczywiście od laicyzacji elit. W krajach katolickich przepaść między elitami a ludem jest znacznie głębsza. Nic dziwnego, że proces laicyzacji ludu będzie w krajach katolickich późniejszy o co najmniej stulecie.
Podział na kraje protestanckie i katolickie nie jest czysty. Rozwój ekonomiczny jest wewnątrz bloków zróżnicowany, co więcej zmienia się zarówno struktura demograficzna, jak i wpływ na władze państwowe. Czy Niemcy są bardziej krajem katolickim, czy bardziej protestanckim? Interesujący jest tu wpływ kościołów na władze państwowe w szczególnie wrażliwych momentach historycznych. Te szczególnie wrażliwe momenty to połowa XVI wieku i pierwsze dekady XIX wieku.
Protestantyzm nie chronił przed ubóstwem. Kraje skandynawskie, a w szczególności Szwecja, przeżywały w XIX wieku dramat biedy i głodu. Z Szwecji jedna czwarta społeczeństwa wyemigrowała za chlebem. W tym samym czasie Wielka Brytania też eksportowała swoje problemy demograficzne do kolonii. Nadwyżka siły roboczej zwalnianej z rolnictwa nie stanowiła dla Brytyjczyków problemu, ale nie była to paniczna ucieczka najgorzej wykształconych przed głodem, częściej nadzieja na lepsze życie.
Od chwili odkrycia Nowego Świata wyłania się odmienny model katolickiej i protestanckiej kolonizacji. Przez pierwsze stulecia kraje katolickie eksportują szlachtę, która przenosi za ocean model społeczeństwa oparty na szlacheckim dworku i niewolnej sile roboczej, Brytyjczycy eksportują rodziny chłopskie marzące o własnym gospodarstwie i dorobieniu się własną pracą. Nic dziwnego, że brytyjskie kolonie to „republiki” farmerskie pod brytyjską koroną. Dlaczego jednak na amerykańskim południu pojawia się inny model kolonizacji protestanckiej opartej na niewolnictwie? Zadecydował tylko klimat, czy cała wiązka czynników? Z pewnością klimat i typy upraw (bawełna, tytoń) to czynnik dominujący, który wzmacniały potem relacje społeczne.
Ciekawa jest zamorska emigracja irlandzka, skandynawska czy polska. Duże fale tej emigracji są już późniejszym zjawiskiem. Irlandczycy nie mają problemów językowych, wyraźnie dzielą się na protestantów i katolików. Katolickie parafie z reguły stają się gettami chroniącymi przed integracją i ucieczką od narodowo-katolickiej kultury, w jeszcze większym stopniu będzie to dotyczyło polskich chłopów. (Do dziś fascynująca jest monografia Thomasa i Znanieckiego o chłopach polskich w Europie i Ameryce.) Osławione Polish jokes to zakodowana w społecznej pamięci historia kłopotów polskich imigrantów z odnalezieniem się w amerykańskim społeczeństwie. Można się zastanawiać, jakim hamulcem był tu sam przekaz katolickiej religii, a jak silnie wzmacniał te trudności fakt, że wykształcenie i poziom polskich księży był tragicznie niski. Emigracja skandynawska tworzyła podobne getta, jednak zdecydowanie mniej skuteczne.
Scentralizowana edukacja kapłanów katolickich była zasadniczo odmienna od tego, co widzieliśmy w kościołach protestanckich. Silne odłamy wyznaniowe zakładały swoje uczelnie kształcące kapłanów, które w obliczu braku fachowców w Nowym Świecie szybko rozszerzały zakres swoich usług edukacyjnych. Pastorzy, z braku protestanckiego Watykanu i w obliczu wyznaniowego rozdrobnienia, zaczęli w istotny sposób różnić się od księży katolickich, rosła zarówno grupa charakteryzująca się większym liberalizmem, jak i grupa charakteryzująca się większym fundamentalizmem. W dalszym ciągu o wyznaniu decydowała głównie tradycja rodzinna, ale rynek usług religijnych zaczynał się niepomiernie rozszerzać. Dziś mamy z jednej strony akceptację święceń kobiet, akceptację homoseksualizmu, a nawet pastorów-ateistów, a z drugiej obłęd kreacjonizmu wykraczający poza katolickie ekscesy na tym polu.
Podczas gdy fundamentalnym wskaźnikiem różnic między społeczeństwami, w których największy wpływ na władzę państwową miał katolicyzm, i tych, w których władze związane były z tradycją protestancką, było długo zatrudnienie w rolnictwie, inną ciekawą wskazówką był kierunek emigracji.
W 2013 roku wg. danych ONZ 232 miliony ludzi mieszkało poza swoimi krajami urodzenia. Największym magnesem od kilku stuleci są kraje protestanckie. W Stanach Zjednoczonych imigranci stanowili 42, 8 milionów ludzi, dominują Latynosi, a sami Meksykanie stanowili 11,6 milionów. W Europie największa imigracja jest do Niemiec (imigranci stanowią tam 10,7 mln).
Imigracja zarobkowa z Polski wynosiła w 2013 roku 2 196 tysięcy. Z tego najwięcej osób trafiło do Wielkiej Brytanii (642 tys.) do Niemiec (560 tys.), do Irlandii (115), Holandii 103, Włochy (96 tys) Francji (63). Na szczycie marzeń pozostają nadal Stany Zjednoczone.
Czy coś nam to mówi, która religia zasługuje na większy szacunek? Absolutnie nic. Zapewne Polska wyglądałaby inaczej gdyby w XVI stuleciu wygrał obóz protestancki, nie o tym jednak mowa. Z pewnością głupstwem byłoby przekonywanie dziś katolików, żeby nawracali się na protestantyzm. Nie jest głupstwem natomiast uświadomienie sobie, gdzie ciąży na nas tradycja katolicka i dlaczego nadal płacimy tak wysoką cenę za tę tradycję.
Kraje takie jak Francja czy Włochy określane są dziś często jako kraje postkatolickie. Trudno powiedzieć, co to tak naprawdę znaczy (oprócz umiarkowanego zainteresowania praktykami religijnymi), widzimy jednak intensywne zacieranie się różnic, czego nie należy przypisywać wyłącznie procesom laicyzacyjnym.
Według tegorocznych danych, od ubiegłego roku Polska przesunęła się z 45 na 32 pozycję wśród krajów najbardziej przyjaznych przedsiębiorczości. Listę najbardziej przyjaznych przedsiębiorczości krajów otwierają Sinagapur, Nowa Zelandia i Hongkong, dalej mamy Danię, Koreę Południową, USA, Wielką Brytanię, Finlandię, Australię, Szwecję, Islandię. Pierwszy kraj katolicki pojawia się na 13 pozycji i jest nim Irlandia. Z krajów katolickich przed nami jest Austria, Litwa, Portugalia, Macedonia i Francja.
Współcześni młodzi Polacy szukają szansy lepszego zarobku, szans zawodowego rozwoju, uciekają od biurokracji i kultury pogardy. Otwarty świat jest szansą i wyzwaniem. Jedni zostają, inni wracają z doświadczeniami zawodowymi i kulturowymi. Tymczasem Polska rozwija się i to w niesamowitym tempie. W ciągu 25 lat pokonaliśmy co najmniej 50. Mało? Może i mało. Mamy na co narzekać. Po pierwsze nie nauczyliśmy się korzystać z demokratycznych swobód. Prawdopodobnie moglibyśmy lepiej wybierać swoich reprezentantów. Dobrze by było, gdybyśmy umieli lepiej narzekać (tak narzekać, żeby coś z tego wynikało). W naszym narzekaniu jest zbyt dużo katolickiej tradycji, brzucha pełnego pretensji i głębokiego przekonania, że nic nie zależy od nas. Alternatywą dla Tuska był Kaczyński, innych opcji nie stworzyliśmy. Wybierając między Tuskiem i Kaczyńskim społeczeństwo wybrało mądrze. Pretensje moglibyśmy mieć do kardynała Hozjusza (głównego organizatora polskiej Kontrreformacji), ale byłyby równie nonsensowne jak pretensje do Tuska. Otrząsnąć się z tej katolickiej mentalności musimy sami. Cudów nie będzie, to musi zabrać sporo czasu.
Po drugiej wojnie światowej we Francji i Włoszech partie komunistyczne miały szanse na zdobycie władzy w uczciwych demokratycznych wyborach. W krajach protestanckich komuniści mieli poniżej 5 procent poparcia (stąd moda na ordynacje wyborcze z pięcioprocentowym progiem). Społeczeństwa katolickie marzyły o rewolucji przez zburzenie wszystkiego, w nadziei że na gruzach będzie lepiej. Plan Marshalla i propozycja budowy Wspólnoty Europejskiej to była udana amerykańska próba odepchnięcia katolickiego marzenia o komunistycznym cudzie i nakłonienia do bardziej produktywnego narzekania. To się daje, częścią programu musi być jednak pozbycie się nazbyt skutecznych demotywatorów.
Kto wie, może raczej potrzebne nam dziś motywatory. Osobliwym motywatorem były pierwsze amerykańskie monety. W Stanach Zjednoczony sprzedano właśnie na aukcji (za drobną sumę miliona 200 tysięcy dolarów) amerykański grosik z 1792 roku. Interesujące jest wybite motto: Liberty Parent of Science & Industry – wolność jest matką nauki i przedsiębiorczości. Wiara w siebie była fundamentem kraju, do którego tak usilnie próbują się dostać wierzący w takie lub inne demotywatory.
Andrzej Koraszewski



Jestem wyznawcą poglądu, że rola religii w inicjowaniu zmian społecznych jest zdecydowanie przeceniana. Kiedy zejdzie się na poziom konkretów, niemal zawsze okazuje się, że religijny sztandar jedynie przykrywał rzeczywiste źródło rozwiązywanych akurat problemów. Najlepszym przykładem z naszego podwórka jest Zygmunt August, który skłonił szlachtę protestancką do wystąpienia na sejmie piotrkowskim z inicjatywą stworzenia polskiego kościoła narodowego na wzór Anglii, choć … wcale nie zamierzał takowego tworzyć.
Ale – zawsze MÓGŁ przychylić się do próśb poddanych i to było wykorzystane przez niego kilkakrotnie jako argument w polityce zagranicznej.
Polska sieć folwarczna powstała zanim jej właściciele poprzechodzili na kalwinizm (na Pomorzu na luteranizm) i ich konwersje miały aż nadto czytelne powody. Na Pomorzu, gdzie w zasadzie nigdy nie istniało typowe dla Polski poddaństwo chłopów, w czasie reformacji większość pozostała przy katolicyzmie, bo tezy Lutra nie były dla nich niczym szczególnym. Oni je znali z codziennej praktyki daleko przed nim.
Ale temat przez pana poruszony jest jednym z ciekawszych jeśli chodzi o historyczne rozważania, bo nie przestał być aktualny 🙂
Oczywiście kiedy ktoś próbuje znaleźć jednoczynnikowe wyjaśnienia procesów historycznych to wychodzą nonsensy. Polska monokultura zbożowa zaczęła się rozpadać pod koniec pierwszej połowy XVI wieku, ale urok protestantyzmu się skończył, kiedy niewolna siła robocza okazała się ponownie bardziej intratna niż czynsze. Odwrót zaczyna się od 1556 roku. W moim artykule zwracam uwagę na dwie zmienne,które są moim zdaniem najciekawsze – poziom zatrudnienia w rolnictwie i kierunki migracji. Jeszcze w początkach lat 70. ubiegłego wieku te różnice były jak na dłoni. Ja sam wiele lat temu zajmowałem się badaniem zmian w strukturze zawodów. Jak wyłuskać tu wpływ religii jako takiej? Próbowano, jest sporo ciekawych rezultatów (włącznie z pytaniem dlaczego w latach 80. ubiegłego wieku księża w Irlandii przesiadali się z samochodów luterańskich na buddyjskie). Nigdy jednak nie umiałem się zafascynować tymi szczegółowymi badaniami nad modelem rodziny, zachowaniami gospodarczymi i naukami kościołów. Ciekawszy wydaje mi się generalny wpływ na ład społeczny, a tu twierdzenie o przecenieniu czynnika religijnego wymagałoby poważniejszych argumentów niż „nie wydaje mi się”.
Bardzo proszę. Sądy biskupie nad szlachtą należą do porządku prawnego państwa. Odchodząca od katolicyzmu szlachta wskazywała to jako jeden z powodów. Drugim były dziesięciny, które dla szybko bogacących się ludzi wzrastały niebotycznie.
Pod koniec lat 80 XVI w ceny zboża przestały rosnąć, sądy były już skasowane, a państwo odchodziło od obdarowywania wysokimi urzędami innowierców.
No i obserwujemy w tym czasie gremialne powroty na łono matki naszej – Kościoła.
Nawrócili się 🙂
Jeszcze starszy przypadek, może nawet ważniejszy: to cesarz Konstantyn wybrał chrześcijaństwo, a nie chrześcijaństwo Konstantyna. On potrzebował spoiwa dla rozlatującego się cesarstwa, a chrześcijaństwo od państwa wzięło cały swój model administracyjny, w którym z modyfikacjami funkcjonuje do dziś. Pierwsze wieki to wielki wpływ państwa z jego modelem i potrzebami na funkcjonowanie Kościoła z teologią włącznie.
Nie znam przypadku, w którym to chrześcijaństwo narzuciło model społeczny, ten tworzyły interesy (i to często bardzo przyziemne) grup, klas, narodów. Ono tylko nadążało (albo i nie) za tymi zmianami bojąc się o własne.
No cóż, nie zdołał mnie Pan przekonać. Jak informował nas Stanisław Ossowski, socjologia jest raczej wiedzą niż nauką. Nie mówił tego by deprecjonować socjologię, ale żeby nas nauczyć ostrożności w badaniu zjawisk społecznych, gdzie nie mamy szansy wyizolowania jednej zmiennej i zbadania jej znaczenia i siły wpływu w kontrolowanym eksperymencie. Jesteśmy zależni od statystyk, korelacji, które nie oznaczają automatycznie zależności, ostrzegał przed zabawami anegdotczyków.
Mamy karkołomną hipotezę: kultura (w tym kultura religijna) wpływa na ludzkie zachowania. Próbujemy ją uściślić: Reformacja zmieniała społeczeństwa. Maszerujemy dalej zastanawiając się co zmieniała. Tu mamy całą wiązkę problemów. Czy będziemy oglądać proces przyjęcia lub odrzucenia Reformacji, czy patrzymy na efekt przemian w różnych odcinkach historycznych biorąc pod uwagę strukturę zawodową, handel, zmiany w prawie, czy badamy zmiany struktury własności lub modele życia rodzinnego. Pan zasię proponuje zadumę nad konwersją Konstantyna Wielkiego. (Też ciekawy problem, ale inny.) Sam proces przyjęcia lub odrzucenia Reformacji to ciekawy rozdział historii. W Polsce, podobnie jak w innych krajach ogromne znaczenie miała postawa króla. Obóz katolicki był podzielony z grubsza na reformatorów szukających katolicyzmu z ludzką twarzą,którzy chcieli reformy bez zrywania z Watykanem (ci mieli największy posłuch u Zygmunta Augusta i to oni zapewne zadecydowali, że król nigdy nie opowiedział się po żadnej stronie, ale możemy również dywagować nad jego osobowością) i obóz konserwatywny z Hozjuszem na czele, który dążył do krwawej rozprawy tak z protestantami jak i z reformatorami katolickimi. Z drugiej strony rozbity i skłócony obóz protestancki, który dysponował kalwińską arystokracją z silnymi rodami Górków i Firlejów, szlachtą, już to do dziś fascynujących Braci Polskich, czasem kalwińską, rzadziej luterańską. Jesteśmy tu na gruncie opisu fluktuacji postaw w oparciu o bardzo niekompletne materiały. Wiemy, że na arenie politycznej partia katolicka była najsilniejsza i najlepiej zorganizowana. Warto jednak pamiętać o presji czasu. Zmiana mogła się dokonać szybko, albo wcale. Pociąg odjechał na długo przed śmiercią Zygmunta Augusta. To jednak są troski badaczy zajmujących się historią. Motywy powrotu moich litewskich przodków do katolicyzmu frapują mnie, ale jestem bezradny – nie mam danych, mogę spekulować. Zatrzymuję się przy tym co mogę zbadać. Anegdoty zostawiam innym. Chociaż je lubię, chętnie też opowiedziałbym jedną, już współczesną, o rozmowie z rolnikiem pod figurą świętego Antoniego, ale presja czasu każe tu przerwać.
Religia a ruchy społeczne – ciekawy temat.
Jakże często bywa tak, że się jakiś ruch powołuje na treści religijne. Powstanie chłopskie Thomasa Munzera na sztandarach miało tezy Lutra, który się od tej rewolty odżegnywał bardziej niż diabeł od święconej wody.
—
Porównanie gospodarki i religii: jak to sensownie zrobić abstrahując od warunków?
W jednym państwie, w Niemczech, mamy Bundeslandy, których gospodarkę można porównywać. I tak, wyjmując Landy-miasta, oraz Landy z byłej NRD wychodzi, że najwyższe PKB per capita ma Bundesland Hessen (40% protestntów, 25% katolików). Ale tylko odrobinę niższy – Bayern (55% K / 21%P).
Kolejno Baden Wurtenberg (37%k / 33%P), Nordrhein Westfalen (42K / 28P) , Saarland (63K / 19P), Rheinland – Pfalz (45K / 31P). Na koncu listy Bundeslandy z przewaga protestantow: Niedersachsen i Schleswig – Holstein.
(Odnośnie Dolnej Saksonii, to trzeba zaznaczyć, że główne miasta w regionie, te przynoszące dochody, wielkie miast portowe – Brema i Hamburg zostały wycięte i są oddzielnymi Landami.)
.
Co nam to zestawienie mówi na temat religii i wpływu na gospodarkę? Socjologiem nie jestem, ale wydaje mi się, że kompletnie nic. Najbogatszy i najbiedniejszy Bundesland jest protestancki. Pomiędzy nimi są Landy katolickie.
.
Protestantyzm generalnie kojarzy się z modernizacją, katolicyzm z zacofaniem (częściowo może to wina kalki w szkole?). Zresztą trudno, żeby tak nie było – protestantyzm budził się jako ruch sprzeciwu – siłą rzeczy wprowadzał nowe i starał się odróżnić od tego, co zastał. Ale też, co zdaje się często umykać, a co Pan podkreślał – nie ma jednego protestantyzmu.
Parę tygodni temu był tu na łamach SO artykuł (bardzo mi się podobał) o Amiszach – ruchu protestanckim, który trudno jakoś z nowoczesnością skojarzyć.
.
Na koniec jeszcze chciałem przypomnieć scenę z Sensu życia według Monthy Pythona.
Katolicka rodzina – kilkadziesiąt dzieciaków tłoczy się z rodzicami. Obserwują to protestanci. Mężczyzna z niesmakiem wypowiada się o katolikach, którzy nie mogą używać antykoncepcji i za każdym razem, kiedy uprawiają seks to muszą spłodzić dziecko!
Żona odpowiada: To zupełnie tak jak u nas – dwa razy uprawialiśmy seks i mamy dwoje dzieci!
Z tymi dyskusjami o wpływie religii na zachowania to jak z dyskusjami o klimacie – wyglądam rano przez okno a tam globalne ochłodzenie. Niemcy akurat mają największą liczbę badań nad problemem wpływu religii ze wszystkich krajów na świecie. To prawdziwe laboratorium. Daje się porównywać społeczności sąsiadujące mające podobne grunty, w tym samym klimacie, ludzi poddanych temu samemu prawu. (Czyli zmienna religii jest tu szczególnie wyraźna.) Interesujące są długie ciągi. W wielogeneracyjnej perspektywie ujawniają się interesujące różnice, a co więcej widzimy jak wyglądał się proces zacierania się tych różnic w efekcie reform społecznych i gospodarczych. Szczyt zróżnicowania między społecznościami katolickimi i protestanckimi przypada na początek rewolucji przemysłowej. Przyspieszone zacieranie się różnic to w krajach Europy zachodniej druga połowa XX wieku. Pozostaje problem mentalności. Ale to osobny rozdział badań nad zaufaniem do prawa, silniejszych postaw roszczeniowych,oczekiwań, że państwo ma dać.