Myślałem, że coś przeczytam, albo posłucham o wyprawie papieża Franciszka do Kenii, Ugandy i Republiki Środkowoafrykańskiej, ale jakoś głucho. Będzie tam od 25 do 30 listopada. Wszystko dokładnie opisane na stronie watykańskiej, ale nie lubię rządowych stron, nawet tych watykańskich, więc szukam liberalnej prasy. Dopiero w hiszpańskim „El Pais” znalazłem obszerne omówienie po co Franciszek się tam pojechał. Ano trzy sprawy go ciekawią: dialog międzyreligijny, pojednanie i sprawiedliwość społeczna.
Ale zaczął po swojemu. Tzn. stwierdził, że nie tyle boi się o swoje bezpieczeństwo ile raczej obawia się moskitów. To oczywiście żart bo najważniejszym stwierdzeniem odnotowanym pierwszego dnia było takie oto: „Przemoc i terroryzm ma swe źródło w rozpaczy i skrajnej biedzie”. To usłyszał w stolicy kraju Nairobi prezydent Uhruru Kenyatta i władze tego kraju.
Kenijczyków jest prawie 42 milionów, z których 22% to katolicy. Kraj zresztą w większości chrześcijański 84%. Ponad 10% to muzułmanie. Oni też usłyszeli słowa Franciszka. Myślę, że to ważne, by nie łączyć terroryzmu z islamem. Podobne proporcje są w Ugandzie i Republiki Środkowoafrykańskiej. Ciekaw jestem spotkania Wspólnotą Muzułmańską w głównym meczecie w stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej Bangi 29 listopada. Nie wiem ilu potencjalnych uchodźców jest w tym kraju, ale pewnie ważne, co powie do nich Franciszek.
Znakomity znawca tej religii Olivier Roy w rozmowie dla Kultury Liberalnej powiedział ciekawą rzecz. Myślę, że warto ją przywołać: „Terroryzm nie ma wiele wspólnego z religią jako taką. Jeśli przyjrzymy się formom tego terroryzmu, zobaczymy, że choć terroryści mówią o powrocie do muzułmańskich źródeł, to po pierwsze w dużej mierze czerpią z wzorców terroryzmu komunistycznego lat 60. i 70. (jak np. Grupa Baader-Meinhoff), po drugie powtarzają praktyki znane z USA, gdzie zamachowiec wchodzi do kina albo sali koncertowej i zabija jak najwięcej ludzi dla pięciu minut medialnej sławy. Islam stanowi tu raczej pretekst niż przyczynę”.
Nie jestem papieskim kronikarzem, ale ciekawi mnie jak Bergoglio radzi sobie z problemami, które komentują i polscy duchowni o politykach tak chętnie przyznających się do katolicyzmu nie wspominając.
Wybieram się do Sopotu na film „Timbuktu”. Zaprosiło mnie Polskie Towarzystwo Psychoterapii Psychoanalitycznej, Oddział Pomorski, by o tym filmie podyskutować. Jak wrócę, to napiszę jak było. Na razie powiem tylko tyle, że akcja rozgrywa się w Mali gdzie islam wyznaje 92% ludności, a katolików jest niespełna 2%. Z nieocenionej Wikipedii (ale w wersji angielskiej, nie polskiej) dowiedziałem się, że islam jest tam od 11 wieku i tradycyjnie utrzymuje przyjazne stosunku z innymi mniejszościami religijnymi. Tylko ostatnio pojawili się fundamentaliści i terroryści.
A więc tam też. Większość muzułmanów jest z tego powodu nieszczęśliwa. Właśnie o tym jest „Timbuktu”. Może dlatego zaciekawiła mnie również papieska podróż.
Stanisław Obirek


Możemy po 1000 razy powtarzać, że religie nie prowadzą do zbrodni, a one i tak będą prowadzić, tak jak przez wieki prowadziły.
1000 razy tak i 1000 razy nie. To zależy. Ostatnio miałem ciekawą wymianę myśli z profesor Anna Wierzbicką z Canberry, jak wiadomo znanej z bardzo ciekawych analiz pojęć ogólnych. Otóż powiadomiłem ją, że była cytowana w debacie na temat źródeł zła, jako autorka właśnie analiz dokumentujących, że pojęcie zła i dobra jest właściwe wszystkim kulturom. Każda z nich próbuje odpowiedzieć na pytanie „unde malum”. Wierzbicka odpisała mi, że w tej chwili bardzo ją zajmuje inne pytanie „unde bonum”, a więc skąd dobro. Wychodzi jej, że religia dostarcza ciekawych odpowiedzi.
Mam taką swoją, zupełnie amatorską i uproszczoną teorię, że religie są jak wzmacniacz. Nie zmieniają kierunku działania, myślenia, ale wzmacniają. Ludzie dobrzy znajdują inspiracje do czynienia dobra, źli — do agresji i przemocy.
A czy jedno i drugie nie jest po prostu odmianą ew. aspektem ludzkiego egoizmu? No dobra, niech będzie – instynktu samozachowawczego?
Ewolucyjnie rzecz ujmując pewnie tak można powiedzieć. Pytanie czy ewolucja nam wszystko wyjaśnia. Bardzo lubię i cenie książki Fransa de Waala jednak dopełniam je innymi lekturami. I nie jest to tylko Biblia.
Pak pisze:
„Mam taką swoją, zupełnie amatorską i uproszczoną teorię, że religie są jak wzmacniacz. Nie zmieniają kierunku działania, myślenia, ale wzmacniają. Ludzie dobrzy znajdują inspiracje do czynienia dobra, źli — do agresji i przemocy.”
Hazelhard odpowiada:
Co to znaczy „zły”, „dobry”? Używając takich przymiotników zakładamy, że posiadamy pewien system wartości ogólnie przyjęty. W XIX wieku rodzice katowali dzieci zgodnie z nakazami religii, teraz coraz rzadziej. Dlaczego? Ano wielu psychologów pokazało szkody w psychice dziecka bitego. Religia (każda!!!) robi wszystko, abyśmy nie starali się zrozumieć funkcjonowania świata, bo wtedy jej kapłani stracą źródła zarobku.
@hazelhard: a popatrz, „Kindes zucht beherten, niemand kann mit gerten”. To Walther von der Vogelweide, w XII wieku. Pomyśl, jako przeciwnik rózgi (Gerte) był przez więcej wieków osamotniony ze swoimi ideami niż Leonardo.
*
Jednak chyba niektóre religie są trochę bardziej toksyczne niż inne. Twórca tolerancyjnego islamu, Mahomet, znielubił na samym początku żydów, co go nie uznali za Mesjasza, i jeszcze za jego życia odbyły się ich wypędzenia i mordy, z całym okrutnym wystrojem, zachowanym przez nas do dziś. (nas, ludzi) Jezus nie miał, oczywiście, nigdy szansy, by potraktować wrogów jak należy. Ale jego wyznawcy potrzebowali tylko trzystu lat, aby stworzyć ten fundamentalizm chrześcijański, co się z niego otrząsamy do dziś. Islam się nie otrząsnął. My, w Polsce, jesteśmy na etapie, na jakim Włochy były w 1950 r. Wystarczy poczytać „Spiżową Bramę” Brezy. (polecam,znakomite) Opisane tam groteskowe potyczki kościoła o przydepnięcie do ziemi tych duszyczek (bo inaczej, jak one rosną, trudno się nad nimi pochylać,) dzieją się u nas dziś, 65 lat później.
Jak to było, że dobre drzew o rodzi dobre owoce?
To prawda — nie na każdą sytuację mogę znaleźć jakąś uniwersalną etykę (mimo sympatii do utylitaryzmu 🙂 ), ale w wielu przypadkach wystarczy zwykła i ludziom przyrodzona empatia, jako pewna miara zachowania.
Co do celu religii — piszesz o wyborze manipulacji, może nawet świadomym, a ja nie dostrzegam w przeciętnej osobie religijnej, także w kapłanie, takiej refleksji.