Batalia o Muzeum II wojny światowej dzięki wyrokowi NSA została wygrana przez Ministerstwo Niszczenia Kultury. Wprawdzie jest jeszcze inna ścieżka sądowa pozwalająca kwestionować decyzję, która zapadła, ale znając czasochłonność takich spraw nie ma już ona większego sensu praktycznego.
Muzeum, co do otwarcia którego siałem niejakie wątpliwości (Jerzy Łukaszewski: Póki my żyjemy…) zostało na szczęście otwarte, a tłumy zwiedzających i chętnych do zwiedzania były takie, że trzeba było wyznaczyć dzienny limit zwiedzających, co w placówkach muzealnych nieczęsto się zdarza.
Kilkoro moich słuchaczy zdążyło ją zwiedzić i z ich relacji wiem, że nie byli zawiedzeni moją rekomendacją, wręcz przeciwnie – uznali ją za zbyt skromną, co bardzo mnie ucieszyło.
Pozwolę sobie więc powtórzyć to co już pisałem: takiego muzeum jeszcze w Polsce nie było, a zwiedzający je goście zagraniczni stwierdzili, że i w Europie trudno znaleźć podobne.
Teoretycznie nasza światła władza powinna chwalić się nim na każdym kroku i wypinać piersi po medale, jak to ma w zwyczaju.
Teoretycznie.
Sęk w tym, że (co przyznał obywatel Gliński) pomysł powstania muzeum, a także jego obsada były autorstwa nie tej ekipy politycznej co trzeba. I to w zasadzie wystarczy obecnie do tego, by zlikwidować wszystko, bez różnicy – dobre czy złe.
Pierwszą decyzją pana ministra była oczywiście zmiana na stanowisku dyrektora, co nie powinno dziwić nikogo, kto nie chciał wierzyć, że u źródeł sporu były względy merytoryczne.
Nowym dyrektorem został młody pan doktor, pracownik gdańskiego IPN, zasłużony w walkach o „żołnierzy wyklętych”.
To też jakoś nie dziwi, przywykliśmy już.
Gdyby sprawa na tym się zakończyła, może dałoby się to jakoś przeżyć.
Dziwiłoby wciąż wprawdzie uparte „łączenie dwóch muzeów”, z których jednego fizycznie NIE MA, ale co tam, nie takie rzeczy państwowa teologia potrafiłaby wyjaśnić.
Mogłyby dziwić także słowa nowego szefa, który twierdzi, że „Nie ma chyba na świecie muzeum, które nie zmieniło swego kształtu”, bo nie wierzę by potrafił wskazać takie, które go zmieniło niespełna trzy tygodnie od otwarcia.
Ale co tam – młody człowiek, niecierpliwy – powiedzielibyśmy.
To co mnie jednak zaszokowało, to pierwsza decyzja nowego kierownictwa – wstrzymanie sprzedaży internetowej biletów dla chętnych do zwiedzania.
Ponieważ moi słuchacze życzyli sobie wspólnej wycieczki, wiem, że sprawa nie była prosta, a na najbliższy termin wszystkie bilety były sprzedane (pokażcie mi drugie takie muzeum). Kolejka chętnych wydłużała się, co samo w sobie powinno zostać zgłoszone do Księgi Guinessa.
Sprzedaż internetowa była szansą na zakup biletów dla wielu osób z Polski, które wybierając się do Gdańska miały gwarancję, ze muzeum obejrzą. Przed Muzeum stoją kolejki chętnych do zwiedzania tak długie, że nikt raczej z Bytomia się tu nie wybierze nie mając pewności, że wejdzie do środka.
Prof. Machcewicz jeszcze niedawno zachwycał się frekwencją i wysokością wpływów, która nieomal dawała nadzieję na usamodzielnienie się placówki pod względem finansowym, co wobec obcięcia jej funduszy przez Ministerstwo Niszczenia Kultury było czynnikiem dość istotnym.
Co stało za taką decyzją?
Idiotyczne tłumaczenie szefowej działu informacji i promocji (!!!), że stało się tak ze względu na „połączenie Muzeum II Wojny Światowej z Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 i reorganizację placówki i zmianę kierownictwa” trafi do przekonania chyba tylko przedszkolakowi, bo już uczeń podstawówki będzie miał trudności ze zrozumieniem co ma zmiana dyrekcji do sprzedaży biletów.
Natomiast zachwycone będzie Ministerstwo, ponieważ odcięcie mnóstwa ludzi w Polsce od możliwości nabycia biletów spowoduje mniejszą ich sprzedaż, mniejszą liczbę odwiedzających, co ostatecznie da się podsumować stwierdzeniem, że „nie cieszy się ono zbytnią popularnością”.
Czyli – mieliśmy rację, wyszło na nasze, teraz my to wszystko zmienimy zgodnie z „polskim punktem widzenia”.
To co mnie najbardziej martwi w całej tej historii to ten młody człowiek na stanowisku dyrektora.
Jarosławy, Antki, Glińskie i inne tego typu egzemplarze prędzej czy później znikną z powierzchni ziemi, jak my wszyscy.
Ale ci młodzi zostaną i to oni będą nadawali kształt i sznyt naszemu krajowi.
A to już jest naprawdę mało optymistyczne.
Jerzy Łukaszewski


No to trochę optymizmu.
Mój ojciec mawiał, że nawet jeśli młodość jest wadą to nie należy jej zwalczać – sama mija.
Dzień dobry. Stały czytelnik SO, a teraz postanowiłem skomentować.
Z Muzeum II Wojny Światowej tu jest wyjaśnienie przyczyny wstrzymania sprzedaży biletów on line http://www.gdansk.pl/wiadomosci/Muzeum-II-Wojny-Swiatowej-bez-numeru-NIP-Sprzedaz-biletow-wstrzymana,a,74879 Pytanie: to pokaz głupoty i niekompetencji, czy może zamierzone działanie? Aha, wyliczono brak sprzedaży biletów przez tydzień, to będzie dla Muzeum strata w wysokości ok. 350 tys. zł
Dobre strony tej sytuacji to katalogowanie sprawców. Wszyscy oni się dzielnie dekonspirują. Będzie wiadomo w wielu dziedzinach kto się ześwinił, połakomił, skiepścił a kto zwyczajnie jest żulem i świnią. Widać to w wielu miejscach. Może najbardziej jaskrawie w Trybunale Konstytucyjnym. Normalnie trudno takich ludzi namierzyć, a tu proszę, sami się zgłaszają. I tak trzymać – coś za coś!
@SŁAWEK
Bardzo trafne spostrzeżenie. A może warto na tych stronach założyć taki katalog? Nie dlatego żeby podsycać nienawiść – po prostu żeby w natłoku codziennych informacji zachować pamięć o ich postawach. Może kiedyś historia im wybaczy, ale nie powinna im zapomnieć.
I katalog faktów.
Ja np. nie potrafię sobie przypomnieć, w jakich sprawach PiS „donosił na Polskę”. (Przyszedłszy do władzy, takie „donoszenie” przez innych piętnuje jako ciężką zbrodnię).
Również katalog kłamstw.
Cóż, oni też nie pamiętają. W sprawie smoleńskiej w czasie rządów Tuska urządzał nawet „happeningi” w tak przez siebie znienawidzonej Unii zapraszając sierotkę Martusię, by zrobić wrażenie. Wprawdzie frekwencja nie dopisała, ale to już wina Tuska. Macierewicz z Fotygą wystawali w korytarzach Waszyngtonu zapewne po to by chwalić rządy Tuska (no bo przecież nie po to by się na niego skarżyć, prawda?) Itd. itd.
Klasyk powiedział…
„Pewnego dnia Naród to całe tałatajstwo rozliczy”
Wbrew polskiemu miłosierdziu .
Kochają podziały my – oni, gdzie „my” w Polsce tylko mieszkamy
a „oni” nam w tym przeszkadzają.
„młody pan doktor, pracownik gdańskiego IPN, zasłużony w walkach o „żołnierzy wyklętych”. Warto dodać, że nie tylko doktor, ale i kibol, i bokser, co wybuchową mieszanką jest – przemoc i agresja łączy wyklętych, kiboli i bokserów. Przypomina mi się historia Arnolda Szyfmana. Po zniszczeniach wojennych odbudował Teatr Polski, po czym dostał kopa od komunistów, jak teraz prof. Machcewicz od katolickich patriotów. To znamienne, że ci, którzy mają gęby pełne potępienia dla komunistów, stosują identyczne metody i dążą do tego samego, czyli narzucenia „jedynie słusznej” i eliminacji inaczej myślących.
A ja marzę sobie, że po zakończeniu skróconej kadencji dyrektorskiej i pełnym rozliczeniu osiągnięć, obecny szef Muzeum oraz jego sponsorzy w osobie Sellina i Glińskiego ( podobno kibic i dżudoka), znajdą sobie jakieś atrakcyjne posadki w firmach zbierających surowce do recyklingu, bo dla ludzi z ich wykształceniem i kompetencjami mogą być trudności z innymi etatami.
A swoja drogą, listę takich wybitnych i zasłużonych specjalistów od kompletnej destrukcji warto sporządzić,, bo bardzo dużo kandydatów już sie uzbierało i szkoda byłoby o nich zapomnieć.
Szurkowski – ależ ja od dość dawna upieram się przy akceptacji dla matury z religii. Przynajmniej wiedziałbym kogo do pracy nie przyjąć.
anegdotka…..
Kiedyś musiałem wymienić sekretarkę. W odpowiedzi na anons w GW przyszło około 300 (trzystu) aplikacji. Jakie zastosować kryterium? Siedziałem godzinami. Wykształcenie…….wszystkie maja podobne. Języki…….? Szlag… – przecież nie będę gadał z sekretarką w hindi…..potem zacząłem patrzeć na zdjęcia……..żadnego klucza – wszystkie ładne……
Zebrałem w gabinecie wszystkich kierowników i powiedziałem – wybierajcie sami – bo to osoba bardziej dla Was jak dla mnie. heheheheheheeh – spiętrzyłem tylko kłopoty. Bo każda/y miał ten sam dylemat.
W końcu szlag mnie trafił na własny niedowład decyzyjny. Wziąłem tę kupę papierzysk…..i podrzuciłem pod sufit. Ta na wierzchu – ma pracę. Trafiłem w dziesiątkę. Matura z religii oszczędziłaby mi dźwigania sporej części tej „makulatury”. Bo od razu poszłaby do kosza.
Gliński to dżudoka?????????
I zgadzam się z Tobą, że właśnie robactwo wypełzło spod swoich kamieni, i teraz DDT można będzie aplikować bez narażania reszty przyrody na „collateral damage”
Pozdrawiam
A propos DDT…………: https://www.youtube.com/watch?v=T2nds6UPVSE
fajna nutka….:-)
Nie wiem czy to pocieszające ale sąsiedzi jak widać mają podobnie.
Kolejny cyrk w wykonaniu „dobrej zmiany”, w zasadzie już klasyka.
Najważniejsze, to postawić na swoim bez względu na wszystko.
Tak spieszono się z likwidacją Muzeum jako podmiotu, że nie pomyślano o konsekwencjach.
http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21611620,nie-ma-juz-darmowych-wejsciowek-do-muzeum-ii-wojny-swiatowej.html
Wykreślono je z rejestru muzeów, a „nowego” jeszcze nie zarejestrowano. Efekt: całkowicie wstrzymana sprzedaż biletów. Obecnie chętni mogą wchodzić za darmo, ale dla osób spoza Trójmiasta to nie jest wyjście, bo jak mają tu przyjechać nie wiedząc, czy zostaną wpuszczeni? (limit).
Czyli wszystko „normalnie” – bałagan, zmieszanie, by nie rzec gorzej.
Ale za to rządzą „nasi”!
J.Luku – moja NIK była w sobotę. Pojechała o 9 rano…Wróciła po 18tej. Zadowolona. Oszołomiona wystawą. Ja, niestety. miałem zakaz opuszczania pokoju „cygarowego” z powodu piątkowowieczornego nadużycia mołdawskich cymesów. Jest jeden aspekt tego co się z Muzeum dzieje, na który „żondzoncy” zupełnie nie zwracają uwagi. A jest nim opozycyjne głosowanie nogami. Chyba tylko w Polsce możliwe jest manifestowanie swojego sprzeciwu dla tej buraczanej waadzy przez chodzenie do Muzeum. Się porobiło. Bilet wstępu został oprawiony w antyramę i zawisł na honorowym miejscu w salonie.
Z jaskółek czyniących wiosnę i ku pokrzepieniu serc ………..: http://wyborcza.pl/7,75248,21616024,kto-wygrywa-w-stargardzie-pierwsze-wyniki.html
To nawet już nie jest klęska – to ewidentny wpie****ol.
Wystawiając laurkę swej przenikliwości i inteligencji niezwykłej – przypominam, że kiedyś na SO raczyłem byłem napisać, że jedyna nadzieja w samorządach. I proszę….:-)
Pozdrawiam
„Gdy słucham i czytam o PRL-u to nie poznaję czasów , w których żyłem.”- tak mniej więcej napisał (powiedział) Z.Kałużyński .
Jak powiedział klasyk : Kadry decydują o wszystkim ! Dlatego natychmiast po objęciu ministerstwa edukacji Giertych wprowadził na odpowiednie stanowiska zaufanych propagandzistów. Podobno rekordzistą jest rodzina Żarynów. I ruszyło szaleństwo „żołnierzy wyklętych” w programach nauczania.
Po 1989 roku można było napisać i powiedzieć publicznie każdą bzdurę o najnowszej historii Polski. W jubileuszowym numerze POLITYKI A.Friszke powiedział,że w latach 90-tych odbyto poważną dyskusję o PRL-u na podstawie wydanych przyzwoitych prac. W obiegu publicznym ton nadawały jednak programy propagandowe, w których dawano odpór prześladowcom i wyładowywano kompleksy uczestników.Niestety, brali w tym udział historycy, którzy utwierdzali tylko uproszczone spojrzenie na minione lata. I nie miało to nic wspólnego z dyskusją, o której mówił Friszke. Wściekły na głoszone bzdury określiłem w Internecie A.Paczkowskiego „profesorem W. Kowalskim III RP „. Rywalizować z Jackiem Kurskim, Pośpieszalskim czy Wildsteinem w opluwaniu PRL-u nie przystoi HISTORYKOWI.
Rządy III RP oddały kształtowanie postaw obywatelskich w pacht Kościołowi Kat. i nawiedzonym oszołomom. Na razie nie widać żadnych zmian. Dlatego długo jeszcze będziemy odczuwać skutki tego zaniechania.