25.11.2022

Metoda postępowania w obliczu nieszczęścia została już opisana przez Gabrielę Zapolską (Moralność pani Dulskiej). Od tego czasu minęło przeszło sto lat (sztuka powstała w 1907 roku) i metodę przemilczania istoty zjawisk, zamiast zlikwidować, z powodzeniem, udoskonaliliśmy. Ku chwale współczesnego kołtuna. Wspólnym wysiłkiem udało się nam pokonać wszelką dotychczasową kameralność; nie ma już tajemnic, a wszystko jest jawne, dostępne, otwarte dla zwiedzających.
Nie trzeba wizjera, by zakraść się do wnętrza czyjegoś domu; zajęliśmy się niuchaniem i namiętnym podglądactwem cudzego istnienia. Bojaźliwe sposoby walki z gangreną bezduszności, bagatelizowanie faktów i nonszalanckie uspokajanie, że NIC SIĘ NIE STAŁO, są wyśmienitymi ilustracjami czasu, w którym przyszło nam żyć.
Jestem traktowany jako dodatek do żurnalistycznej pensji: radio, prasa, telewizja i ulica, wszystkie te nośniki przygnębiających informacji, szperają po życiorysach znanych i nieznanych ludzi starając się robić łajdacki raban. Udowodnić, że kryją w sobie nieodkryte, a paskudne szczegóły. O ile wydobywanie na światło dzienne sensacji w rodzaju państwowych afer ma sens, o tyle publiczne informowanie o tym, kto z celebrytów ma jakie majtki, nie służy do upowszechnienia społecznie potrzebnej wiedzy, ale dogadza najniższym instynktom człowieka. Zoile trudniący się wyławianiem majtkowych informacji, mają za nic dyskrecję. Dążą do tego, by wycisnąć z ludzkiego bólu i łez, jak największą ilość pieniędzy.
Sprzedaż tragedii, mówienie o niej, zaaferowane, rozentuzjazmowane i wszechstronne obgadywanie wszelkich jej aspektów, reperkusji i konfiguracji, to temat modny. Samograj. Co prawda można zaobserwować, jak funkcjonuje na pierwszych stronach gazet, w radiowych, czy telewizyjnych dziennikach, ale prawdą też jest, że szybko powoduje mdłości; działa ledwie że przez krótką chwilę. Aż do wygaśnięcia publicznego zainteresowania.
Wszystko, co nowe i pachnące świeżą krwią, jest atrakcyjniejsze od przeżutego dramatu. Szybko zapominamy o przeterminowanych i tym sposobem sensacje zwietrzałe ustępują miejsca nowym. W ich miejsce otrzymujemy krzepiącą dostawę kolejnych masakr, a zwietrzałe, przechodzą w stan spoczynku. Wędrują do Referatu Spraw Przetrawionych i są niczym zdarta płyta. Lecz gdy zaczyna być za spokojnie i zagraża nam normalność, gdy nie ma o czym pisać, odkurzone rozważania na ich przegniły temat, pojawiają się jak recydywa.
Irytują mnie bezustanne powtórki z tragedii. Seriale z cudzego bólu. Tak jak wszelka natarczywość przekazu. Działa mi na nerwy widok reportera wyłaniającego się ze szklanego pudełka i opowiadającego po raz tysięczny, o tym, co widziałem przed minutą, a co mogłem zobaczyć dzięki sponsorowi od prezerwatyw. Rani obraz telewizyjnego konferansjera pokazującego mi krwawe widoczki rozwalonych ciał i zapadających się wież, ludzi wyskakujących na bruk, prywatne rozmowy komórkowe i ostateczne pożegnania z rodzinami. Nazbyt intymne, przeznaczone dla najbliższych, bez skrupułów udostępnione publice, stające się własnością ogólnodostępną i poniekąd narodowym dobrem; każdy ma prawo do ich interpretowania, komentowania, poddawania głupawym ocenom. Wszyscy, a zwłaszcza postronni, mogą bez przeszkód lać łzy, toczyć pianę, zanosić się od drwiny, tarzać ze śmiechu lub dławić ze szczęścia na widok cudzej tragedii.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
