27.07.2026
Jubilatowi w 80 rocznicę urodzin
W czerwcu otrzymałem książkę „Zdanie odrębne”, którą Autor przygotował do druku w maju (wnosząc z daty pod słowem „Od Autora”). Nie musiał wiele nad nią pracować, bo teksty w niej zebrane zostały wcześniej opublikowane na łamach Studia Opinii w formie, którą Niemcy określają jako „druckreif”. Zwykle tak się mówi o tekstach wygłaszanych spontanicznie, które sprawiają wrażenie, że można je wydrukować w takiej właśnie formie, niczego nie zmieniając. Taki charakter mają eseje pomieszczone w zbiorze „Zdanie odrębne”. Czytelnicy tego portalu pamiętają, że pojawiły się po raz pierwszy w roku 2018, a więc w czasie, gdy jak zauważa Autor w krótkiej przedmowie, „świat był w miarę normalny”. A potem już stawał się coraz bardziej absurdalny. Poloniści zwykli mawiać, „Mrożek by tego nie wymyślił”. W istocie tak jest. Mrożek by się zdziwił, że wiele z jego obserwacji, zdradzających groteskowe, a nawet wisielcze poczucie humoru, stały się uwagami do rzeczywistości, której i on sam by nie wymyślił. Dotyczy to zwłaszcza świata polityki i religii, które J.S. najchętniej komentuje.

Autor książki „Zdanie odrębne” skromnie skrywa się za inicjałami J. S. Tymi samymi, którymi sygnuje swoje teksty w Studio Opinii. Pewnie wielu Czytelników i Czytelniczek chciałoby wiedzieć kim on jest. Ja też, ale przyznam, że ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna. Wystarczą mi teksty i ich związek z czasem jaki komentują. Za dwa lata minie 10 lat obecności J. S. na łamach portalu, który dla wielu z nas jest jedynym wentylem bezpieczeństwa dla coraz bardziej dusznej atmosfery na świecie, w którym przyszło nam żyć. Ten wentyl jest ożywczy w dużym stopniu dzięki przenikliwym obserwacjom i diagnozom J. S. Niektórzy mówią i piszą, że pojawiają się za rzadko. Ja też tak myślałem. Czytając je po raz kolejny myślę, że pojawiają się akurat wtedy, kiedy są potrzebne. O Stańczyku wiemy niewiele, ale to właśnie jego zamyślona twarz na obrazie Matejki jest najbardziej elokwentna. I to nie dlatego, że jest w centrum uwagi, ale dlatego, że najwięcej z tego, co się dzieje w pamiętnym 1525 roku na Krakowskim Rynku rozumie.


Dziękuję za wiadomość o „Zdaniu odrębnym”. Felietony JS czytam od dawna i bardzo cenię, więc książka natychmiast trafia na moją listę lektur — zapewne wysoko, bo rzeczywistość dostarcza ostatnio tyle materiału do obłędu, że przyda się ktoś umiejący go fachowo opisać.
Porównanie ze Stańczykiem jest wyjątkowo trafne. JS potrafi zrobić z cytatów akt oskarżenia, z językowego plugastwa materiał do błyskotliwej analizy, a z pozornie prostego pytania — rachunek sumienia dla polityki, Kościoła i nas samych. W „Cytatach”, „Defekatywach” czy „Dlaczego…” widać tę samą rzadką umiejętność: erudycja nie przygniata dowcipu, a dowcip nie unieważnia powagi sprawy. JS nie krzyczy z mównicy; siedzi z boku, patrzy i jednym zdaniem potrafi przekłuć balon, który inni przez tydzień pompowali w telewizji.
To chyba rzeczywiście współczesny Stańczyk — tylko błaznów wokół znacznie więcej, a rozumiejących sytuację wyraźnie mniej.