Natan Gurfinkiel: Niemcy z mego gdańskiego podwórka28 min czytania

()

Stary pan dokonał żywota nim jeszcze oddziały Wehrmachtu odbiły Westerplatte z rąk Polaków i Hitler mógł triumfalnie przejechać drogą królewską, by ogłosić w Dworze Artusa że prastare germańskie miasto Danzig na zawsze powróciło do Rzeszy.

Dla młodego fabrykanta wynikły z tego tylko kłopoty. Jak opowiadał jednej ze swoich pracownic,, siedział kiedyś z przyjacielem w kawiarni i narzekał że za czasów Wolnego Miasta lepiej mu szło w interesach. Człowiek przy sąsiednim stoliku zaczął mu się nagle przyglądać z wielką uwagą.

Wzięli mnie na przesłuchanie do Gestapo – opowiadał – i oznajmili, że sieję defetyzm, co w wojennych warunkach jest szczególnie ciężkim przestępstwem. Przesiedziałem dwa tygodnie w areszcie i mój adwokat musiał się solidnie napracować, żebym nie wylądował w więzieniu lub KZ–cie.

Utyskiwanie na złą passę w interesach nie było jedyną niesubordynacją pana doktora. Państwo Kuttenkeuler mieli syna w wieku szkolnym, szczupłego, wiecznie zamyślonego chłopca z delikatnymi rysami twarzy. Należał on do Hitler– Jugend (tutaj stosowana dygresja: propaganda w czasach PRL tak nas zdołała ogłupić, że kiedy kardynał Ratzinger został papieżem, media w wolnej już przecież Polsce zarzucały mu, że miał zaplamioną przeszłość, bo w młodości należał do HJ. Nie znalazł się nikt, kto by napisał, że członkostwo nie było dobrowolne. Uczeń, nie należący do organizacji nie mógłby uczęszczać do szkoły). Mały Kuttenkeuler nie chodził na zbiórki i często musiała doprowadzać go na nie policja, więc pewnego dnia zagrożono rodzicom, że jeżeli nie wpłyną na latorośl, to władze będą musiały ich wyręczyć w wychowaniu chłopca na dobrego Niemca…

W naszym podwórku mieszkała niezaprzeczalnie dobra Niemka, pani Rogalinski. Nazwisko otrzymała po mężu i nie mówiła po polsku. Przekupywała ona urzędników i kolejarzy, by przemycić swą żydowską koleżankę z ławy szkolnej do Generalnej Guberni, ulokować w jakiejś kryjówce, a potem móc sterować dyskretnie jej losem i wspomagać w potrzebie. Wysiłek nie poszedł na marne, koleżanka przeżyła wojnę. Pani Rogalinski przyznała się później, że nie bardzo wierzyła w skuteczność swoich wysiłków, ale – jak zwierzała się już po wojnie – pragnęła uspokoić swe chrześcijańskie sumienie, nawet gdyby miała zostać za to ukarana. Codziennie po przebudzeniu modliła się do Boga o powodzenie akcji. Gdyby nawet modły nie okazały się skuteczne – jak tłumaczyła którejś ze swych przyjaciółek, to szkolnej koleżance łatwiej byłoby przetrzymać swe ostatnie chwile dzięki świadomości, że ktoś próbował ją ratować.

– A gdyby się nie udało i ty w dodatku poszłabyś do więzienia – dopytywała się przyjaciółka – czy nigdy nie ogarniały cię myśli, że gra jest zbyt ryzykowna?

– Sumienie nie jest aż tak podatne na kalkulację.

Spośród kilkudziesięciu niemieckich mieszkańców podwórka tylko jedna osoba, frau Peters – żona poległego na wojnie oficera Waffen SS była zdeklarowaną nazistką.

– No cóż, panie Gurfinkiel – odezwała się pewnego dnia do mego taty – przegraliśmy wojnę i musimy to odpokutować, Ale gdybyśmy wygrali, to byśmy wam pokazali.

– Pani Peters, a co jeszcze moglibyście nam pokazać? Zdaje się, zobaczyliśmy o wiele więcej, niż człowiek może znieść.

To właśnie ona była jedyną osobą, która chętnie nasłałaby Gestapo na panią Rogalinski, bo nie dało się ukryć tego co robiła i wkrótce całe podwórko o tym wiedziało. Nikt jednak jej nie zadenuncjował, bo pani Rogalinski była niepodważalnym autorytetem moralnym dla wszystkich mieszkańców i frau Peters musiała bardzo wyraźnie odczuć presję środowiska, skoro uznała, że rozsądniej będzie nie robić użytku ze swych domysłów.

W czasie okupacji istniały w Polsce dwie szkoły konspiracji: krakowska o warszawska. Według pierwszej gwarancją bezpieczeństwa było uczestnictwo jak najliczniejszej grupy w ramach konspiracyjnej mikrospołeczności. Konspiracja umacnia więź do tego stopnia, że ludzie powiązani wspólną tajemnicą potrafią wypracować mechanizmy zapobiegające przeciekom. Taktykę tę ilustruje anegdota o tym, jak to pewien akowiec zapukał do niewłaściwych drzwi.

– Proszę pana, to zebranie komórki AK jest w mieszkaniu dokładnie nad moim, o dwa piętra wyżej.

– Skąd pan wie?

– Oj, pan chyba z Warszawy się urwał…

Szkoła warszawska zakładała, że każdy uczestnik konspiracji powinien znać tylko dwie osoby: tę przez którą został wprowadzony i tę, którą potem sam wprowadził w arkana potajemnych operacji.

Nasza niemiecka sąsiadka bezwiednie przetestowała skuteczność krakowskich metod walki konspiracyjnej.

Dopiero po latach od poznania historii pani Rogalinski, już w zupełnie innych czasach naszła mnie refleksja, że w warunkach dehumanizacji władzy korupcja jest najmniejszym złem, a często staje się wręcz dobrem przez to, że tylko ona potrafi jeszcze wyzwolić przytłumione ludzkie instynkty.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

25 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  2. natan gurfinkiel 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  3. PIRS 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
      • A. Goryński 01.02.2015
        • Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
        • A. Goryński 01.02.2015
  4. wdr 01.02.2015
  5. Rotter - Płóciennikowa 01.02.2015
  6. Magog 01.02.2015
  7. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  8. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  9. Sroka 01.02.2015
  10. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  11. Magog 02.02.2015
  12. Jerzy Łukaszewski 02.02.2015
  13. jmp eip 02.02.2015
  14. Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  15. Malgorzata P. Bonikowska 03.02.2015
  16. jmp eip 03.02.2015
    • Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  17. P.J. Dąbrowski 08.02.2015
  18. L.Kurz 15.02.2015