Natan Gurfinkiel: Niemcy z mego gdańskiego podwórka28 min czytania

()

W fabryce dochodziło niekiedy do zatargów wśród załogi i jedna z polskich pracownic w ferworze kłótni , zwymyślała swą koleżankę od niemieckich kurew. Mój ojciec wykazał się siłą charakteru, jakiej się nawet się nawet po nim nie spodziewałem. Później, w latach 50. i 60. nigdy już nie zdobył się na samodzielną ocenę sytuacji. Powtarzał propagandowe slogany o zachodnioniemieckiej żądzy odwetu i strofował mnie za niedocenianie niebezpieczeństwa ze strony militarystów i odwetowców.

Ale w owych czasach, bezpośrednio po wojnie, nie był jeszcze spętany strachem, odbył więc rozmowę z polską dziewczyną.

– Pomyśl, jeżeli zaczniemy traktować Niemców tak jak oni postępowali z nami, to staniemy się tacy sami, a wówczas możemy całe to nasze tak ciężko wywalczone zwycięstwo wsadzić sobie w dupę, bo to oni będą prawdziwymi zwycięzcami. Teraz już wiesz dlaczego nie mogę tolerować takich zachowań. Przeprosisz publicznie swą koleżankę…

Podczas przerwy obiadowej niemiecka pracownica została przeproszona na oczach całej załogi. Dziewczyny podały sobie ręce. Sprzeczki zdarzały się nadal, ale nigdy już nie padał argument, że jest się Polakiem lub Niemcem. Często jednak obserwowałem w różnych miejscach antagonizmy w stanie wrzenia. W mojej klasie mieliśmy koleżankę z imieniem i nazwiskiem nie nasuwającym żadnych podejrzeń (już nie pamiętam po tylu latach, jak się nazywała). Mówiła bardzo nieporadną polszczyzną, z silnym niemieckim akcentem, stała się więc szybko przedmiotem docinek i drwin. dziewczyna smutniała w oczach, aż któregoś dnia przestała przychodzić na zajęcia.

Pewnego dnia przyszedł do klasy dyrektor szkoły – polski gdańszczanin sprzed wojny.

– Wasza koleżanka dostała przez was rozstroju nerwowego i wzięto ją do sanatorium na kurację. Jej ojciec był działaczem polonijnym w Wolnym Mieście. Zginął w Stutthofie. Jej mama rozchorowała się od tych przeżyć, a ponieważ nie mogła w tym stanie zapewnić dziecku należytej opieki, koleżanka wasza została w trybie administracyjnym zabrana z domu i oddana niemieckiej rodzinie na wychowanie.

W klasie zapanowała cisza i siedzieliśmy wszyscy ze spuszczonymi głowami…

Przyjechałem do Gdańska na wiosnę i kiedy poszedłem do Kuratorium, żeby załatwić sprawę mojej dalszej nauki, powiedziano mi , że spawa musi zaczekać do początku nowego roku szkolnego. Poszedłem do Urzędu Zatrudnienia i otrzymałem skierowanie w charakterze ucznia ślusarskiego do fabryki maszyn przy Grunwaldzkiej, w jakimś miejscu między Wrzeszczem a Oliwą.

Nazajutrz, kiedy przyszedłem do pracy, majster wydawał mi polecenia w rodzaju „halaj no ta brechta” i dopiero gdy któryś z moich nowych kolegów wytłumaczył mi co mam zrobić, pojąłem czego żąda majster.

– Czy pan jest Kaszubem? – zapytałem, kiedy przyszedłem by wysprzątać mu kantorek.

– Wiesz, kiedy za Niemca powiedziałem że jestem, wyzwali mnie od głupich Polaków i jakiś życzliwy niemiecki znajomy doradził mi, żebym się za bardzo nie obnosił ze swoją kaszubskością. Jak przepędzili Niemców i nastała Polska, to sobie pomyślałem, że nareszcie będę mógł mówić: tak, jestem Kaszubem. Ale kiedy poszedłem załatwić sprawę do jakiegoś urzędu, usłyszałem ze Kaszubi to nie są całkiem echt Polacy i że bliżej im do Niemców. Więc jak mamy dobrze się czuć tutaj razem, to nie pytaj mnie kim jestem, bo mogę tylko powiedzieć – jestem tutejszy…

Zmarły w czasie wojny mąż pani Rogalinski był zapewne Kaszubem i tylko choroba uchroniła go przed wcieleniem do Wehrmachtu. Nie uniknął tego fabryczny kierowca, Kurt Lewandowski.

Przed upaństwowieniem fabryka nie dysponowała samochodem, a dr Kuttenkeuler, mimo że miał prywatny pojazd, najchętniej jeździł rowerem – nawet na spotkania w interesach .Nie ujmowało mu to powagi, bo kontrahenci doskonale rozumieli, że rowerowe przejażdżki są korzystne dla zdrowia. Dla nowo mianowanego polskiego dyrektora samochód z kierowcą był kwestią prestiżu, bo przecież nie wypadało, by główny reprezentant państwowego bądź co bądź obiektu przemysłowego jeździł rowerem lub, co gorsza, korzystał z publicznego transportu miejskiego w sytuacjach służbowych. Argumentacja ta bezbłędnie trafiała do urzędników i przełożony mego taty bez szczególnych trudności uzyskał przydział na lekko zdezelowany służbowy samochód, mniej okazały od „demokratki”. Tak powszechnie nazywano dostarczany przez UNRRĘ chevrolet fleetmaster, którym jeździli notable nowej władzy. Nazywała ona sama siebie demokracją (jeszcze bez nieodzownego później przymiotnika „ludowa”) i widziałem na własne oczy kwestionariusz dla osób udzielających rekomendacji kandydatom do PPR. Wydrukowany tekst głosił: „znam w/w jako dobrego Polaka i szczerego demokratę”.

W roku mego przyjazdu przyglądałem się pochodowi pierwszomajowemu (naonczas jeszcze dobrowolnemu) i zapadli mi w pamięć dwaj byli oświęcimiacy w pasiakach. Mocno już podchmieleni wykrzykiwali hasło: „przeżyliśmy okupację, przeżyjemy demokrację”!

Kurt Lewandowski, który nim trafił do Wehrmachtu miał na imię Kazimierz, nie widział dla siebie szansy na przeżywanie demokracji w Polsce. Ranny na wojnie w nogę, chodził dość mocno utykając. Na uwagę mego ojca, że jest Polakiem i mówi normalnie po polsku, mógłby więc zadeklarować lojalność wobec państwa polskiego i nie wyjeżdżać do Niemiec, powiedział:

– Panie Gurfinkiel, ja miałem wybór: Wehrmacht albo Stutthof. Wiem, że Polska wolałaby, bym bohatersko dał się zakatować na śmierć, zamiast tchórzliwie utracić na wojnie sprawność w nodze. Ale kiedy tak się już stało, to państwo niemieckie będzie przynajmniej musiało wypłacać mi rentę.

Posądzenie o zdradę było w owych czasach mocno zdewaluowaną monetą, do tego stopnia, że sam doświadczyłem czegoś takiego. Przyszłość polskiej nacji była reprezentowana na naszym podwórku przez trzech chłopców i cztery dziewczyny w perspektywicznym wieku. Mimo, że miały one liczebną przewagę, nie zwracały na nas szczególnej uwagi i byliśmy nawet traktowani z lekceważeniem, tak jakby to nas było znacznie więcej. Sytuacja zmieniła się pewnego dnia, kiedy zostałem przychwycony na wchodzeniu z niemiecką dziewczyną do jej mieszkania. Czułem, że nasze rodaczki, mimo iż nie komentowały sytuacji, były dotknięte na honorze i stanie posiadania. Trudno im było znieść świadomość, że z dnia na dzień zrobiło się ich dwukrotnie więcej niż nas. Podejrzewałem więc że nasz dziewczęcy narybek narodowy nie wytrwa długo w przemilczaniu tematu i przeczucie mnie nie zawiodło.

Któregoś z następnych dni córka naszego dozorcy odezwała SIȩ do mnie swoim pięknym wileńskim zaśpiewem i to, co miała mi do powiedzenia sprawiło, że jej kresowy akcent był jeszcze wyraźniejszy niż zazwyczaj.

– Nie musjałeś wcaale tego robić, bo polskie dźjewczyny mają wszijstko to, co chcjałeś znaaleźć u tej tam, więc njepotrzebnie zrobiłeś nam taką pszyykrosć. Swą patriotyczną tyradę podsumowała kokieteryjnym, ale stanowczym stwierdzeniem: moja bułka smaaczna…

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

25 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  2. natan gurfinkiel 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  3. PIRS 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
      • A. Goryński 01.02.2015
        • Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
        • A. Goryński 01.02.2015
  4. wdr 01.02.2015
  5. Rotter - Płóciennikowa 01.02.2015
  6. Magog 01.02.2015
  7. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  8. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  9. Sroka 01.02.2015
  10. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  11. Magog 02.02.2015
  12. Jerzy Łukaszewski 02.02.2015
  13. jmp eip 02.02.2015
  14. Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  15. Malgorzata P. Bonikowska 03.02.2015
  16. jmp eip 03.02.2015
    • Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  17. P.J. Dąbrowski 08.02.2015
  18. L.Kurz 15.02.2015