Natan Gurfinkiel: Niemcy z mego gdańskiego podwórka28 min czytania

()

–Moi warszawscy kontrahenci – ciągnął dalej pan Kutteneuler – jako osoby wychowane na dobrych wzorach, dziękowali za zainteresowanie i obiecywali nawiązać ze mną łączność gdy tylko sytuacja na to pozwoli. Ta rutynowa korespondencja urwała się w roku 1942. Listy wracały z nadrukiem „adresat nieznany”. Mówiąc najoględniej, zrozumiałem, że nigdy już nie będę miał okazji porozmawiać z ludźmi, których znałem tylko listownie.

Nie wszyscy rozmówcy taty potrafili zaprezentować taką elegancję stylu. Naszym bezpośrednim sąsiadem z parteru był uwielbiany przez wszystkich pan Dieter Einholz, łagodny, uśmiechnięty, zawsze gotowy pomóc gdy tylko mógł. Był on mechanikiem od naprawy maszyn, ale potrafił zreperować dowolne urządzenie.

W młodości pracował w stoczni Schichau (powojennej Stoczni Gdańskiej). Pewnego dnia zamiast przyjść po pracy do domu, pojechał tramwajem do Neufahrwasser (Nowego Portu), zamustrował się na statek i wrócił do Gdańska po dwudziestu latach, spośród których kilkanaście spędził we francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Później mieszkał w Aix– en– Provence, gdzie otworzył warsztat ślusarski. Latem 1939 roku pojechal do Gdańska, by zobaczyć się z rodzicami i nie zdołał już wrócić, bo Gdańsk został przyłączony do Rzeszy, której Francja wypowiedziała wojnę. Po dwóch latach pan Einholz został zmobillizowany i wysłany na front wschodni. Został ranny i po wypisaniu ze szpitala uznany za niezdolnego do służby. Znalazł zatrudnienie w fabryce doktora Kuttenkeulera i wkrótce po podjęciu pracy ożenił się z dziewczyną z firmy. Pod koniec wojny urodziła im się dziewczynka, która stała się maskotką, rozpieszczaną przez wszystkich mieszkańców posesji, nie wyłączając Polaków.

Pan Einholz nie przebierał w słowach, kiedy mówił o swoich rodakach.

– Widziałem na froncie takie rzeczy, że nic mnie już nie zdziwi, powiedział któregoś dnia memu tacie Tu nie ma co owijać w bawełnę. Jeżeli ktoś mówi, że nie wiedział o obozach, zbudowanych po to by uśmiercać ludzi, to znaczy, że nie chciał wiedzieć. Taka jest prawda w całej swej prostocie. Wstydzę się, że jestem Niemcem, a najbardziej tego, że moi rodacy nie chcą uznać swej winy, bo wszystko zrobił Hitler, a oni, porządni ludzie nic o tym nie wiedzieli.

Pan Einholz powiedział memu ojcu, że nawiązał kontakt z francuskim konsulatem i jest w trakcie załatwiania formalności związanych z osiedleniem się we Francji.

Najbardziej niezwykłą rzeczą, która wydarzyła się na podwórku był ślub magazyniera z fabryki z dorodną i poczciwą, lubianą przez wszystkich niemiecką dziewczyną. Miała na imię Lotte. Jak opowiadała swoim koleżankom, zrobiło jej się żal nieśmiałego i wiecznie melancholijnego magazyniera, na którego polskie dziewczyny nie zwracały uwagi, bo uważały że jest brzydki. Chciała go tylko pogłaskać, by dodać mu otuchy i gdy dotknęła dłonią, ogarnęło ją podniecenie. Po kilku dniach dniach wszystkie dziewczyny zauważyły, że Staszkowi, jak miał na imię, złagodniały rysy. Z uśmiechem na twarzy i energicznymi ruchami przestał wydawać SIȩ brzydki. Lotte też promieniała, bo jak mówiła koleżankom, nigdy przedtem nie doświadczyła od żadnego mężczyzny tylu odruchów czułości i takiego uwielbienia. Nie minęło wiele czasu, kiedy oznajmiłaa koleżankom, że jest w ciąży…

Wkrótce potem podwórko opustoszało z niemieckich mieszkańców. Chodziłem już wtedy do szkoły i byłem ze swoją klasą na kilkudniowej wycieczce w Karkonoszach. Kiedy wróciłem, z dawnych niemieckich mieszkańców został tylko pan Einholz wciąż czekający na francuską wizę i Lotte Borówko, jak się teraz nazywała. Uczę się intensywnie polskiego, oznajmiła, ujrzawszy mnie. Strasznie trudny jest ten wasz język, ale dam radę…

Nie znam dalszych losów moich niemieckich sąsiadów – doktora Kuttenkeulera, pani Rogalinski, pana Lewandowskiego. Słyszałem, że panu Einholzowi dano pozwolenie na stały pobyt we Francji.

Dostałem też dwa listy od Ulli po jej zamieszkaniu w Düsseldorfie. Jej ojciec, wypuszczony przez Anglików z obozu jenieckiego, zamieszkał z nią i z jej mamą w nowym domu. Jak mi napisała, ona sama i Charlotte oswajają się z nowym otoczeniem, co nie jest całkiem bezproblemowe.

– Pamiętasz, pisała – jak mówiłam ci na plaży, że Gdańsk, w którym się urodziłam przestał już być moim miejscem na ziemi. Gdańsk już przestał, a Düsseldorf jeszcze nie zdążył się nim stać i nie wiem nawet czy do końca tego pragnę. Czuję się jakby umieszczono mnie w próżni między przeszłością a przyszłością. Teraz dopiero zrozumiałam do końca twoją uwagę, która wówczas mnie zadrasnęła, że nie trza było wywoływać wojny…

W drugim liście poinformowała mnie, że wychodzi za mąż i wyjeżdża do Nowej Zelandii. Mam nadzieję – pisała – że to małżeństwo, i całkowita zmiana otoczenia zrobi mi dobrze, ale trzymaj za mnie kciuki…

*************

Moja powojenna gdańska codzienność była rodzajem szczepionki przeciwko PRL-owskiej propagandzie na temat żądzy odwetu ze strony „niesłusznych” zachodnich Niemców, którzy dawno już najechaliby najechali by Polskę, by odbić utracone tereny, tylko gdyby nie nasz sojusz ze Związkiem Radzieckim i istnienie buforu w postaci NRD. Wielu skądinąd rozsądnych i dalekich od komunizmu ludzi dało się nabrać na ten mit zagrożenia ze strony Niemiec wmontowanych w struktury UE i NATO.

Jednym z niewielu, którzy zgodnie z tekstem piosenki Młynarskiego, „mnie wyczuwali” był Jerzy Karaszkiewicz.

Kiedyś nagrywał postsynchrony do jakiegoś filmu w studiu WFD na Chełmskiej. W którymś momencie zepsuła się aparatura. Przerwa trwała dość długo i aktorzy zaczęli się nudzić. Karaszkiewicz podszedł do mikrofonu, nie wiedząc, że przed chwilą technicy zdołali naprawić defekt. W ogromnej hali studia rozległ się zachrypnięty i sepleniący głos aktora: tu stacja Kutno, tu stacja Kutno. Odwetowcom i militarystom zachodnioniemieckim załoga naszego węzła kolejowego mówi swe zdecydowane NIE – powtaaarzam…

natan gurfinkiel

niektóre nazwiska zostały zmienione

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

25 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  2. natan gurfinkiel 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  3. PIRS 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
      • A. Goryński 01.02.2015
        • Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
        • A. Goryński 01.02.2015
  4. wdr 01.02.2015
  5. Rotter - Płóciennikowa 01.02.2015
  6. Magog 01.02.2015
  7. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  8. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  9. Sroka 01.02.2015
  10. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  11. Magog 02.02.2015
  12. Jerzy Łukaszewski 02.02.2015
  13. jmp eip 02.02.2015
  14. Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  15. Malgorzata P. Bonikowska 03.02.2015
  16. jmp eip 03.02.2015
    • Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  17. P.J. Dąbrowski 08.02.2015
  18. L.Kurz 15.02.2015