Natan Gurfinkiel: Niemcy z mego gdańskiego podwórka28 min czytania

()

Za którymś razem zapytałem ją co by się stało, gdyby natknęła się na kogoś takiego jak ja przed końcem wojny.

– Taka sytuacja byłaby niewyobrażalna. Ciebie by powiesili, a ja poszłabym do KZ–tu.

– Uważałaś to za normalne?

– Nie dręcz mnie. Bardzo mnie zainteresowałeś, kiedy rozmawialiśmy na podwórku od czasu do czasu, a mama wyrażała SIȩ w superlatywach o twoim ojcu jako przełożonym w fabryce. Gdy zobaczyłam cię na plaży, zapragnęłam przetestować to, za co przedtem groziła mi kara. Ekscytowałbyś mnie chyba o wiele mniej, no powiedzmy nieco mniej, gdybym nie wiedziała, że jesteś Żydem. Dzięki tobie przekonałam się ostatecznie że pojęcie Rassenschande (pohańbienie rasy), którym nas faszerowano, było nadmuchanym balonem. Powinnam ci dziękować, że go przedziurawiłeś…

Oprócz różnych innych zalet Ulla miała dobry głos i chętnie śpiewała, któregoś dnia usłyszałem więc pieśń, którą pamiętałem z domu mojej babci:

„Ich weiß nicht, was soll es bedeuten,
Daß ich so traurig bin,
Ein Märchen aus uralten Zeiten,
Das kommt mir nicht aus dem Sinn.
Die Luft ist kühl und es dunkelt,
Und ruhig fließt der Rhein;
Der Gipfel des Berges funkelt,
Im Abendsonnenschein”…

– O, Die Lorelei…

– Znasz?

– Jasne. To Heine

– Jaki znów Heine?

– A kto?

– To pieśń nieznanego autora. Tak nas przynajmniej uczono w szkole.

Zapytałem później Charlotte, jej mamę, jak mogło dojść do tego, że tak inteligentna i oczytana dziewczyna jak Ulla nie zna jednego z najwybitniejszych niemieckich poetów.

– Natanie, postaraj się mnie zrozumieć. Nie prostowałam tego, co wbijano jej do głowy. Nie to, żebym obawiała się, że moje własne dziecko mnie zadenuncjuje, ale mogła przez lekkomyślność powiedzieć o kilka słów za dużo i napytać biedy.

To właśnie ona opowiedziała memu tacie o tarapatach właściciela fabryki w następstwie wypowiedzianego zbyt głośno stwierdzenia. że w wolnym mieście robił lepsze interesy niż po przyłączeniu Gdańska do Rzeszy.

Pan Kuttenkeuler nie tylko, tak jak Charlotte, wiedział o Heinem. W swoim księgozbiorze miał pierwsze wydania jego tomików poezji. Również Goethe, Schiller, Lessing, Klopstock, Fontane i inni klasycy również byli reprezentowani w bibliofilskich wydaniach, bo jak o wiele później zrozumiałem, sama świadomość wartości posiadanego egzemplarza jest ważniejsza od treści, która po latach może wydawać się nudna.

– Panie Gurfinkiel, nagabywał mego ojca, błagam… Nie będę mógł zabrać swej biblioteki, więc wstawią ją do jakiej świetlicy i zniszczą lub rozgrabią. Pan jest tutaj jedynym człowiekiem, który miałby pożytek z tych książek.

– Nie mogę tego przyjąć, bo czułbym się jakbym pana ograbił. Gdybym mógł zapłacić uczciwą cenę, to bym odkupił od pana ten księgozbiór. A jak ktoś chce pana obrabować, to niech działa na własny rachunek, ja do tego ręki nie przyłożę.

Ojciec był człowiekiem porządnym do szpiku kości, ale nie zawsze miał wyczucie taktu i potrafił mądrze SIȩ zachować, Gdyby mama żyła, wytłumaczyłaby mu, że pan Kuttenkeuler mógł poczuć się zraniony tym odtrąceniem gestu. Doznałem chyba jakiejś iluminacji, kiedy zacząłem sobie wyobrażać jak moja mama zareagowałaby w takiej sytuacji.

– Powiedz panu doktorowi, że przemyślałeś sprawę i przepraszasz za szorstką odpowiedź. Poproś go o jedną książkę na pamiątkę. Zapewnij pana Kuttenkeulera, że bardzo doceniasz jego piękny odruch i przechowasz go w pamięci ile razy spojrzysz na tę książkę…

W ten sposób otrzymaliśmy trzytomowe wydanie monumentalnego dzieła Theodora Mommsena „Römische Geschichte” z połowy XIX, za które autor dostał w roku 1902 ustanowioną rok przed tym literacką nagrodę Nobla.

Mój tata streszczał mi nieraz swe rozmowy z byłym właścicielem fabryki. Zapytał go kiedyś czy wiedział o zbrodniach popełnianych przez nazistów.

– Gdyby to pytanie zadał mi ktoś inny, powiedziałbym krótko – nie wiedziałem i nie byłoby zupełnym kłamstwem. Ale wobec pana muszę zachować się uczciwie, bo nie wyczuwam wrogości w pańskim pytaniu. Jest ono, jak rozumiem, podyktowane rzetelnością poznawczą, bo chce pan wysłuchać drugiej strony, nie bacząc na emocje tak naturalne po tym wszystkim, czego musiał pan doświadczyć.

Więc sformułuję to w ten sposób: nie wiedziałem, bo tak było wygodniej. Jak pan wie, jestem człowiekiem apolitycznym, więc uczepiłem się tej apolityczności, bo dawała mi łatwe alibi, gdy rzeczywistość wydawała mi się zbyt straszna, by można ją było znieść bez odwracania wzroku od natrętnej codzienności…

Pan Kuttenkeuler przeprosił na chwilę i wyszedł do sąsiedniego pokoju. Po chwili wrócił ze skoroszytem pełnym korespondencji handlowej.

– Proszę, niech pan spojrzy, Miałem przed wojną kilku kontrahentów Warszawy. Kontakt urwał się oczywiście z wybuchem wojny, ale po jakimś roku od wkroczenia wojsk niemieckich ponowiłem gotowość podtrzymywania kontaktów handlowych. Nie miałem szczególnej nadziei na odnowienie kontaktów, ale dobry obyczaj nakazywał pisanie kurtuazyjnych listów do ludzi, z którymi prowadziło się interesy.

Na kopertach widniał stempel: „Jüdischer Wohnbezirk in Warschau”.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

25 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  2. natan gurfinkiel 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  3. PIRS 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
      • A. Goryński 01.02.2015
        • Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
        • A. Goryński 01.02.2015
  4. wdr 01.02.2015
  5. Rotter - Płóciennikowa 01.02.2015
  6. Magog 01.02.2015
  7. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  8. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  9. Sroka 01.02.2015
  10. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  11. Magog 02.02.2015
  12. Jerzy Łukaszewski 02.02.2015
  13. jmp eip 02.02.2015
  14. Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  15. Malgorzata P. Bonikowska 03.02.2015
  16. jmp eip 03.02.2015
    • Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  17. P.J. Dąbrowski 08.02.2015
  18. L.Kurz 15.02.2015