wczoraj otrzymałem pełen niepokoju SMS z warszawy, z zapytaniem czy nie ucierpiałem od aktów terroru. dziś rano otrzymałem mail od polskiego przyjaciela z francji, gdzie mieszka od czasów stanu wojennego. przytaczam w oryginalnej pisowni ten krótki mail, nazwany „Jeg er dansk” (co jest dosłownym tłumaczeniem „je suis danois” – „jestem duńczykiem”), tytułu z dziennika „le libération” …
Drogi Natanie,
No to doczekalismy sie czasow, gdy latwiej jest byc Zydem w Polsce niz we Francji czy w Danii. Oczywiscie najlatwiej jest tlumaczyc to postepujaca islamizacja spoleczenstw europejskich, chociaz glownym problemem (przynajmniej tutaj) pozostaje calkowite fiasko integracji drugiego pokolenia emigrantow muzulmanskich.
Jak pewnie wiesz, po styczniowym ataku na koszerny supermarket w Paryzu, ilosc zadeklarowanych Francuzow-kandydatow do Aliyah* wzrosla w sposob potegowy. Ciekaw jestem czy podobna tendencja dotknie Danie.
Sciskam Cie serdecznie,
M.
drogi,
mimo oczywistych podobieństw zaobserwowałem też kontrasty, korzystnie odróżniające danię od francji. w tutejszych reakcjach na akty terroru rzuca się w oczy rzeczowość, brak histerycznej demagogii, podlanej gęstym patriotycznym sosem, i staranne wystrzeganie się nadmiernej emfazy i wszelkiego kiczu, czego – co stwierdzam z przykrością – nie zdołano uniknąć w twej awaryjnej ojczyźnie, nie bacząc na jej kartezjańską tradycję. w oficjalnych przemówieniach punktem odniesienia jest społeczeństwo i wspólnota obywatelska, a nie, jak to często bywa w wielu krajach – więzy krwi.
w kopenhadze od lat z dumą podkreślano jej multietniczny i wieloreligijny charakter. odzwierciedleniem tego było hasło: antisemitisme og islamofobi ikke i vores by (antysemityzm i islamofobia – nie w naszym mieście), które można było zobaczyć na słupach ogłoszeniowych w całym mieście.
zdarzały SIȩ oczywiście antysemickie incydenty i próby zastraszania żydów, ale były one dziełem ekstremistycznych grup muzułmańskich i ich sojuszników ze środowiska duńskich lewackich ultrasów.
teraz po ostatnich aktach terroru „duńska rada islamistyczna” zrzeszajca wiȩkszość stowarzszeń muzułmańskich w danii w stanowczym oświadczeniu napiȩtnowała akty terroru, a przedtem zachowała SIȩ tak samo wobec sprawców niedawnych ataków terrorystycznych w twoim kraju.
wczoraj, w poniedziałek wieczorem w dzielnicy østerbro, w pobliżu kawiarni „krudttønden”, gdzie padły pierwszy śmiertelny strzał, odbyła SIȩ uroczystość żałobna z udzialem ponad 30 tysięcy uczestników. jednym z mówców był ambasador francji, obecna też była duńska pani premier, i premier szwecji, i wiele znanych osobistości.
godne szczególnej uwagi było wystąpienie przewodniczącego gminy żydowskiej w kopenhadze, w którym mówił o konieczności wystrzegania się antyislamskiej retoryki, by społeczność muzułmańska nie odniosła wrażenia, że to ona jest zwalczana, a nie ekstremiści w jej obrębie.
problem nieudanej integracji drugiego pokolenia muzułmańskich imigrantów istnieje również tutaj i na obrzeżach kopenhagi są osiedla w rodzaju trappes lub aulany -sous-bois, ale ich mieszkańcy nie są aż tak agresywni, jak to się dzieje w podparyskich imigranckich gettach; i napaści na przechodniów o europejskim wyglądzie nie są zbyt częste.
kopenhaga oswoiła się z dziewczynami w hidżabach. można SIȩ na nie natknąć na ulicy, w instytucjach publicznych, bibiotekach, przy kasach supermaketów i domów towarowych i na uczelniach.
w szpitalach duża część lekarzy i pielęgniarek, to muzułmańscy imigranci drugiego pokolenia – absolwenci medycyny i szkół pielęgniarskich. ale o pełnym równouprawnieniu imigrantów, nawet tych z duńskim obywatelstwem, trudno jest jeszcze mówić. swój sukces w życiu zawodowym, a niekiedy również w karierze politycznej zawdzięczają zdolnościom i kwalifikacjom. o całkowitym zrównaniu szans można będzie mówić dopiero wówczas, kiedy głupi imigrant też będzie miał możliwości zrobienia kariery…
wracając do ostatnich wydarzeń… zwraca uwagę brak zaciekłości i antyislamskiej retoryki, tak widocznej w paryżu. nawet znany polityk z „duńskiej partii ludowej”, która jest chyba odpowiednikiem „le front national” we francji, w wywiadzie nadanym przez telewizję po wczorajszej uroczystości starannie unikał wszelkich akcentów ksenofobicznych, co jest rutyną w tej partii, wyczuwając najwidoczniej, że nie spotkałoby się to z przychylną reakcją.
____________________________________
* aliyah – emigracja żydów z diaspory do izraela
natan gurfinkiel



Wyjdę (k***a) na rasistę, ale w mojej (niestety coraz dłuższej) medycznej drodze przez mękę spotykałem już wszystkie nacje. Z pobieżnej, mojej i niczyjej innej statystyki(po prostu przeglądane w klinikach listy lekarzy, z fotkami i stopniami n.) wynika, że trzy czwarte tych dobrych muzułmańskich to Persowie. Dziwnie mi to pasuje do mojego najlepszego Mahmuda Feriduniego (niestety poszedł na emeryturę, a jego synowi głupie niemieckie przepisy nie pozwoliły odziedziczyć praktyki) ale nie tylko: Już Ibn Khaldoun pisał, że Persowie to najlepsi lekarze. I to są potomkowie bardzo postępowej, dostatniej i wykształconej inteligencji irańskiej, co uciekała do Europy już za czasów tego Pahlawi, co był za głupi na Atapersa. Francuzi, podobnie jak Holendrzy, wycofując się zabrali ze sobą własnych kolaborantów. Więc bezideowych oportunistów. W drugim (chyba nawet już trzecim?) pokoleniu tych dzieciaków wejście w skrajny islamizm, na fali buntu przeciw pogardzanym, bo nie zapewniającym upragnionego dobrobytu rodzicom musi być wyborem całkiem naturalnym. Te małolaty telefonujące z Syrii, tłumaczące mamusiom w Marsylii że właśnie osiągnęły cel życia, czyli że urodzą szehidowi jak najwięcej innych, takich samych, niczym mnie nie zaskakują. Mieliśmy swoje ciotki rewolucji. (teraz z rasisty przeobrażam się w myzogyna) Aby uniknąć dalszych niekorzystnych…..
Moment, moment! Już miałem zamiar skończyć, ale mi się coś przypomniało. Bo rzeczywiście opłaca się czasem zaglądać do synagogi. Tam w Berlinie, na J.-Strsse byłem dwa razy. Za drugim razem (oczywiście w szabat), widzę za stołem sympatycznego murzyna, atletycznej budowy. Więc pytam sąsiada: panie Rozencwajg, w zeszłym roku tego murzyna tu nie było? Tak, panie Goryński, on był w armii u Amerykanów i się nawrócił, bo się ożenił z żydówką. Oczywiście przyjęliśmy go do gminy. Ale – mówiąc między nami – to nie jest prawdziwy Żyd.
No więc nie wiem, jaką on ma szansę dostać nożem od Islamiczka, jak ten wystrojony rabin na ulicy w Berlinie. Bo może raczej od jakiegoś skina (co ich tam też jak psów… sorry psów jest w Berlinie więcej, patrz pod nogi). Bo jak będzie szedł z białą kobietą…
drogi natanie, zjawisko terroru dolaczylo do innych koszmarow, jakimi od zarania popisuje sie ludzie, jedyna humanistyczna na to reakcja, to ta jaka opisujesz, jeden z moich dunskich filmow nazywal sie „Obcy” (obserwacja tureckich robotnikow, ktorzy z dworca kolejowego w Kopenhadze zrobili siebie miejsce weekendowych spotkan),
ciesze sie, ze Dunczycy, ktorzy ciebie i mnie przygarneli do swego grona, nauczyli sie zyc z „innymi” ( my bylismy ich pierwszym eksperymentem) i zamiast panikowac – wciagaja ich do wspolnego protestu, ale czy jest az tak zle, ze tylko ty i ja zejdziemy z tego swiata optymistami?, czy to dlatego, ze obaj otarlismy sie o rasistowskie pieklo, a dzielenie ludzi jakiejs religii religia na dobrych i zlych, przypomina nam slynne: „zyd, ale porzadny czlowiek”?.