termin ten znany był dawniej pod łacińską nazwą „twarde prawo. ale prawo”- ale z ręką na sercu, moi kochani (ewentualni) czytelnicy. kto jeszcze uczy się łaciny? najwyżej kilku nadgorliwych studentów wydziałów prawa i administracji, albo przesadnie ambitni przyszli medycy.
nie jest to w dodatku żadne systematyczne aplikowanie wiedzy przyszłym prawnikom i lekarzom, którzy już na maturze musieli czytać ze zrozumieniem jakiś niewielki fragment -przeważnie kartkę formatu A5. zadrukowaną jakimś tekstem z zasobów literatury ojczystej. nic dziwnego, że nie cały utwór, bo piśmiennictwo polskie uchodzi w świecie za hermetyczne (jak ktoś nie kuma znaczenia wyrazu, to niech sobie znajdzie w wikipedii). a my, osobliwie po wejściu do UE, pragniemy otworzyć się na świat, więc nie możemy być hermetyczni, dlatego fragment wystarczy.
na przykład, po co czytać całą „odę do młodości”, kiedy wystarczą kluczowe słowa:
„dzieckiem w kolebce kto łeb urwał chytrze,
w młodości zdusi centaury”
ale tych ambitnych i nadgorliwych nie jest zbyt wielu, więc najlepiej będzie, jeżeli zdołamy uniknąć wizyt w gabinecie lekarza lub przed obliczem sędziego. zwłaszcza sala sądowa jest niebezpieczna, bo sędziowie (przepraszam, pani magdaleno i „Sub Iudice” za ujawnianie korporacyjnej tajemnicy) często bywają niedouczeni i na dodatek mają do dyspozycji regulacje prawne, które albo nie uwzględniają częstych sytuacji z życia, albo dopuszczają nadmierną dowolność interpretacji.
aby to zilustrować, odsyłam do tytułu…
natan gurfinkiel



Czy tam aby nie miało być
„dzieckom w kolebce kto łeb urwał chytrze„?
jest to wprost niebywale najsłuszniejsze od wielu lat odkrycie w historii literatury polskiej. aż żałuję że sam go nie dokonałem.
z gratulacjami i podziwem,
ja