natan gurfinkiel: pamiętnik symulanta3 min czytania

()

natan sepia2015-04-30.

już mnie wczoraj późnym popołudniem wypuszczono ze szpitala, do którego zostałem zawieziony kibitką z przyczyny symulanctwa. symulowałem bowiem niezniszczalne zdrowie, aż mnie pan bożyczek ukarał napadem boleści straszecznych, które trwały całą noc z niedzieli na poniedziałek. rano zadzwoniłem do mego lekarza rodzinnego, a ten wysłał po mnie karetkę, która zawiozła mnie na oddział kardiologiczny – medycy są jak polscy prokuratorzy – dajcie mi tylko człowieka, itd…

tak długo szukali, za pomocą zaawansowanej technologii, aż znaleźli, ale choróbsko da radę rozpędzić bez użycia skalpela. i jak tu nie piać hymnów na cześć koncernów farmaceutycznych, choć wyciskają z obywatela ostatnie soki żywotne.

a nasłać na tych głupich skandynawów polską prokuraturę razem z ZUS-em, NFZ-tem, ABW i IPN-em i innymi zbrodniczymi organizacjami, to od razu zaprowadzono by porządek, bo cała ta chora służba zdrowia nic, ino zmusza ludzi do łykania piguł, trza by więc zbadać kto za tym stoi i ile z tego ma.

drogie? a co to szkodzi? damy ci refundację, byleś tylko wspierał krwiopijców z farmaceutycznych korporacji.

póki co dochodzę do siebie po wyczerpującym turnusie, bo trzeba mieć żelazne zdrowie, żeby przetrzymać bez uszczerbku pobyt w szpitalu. ten personel chyba zwariował, bo schludniutkie i uśmiechnięte pielęgniarki wszystkich odcieni skóry, niektóre w hidżabach, bez przerwy pytają jak się czujesz i czy mogą w jakiś sposób ulżyć twoim boleściom. kiedy nie chciałem poddać się porze posiłku i nie mogłem znaleźć w karcie dań czegoś, co zjadłbym z apetytem, dziewczyny od alimentacji namówiły mnie na odżywkę dla sportowców i zaproponowały oprócz tego lody.

gdy je jadłem, przechodziła obok pielęgniarka imieniem tatiana, córka imigrantów z ZSRR. uśmiechnęła się i powiedziała:
– gdyby nie twoja zaawansowana dorosłość , powiedziałabym – jedz, jedz, będziesz rósł.
– u nas mówiło się na to: ja nie chcę być rus.
– ach, ci zwariowani polacy…

przez to nasycenie technologią i unikanie manifestowania oszczędności, zwłaszcza gdy chodzi o żywienie pacjentów, przebijają się oznaki bałaganu i zadawnionej duńskiej bezmyślności, jak to, że w łazience nie ma wieszaków na powieszenie szlafroka i trudno byłoby znaleźć jakąś półeczkę na kosmetyki…

w duńskiej służbie zdrowia wszyscy – pacjenci, lekarze, pielęgniarki i personel pomocniczy zwracają się do siebie nawzajem po imieniu. jak mi tłumaczył zaprzyjaźniony lekarz, zwyczaj ten zaczęto lansować po to by przełamać hierarchiczną strukturę na szczycie której stoi lekarz, a na samym dole pacjent, bo wpływało to źle na samopoczucie chorych i spowalniało rekonwalescencjȩ.. kiedy więc do sali (są one przeważnie dwuosobowe) wchodził nowy lekarz, wyciągał do mnie rȩkę i mówił jak ma na imię. w czasie tego pobytu były to bardzo często egzotyczne imiona. dzieci imigrantów bardziej od innych kierunków upodobały sobie studia medyczne.

rozmawiałem z czasie tego pobytu w szpitalu z damą ze sfer arystokratycznych. kiedy dowiedziała się, że jestem z polski, opowiedziała mi, że ma w genewie przyjaciółkę – madame poniatowski. dzięki niej miała dostęp do najświetniejszych salonów w mieście, bo osobę z takim nazwiskiem przyjmuje się przecież wszędzie.

była to dama na moje rozeznanie w wieku 127 lat i wobec takich osób w nawet w bardzo nieformalnej, plebejskiej i postagrarnej danii przestrzega się starannie archaicznych form towarzyskich. gdy więc do sali mej rozmówczyni wkroczył obchód z ordynatorem na czele, a ten zapytał: co pani dolega, dama odpowiedziała dramatycznym szeptem:
– wszystko, panie doktorze…

natan gurfinkiel

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

9 komentarzy

  1. j.Luk 30.04.2015
  2. Marian. 01.05.2015
  3. PIRS 01.05.2015
  4. gurnatko 01.05.2015
  5. przyjaciel Moniki 02.05.2015
  6. gurnatko 02.05.2015
  7. przyjaciel Moniki 02.05.2015
  8. PIRS 02.05.2015
  9. gurnatko 02.05.2015