już mnie wczoraj późnym popołudniem wypuszczono ze szpitala, do którego zostałem zawieziony kibitką z przyczyny symulanctwa. symulowałem bowiem niezniszczalne zdrowie, aż mnie pan bożyczek ukarał napadem boleści straszecznych, które trwały całą noc z niedzieli na poniedziałek. rano zadzwoniłem do mego lekarza rodzinnego, a ten wysłał po mnie karetkę, która zawiozła mnie na oddział kardiologiczny – medycy są jak polscy prokuratorzy – dajcie mi tylko człowieka, itd…
tak długo szukali, za pomocą zaawansowanej technologii, aż znaleźli, ale choróbsko da radę rozpędzić bez użycia skalpela. i jak tu nie piać hymnów na cześć koncernów farmaceutycznych, choć wyciskają z obywatela ostatnie soki żywotne.
a nasłać na tych głupich skandynawów polską prokuraturę razem z ZUS-em, NFZ-tem, ABW i IPN-em i innymi zbrodniczymi organizacjami, to od razu zaprowadzono by porządek, bo cała ta chora służba zdrowia nic, ino zmusza ludzi do łykania piguł, trza by więc zbadać kto za tym stoi i ile z tego ma.
drogie? a co to szkodzi? damy ci refundację, byleś tylko wspierał krwiopijców z farmaceutycznych korporacji.
póki co dochodzę do siebie po wyczerpującym turnusie, bo trzeba mieć żelazne zdrowie, żeby przetrzymać bez uszczerbku pobyt w szpitalu. ten personel chyba zwariował, bo schludniutkie i uśmiechnięte pielęgniarki wszystkich odcieni skóry, niektóre w hidżabach, bez przerwy pytają jak się czujesz i czy mogą w jakiś sposób ulżyć twoim boleściom. kiedy nie chciałem poddać się porze posiłku i nie mogłem znaleźć w karcie dań czegoś, co zjadłbym z apetytem, dziewczyny od alimentacji namówiły mnie na odżywkę dla sportowców i zaproponowały oprócz tego lody.
gdy je jadłem, przechodziła obok pielęgniarka imieniem tatiana, córka imigrantów z ZSRR. uśmiechnęła się i powiedziała:
– gdyby nie twoja zaawansowana dorosłość , powiedziałabym – jedz, jedz, będziesz rósł.
– u nas mówiło się na to: ja nie chcę być rus.
– ach, ci zwariowani polacy…
przez to nasycenie technologią i unikanie manifestowania oszczędności, zwłaszcza gdy chodzi o żywienie pacjentów, przebijają się oznaki bałaganu i zadawnionej duńskiej bezmyślności, jak to, że w łazience nie ma wieszaków na powieszenie szlafroka i trudno byłoby znaleźć jakąś półeczkę na kosmetyki…
w duńskiej służbie zdrowia wszyscy – pacjenci, lekarze, pielęgniarki i personel pomocniczy zwracają się do siebie nawzajem po imieniu. jak mi tłumaczył zaprzyjaźniony lekarz, zwyczaj ten zaczęto lansować po to by przełamać hierarchiczną strukturę na szczycie której stoi lekarz, a na samym dole pacjent, bo wpływało to źle na samopoczucie chorych i spowalniało rekonwalescencjȩ.. kiedy więc do sali (są one przeważnie dwuosobowe) wchodził nowy lekarz, wyciągał do mnie rȩkę i mówił jak ma na imię. w czasie tego pobytu były to bardzo często egzotyczne imiona. dzieci imigrantów bardziej od innych kierunków upodobały sobie studia medyczne.
rozmawiałem z czasie tego pobytu w szpitalu z damą ze sfer arystokratycznych. kiedy dowiedziała się, że jestem z polski, opowiedziała mi, że ma w genewie przyjaciółkę – madame poniatowski. dzięki niej miała dostęp do najświetniejszych salonów w mieście, bo osobę z takim nazwiskiem przyjmuje się przecież wszędzie.
była to dama na moje rozeznanie w wieku 127 lat i wobec takich osób w nawet w bardzo nieformalnej, plebejskiej i postagrarnej danii przestrzega się starannie archaicznych form towarzyskich. gdy więc do sali mej rozmówczyni wkroczył obchód z ordynatorem na czele, a ten zapytał: co pani dolega, dama odpowiedziała dramatycznym szeptem:
– wszystko, panie doktorze…
natan gurfinkiel



Życzę dużo zdrowia 🙂
A przy okazji: czy oni są otwarci na medycynę ludową?
Pół litra i, za przeproszeniem, ogórek ponoć załatwiają wszystkie problemy 🙂
Szpital to całkiem fajne miejsce.Do dzisiaj pamiętam jak do mego łóżka przyszły dwie pielęgniarki takie niczego sobie i wygalały mi ono łono przed wprowadzeniem właśnie tamtędy sondy pod serce…Nawet żonę poprosiły o wyjście z sali.
I jeszcze przykazanie:
Panie Natanie,
Niech Pan chorować przestanie!
Rada kahału SO stosunkiem głosów 7:2 życzy Natanowi zdrowia. 🙂
bardzo dziękuję czcigodnej radzie kahału SO za wyrozumiały stosunek do ludzkich słabostek, nie wyłączając symulanctwa. zgodnie z zaleceniem jaroslava haška poddam się kuracji za pomocą irygatora i aspiryny, tak, že nemoc nepochází zpět…
Dzień dobry,
bardzo lubię Pana teksty, szczególnie ten lekki humor ukryty między linijkami schludniutkich i inspirujących historii łagodnie muska moje dzisiejsze sobotnie usposobienie, niczym promienisty uśmiech pielęgniarki o indyjsko-europejskich korzeniach. Chciałbym odnieść się króciutko do „krwiopijców z farmaceutycznych korporacji“. Mimo, że mam sporo zastrzeżeń do niektórych opinii prezentowanych na tym portalu, to mimo wszystko jest to jedyne miejsce w Polsce jakie znalazłem, gdzie można wznieść się ponad argumenty prezentowane po dwóch kieliszkach na imieninach u cioci Tereski. Nic przeciw cioci Teresce, ale przy całej słusznej krytyce firm farmaceutycznych, nie wolno zapominać, że wprowadzenie na rynek nowego leku kosztuje w dzisiejszych czasach średnio JEDEN MILIARD EURO. Np. wprowadzone nie tak dawno Xarelto kosztowało od momentu pierwszych badań laboratoryjnych do wejścia na rynek dokładnie 2,3 Miliarda Euro. Jeśli wezmie się pod uwagę, że z 10 000 badanych leków, tylko jednemu udaje się wejść na rynek, możemy wyobrazić sobie zakres kosztów. W fazie końcowej, z dziesięciu leków jako efektywny okazuje się przeciętnie tylko jeden. To oznacza, że na 10 wydanych miliardów Euro, 9 wyrzucanych jest w błoto. (proszę dla porównania zwrócić uwagę na takie cyfry : cała pomoc UE dla Polski w ostatnich latach to około 70 miliardów Euro, plan Marshalla dla Niemiec po wojnie to w dzisiejszych liczbach około 20 Miliardów Euro). Te koszty firmy, które są firmami prywatnymi i chcą zarabiać tak samo jak Apple, Google czy Domy Towarowe Centrum, przerzucają oczywiście na klientów czyli pacjentów, czyli w praktyce na refundujące leki państwa. Największym problemem w owym systemie nie są nawet koszty leków, ale fakt, że firmy farmaceutyczne oczywiście nie są zainteresowane rozwojem leków dla pacjentów, którzy cierpią na choroby tak rzadkie, że nie ma szans na zwrot zainwestowanych środków, bądż też występujące przede wszystkim w regionach biednych jak Afryka, gdzie sprzedaż z zyskiem jest mało prawdopodobna. Z drugiej strony w świecie zorganizowanym jak nasz dzisiejszy, tylko dzięki firmom farmaceutycznym w ogóle powstają nowe metody leczenia. Nawet w naszej klinice, która jest pierwszą, wiodącą kliniką w Europie, z oficjalnym przydomkiem center of excellence, budżet na badania naukowe jest w porównaniu do powyższych kosztów zatrważająco niski. To znaczy, jeśli nie byłoby firm inwestujących w badania nad nowymi lekami, nie byłoby żadnych nowych leków. Państwo pokrywa koszty leczenia pacjentów, ale już budżet naukowy na badania każdy dyrektor naukowy grupy musi zorganizować sobie sam. A od tego nie zależy tylko nauka, ale też tysiące miejsc pracy. Ja np. żeby przedłużyć kontrakt najlepszej laborantce w mojej grupie, czekam z niecierpliwością na decyzje o przyznanie środków na następny projekt, kilkaset tysięcy Euro. Tych środków nie zapewnia klinika, muszę „zorganizować“ je sam. Jeśli mój projekt okaze sie za słaby i mi się nie uda, cała moja grupa wpada w poważne problemy i także moja pozycja jest zachwiana, choć mój kontrakt opłaca oczywiście klinika.
Jeśli chodzi o hierarchię, to są to raczej mody, duże znaczenia ma wiek i pochodzenie. Np. siostra Ingrid na moim oddziale klinicznym nalega na to aby mówić do mnie „Herr Doktor“, choć wiele razy zaproponowałem jej przejście na ty, sama też chce aby zwracać się do niej per „Sie“, natomiast niektóre młodsze siostry w ogóle bez pytania od razu przechodzą na ty. Dużo zależy od wieku, do starszych osób, gdzieś tak po pięćdziesiątce mówi się przeważnie na pan, chyba że sami inaczej zaproponują, co jest dość powszechne. Pacjenci zwracają się przeważnie na pan, przy tym na oddziałach gdzie leżą dłużej jak np. transplantacja szpiku i wiek lekarza jest podobny, też często przechodzi się na ty. Dwóch moich doktorantów mówi do mnie na ty, trzeci na pan. To ich własny wybór. Natomiast do studentów mam obowiązek zwracać się podczas zajęć na pan, nawet jeśli nie odbiegają jakoś znacząco wiekiem. (taka zasada jest też zresztą w szkołach średnich, przynajmniej w Berlinie). A więc trochę, jakby powiedzieli Niemcy „durcheinander“ 🙂
dziękuję za wyczerpujący komentarz i rzeczową krytykę, choć wydawało mi się, iż o krwiopijcach pisałem z taką przesadą, że ironia była łatwo wyczuwalna.
o kolosalnych kosztach nowych farmaceutyków wiedziałem, choć wydatki na xarelto wydały mi się dość ekstremalnym przypadkiem. pacjenci i tak płacą mniej dzięki licencjom ograniczonym w czasie, po którym trzeba zmienić nazwę handlową leku, co sprzyja konkurencji.
xarelto przyniesie na dłuższą metę oszczędności, bo odpadnie konieczność wstrzykiwania środków odwadniających (jak n.p. heparyna) i monitorowania na bieżąco działania leku). w danii, a zapewne również niemczech związane jest to z dodatkowym wynagradzaniem pielęgniarek środowiskowych, lekarzy i personelu technicznego.
w sprawie tytułowania – beceremonialne formy zwracania się do siebie są związane z rewolucją obyczajową w połowie ubiegłego stulecia. dawniej obowiązywała forma pan(w danii De-odpowiednik niemieckiego Sie) z nacji skandynawskich szwecja celowała w przestrzeganiu konwenansów. niewymienienie tytułu naukowego lub funkcji poprzedzone przydomnkiem pan, było rażącym uchybieniem.
opowiadano mi w kiedyś w szwecji o historii z czasów wojny. jakieś niewielkie miasto w skanii obchodziło jubileusz. w czasie uroczystości przebywali w mieście dwaj emisariusze duńskiego ruchu oporu, których wypadało zaprosić ba obchody. burmistrz wiedział, nie nie wolno mu było zdemaskować duńskich gości, bo szwecja była nadziana niemieckimi szpiegami. odruch prezentowania dobrych manier wziął jednak górę i zwracając się do jednego z uczestników sekretnej misji, burmistrz użył zwrotu „panie sabotażysto kolejowy” …
Jak najbardziej zrozumiałem humor pańskiej wypowiedzi i jak wspomniałem bardzo mi on odpowiada:) Mój komentarz na temat firm farmaceutycznych miał charakter bardziej ogólny i nie odnosił się bezpośrednio do pańskiego tekstu. Wykorzystałem go tylko jako pretekst do napisania mojej opinii, bo szczególnie będąc w Polsce słyszę dużo tzw.spiskowych teorii na podobne tematy, bez głębszego zrozumienia problemu. Przykład Xarelto podałem właśnie jako przeciętny lek, bo jest to zwykły lek hamujący krzepliwość krwi. Jego głowną zaletą jest, jak pan zauważył, jest fakt , że nie musi być on wstrzykiwany, tylko jest podawany doustnie co jest ogromnym ułatwieniem dla pacjenta ( heparyne trzeba podawać dożylnie…( tak dla ścisłości nie jest ona lekiem odwadniającym, tylko właśnie hamującym krzepliwość—-to w żadnym wypadku nie krytyka, tylko moja mania dokładności//może mnie pan nazywać Klugscheißer;) Nowe leki np. antyrakowe potrafią kosztować zdecydowanie więcej… W naszej klinice nie ma żadnych dodatkowych wynagrodzeń dla personelu, ale np. firmy farmaceutyczne nie dość, że nie pobierają od nas opłat za stosowanie niektórych leków, to jeszcze nam dopłacają jeśli zechcemy je zastosować. To dla nich po prostu reklama, jeśli jakiś lek jest przez nas stosowany. Te pieniądze idą jednak na klinikę, personel nic z tego nie ma.
Bezceremonialne formy zwracania się do siebie to także skutek podobnej rewolucji w Niemczech, szczególnie w Berlinie jest to powszechne. Już w Bawarii jest trochę inaczej. Ogólnie nie w modzie jest chwalenie się swoimi tytułami, przede wszystkim w landach protestanckich. Raczej publicznie się je przemilcza i jest tendencja do umniejszania sobie, odwrotnie niż w krajach słowiańskich gdzie modą jest przypisywanie sobie tytułów, których tak naprawdę się nie posiada. Pamiętam jak tłumaczyłem kiedyś w szkole średniej dla gosci z Polski i oczywiście mówiłem tak jak to w Polsce przyjęte..pan Profesor to, pan Profesor tamto…nauczyciel niemiecki to słowo zrozumiał i pyta się mnie : „co ty pieprzysz? przecież ja nie jestem żadnym profesorem, tylko zwykłym nauczycielem. „ Tłumaczyłem, że to taka forma grzecznościowa w Polsce. Nic nie pomogło, zabronił mi siebie tak nazywać
Wtrącę się do panów dysputy o tytułowaniu. Otóż po powstaniu Izraela wielu nowych obywateli wykonywało z konieczności proste prace, szczególnie w kibucach. Opowiadano taką anegdotkę: Przy rozładowaniu transportu cegieł ustawiono się w rządku i podawano sobie cegły. Ktoś zauważył że dwaj Żydzi niemieccy podając sobie cegły coś do siebie mówią. Podszedł bliżej i usłyszał co mówią: – Bitte, her Doktor. – Danke, her Doktor. – Bitte…
@ przyjaciel moniki-
to miałem właśnie na myśli – hamowanie krzepliwości gdy chodzi o xarelto, tylko nie nawinęło mi się właściwe słowo, bo nie mam żadnej wiedzy farmakologicznej ani lekarskiej…
wymieniony przez pana koszt na pierwszy rzut oka wygląda przerażająco, ale tyle może kosztować również prototyp samolotu.
nie mówię już o tym, że koncerny farmaceutyczne w rzeczywistości ponoszą tylko część kosztów badań, bo nagminna jest praktyla odkupowania wyników badań od od placówek naukowych.
dla europy zachodniej i USA sumy koszt nowych leków rzadko jest problemem, zwłaszcza że rynek zalany jest znacznie tańszymi zamiennikami o takiej samej skuteczności działania. ofiarami są jak zwykle mieszkańcy krajów trzeciego świata, pozbawieni wszelkiej infrastruktury socjalnej.