Grzech drugi: insynuacja
Obsesja dotyczy nagrody Nobla. Warto prześledzić zaproponowany sposób dowodzenia. Wywód rozpoczyna obszerny, zapełniający całą stronę książki, fragment artykułu Konrada Godlewskiego. Podaje on informację, że wśród kandydatów do nagrody wymieniany jest Ryszard Kapuściński, ale równocześnie czytelnik może się dowiedzieć, że członkowie Akademii nie ujawniają swoich preferencji i są zobligowani do zachowania tajemnicy podczas pracy nad werdyktem. Po tekście Godlewskiego Domosławski relacjonuje cztery rozmowy. Pierwsza z nich jest rozmowa telefoniczna. Do Kapuścińskiego zadzwonił prof. Noszczyk i mówił o swoim rozczarowaniu werdyktem noblowskim. Pisarz zapisał to w notatkach, ale pozostawił bez komentarza. Kolejny telefon był od Domosławskiego, który też zadeklarował rozczarowanie. Wówczas usłyszał: „I całe szczęście! To byłby koszmar, nie daliby mi żyć”[viii]. Jednak Domosławski nie daje wiary tym zapewnieniom i twierdzi, że „ton głosu mówił jednak coś zupełnie przeciwnego”[ix].
Następną rozmowę telefoniczną wspomina Wiktor Osiatyński, który mówi, że Kapuściński „starał się umniejszyć znaczenie Nobla”[x]. W końcu wypowiedź Jerzego Nowaka, konstatującego, że pisarz „pragnął Nobla i zarazem bardzo się bał”[xi]. Po czym następuje podsumowanie Domosławskiego: „jedna z jego obsesji ostatnich lat życia”[xii].
Drobiazgowo relacjonuję ten wywód, który ma zaledwie pół strony, ale wiele mówi o łatwości stawiania ostrych wniosków, przy wątłej lub wręcz przeczącej argumentacji. Na myśl nasuwa się znana anegdota związana z Władysławem Broniewskim, który postanowił przestać pić, a jego znajomi postanowili mu telefonicznie pogratulować tej decyzji. Efekt był taki, że Broniewski uciekł przed dziesiątym telefonem do pobliskiego szynku. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że Kapuściński tak samo jak Broniewski nie mógł się opędzić od gorliwych przyjaciół i po kolejnej rozmowie o rozczarowaniu znajomych, mógł stracić cierpliwość.
Domosławskiemu nie udało się wydobyć informacji, która świadczyłaby o sygnalizowanych publicznie bądź prywatnie nadziejach na nagrodę. A sama sugestia – „obsesja” noblowska – jest poważna i dezawuująca: natręctwo myśli, zafiksowanie, oczekiwanie honorów.
Grzech trzeci: ukryta parafraza
Jeżeli jakąś „obsesję” przypisałabym Kapuścińskiemu to ciągłe domaganie się prawa najbiedniejszych do godnego życia. Taką przypadłość dałoby się dobrze udowodnić, sięgając do napisanych i wypowiadanych przy różnych okazjach opinii pisarza. Jedną z nich cytuje Domosławski już na samym początku książki w rozdziale zatytułowanym Dagerotypy, co zresztą jest nawiązaniem do takiego samego tytułu z inicjalnego rozdziału Szachinszacha. Sytuacja jest podobna, trzeba zacząć wielką opowieść, trudno to zrobić, bo ma się przed sobą mnóstwo notatek, zdjęć i pomysłów. Trzeba wszystko uporządkować. W tym miejscu Domosławski zaczynając od „dagerotypów” istotnie wykorzystuje „narracyjne wynalazki mistrza”, co zapowiedział we wstępie do Kapuściński non-fiction. Inna sprawa, że biograf nie zrealizował tego zamierzenia, jeśli chodzi o kompozycję swojego dzieła.
Wróćmy jednak do fragmentu o ubogich, jako do przykładu pokazującego skalę parafrazowania tekstu wyjściowego. W relacji spotkania ze studentami w Bolzano, Domosławski pisze:
„dlaczego poświęcił się pisaniu o ludziach biednych. Kapuściński – że ludzi zamożnych żyje na świecie dwadzieścia procent, reszta to ubodzy. Że należycie do tych wybranych, jesteście wyróżnieni. Żyjecie w raju, lecz większość nie ma doń dostępu. Dzieli się życiowymi odkryciami: człowiek może być ubogi nie dlatego, że jest głodny, że nie posiada dóbr, lecz dlatego że go lekceważą, pogardzają nim. »Ubóstwo to stan niemożności wypowiedzenia się«”[xiii].
W oryginale, w zapisie dialogu w Bolzano w książce Dałem głos ubogim, Kapuściński mówi:
„tych, których zalicza się do kategorii zamożnych, jest na świecie dwadzieścia procent. Reszta to ludzie ubodzy. Wy należycie do tych wybranych. Jesteście wyróżnieni, Pan Bóg spojrzał na was łaskawym okiem. Żyjecie w raju, ale osiemdziesiąt procent ludzi na świecie nie ma do niego dostępu (…) Człowiek może być ubogi nie dlatego, że nic nie jadł, ale dlatego, że jest nieszanowany, poniżany, lekceważony, pogardzany (…) cechą ubóstwa jest milczenie. Ubóstwo to stan niemożności wypowiedzenia się”[xiv].
Te dwa cytaty pokazują sposoby wykorzystywania tekstów Kapuścińskiego. Czytelnik ma nikłe szanse zorientowania się, gdzie ma do czynienia z niemal cytatem, a gdzie z parafrazą. Sytuację zaciemnia fakt, że wybrane zdanie cytatu zostało wpisane w cudzysłowie, a inne przytoczenia, sygnalizuje jedynie użycie myślnika i dwukropka. Ponadto fragment ten jest zamieszczony w tekście głównym, a w całej książce rozległe, bo nawet czterostronicowe (np. strony 189-193) cytaty z Kapuścińskiego są wydrukowane mniejszą czcionką. Przyjęcie przez edytora takiej zasady, zakłada, że myśli i ustalenia Kapuścińskiego powinny być wyodrębniane przez pomniejszenie.
W cytowanym fragmencie Domosławski in extenso posługuje się frazami „mistrza”, chociaż dokonuje drobnych zmian. Parafrazuje poprzez wprowadzenie zmian stylistycznych, ale nie wnosi nic nowego do przekazu. Można te zmiany prześledzić w szczegółach. W tekście wyjściowym u Kapuścińskiego czytamy: „jest na świecie”, Domosławski zmienia na „żyje na świecie”, i kolejno: „reszta to ludzie ubodzy” na „reszta to ubodzy”; „wy należycie” na „że należycie”; „ale osiemdziesiąt procent ludzi nie ma do niego dostępu” na wersję skróconą „lecz większość”; „nie ma do niego” na „nie ma doń”; „że nic nie jadł” na „że jest głodny”. Większe ingerencje to ściągnięcie – charakterystycznego dla stylu Kapuścińskiego – nagromadzenia przymiotników „nieszanowany, poniżany, lekceważony, pogardzany” i zamiana ich na dwa czasowniki: „lekceważą, pogardzają nim”. Inne ingerencje polegają na zmianie interpunkcji. Parafraza Domosławskiego polega zatem na skróceniu, przeformułowaniu leksykalnym, przestawieniu szyku, ewentualnie modyfikacji interpunkcyjnej. Po przeredagowaniu zdanie stanowi część wywodu Domosławskiego, po czym następuje cytat, będący zakończeniem parafrazowanego tekstu.
Doceniona przez część czytelników biografii wartkość narracji jest często efektem tekstu wyjściowego, który Domosławski w wielu miejscach relacjonuje poprzez parafrazę. Dodam, że z reguły parafrazuje te dzieła Kapuścińskiego, które nie są zbyt znane.

Przykro mi, ale akurat jestem w posiadaniu odpowiedzi Artura Domosławskiego na zarzuty pani Glensk, z których absolutnie jednoznacznie wynika, że zarzuty te są funta kłaków warte. Gorzej – pani Glensk popełnia szereg skandalicznych wręcz błędów. Jeśli dodać do tego jej żenujące czy wręcz kuriozalne insynuacje, że Domosławski mało co się na nią nie rzucił w sądzie, to obraz całości jest wyjątkowo ponury. Przykro mi, że SO coś takiego opublikowało. Można bowiem nie zgadzać się z Domosławskim, ale na litość boską – nie na takim poziomie, że tak jak autorka ordynarnie się kłamie i przeinacza fakty, cytaty i słowa
Szkoda, że osoby minusujące moją wypowiedź nie mają odwagi podać jakiegoś argumentu za p. Glensk. A zainteresowanym służę na priva odpowiedzią Domosławskiego na te zarzuty. Skądinąd SO też je posiada… Warto też, zanim się ktoś wypowie, przeczytać rozmowę z Domosławskim:
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20150528/domoslawski-nie-mam-poczucia-ze-przegralem-ten-proces
@Jacek Rakowiecki
Informuję, że nie jest prawdą,że Urszula Glensk „ordynarnie (…) kłamie i przeinacza fakty, cytaty i słowa”…
Zapewniam pana oraz czytelników pańskich komentarzy, że argumenty podniesione przez autorkę są właściwe i prawdziwe.
W egzemplarzu, na który powołuje się Urszula Glensk „stoi” tak, jak to ona napisała… 🙂
Ponadto fakty (ugoda oraz wyrok) mówią więcej, niż nerwowe ruchy podsądnego i jego akolitów… 🙂
Proszę w takim razie o fotokopię rzeczonego fragmentu tej wersji książki, na którą powołuje się p. Glensk… bo jak na razie nawet w sądzie nie potrafiła go przedstawić. Zwykłą podłością jest też fakt, że ocenia Pan mnie jako „akolitę” autora. Niestety – obraźliwych epitetów używa się, gdy nie ma się w ręku faktów. Także twierdzenie, że żądanie sprostowania ordynarnych kłamstw to „nerwowe ruchy” jest po prostu podłe i prostackie… Mam 30-letnie doświadczenie redaktorskie i potrafię samodzielnie dokonać analizy zarzutów p. Glensk, znałem i bardzo wysoko ceniłem p. Kapuścińskiego, znam też p. Domosławskiego. Amicus Plato…
Jest pan bardzo „wyrazisty” w wyrażaniu samodzielnego (zapewne) oburzenia… 🙂
Podłość, prostactwo i ordynarność (pleonazm z 30. letnim doświadczeniem)to niewiele w kwestii rzeczowości jak na kogoś, kogo boli określenie „akolita”… 🙂
Widziałem egzemplarz Urszuli Glensk.
Mamy te fotokopie.
Czytałem tą książkę, dobry tekst i biografia człowieka z krwi i kości. W porównaniu do biografii autorstwa brytyjskich autorów, dzieło Domosławskiego jest bardzo łagodne wobec bohatera. Np. argument autorki iź kłamstwem jest to, że Kapuściński dystansował sie od redakcyjnych kolegów bowiem istnieje zdjęcie na którym wraz z nimi uśmiechał się….
Smutne gdy decyzje o ksiąźce zapadają w sądzie. Tworzenie list książek zakazanych ma długą tradycję, najwyraźniej wiecznie żywą.
@MaSZ
Mam identyczne wrażenie. Ale argumenty autorki z semantycznego podobieństwa zdań wprowadzają w tę w sumie smutną historię akcent humorystyczny.
Najgorsza możliwa obrona Domosławskiego to wynajęcie kolegi z redakcji. Megalomania P. Rakowieckiego jest znana. Nawet w odpowiedziach jako rzecznik prasowy TVP – zbyt gorliwy nawet jak na panujące tam włazidupstwo władzy rozstał się z telewizją publiczną – podkreślał swoje 30-letnie doświadczenie jako dziennikarza prasowego, co w żaden sposób nie odbijało się na logice tekstów rzecznika prasowego. Szkoda, że nie dodawał też doświadczeń polegających na zarżnięciu kilku tytułów prasowych (samo mianowanie go na naczelnych tych pism nazywano dużą dezynwolturą lub szaleństwem wydawców).
Jacek Rakowiecki to mistrz insynuacji (sugerował, że Max Kolonko chce wyłudzić ministerialne dotacje na telewizję polonijną), mistrz blagi i poprawnościowego bełkotu. Przed wyborami prezydenckimi zasłynął wizjami na swoich wpisach facebookowych, w których Duda i PiS mieliby jego i podobnych bohaterów zamykać na stadionach, a może w obozach koncentracyjnych. To także rzemiocha manipulacji – przepraszając za słowa prezentera bezczelnie atakującego red. Warzechę, jednocześnie sam zaatakował Warzechę, czyniąc mu podobny zarzut co redaktor z telewizji, którego nazwiska nie ma co pamiętać.
Rakowiecki może też być wykorzystywany do pałowania (słownego, rzecz jasna) dziennikarzy, tak jak wtedy, gdy zaatakował zadającego „niewłaściwe” pytania dziennikarza TV Republika, za które ówże został siłą wyrzucony z konferencji prasowej Owsiaka. To także niezrównany stylistyczny dżentelmen: swoim oponentom zarzuca tkwienie „mentalnie w XIX w.” i człowiek niezwykle kompetentny – w oficjalnej odpowiedzi do jednej z redakcji nazywał synod biskupi soborem.
To, że ktoś taki był rzecznikiem TVP daje obraz patologii mediów publicznych. To, że ktoś taki jako dawny kumpel z redakcji Domosławskiego zostaje wynajęty do pałowania kobiety, źle świadczy o zleceniodawcy i potwierdza jego cechy drobiazgowo wyłożone przez polemistkę.
Radziłbym Domosławskiemu lepiej dobierać pałkarzy. Weźmy metodę z Non-fiction i zestawmy obok siebie kilka cytatów z Rakowieckiego: „zarzuty te są funta kłaków warte”, „Jeśli dodać do tego jej żenujące czy wręcz kuriozalne insynuacje, że Domosławski mało co się na nią nie rzucił w sądzie, to obraz całości jest wyjątkowo ponury”, „autorka ordynarnie się [pisownia oryg.] kłamie i przeinacza fakty”. Skądś znamy te metody, ten język, prawda?
Rakowiecki grozi, że wyśle zainteresowanym jakąś tajemniczą odpowiedź Domosławskiego, kwestionującą rzetelność P. Glensk, podważającą wyrok sądu i rozganiającą dość już rozległy smrodek wokół dzieła obrazoburczego… Nie wiem, dlaczego Domosławski nie przedstawił tego dzieła sądowi i opinii publicznej, trudno też zrozumieć, dlaczego sobie dobrał tak kiepskiego herolda.
Szanowny Panie Tremer,
Mogę tylko odpowiedzieć, że poziom Pańskiego ataku i zawartych w nim kłamstw i insynuacji świadczy tylko o Panu. Jestem jednak przyzwyczajony: skopiował Pan praktycznie w 100% listę inwektyw, którymi kilkakrotnie obrzuciło mnie wSieci braci Karnowskich i „Gazeta Polska” więc musi być Pan naprawdę starannym czytelnikiem i kopistą dziennikarstwa „niezależnego”. Przyznać muszę, że darował Pan sobie tylko z tamtych stron dodatkowych argumentów, że jestem Żydem, ubekiem i zdrajcą, co znacznie zubożyło Pańską argumentację, ale z kolei dodał Pan cenny epitet „pałkarz”, co zasługuje na uznanie dla jakości Pana polemicznego talentu… Choć nie ukrywam, że fakt, iż na stronie SO można publikować takie posty, jak Pański, znaczy, że coś tu się zmieniło. Nie dziwi mnie w tym kontekście także poziom publikacji p. Glensk, choć u Pana mogłaby się jeszcze sporo douczyć. Także Pańska pryncypialna obrona tuzów dziennikarstwa, czyli red. red. Warzechy, Kolonki i Rachonia na tych łamach świadczy, że nawet w SO po wyborach idzie nowe…
Drogi Panie, dysponuje kopiami elektronicznymi z Panskich pism, także wpisow facebookowych. Tego samego domaga sie Pan ws. roznic tekstu w kolejnych dodrukach Non-fiction. Moge przeslac na priva zainteresowanym 🙂 co do reszty Panskiego tekstu – ostrosc ataku odpowiada Pana inwektywom, sorry. Przywolywanie jakichs nazwisk prawicowych dziennikarzy, inwektyw, ktorymi Pana obrzucal kto inny… Coz, mialem chyba racje co do Pana talentow polemicznych… Panski kolega grozi sadem Pani Glensk, Pan pietnuje SO za wpuszczenie krytycznego glosu – gratuluje wspolnoty metod