Grzech siódmy: karierowiczostwo
Tendencyjność książki Domosławskiego ujawnia uporczywe eksponowanie niektórych wątków i konsekwencja, z jaką biograf wraca do różnego rodzaju problemów (koncentracja na karierze, koniunkturalizm). Po szczegółowym omówieniu okresu stalinowskiego, akces Kapuścińskiego do „nowej wiary” przypominany jest w kolejnych fragmentach, np. w kontekście powstawania Imperium. Znowu uruchamiana jest retoryka pytań, które jak twierdzi Domosławski, nie są stawiane „z intencją »rozliczania«”[xlviii]. A brzmią tak:
„czy słyszał o łagrach, lodowatym piekle gułagu, gdy ołówkiem rysował »schodki« wiersza ku czci Stalina. Czy ów wiersz dźwięczał mu w uszach, gdy zapisywał strony Imperium danymi o zbrodniach radzieckiego tyrana”[xlix].
I jeszcze listek figowy, przykrywający intencje takiej retoryki: „Nie domagam się skruchy ani samokrytyki – chcę zrozumieć”[l].
Nie jest materiałem na sensacyjną biografię historia takiego człowieka, jak Kapuściński: nie wywoływał skandali, był dyskretny, szukał kompromisu i zamykał się na wiele godzin we własnej pracowni. Równocześnie jego ranga słynnego pisarza daje szanse na poczytną biografię. Domosławski rozwiązuje tę aporię. Upiera się, żeby życie było równie ciekawe jak twórczość. A to prowadzi biografistę w ślepą uliczkę, w dodatku krzywo wybrukowaną.
Sama twórczość nie jest głównym przedmiotem zainteresowań Domosławskiego, pasjonują go przede wszystkim fragmenty, dające szansę dekonstrukcji. Jest skoncentrowany na zawartości depesz, ignoruje dwa pierwsze zbiory reportaży zagranicznych, prawie pomija eseistykę. Natomiast próbuje, często skutecznie, udramatyzować codzienność: mariaż z władzą, nieopanowany vigor venereus, fiasko ojcostwa. Nie waham się postawić tezę, że autorski interes Domosławskiego jest tu ważniejszy niż uczciwość biografa. Co do aktywizmu politycznego czasów stalinowskich książka nie proponuje nic nowego. Egzemplifikacja jest tu prosta w postaci wierszy, z których zeitgeist wyziera całymi frazami. Ale też niewiele z niej wynika poza płaską interpretacją, ignorującą atmosferę czasu i podyktowaną współczesnym systemem wartości. Afektowana próba zrozumienia wypierana jest przez radykalne oceny. Co do kochanek, to zawsze można podkoloryzować. I tu Domosławski okazuje się pojętnym uczniem mistrza. Muszę zacytować akapit (zresztą będący przedmiotem drwin recenzentów):
„królową może zostać sekretarka, ekspedientka, studentka, intelektualistka, poetka, reporterka, tłumaczka, korektorka, redaktorka, cenzorka, konspiratorka… Miłość nie zna barier, ani granic, jest ponad klasami i zawodami, ponad kolorami (brunetki, blondynki), miarami (wysokie, niskie, szczupłe, puszyste) doświadczeniami (młodsze i nienajmłodsze), stanami (panny, mężatki, rozwódki)”[li].
To wycyzelowane zdanie brzmi jak pastisz Kapuścińskiego. Wstęp do opisu kochanek, reprezentujących wszystkie typy i profesje (choć dominują zawody środowiskowe, wydawniczo-dziennikarskie). Co zatem znajdujemy w rozdziale „o miłości i innych demonach”? Najpierw autor cytuje fragment rozmowy Teresy Torańskiej z Alicją Kapuścińską. Kolejne głosy należą do „jednego z przyjaciół”, komentującego „innego”, „jednej z podbitych”, „najprawdziwszej królowej”. Tylko Ryszard Frelek występuje pod swoim nazwiskiem i mówi o oczarowanej sekretarce „jednego z partyjnych dygnitarzy”. Rozdział inkrustuje też opowieść Kapuścińskiego o Carlotcie, uwiecznionej przez pisarza w reportażu Jeszcze dzień życia. Jej portret sugestywny i tajemniczy łączy w sobie opis młodości, erotyzmu i śmierci. W końcu dłuższa rozmowa z anonimową kochanką, prezentowaną jako „ona”. Koniec. Całość to zaledwie 10 stron tekstu o romansach. Proporcje jak 1:60. Po co? Odpowiedź przynoszą dyskusje toczone wokół książki. Wszystkie odnosiły się do wątków obyczajowych. Recenzenci i publicyści dali się ponieść temu tłumowi nieznanych „królowych” i choć wielu z nich nie straciło krytycyzmu, to jednak dyskusja zaczęła żyć własnym rytmem. Każdy mógł coś dodać, wyrazić opinię. Niektórzy postanowili przy okazji zaglądnąć do książki. Cel został osiągnięty. Impuls wysłany do kupujących. Brukowy reporter mógł liczyć na czytelników.
Przypomnę spostrzeżenie Krzysztofa Mroziewicza, że w całej twórczości Kapuścińskiego prawie nie ma opisów tego, co może się zdarzyć między dwojgiem ludzi. Być może powściągliwość Kapuścińskiego była kwestią pokoleniową. Tym bardziej należy to uszanować, choćby do pewnego czasu.
Podobne kontrowersje budziła następna odsłona prywatności zaproponowana przez Domosławskiego. A mianowicie trudne relacje z córką. Fragmenty wypowiedzi Zojki są zapośredniczone z innych tekstów, bo Domosławski nie rozmawiał z nią i podobno nawet nie usiłował[lii]. Rekonstruuje zatem historię ojca i córki, posługując się procedurami poznawczymi, które nie są możliwe do zaakceptowania, jeśli chcemy poważnie traktować biografię, której bohaterami są osoby żyjące. Znowu pełna dyskwalifikacja warsztatowa.
Podporządkowanie wszystkiego własnej karierze Domosławski imputuje swojemu bohaterowi. Pewnie każdy pisarz motywowany jest nadzieją sukcesu. Kapuściński non fiction jest jednak takiemu zamierzeniu niewolniczo podporządkowane. Książka została napisana w taki sposób, aby była czytelna dla międzynarodowego odbiorcy. Po to znalazły się w niej długie fragmenty, wyjaśniające sytuację społeczno-polityczną w Polsce gomułkowskiej czy solidarnościowej, czy relacja o atmosferze wokół społeczności żydowskiej w przedwojennym Pińsku. Te omówienia są repetycją z podręczników historii najnowszej, potrzebną dla zagranicznego czytelnika, bo ta książka ma iść w świat. Tak jak przez trzydziestoma laty poszły w świat opowieści o Hajle Sellasje czy Rezie Pahlavim. Opowieść ma swoje prawa. To akurat dobrze zrozumiał z nauk mistrza Domosławski, szkoda, że przede wszystkim to.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że syndrom Salieriego, który Małgorzata Różewicz w dyskusji przypisała Domosławskiemu, celnie wyjaśnia relacje między biografem i jego bohaterem.
Urszula Glensk
Urszula Glensk – doktor, adiunkt w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka czterech książek, m.in. Historii słabych. Literatura i życie w dwudziestoleciu (1918-1939) wyróżnionej Nagrodą Historyczną Polityki 2015.
____________________________________________________
- [i] List otwarty kardynała Stanisława Dziwisza [w:] Wokół „Strachu”. Dyskusja o książce Jana T. Grossa, wybór i układ tekstów Mariusz Gądek, Kraków 2008, s. 74-75.
- [ii] A. Kaliszewski, „Nauczyć się myśleć o człowieku”. Poezja Ryszarda Kapuścińskiego [w:] Ryszard Kapuściński. Portret dziennikarza i myśliciela. Pod red. K.Wolnego-Zmorzyńskiego i in. Opole 2008, s. 266.
- [iii] A. Domosławski, Non-fiction, Warszawa 2010, s. 547.
- [iv] A. Domosławski, op. cit., s. 463-464.
- [v] K. Brinkbäumer, Afrykańska odyseja. Przeł. J. Czudec, Wołowiec 2009, s. 89.
- [vi] A.Domosławski, op.cit., s. 552.
- [vii] Ibidem, s. 554.
- [viii] Ibidem, s. 554.
- [ix] Ibidem, s. 554.
- [x] Ibidem, s. 554.
- [xi] Ibidem, s. 554.
- [xii] Ibidem, s. 554.
- [xiii] Ibidem, s. 15.
- [xiv] R. Kapuściński, przedmowa A.Kapuścińska, Dałem głos ubogim, tłum. M.Szymków, J.Wajs, Kraków 2008, s. 34.
- [xv] K. Mroziewicz, Prawdy ostateczne Ryszarda Kapuścińskiego, Warszawa 2008, s. 41.
- [xvi] A. Domosławski, op. cit., s. 134.
- [xvii] B. Nowacka, Z. Ziątek, Ryszard Kapuściński. Biografia pisarza, Kraków 2008, s. 258.
- [xviii] A. Domosławski, op. cit., s. 397.
- [xix] B. Nowacka, op. cit., s. 57.
- [xx] Domosławski, op. cit., s. 145.
- [xxi] Zob. B. Nowacka, Z. Ziątek, op. cit., s. 223 oraz A. Domosławski, op. cit., s. 347.
- [xxii] A. Domosławski, op. cit., s. 51.
- [xxiii] Ibidem, s. 446.
- [xxiv] Ibidem, s. 449.
- [xxv] Ibidem, s. 69.
- [xxvi] Ibidem, s. 144-145.
- [xxvii] B. Nowacka, op. cit., s. 72.
- [xxviii] M. Wierzyński, Preparat z Kapuścińskiego, „Nowe Książki”, 6/2010, s. 45.
- [xxix] A. Domosławski, op. cit., s. 45.
- [xxx] Ibidem, s. 54.
- [xxxi] Ibidem, s.174
- [xxxii] Ibidem, s. 175
- [xxxiii] Ibidem, s. 341.
- [xxxiv] Ibidem, s. 209
- [xxxv] Ibidem, s. 473.
- [xxxvi] P. Rimiz, Kapuściński, misja – reporter, tłum. M. Szymków, cyt. za: Dałem głos ubogim…, s. 10.
- [xxxvii] A. Domosławski, op. cit., s. 136.
- [xxxviii] Ibidem, s. 145.
- [xxxix] Ibidem, s. 222.
- [xl] Ibidem, s. 224.
- [xli] Ibidem, s. 233.
- [xlii] Por. K. Mroziewicz, op. cit., s. 118.
- [xliii] Ibidem, s. 45.
- [xliv] Piszą o tym Nowacka i Ziątek, którzy zwrócili uwagę, że sceny z Szachinszacha o spokoju wokół ambasady amerykańskiej były co najmniej niedopowiedziane, bo w rzeczywistości przetrzymywano tam ponad 400 zakładników, obywateli USA.
- [xlv] A. Domosławski, op. cit., s. 434-435.
- [xlvi] R. Kapuściński, Heban, Warszawa 2001, s. 154.
- [xlvii] To, jak opowieść o rybie z Kampali spreparował Domosławski, zauważyli również Zygmunt Ziątek w rozmowie w radiu TOKFM oraz Renata Gluza w obszernym, kompetentnym artykule Uwiedzeni [„Press”, kwiecień 2010, s. 32-33].
- [xlviii] A. Domosławski, op. cit., s. 458.
- [xlix] Ibidem, s. 459.
- [l] Ibidem, s. 459.
- [li] Ibidem, s. 340.
- [lii] zob. R. Gluza, op. cit, s. 35.


Przykro mi, ale akurat jestem w posiadaniu odpowiedzi Artura Domosławskiego na zarzuty pani Glensk, z których absolutnie jednoznacznie wynika, że zarzuty te są funta kłaków warte. Gorzej – pani Glensk popełnia szereg skandalicznych wręcz błędów. Jeśli dodać do tego jej żenujące czy wręcz kuriozalne insynuacje, że Domosławski mało co się na nią nie rzucił w sądzie, to obraz całości jest wyjątkowo ponury. Przykro mi, że SO coś takiego opublikowało. Można bowiem nie zgadzać się z Domosławskim, ale na litość boską – nie na takim poziomie, że tak jak autorka ordynarnie się kłamie i przeinacza fakty, cytaty i słowa
Szkoda, że osoby minusujące moją wypowiedź nie mają odwagi podać jakiegoś argumentu za p. Glensk. A zainteresowanym służę na priva odpowiedzią Domosławskiego na te zarzuty. Skądinąd SO też je posiada… Warto też, zanim się ktoś wypowie, przeczytać rozmowę z Domosławskim:
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20150528/domoslawski-nie-mam-poczucia-ze-przegralem-ten-proces
@Jacek Rakowiecki
Informuję, że nie jest prawdą,że Urszula Glensk „ordynarnie (…) kłamie i przeinacza fakty, cytaty i słowa”…
Zapewniam pana oraz czytelników pańskich komentarzy, że argumenty podniesione przez autorkę są właściwe i prawdziwe.
W egzemplarzu, na który powołuje się Urszula Glensk „stoi” tak, jak to ona napisała… 🙂
Ponadto fakty (ugoda oraz wyrok) mówią więcej, niż nerwowe ruchy podsądnego i jego akolitów… 🙂
Proszę w takim razie o fotokopię rzeczonego fragmentu tej wersji książki, na którą powołuje się p. Glensk… bo jak na razie nawet w sądzie nie potrafiła go przedstawić. Zwykłą podłością jest też fakt, że ocenia Pan mnie jako „akolitę” autora. Niestety – obraźliwych epitetów używa się, gdy nie ma się w ręku faktów. Także twierdzenie, że żądanie sprostowania ordynarnych kłamstw to „nerwowe ruchy” jest po prostu podłe i prostackie… Mam 30-letnie doświadczenie redaktorskie i potrafię samodzielnie dokonać analizy zarzutów p. Glensk, znałem i bardzo wysoko ceniłem p. Kapuścińskiego, znam też p. Domosławskiego. Amicus Plato…
Jest pan bardzo „wyrazisty” w wyrażaniu samodzielnego (zapewne) oburzenia… 🙂
Podłość, prostactwo i ordynarność (pleonazm z 30. letnim doświadczeniem)to niewiele w kwestii rzeczowości jak na kogoś, kogo boli określenie „akolita”… 🙂
Widziałem egzemplarz Urszuli Glensk.
Mamy te fotokopie.
Czytałem tą książkę, dobry tekst i biografia człowieka z krwi i kości. W porównaniu do biografii autorstwa brytyjskich autorów, dzieło Domosławskiego jest bardzo łagodne wobec bohatera. Np. argument autorki iź kłamstwem jest to, że Kapuściński dystansował sie od redakcyjnych kolegów bowiem istnieje zdjęcie na którym wraz z nimi uśmiechał się….
Smutne gdy decyzje o ksiąźce zapadają w sądzie. Tworzenie list książek zakazanych ma długą tradycję, najwyraźniej wiecznie żywą.
@MaSZ
Mam identyczne wrażenie. Ale argumenty autorki z semantycznego podobieństwa zdań wprowadzają w tę w sumie smutną historię akcent humorystyczny.
Najgorsza możliwa obrona Domosławskiego to wynajęcie kolegi z redakcji. Megalomania P. Rakowieckiego jest znana. Nawet w odpowiedziach jako rzecznik prasowy TVP – zbyt gorliwy nawet jak na panujące tam włazidupstwo władzy rozstał się z telewizją publiczną – podkreślał swoje 30-letnie doświadczenie jako dziennikarza prasowego, co w żaden sposób nie odbijało się na logice tekstów rzecznika prasowego. Szkoda, że nie dodawał też doświadczeń polegających na zarżnięciu kilku tytułów prasowych (samo mianowanie go na naczelnych tych pism nazywano dużą dezynwolturą lub szaleństwem wydawców).
Jacek Rakowiecki to mistrz insynuacji (sugerował, że Max Kolonko chce wyłudzić ministerialne dotacje na telewizję polonijną), mistrz blagi i poprawnościowego bełkotu. Przed wyborami prezydenckimi zasłynął wizjami na swoich wpisach facebookowych, w których Duda i PiS mieliby jego i podobnych bohaterów zamykać na stadionach, a może w obozach koncentracyjnych. To także rzemiocha manipulacji – przepraszając za słowa prezentera bezczelnie atakującego red. Warzechę, jednocześnie sam zaatakował Warzechę, czyniąc mu podobny zarzut co redaktor z telewizji, którego nazwiska nie ma co pamiętać.
Rakowiecki może też być wykorzystywany do pałowania (słownego, rzecz jasna) dziennikarzy, tak jak wtedy, gdy zaatakował zadającego „niewłaściwe” pytania dziennikarza TV Republika, za które ówże został siłą wyrzucony z konferencji prasowej Owsiaka. To także niezrównany stylistyczny dżentelmen: swoim oponentom zarzuca tkwienie „mentalnie w XIX w.” i człowiek niezwykle kompetentny – w oficjalnej odpowiedzi do jednej z redakcji nazywał synod biskupi soborem.
To, że ktoś taki był rzecznikiem TVP daje obraz patologii mediów publicznych. To, że ktoś taki jako dawny kumpel z redakcji Domosławskiego zostaje wynajęty do pałowania kobiety, źle świadczy o zleceniodawcy i potwierdza jego cechy drobiazgowo wyłożone przez polemistkę.
Radziłbym Domosławskiemu lepiej dobierać pałkarzy. Weźmy metodę z Non-fiction i zestawmy obok siebie kilka cytatów z Rakowieckiego: „zarzuty te są funta kłaków warte”, „Jeśli dodać do tego jej żenujące czy wręcz kuriozalne insynuacje, że Domosławski mało co się na nią nie rzucił w sądzie, to obraz całości jest wyjątkowo ponury”, „autorka ordynarnie się [pisownia oryg.] kłamie i przeinacza fakty”. Skądś znamy te metody, ten język, prawda?
Rakowiecki grozi, że wyśle zainteresowanym jakąś tajemniczą odpowiedź Domosławskiego, kwestionującą rzetelność P. Glensk, podważającą wyrok sądu i rozganiającą dość już rozległy smrodek wokół dzieła obrazoburczego… Nie wiem, dlaczego Domosławski nie przedstawił tego dzieła sądowi i opinii publicznej, trudno też zrozumieć, dlaczego sobie dobrał tak kiepskiego herolda.
Szanowny Panie Tremer,
Mogę tylko odpowiedzieć, że poziom Pańskiego ataku i zawartych w nim kłamstw i insynuacji świadczy tylko o Panu. Jestem jednak przyzwyczajony: skopiował Pan praktycznie w 100% listę inwektyw, którymi kilkakrotnie obrzuciło mnie wSieci braci Karnowskich i „Gazeta Polska” więc musi być Pan naprawdę starannym czytelnikiem i kopistą dziennikarstwa „niezależnego”. Przyznać muszę, że darował Pan sobie tylko z tamtych stron dodatkowych argumentów, że jestem Żydem, ubekiem i zdrajcą, co znacznie zubożyło Pańską argumentację, ale z kolei dodał Pan cenny epitet „pałkarz”, co zasługuje na uznanie dla jakości Pana polemicznego talentu… Choć nie ukrywam, że fakt, iż na stronie SO można publikować takie posty, jak Pański, znaczy, że coś tu się zmieniło. Nie dziwi mnie w tym kontekście także poziom publikacji p. Glensk, choć u Pana mogłaby się jeszcze sporo douczyć. Także Pańska pryncypialna obrona tuzów dziennikarstwa, czyli red. red. Warzechy, Kolonki i Rachonia na tych łamach świadczy, że nawet w SO po wyborach idzie nowe…
Drogi Panie, dysponuje kopiami elektronicznymi z Panskich pism, także wpisow facebookowych. Tego samego domaga sie Pan ws. roznic tekstu w kolejnych dodrukach Non-fiction. Moge przeslac na priva zainteresowanym 🙂 co do reszty Panskiego tekstu – ostrosc ataku odpowiada Pana inwektywom, sorry. Przywolywanie jakichs nazwisk prawicowych dziennikarzy, inwektyw, ktorymi Pana obrzucal kto inny… Coz, mialem chyba racje co do Pana talentow polemicznych… Panski kolega grozi sadem Pani Glensk, Pan pietnuje SO za wpuszczenie krytycznego glosu – gratuluje wspolnoty metod